Nan-no ki-no
hana-to-wa shirazu
nioi-ka-na
Nie widzę drzewa
nie wiem jakie to kwiaty
– czy tylko zapach
Bashō Matsuo [ z dziennika Oi-no kabumi, 1688]
z tomu Haiku – Ossolineum 1983
z japońskiego przełożyła
Agnieszka Żuławska-Umeda
PS
Wiem jakie to kwiaty: jabłoń ozdobna (malus purpurea Makowiecki) , we wdzięcznym towarzystwie klonu złocistego Aureus i właśnie w pełnym rozkwicie.
Świat jest doskonale piękny!
A mój ogród coraz piękniejszy!
W gruncie rzeczy piękno związane jest ściśle z właściwym wzrastaniem.
Autorką zdjęcia jest Adminka, czyli Emilia Kiereś.









W imieniu naszej malutkiej solenizantki, Zosieńki, dziękuję za zyczenia:)
Dzisiaj Isia huśtała ją i spiewała „Malowany wózek”, a maleńka spokojnie dodawała końcowe słowa w każdym wersie do wszystkich czterech zwrotek!
Asieńka, która akurat lepiła babki w piaskownicy, co jakiś czas też dodawała końcówki tonem zblazowanym.
Malowany wózek, para siwych koni
Pojadę daleko, nikt mnie nie dogoni
Pojadę daleko, po ubitej dróżce
Tam gdzie stoi mała chatka na koguciej nóżce
Stanę przed tą chatką, będę z bicza trzaskał
„Wyjdźże Babo Jago, wyjdźże jeśli łaska!”
Wyszła Baba Jaga, stara, całkiem siwa
I spytała grubym głosem: „Kto mnie tutaj wzywa?”
„To ja Babo Jago przyjechałem prosić
Żebyś nie więziła Jasia i Małgosi
Bo jak nie, to powiem rzecz ci nieprzyjemną
Będziesz miała Babo Jago do czynienia ze mną!”
„Strzeż się czarownico!” – krzyknę wniebogłosy,
Że aż Babie Jadze dęba staną włosy.
I koniki pognam,”Hop! hop!” krzyknę na nie
I pojadę do swej mamy na drugie śniadanie.
Och, czytałam Pratchetta!
Wisteria Tunnel zachwycające SowoP . Zaraz zajrzałam, bo bliskie są mi szczególnie te liliowe grona kwiatów wisterii. Kiedyś spędziliśmy z mężem miły czas w angielskim domku całym oplecionym kwiatami i pędami wisterii , zresztą nazywał się „Wisteria Cottage”. Jego właściciel, już śp. uncle Teddy był bardzo dumny ze swojej wisterii.
dzień dobry,
jaka to piękna pogoda!Odkąd wróciłam ze szkoły siedzę na dworze i czytam „Momo” Michaela Ende. Bardzo mądra książka,jakby ktoś chciał przeczytać to serdecznie polecam,a może Pani się skusi Pani Małgosiu,gdy już skończy Pani Ellis P.?
Wróciłam do domu,bo się zimno zrobiło,po południu to nawet padało,ale tak ,że za chwilę preszło.
Wiosna jest najpiękniejszą rzeczą na świecie! :)
A mój ulubiony odcień zieleni to(chyba,bo jest ich wiele)barwa młodych listków lipy.
Mam taki ładny wiersz w podręczniku.Mogę napisać?:)
W sobotę jadę na targi książki!!:)))
Na początku maja? A Pankracy, Serwacy i Bonifacy? 12, 13 i 14 maja? A Zośka to dopiero jutro :)
O ebayu już wiem, widziałam. Coś się pewnie zamówi :)
Prawda! Tylko to już chyba zimna Zośka, nie zimni ogrodnicy. Ci są na początku maja.
Idę oglądać Wisteria Tunnel.
Aha, Sowo, na polskim ebay jest pełno książek Kate Greenaway! Za złotówki!
Bzy pachną i pachną, nic tylko się nurzać. Nawet Zimni Ogrodnicy nie dają im rady. Sowiątko nie życzy sobie wracać ze spacerów – gdy próbuję je wyjąć z wózka, to zapiera się rękami i nogami.
