ARCHIWUM WPISÓW
.
.
4436 wpisów.
Mamo Isi, po prostu niektóre egzemplarze mają krótszy okres połowicznego rozpadu. U izotopów wiąże się to rzeczywiście ze świeceniem.
Mamo Isi, po prostu niektóre egzemplarze mają krótszy okres połowicznego rozpadu. U izotopów wiąże się to rzeczywiście ze świeceniem.
Podoba mi się Twój pomysł, mamo Isi. Oraz jesienna furtka, eksplozja miechunek, poezja i krzyżówki Bożenki.
Podoba mi się Twój pomysł, mamo Isi. Oraz jesienna furtka, eksplozja miechunek, poezja i krzyżówki Bożenki.
Pewnie, że chrzanimy ich czekoladę. I dropsy :))) Mamo Isi, Zgredzie, dzięki. Oczywiście, że dam znać! Toć to przecie w znacznej mierze dla Ludu Księgi. A że w sporej części testowane przez Przyjaciół z Ludu (jeszcze raz dzięki Chesterko, Just, Magda.leno, KrzysztOfie, Zgredzie!), powinno być OK :) [tu marszczy brew papa Borejko, a ja przezornie znikam mu z horyzontu, idąc na zalecaną przez Panią MM herbatkę z miodem, cytryną i rumem. W ręce samo wskoczyło "Opium w rosole"].
Pewnie, że chrzanimy ich czekoladę. I dropsy :))) Mamo Isi, Zgredzie, dzięki. Oczywiście, że dam znać! Toć to przecie w znacznej mierze dla Ludu Księgi. A że w sporej części testowane przez Przyjaciół z Ludu (jeszcze raz dzięki Chesterko, Just, Magda.leno, KrzysztOfie, Zgredzie!), powinno być OK :) [tu marszczy brew papa Borejko, a ja przezornie znikam mu z horyzontu, idąc na zalecaną przez Panią MM herbatkę z miodem, cytryną i rumem. W ręce samo wskoczyło "Opium w rosole"].
Śmiech to zdrowie. A Jeżycjada lepsza od aspiryny!
Śmiech to zdrowie.
A Jeżycjada lepsza od aspiryny!
(...) i dropsy, Zgredzie;)
(...) i dropsy, Zgredzie;)
Narobiłyście mi smaku; idę po "Kalamburkę". Książki powinny mieć licznik, ile razy były czytane i te najbardziej zaczytane powinny świecić światłem własnym.
Narobiłyście mi smaku; idę po "Kalamburkę". Książki powinny mieć licznik, ile razy były czytane i te najbardziej zaczytane powinny świecić światłem własnym.
Bożeno, jakie nadzwyczajności nas czekają! Koniecznie daj znać, kiedy rzecz będzie dostępna, proszę!
Bożeno, jakie nadzwyczajności nas czekają! Koniecznie daj znać, kiedy rzecz będzie dostępna, proszę!
Bożeno, ależ to pyszności nas czekają! Chrzanię ich czekoladę.
Bożeno, ależ to pyszności nas czekają!
Chrzanię ich czekoladę.
Kasiu-Buczyno, ucieszyłaś mnie swym pytaniem o jeżycjadowe krzyżówki. Ufam, że prędzej czy później – będą! I nie tylko one - w przygotowanej książeczce czekają również quizy i rozmaite łamigłówki; tu szyfrogram, tam diakrostych, ówdzie wykreślanka czy mały labirynt. Są Borejkowie na drzewie (genealogicznym), są propozycje większych i mniejszych konkursów. Do tego jeżycjadowe smaczki stylistyczne, sentencje łacińskie, wybrane cytaty. Wszystko okraszone – za zgodą Pani Małgorzaty – ilustracjami z Jeżycjady. Przy okazji - dwie krzyżówki dotyczące książek w Jeżycjadzie dałyby Ci poszukiwany spis lektur, a jolka filmowa – listę wspominanych tam filmów :). A w specjalnym rozdziale „dla Rzodkiewek” pewnie i mała Helenka znalazłaby coś dla siebie. Podtrzymuję więc nadzieję, że książeczka się kiedyś ukaże.
Kasiu-Buczyno, ucieszyłaś mnie swym pytaniem o jeżycjadowe krzyżówki. Ufam, że prędzej czy później – będą! I nie tylko one - w przygotowanej książeczce czekają również quizy i rozmaite łamigłówki; tu szyfrogram, tam diakrostych, ówdzie wykreślanka czy mały labirynt. Są Borejkowie na drzewie (genealogicznym), są propozycje większych i mniejszych konkursów. Do tego jeżycjadowe smaczki stylistyczne, sentencje łacińskie, wybrane cytaty. Wszystko okraszone – za zgodą Pani Małgorzaty – ilustracjami z Jeżycjady. Przy okazji - dwie krzyżówki dotyczące książek w Jeżycjadzie dałyby Ci poszukiwany spis lektur, a jolka filmowa – listę wspominanych tam filmów :). A w specjalnym rozdziale „dla Rzodkiewek” pewnie i mała Helenka znalazłaby coś dla siebie. Podtrzymuję więc nadzieję, że książeczka się kiedyś ukaże.