Miłośnikom japońskiej sztuki ogrodniczej polecam wpisać w Google hasło Wisteria Tunnel. Ech, w takich okolicznościach przyrody to by się dopiero można było doskonalić…
Ach, jakie miłe wiadomości!
Mamo Kniżki, najserdeczniej gratuluję Antosia! Swoją drogą, śliczne imię!
I gratuluję Kniżki, a samej Kniżce dziękuję za taką wygraną!
Kochana Pani Małgorzato :) Jak tu pięknie – kwiaty i do kompletu haiku :)
Dawno nie zaglądałam, a teraz wpadam się pochwalić, że nasz synek, Antoś, ma już trzy miesiące. A nasza Kniżka wygrała w szkole konkurs czytelniczy z Jeżycjady :)
Serdecznie Panią pozdrawiam i wszystkich Księgowych :)
Odpowiadam na wiad.pryw.od Moni.S: Nie, nie przepadam za musicalami. Ale skoro tak się tym zachwycasz, spróbuję posłuchać.
Terry Pratchett jest mi znany, ciekawy z niego typek. I owszem, bywał na zagadkach.
Historynko, masz rację, komputer potrzebny nam jest raczej zimą…
Co mówiąc, idę nurzać się w bzach.
Dawno mnie tu nie było,
dużo pracy, a do tego pogoda zniechęca do siedzenia przy komnputerze.
Sama uwielbiałam bawić się lalkami, moją najukochańszą mam do dziś, nazywa się Dorotka. Moja mama po swojej najukochańszej lalce dała mi imię, też ma ją do dziś.
Moja Ula też lubi bawić się lalkami, ale dopiero ostatnio zaczyna je nazywać, ta ulubiona ma na imię Lala, a murzynek to Adaś.
Tak! Grajmy w zielone!!!
Na pewno jest więcej niż 17 odcieni.
Mój ulubiony: chłodna, aż niebieskawa zieleń młodych zbóż.
Kapucynko, nasz Janek jest w pierwszej gimnazjum i także pisał już testy próbne. Poszły mu całkiem dobrze. Największe zaskoczenie to 5 z fizyki:). Z tymi testami próbnymi, to jak z prasowaniem. Dla niektórych to zajęcie bezsensowne i zajmujące czas, dla innych normalne, a nawet potrzebne, bo naturalna dezynfekcja :)
Pozdrawiam wszystkich ciepło, chociaż „majowi ogrodnicy” chłodem wieją.
Dua, zachwyciło mnie 17 odcieni zieleni, to prawdziwe szaleństwo piękna. Siadam na rower i jadę „liczyć”. Gram w zielone.
Zagladnelam na Wiwo. Milo.
Mamo Isi, wspolczuje.
Moj tato mowil o lalkach ” matrony”. W istocie byly sztywne. Wolalam miska.
O, jeszcze nie koniec z Ellis Peters, jeszcze wyszukałam jej książki spoza cyklu, także te, pisane pod nazwiskiem Edith Pargeter:). Już do mnie idą. W oczekiwaniu na nie czytam Ngaio Marsh, przyjemne jej kryminały z inspektorem Roderickiem Alleynem (arystokratą z pochodzenia, a w czasie II wojny- agentem brytyjskiego wywiadu). Nie są może tak wyjątkowo miłe jak książki Ellis P., ale bo też pani Ngaio była inna – ironiczna, zdyscyplinowana. Tak czy inaczej – dobra lektura na dobranoc.
Dobry wieczór DUA, wychylam tylko czubek głowy spod regału, żeby z ciekawością zapytać co Starosta teraz czyta, skoro już skończył Ellis Peters:). Jeśli można wiedzieć, rzecz jasna;).
Adisia już pewnie śpi. (Trudno, muszę być stanowcza).
Aha, Asiu! No, przecie!
Dobranoc w zapachu bzów!
Dobry wieczór Wam!
Adisiu, a zerknij sobie do przechowalni wpisów. A może uda Ci się coś odnaleźć… : ) (specjalnie napisałam do „przechowalni”, bo nie chciałam tak od razu bezpośrednio dawać rozwiązania, nie miałam pomysłu na inne słowo, ale myślę, że to nietrudne się domyślić)
Wreszcie sobie trochę odpoczywam.
A bzy rzeczywiście przecudnie pachną, tak mocno, chce się to wszystko chłonąć. W tle słyszę właśnie polską wersję piosenki „Niepojęty, Niezmierzony…” Tak, rzeczywiście taki jest Ten, Który tyloma wspaniałościami na co dzień nas obdarowuje!
oj, Anonim to ja.
Zapamiętałam Pani naukę o ” poezji, która ratuje”.
:)
Aaa! Brawo!:)))
A nie, nie. Nic zlego:)
Pracowalam w komisji, a to absorbujace zajecie, bo najpierw zmudne i dlugie tam siedzenie (u nas pracowano 30 godzin bez przerwy), potem odrabianie spraw domowych i odsypianie. Dopiero dzisiaj doszlam do siebie. Ku chwale ojczyzny:)
Ależ, Międzyczasie, nie ma za co! Zorientowałam się, ze w dalszym ciągu jesteś w wątku „okulistycznym”;) No, nie jest ci on nijak baśniowy, niestety.
O, dobry wieczór, Celestynko miła, co się z Tobą działo?
Czy nic złego?
Anonimie, dziękuję za tę piękną wiadomość prywatną. Leśmian w zaświatach na pewno się cieszy.
Dobry wieczor Pani Malgorzato!
przepraszam, mylnie odebrałam, ze wczorajszy komentarz mamusi Isi (o tym, ze żyje w baśni), był przekąsem dotyczącym „okulistcznych perypetii”, i dlatego przytoczyłam komentarz mojego synka;
a tak to sie nijak ma do niczego :)
Adisiu, to nie jest żaden problem i od ręki mogłabym nawet namalować ten plakat.
Ale przecież to jest Twoje zadanie domowe. Czegoś ma Cię nauczyć.
Pozdrawiam czule!
Kapucynko, życzę udanych testów próbnych!
Na polski mam zrobić plakat o wybranej książce. Wybrałam „Sprężynę” pani autorstwa. Czy mogłaby mi pani zdradzić, jeśli to nie problem, jakieś ciekawostki o niej?
Dzień dobry! Nie wiem czy to w całej Polsce drugoklasiści maja teraz testy próbne, ale ja uważam, że to trochę bez sensu, bo te prawdziwe dopiero za rok. Jutro przyroda, a ona musi mi pójść dobrze, bo kocham biologię. Na resztę macham ręka.
Narwałam sobie jeszcze nie do końca rozwiniętych bzów i wsadziłam do wody na nowiutkim biurku. Strasznie ładnie pachną!
Ten nasz okoliczny ciucholandek jest zachwycający! Dorwałam tamże swego czasu Kate Greenaway „Nursery Rhyme Classics” i też nie mogę się napatrzeć XIX-wiecznym ilustracjom i modzie empirowej dla dzieci;) Jakoś modzie dla dorosłych człowiek się napatrzył w „Emmie”, czy „Rozważnej i romantycznej”, ale nie sądziłam, że maleństwom wkładano to samo.
No, nareszcie bzy w pełnym kwitnieniu, a i konwalie zaczynają! Zapach aż dusi! A niech dusi, cała przyjemność po mojej stronie;)
Wróciłam z wyprawy rowerowej. Na jednym spadzistym odcinku drogi poprzez pola (po bokach drzewa, iglaste i liściaste) naliczyłam 17 odcieni koloru zielonego!
A ile odcieni żółci! A fioletu!
I nie mieć tu poczucia estetyki…:)
Ktoś z góry wyrabia w ludziach poczucie estetyki od najmłodszych lat. Fajnie pod tym regałem.
Mój też nie wyższy, Justysiu!
Ale ciekawa rzecz: zaczął od kwiatków. Listki następnie.
Znikam w ogrodzie: jest tak pięknie po deszczu!
Dzień Dobry!
A, tak właśnie mi się ostatnio przypomniało i miałam zapytać, czy Redbud/Judaszowiec kwitnie, a tu odpowiedź sama przyszła! Mój nie kwitnie, bo to jeszcze mały patyczek, ok 50 cm, trochę nawet skrócony w zimie przez zająca. Ale listki wypuszcza, czyli przeżył.