Patrzę i podziwiam, jak fotografia staje się tutaj kontemplacją piękna tego świata. I „słucham szelestów jesienny gość”… Kochana Pani Małgosiu, dziękuję za te „pyszności” :) Cieszyłabym się bardzo, gdyby jeżycjadowe krzyżówki trafiły już do rąk smakoszy Jeżycjady; niestety, sytuacja pandemiczna przesuwa ich wydanie. Szkoda. Na pociechę mam życzliwe słowa Pani i cudowny wpis w „Jowiszu”. Czekam więc cierpliwie – i oby się wszystko udało. I już cieszę się – cieszymy się - na „Jowisza” numer dwa.
Patrzę i podziwiam, jak fotografia staje się tutaj kontemplacją piękna tego świata. I „słucham szelestów jesienny gość”…
Kochana Pani Małgosiu, dziękuję za te „pyszności” :) Cieszyłabym się bardzo, gdyby jeżycjadowe krzyżówki trafiły już do rąk smakoszy Jeżycjady; niestety, sytuacja pandemiczna przesuwa ich wydanie. Szkoda. Na pociechę mam życzliwe słowa Pani i cudowny wpis w „Jowiszu”. Czekam więc cierpliwie – i oby się wszystko udało. I już cieszę się – cieszymy się - na „Jowisza” numer dwa.
A my czytamy sobie właśnie, po raz kolejny zresztą, naszą ulubioną książkę "Opium w rosole". I znowu mamy wrażenie, a czasem nawet ciarki na plecach, że książka ta opisuje nasze czasy. Znowu. To się nazywa ponadczasowość. Z głębokim ukłonem: "Dziękujemy, Pani Małgosiu!"
A my czytamy sobie właśnie, po raz kolejny zresztą, naszą ulubioną książkę "Opium w rosole".
I znowu mamy wrażenie, a czasem nawet ciarki na plecach, że książka ta opisuje nasze czasy. Znowu. To się nazywa ponadczasowość.
Z głębokim ukłonem: "Dziękujemy, Pani Małgosiu!"
Mamo Isi!! No, przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni czy jakoś tak. ; ) Jak ja uwielbiam widok tej ślicznej zielonej furteczki! W odsłonach różnych pór rok. Czyż jesień nie bywa jednak piękna?
Mamo Isi!! No, przecież niedaleko pada jabłko od jabłoni czy jakoś tak. ; ) Jak ja uwielbiam widok tej ślicznej zielonej furteczki! W odsłonach różnych pór rok. Czyż jesień nie bywa jednak piękna?
"Przyjaciółmi naszymi są błahe zdarzenia(...)"
"Przyjaciółmi naszymi są błahe zdarzenia(...)"
Mamo Isi - uśmiałam się na Twój klasyczny przypadek okularów Pana Hilarego :) Pani Małgorzato - solidna dawka Piękna w postaci poezji i już ten listopad jakoś bardziej znośny się robi. Moi faworyci: Czechowicz i Wierzyński. U mnie prym wśród Pani najlepszych książek wiodą "Opium..." i "Kalamburka", zdecydowanie. Wybór trzeciej najlepszej jest trudny, bo niemal całą Jeżycjadę zakwalifikowałabym na to 3. miejsce.
Mamo Isi - uśmiałam się na Twój klasyczny przypadek okularów Pana Hilarego :)
Pani Małgorzato - solidna dawka Piękna w postaci poezji i już ten listopad jakoś bardziej znośny się robi. Moi faworyci: Czechowicz i Wierzyński.
U mnie prym wśród Pani najlepszych książek wiodą "Opium..." i "Kalamburka", zdecydowanie. Wybór trzeciej najlepszej jest trudny, bo niemal całą Jeżycjadę zakwalifikowałabym na to 3. miejsce.
Może listopadowa melancholia mnie nie zżera, ale jeszcze trochę remontu i pewnikiem zwariuję. Wczoraj rozmawiałam jak co wieczór z Ciocią, kiedy nagle mnie olśniło, że powinnam koniecznie zadzwonić do kogoś. W związku z tym zaczęłam szukać komórki i nijak nie mogłam jej znaleźć. Kiedy już do poszukiwań włączyłam pół rodziny, dotarło do mnie, że komórkę trzymam w przy uchu i właśnie z niej korzystam. Pan Hilary się kłania. Nb. rodzina też niczego nie zauważyła, co by oznaczało, że też im chyba wiele nie brakuje.
Może listopadowa melancholia mnie nie zżera, ale jeszcze trochę remontu i pewnikiem zwariuję. Wczoraj rozmawiałam jak co wieczór z Ciocią, kiedy nagle mnie olśniło, że powinnam koniecznie zadzwonić do kogoś. W związku z tym zaczęłam szukać komórki i nijak nie mogłam jej znaleźć. Kiedy już do poszukiwań włączyłam pół rodziny, dotarło do mnie, że komórkę trzymam w przy uchu i właśnie z niej korzystam. Pan Hilary się kłania. Nb. rodzina też niczego nie zauważyła, co by oznaczało, że też im chyba wiele nie brakuje.