W ubiegły weekend mieliśmy upały po 26-30C. Zrobiło się seledynowo z dnia na dzień, momentalnie otwarły się bzy, a tulipany, które jeszcze dobrze nie wzeszły w oka mgnieniu rozkwitły i już zaczynają przekwitać, bo było im za gorąco. A jeszcze 2 tygodnie temu było -2C. Zauważyłam, że w Kanadzie wiosny są bardzo krótkie – najpierw jest długo, długo zimno, a potem nagle przychodzą upały.
A teraz znów się ochłodziło, ale to już zasługa „zimnych ogrodników”, jak co roku o tej porze. Przynajmniej tulipany jeszcze poczekają…
Tak.
Czarodziejstwo! Czyli najzwyklejsza rzeczywistość.
To ona jest największym, niepojmowalnym cudem. Innych cudów zgoła nie trzeba.
Może stąd ten niepokój, Sowo, który nas ogarnia, gdy widzimy coś, co tylko naśladuje cud Życia.
Ha, dowiedziałam się właśnie, że poczucie niepokoju wywołane oglądaniem robotów, animacji, rysunków etc. zbyt podobnych do ludzi ma nawet swoją naukową nazwę! Tym razem bardzo poetycką, Chesterko: jest to tzw. dolina niesamowitości (uncanny valley). Takiej nazwy nie powstydziłaby się nawet Ania Shirley :)
Wciąż jestem pod wrażeniem ilustracji pani Greenaway. Oglądam je i oglądam. Dziś najbardziej mnie zachwyca obrazek „The cherry woman”.
O, własnie o to mi chodzi, Starosto; o to czarodziejstwo całego dzieła stworzenia Bożego!
Wzajemnie ściskam, Międzyczasku:)
Burza idzie!
Aaaależ pachną moje bzy pod oknem!
Baśniowo.
mamo Isi, taki stan mój 4-letni syn nazywa: „że coś jest nie tak” :))
ściskamy krzepiąco!
Mam takie wrażenie, że to, co się wokół nas dzieje, to jedna, wielka, czarodziejska baśń;)
Ale za to o wiele milsza od tej baśniowej!
Międzyczasku (wiad.pryw.), ależ bardzo proszę!
Przyszła wiadomość prywatna od Oli – dziękuję za nią bardzo!
Miło mi, że lubisz to, co spłynęło spod mojego długopisu, ale powiem szczerze, że najwięcej spłynęło z maszyny do pisania, a potem – z drukarki komputerowej.;)
Co do spotkania przez Skype’a – nie posiadam go. Wydaje mi się dziwnie niedyskretnym urządzeniem. Ale czy to koniecznie trzeba się widzieć, żeby się lubić?
Wystarczy przeczytać książkę jakiegoś autora, żeby już go dobrze znać.
Dziękuję Ci za nakłanianie uczniów do Jeżycjady.
Serdecznie ich wszystkich pozdrawiam! A Ciebie ściskam!
No wiem, Starosto, że jestem maruda;)))
Jak już napisałam lalki piękne,ale ja też, jak większość księgowych nie potrafiłabym się bawić taką lalką…….
A mnie dzięki dyskusji jaką się tu prowadzi,naszła mnie ochota na zabawę nimi.Właśni położyłam je spać.:)Mam dwie.Miałam,właściwie nadal mam taką podobną do dziecka,lecz nie aż tak bardzo jak ukazała Pani Małgosia,to już chyba tak jest,że nimi nie da się tek bawić jak tymi co ma się od dzieciństwa,moja leży w pudle!
Patrycjo i Pani Małgosiu-baaardzo dziękuję,nieskromnie powiem,że ja też jestem z siebie dumna!
Lalki piekne, ale raczej do kolekcji niz do zabawy. Moja ulubiona lalka e dziecinstwie byl murzynek. Wcieralam mu nawet krem nivea w twarz, szylam mu ubranka, chialam go ozywic. A moja 6-letnia bratanica woli samochody :)
Zuziu, jeśli mogę, też jestem dumna. Gratuluję! :-)
Mama kupiła mi kiedyś lalkę porcelanową. Niestety, bałam się jej i wylądowała w koszu… Nadal czuję pewnego rodzaju lęk na widok takich lalek. Mają w sobie coś niepokojącego.
Czy pomyślałby kto, że jeszcze dwa lata temu zaczytywałam się w Monster High?…
Aha, znam! Już dawno Wójcisko poczciwe przysłało mi linka na tę mądrą mamusię.
A ja mam fantastyczny adresik dla Moli Książkowych czytających po angielsku, a lubiących czytać seriami lecz po kolei: orderofbooks.com
Fantastyczna sprawa! Cudowne spisy, pod-spisy, porady, wiadomości o autorach etc. etc.
Odkryłam bardzo miłą z twarzy Laurie King. Uwaga!- napisała ona serię bestsellerów o dalszych losach Sherlocka Holmesa, który się ożenił!!! I to z kobietą myślącą analitycznie i dedukcyjnie. Razem rozwiązują zagadki!
Hej, ile to jeszcze przyjemności nas czeka!
Oczywiście to nie matki sa potworami! Co by to było? :)
Dobry wieczór.
Lalki obejrzałam, przepiękna jak dzieła sztuki, ale budzące niepokój. Za bardzo podobne do żywych dzieci, a nieżywe. Za to strona Międzyczasika o pani, która przemienia lalki potworki w przyjazne dzieciom zabawki, zachwyciła mnie. Warkoczyki, kucyki, piegi na noskach, bez makijażu, sweterki i ogrodniczki, trampki. Cudne!
Kilka dni temu rozmawiałam z przyjaciółką, która jest nową mamą siedmiolatka i jego trzyletniej siostrzyczki. Biuletyny dostaję regularnie, bardzo wzruszające. Ten dotyczył edukacji. W programie szkolnym, w przedmiocie przyroda młody człowiek ma opanować terminologię: koń-źrebiątko- stajnia, krowa-cielątko-obora, świnia-prosiątko- chlewik. Trudne to niezwykle. Z uporem człowieka rozsądnego, który wie, jak tworzą się słowa, maluch powtarza: koń-koniątko, krowa- krowiątko, świnia – świniątko. I właściwie to kto tu ma rację? ;))
Monster High rzeczywiście sa okropne. Nie wiem która mama kupuje coś takiego córeczce. Wcielone potwory!
Zapomniałam wspomnieć o lalkach szmacianych właśnie. Sa również wyjatkami. Takie stare, ładne i miłe. Mam dwie. Jedna sama uszyłam(Weronika), a druga dostałam(Lenka).
Reklamiarze wszystko potrafią wmówić.
Matka Aladyna miała na imię Maruda.:))))
Kapucynko, choć nie żywię jakiegoś specjalnego uczucia do lalek Barbie, ale muszę przyznać, że nie są takie przerażające jak tamte porcelanowe lalki. Tamte są naprawdę piękne, ale do pooglądania w sklepie. Nie chciałabym mieć takiej w pokoju! Chociaż Barbie wyglądają trochę dziwnie… Widział ktoś kiedyś taką kobietę?!
A Monster High? Potem dziewczynki, które takie mają myślą, że tak powinno się wyglądać. O co tu chodzi???
Ależ Kris, ja wiem, że córeczki są wspaniałe, sama od dzieciństwa marzę o przynajmniej jednej. Nie mam też nic przeciwko lalkom! Moje westchnienie ulgi pojawia wyłącznie wtedy, gdy widzę bezradność znajomych rodziców próbujących wytłumaczyć swoim pociechom dlaczego nie kupią im lalki z tej czy innej modnej, wampirzej serii.
Jeśli chodzi o expressions dolls, oczywiście są one bardzo milutkie i ładne, ale jak dla mnie, zbyt podobne do żywych dzieci. Nie wiem dlaczego, ale wywołują we mnie niepokój i raczej też bym takiej swojemu dziecku nie kupiła. Co ciekawe, wczoraj pewna dziewczynka pokazała Sowiątku swoją lalkę-bobasa, też takiego łudząco podobnego do prawdziwego dziecka i mój synek prawie się rozpłakał na jej widok! Coś jednak w tym jest, że małe dzieci wolą wytarte szmacianki, a nie lalki z żurnala udające prawdziwe dzieci. Natomiast zupełnie nie wiem, skąd się bierze w niektórych dziewczynkach zamiłowanie do lalek wampirów i kościotrupów. Moda modą, ale jakieś poczucie estetyki właściwe kobietom od najmłodszych lat powinny mieć ;)
Pamiętam swoje lalki; były trzy: Basia, Marysia i Kasia. Celuloidowe, nieduże, z rękami i nogami łączonymi gumką. Jak się guma zerwała, szło się do pana, który reperował lalki. Najbardziej lubiłam Basię, bo miała najmilszy wyraz buzi. W tamtej epoce szyło się ubranka dla lalek; gotowych nie było.
Parę lat później dostałam dużą lalę, która otwierała oczy i mówiła takim kwaczącym głosem:”Mama”, ale już najwyraźniej byłam za stara na lalki, bo tak specjalnie jej nie polubiłam.
No i dziś w samo południe, zgodnie z umową, ponownie zgłosiłam się do okulisty w Maminej sprawie. I tyle dobrego, że tym razem nie musiałam czekać, aby się dowiedzieć, że doktor wciąż nie dorwał bazgrzącej jak kura pazurem pani okulistki. Tym razem jesteśmy umówieni na piątek między 13 a 14.
Zaczynam się czuć jak matka Alladyna, kiedy co poniedziałek pędziła na posiedzenie Dywanu, żeby nic nie załatwić.
Jeszcze chwila i wpadnę w nałóg;)
Aniu.g., wielkie dzięki za wyrazy profesjonalnego współczucia:)
Adisiu! Sa to zwykłe, rozpowszechnione na całym świecie lalki barbie. Szczególnie lubię te bajkowe. Szyję im ubranka, robię fryzury, ubieram i tworzę różne charaktery oraz świat. Kto by pomyślał, że tyle można wymyślić.
A ja mam dwie córeczki!:)
Pamiętam śliczną lalkę – dzidziusia, którą w czasach posuchy (lata 80te) przywiozłam młodszej córce z Francji: Nenuko. Byłam pewna, że to będzie ta najbardziej ukochana. Ale nie! Dziecko nadal spało z kudłatym, wytartym szmaciaczkiem, a Nenuko była od wielkiego dzwonu, traktowana z uznaniem, lecz bez serdeczności.
Justysiu! Melduję, że kwitnie moje (całkiem jeszcze małe) drzewko judaszowe. Śliczny kolor!
Do Sowy: a ja sie ciesze, ze mam choc jedna coreczke i moge jej kupowac zabawki „dla dziewczynek”. Sofia ma w dodatku podobne upodobania do moich (gdy bylam mala), to takie mile, gdy bawi sie w taki sam sposob… (choc oczywiscie nie zawsze, spedza tez duzo czasu z Bracmi – jest swietna organizatorka wspolnych zabaw, do tego lagodzi niektore „szalenstwa” Chlopcow, za co jestem jej wdzieczna).
Lubi lalki, ja tez je zawsze lubilam.
Nie wiem, DUA! Ale na pewno by sie ucieszyla :)
Ekspresja tych lalek jest naprawde bogata, a przy tym nie przesadzona, widac, ze ich tworczyni jest bardzo dobrym obserwatorem dzieci. I estetka.
w kwestii lalek – zawsze przypomina mi się opowiadanie o Anusi z Małego pokoju z książkami…
Ciekawa jestem, Kris, czy gdybyś kupiła taką lalkę Sofijce – pokochałaby ją, czy też raczej napatrzyła się i odstawiła w kąt, a wróciła do starej, ulubionej szmacianki?
Bo oczywiście, nie zapominajmy, kocha się wcale niekoniecznie najpiękniejsze zabawki.
Zuziu, jestem z Ciebie dumna!
Jak to dobrze, że pani to zauważyła!
Cudne lalki,po prostu przepiękne!Nie mogę się napatrzeć.
Moją ulubioną lalką jest lalka z dzieciństwa mojej mamy,jej zresztą jedyna.
Jeśli już jesteśmy przy lalkach,to w przedszkolu dręczono mnie piosenką”Zuzia,lalka nie duża”
Aż jej miałam dosyć……
Dzisiaj Pani oddała wypracowania z „W pustyni w puszczy”Moje przeczytała jako jedne z najlepszych.Do tego napisała,że mam lekkie pióro i pięknie dobieram słowa.Ale się cieszę!Musiałam się pochwalić!
Dobranoc!
Piekne te lalki!
A to prawda, lalki bywają potworne. Jak je widzę, to nawet oddycham z ulgą, że mam synka, a nie córeczkę i że ominie mnie ciężka batalia z własnym dzieckiem o to, by ich nie kupować, skoro pół klasy takie posiada. Aczkolwiek dla chłopców też różne szkaradzieństwa sprzedają… No nic, trzeba dziecku wyrabiać gust już od kołyski, może dzięki temu za parę lat pewnych rzeczy się uniknie.
Ale te lalki są przynajmniej ładne i miłe!- a nie straszne lub toporne brzydactwa, jakich pełno w sklepach. I przy tym mają indywidualności, to mi się podoba.
Nie, tej książki prof. Szczeklika nie czytałam (poprzednie tak).
A takie zbiegi okoliczności to są po prostu znane nam Fluidy.
Zgadzam się z Kapucynką, zbyt realistyczne te lalki jak na mój gust. Wolę jak lalka wygląda na lalkę, a nie na spetryfikowanego człowieka.
Mama Kate Greenaway miała ponoć zakład krawiecki, stąd zamiłowanie ilustratorki do drobiazgowego oddawania strojów. Jej ilustracje są zachwycające! Nie chcę tu nic nikomu sugerować (he, he), ale wspaniale by było przybliżyć jej twórczość polskim najmłodszym (i nie tylko) czytelnikom. A póki co, w wolnych chwilach przeglądam jej ksiązki umieszczone w serwisie Gutenberg.
Tymczasem rozpoczęłam tydzień pod znakiem polskich geniuszy (dzięki Zuziu za inspirację!): właśnie dostałam w prezencie ostatni dodatek do TP, w połowie poświęcony wspomnianemu przeze mnie w Księdze Józefowi Hofmannowi (uwielbiam takie zbiegi okoliczności!), do tego dołączyła kupiona dziś książka dr Boruckiego o zapomnianych odkrywcach i wynalazcach oraz, do kompletu, czekam na właśnie zamówiony „Słuch absolutny. Andrzej Szczeklik w rozmowie z Jerzym Illgiem”. DUA pewnie czytała tę książkę, a może nawet ma egzemplarz z autografem, ale ja dopiero teraz odkryłam, że taka książka jest!
Kapucynko, jakie to lalki?
przepiekne! jak dzieci, które robia minki do zdjęcia :) niektóre speszone, inne zawadiackie, nieśmiałe, wesole i smutne. rzeczywiscie, pelne wyrazu!
a słyszeliście o tej mamie, która przerobiła dla swej córeczki lalke (z chorej, agresywnej wersji w stylu wamp) na normalną dzieciacą laleczke z dołkami w policzku i piegami? a teraz robi to na wiekszą skale?
porównajcie sobie koniecznie portrety tych lalkowych buziek, przed i po.
(treechangedolls)
a sama mama tez milutka, skromna i nieśmiała :)
I miłego dnia!
Może i wygladaja, ale ja tam się boję lalek. Szczególnie porcelanowych. Kolekcjonuję jeden ich (lalek) typ i tylko ten typ nie jest straszny.
Wyglądają jak prawdziwe dzieciaczki.
Te laleczki są cudowne! Po prostu jak żywe.
Ach cudka, cudeńka za sprawa których z Chesterki wychodzi mała dziewczynka.
Wszystko to prawda, w dodatku znana od wieków!
Zawsze czułam, że złe emocje spływają do ziemi bezpośrednio po łopacie lub grabiach! Hura!
Dzien dobry wszystkim! Przeczytalam niedawno artykul o „horiterapii” – terapii ogrodami. Wyjasniono w nim, jak duza role odgrywa obcowanie czlowieka z przyroda, szczegolnie w przypadku wyczerpania nerwowego, w leczeniu uzaleznien, depresji itp. Wspominal juz o niej Hipokrates. Udowodniono tez, ze dzieci w kontakcie z natura maja bardziej wyostrzone zmysly i lepszy kontakt z rowiesnikami.
Korzystajmy wiec z tej taniej „sciezki zdrowia”.
Milego dzionka!
Witajcie, co za piękny dzień!
Sprawdziłam, co mamy w sieci o Kate Greenaway – nie, nie wydaje się, by cokolwiek z jej prac wyszło w Polsce. Ale co za ogromny dorobek, i jaki ważny! Posępna (sądząc po zdjęciach) pani malowała urocze, pełne charakteru i wdzięku postacie, najwyraźniej bawiąc się kreowaniem ich szatek.
Przy okazji tych badań natknęłam się na stronę expressionsdolls.com. Lalki, które powinnyście, księgowe dziewczynki (i ich mamy) koniecznie obejrzeć!
Portret USG? He, he, też mamy taki, oprawiony w ramkę zdobi regał:)
Brodzenie po światowych księgarniach jest pasjonujące, ale wymaga posiadania trzech rzeczy z gumy: portfela, by kupić to wszystko, co by się mieć chciało, mieszkania, aby to wszystko pomieścić, wreszcie czasu – by każdą kupioną książkę zdążyć przeczytać więcej niż jeden raz.
Maryś, dziękuję za piękne wiadomości prywatne. Gratuluję i cieszę się ogromnie ! Wszystkiego najlepszego!
Ha! Maryś!
Zajrzałam do Wiwa, żeby zobaczyć, czym Cię tak pan Falkowski ucieszył—-he, ale niespodzianka!
Się ucieszyłam sama. Dziękuję!
Jak on zawsze wszystko wypatrzy i wytropi!- JAŹŃ i BOJAŹŃ!- wytropił więcej niż autorka zamyśliła. Może to się jej wypsnęło z podświadomości.
No! Wieczór majowy, bzów pełen…w sam raz na świętowanie.:)))))
Maryś, czy dobrze rozumiem, że ty TAM, u braciszka Cadfaela, zdajesz właśnie maturę?
Szczęśliwa!
Adisiu, mam tak stale. Pisząc, utożsamiam się z każdym z bohaterów po kolei. Tak, jakbym właziła w jego skórę i spoglądała jego oczami.
A „Tym razem serio” już caaaałkiem nieaktualne. Tak to już jest. Wszystko się zmienia, a my się musimy z tym pogodzić.
Witam wiosennie! We wloszech dzis obchodzony jest dzien mamy, sle zatem najlepsze zyczenia dla wszystkich mam odwiedzajacych te strone! Napewno Kris z sardynii i ale z piemontu tez swietuja, caluski!
Maryś- czytało się, a nawet dało wyraz;-). No, już z grubsza po maturze- nie było tak źle, prawda?
Wszystkich niezmiennie ściskam- zagoniona babcia g. Ach, dobrze, że już niedługo wakacje. Nad morze, nad morze!
Nigdzie nie mogę dostać pani książki Tym razem serio. Opowieści prawdziwe. :(
Ma pani czasem tak, że utożsamia się pani z jakimś bohaterem pisanej przez siebie książki? Albo, że któryś ma cechy, które chciałaby pani mieć?
Dzień dobry!
Jako jedna z księgowych maturzystek dziękuję Ludowi za wsparcie. Jesteście kochani!
DUA, ostatnio udało mi się odwiedzić mały ogród, a właściwie sklep ogrodniczy, w pobliżu opactwa – odrobina wyobraźni i zupełnie jakbym złożyła wizytę braciszkowi Cadfaelowi w jego herbarium!
(Niestety pogoda nie dopisała, więc nie mam zbyt dobrych zdjęć, ale w razie czego z przyjemnością wyślę.)
PS Na stronie Wydawnictwa Wiwo p. Falkowski znów o jednym z moich najulubieńszych autorów! ;)
Dobrze, że pobił tylko symbolicznie!