Kochana Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za powitanie! Mojej Meli bliżej do Milusi, a dość często nazywamy ją Mesią :) Mama Pani pozdrowienia skomentowała - "wow" i oczywiście bardzo dziękuje! Do Pani Małgorzaty z Gdańska - wstyd się przyznać, ale przez ostatni rok macierzyństwo totalnie mnie pochłonęło i jeszcze nie zdążyłam przeczytać "Na Jowisza". Ale obiecuje nadrobić!! Ściskam mocno!
Kochana Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za powitanie! Mojej Meli bliżej do Milusi, a dość często nazywamy ją Mesią :) Mama Pani pozdrowienia skomentowała - "wow" i oczywiście bardzo dziękuje!
Do Pani Małgorzaty z Gdańska - wstyd się przyznać, ale przez ostatni rok macierzyństwo totalnie mnie pochłonęło i jeszcze nie zdążyłam przeczytać "Na Jowisza". Ale obiecuje nadrobić!!
Ściskam mocno!
Dobry wieczór, jakie piękne, jesienne kolory na zdjęciach. Dzięki nim okolicznościowa melancholia nabiera smaku... P. S. O ile się nie mylę, zostałam powitana jako nowa osoba. Jeżeli o mnie chodzi, jest mi bardzo miło, ale wpisuję się tu co jakiś czas. Tyle, że nieco nieśmiało, bo dużo mi brakuje jeszcze do obycia innych czytelników i czytelniczek. Spokojnego wieczoru
Dobry wieczór, jakie piękne, jesienne kolory na zdjęciach. Dzięki nim okolicznościowa melancholia nabiera smaku... P. S. O ile się nie mylę, zostałam powitana jako nowa osoba. Jeżeli o mnie chodzi, jest mi bardzo miło, ale wpisuję się tu co jakiś czas. Tyle, że nieco nieśmiało, bo dużo mi brakuje jeszcze do obycia innych czytelników i czytelniczek. Spokojnego wieczoru
Oliwio, piszesz, że "... życiowe i prawdziwe" wydają Ci się historie w Jeżycjadzie. Zapewne można je uznać za fikcję literacką, ale po lekturze "Na Jowisza" wiemy już, ile Pani Małgosia przemyciła faktów ze swego życia. Ot, choćby stół u Borejków (str.271). Czytając w powieściach o tym, jak był "zabałaganiony" sądziłam, że to bardzo utrudniało im posiłki. My też mamy stary, przedwojenny stół dębowy (po ciotecznej babci z Lublina), który na co dzień służy tylko do posiłków. Rozsuwany bywa na czas uroczystości rodzinnych i przyjacielskich. Jednak od marca jest stale rozsunięty na 2,5 metra, żeby zachować "dystans społeczny" w czasie niedzielnych obiadów z teściem lub moją mamą czy innymi, nielicznymi gośćmi. Okazało się, że bardzo łatwo go "zabałaganić"! Z jednej strony leży laptop męża i materiały do nauki angielskiego, z drugiej książka "w czytaniu", notatki domowe i zakupowe. Na jednym końcu ma miejsce Amelka, która (mieszkając dwa pietra wyżej - na poddaszu) codziennie jada u nas obiady, bo ma lekcje on line. Na drugim końcu - w wazonie rozpościera swe okazałe liście gałąź jarmużu, który dodaję do koktajli. I jest jeszcze dużo miejsca na codzienne posiłki! Oczywiście, sprzątamy przed niedzielnymi wizytami ;-) Wiele już takich (asocjacji?) rzeczy i sytuacji opisanych w Jeżycjadzie napotkałam w swoim życiu i zawsze wywoływały mój uśmiech... Przepraszam za taki długi wpis, ale zdarza mi się to raz na kilka lat ;-)
Oliwio, piszesz, że "... życiowe i prawdziwe" wydają Ci się historie w Jeżycjadzie. Zapewne można je uznać za fikcję literacką, ale po lekturze "Na Jowisza" wiemy już, ile Pani Małgosia przemyciła faktów ze swego życia. Ot, choćby stół u Borejków (str.271). Czytając w powieściach o tym, jak był "zabałaganiony" sądziłam, że to bardzo utrudniało im posiłki.
My też mamy stary, przedwojenny stół dębowy (po ciotecznej babci z Lublina), który na co dzień służy tylko do posiłków. Rozsuwany bywa na czas uroczystości rodzinnych i przyjacielskich. Jednak od marca jest stale rozsunięty na 2,5 metra, żeby zachować "dystans społeczny" w czasie niedzielnych obiadów z teściem lub moją mamą czy innymi, nielicznymi gośćmi. Okazało się, że bardzo łatwo go "zabałaganić"! Z jednej strony leży laptop męża i materiały do nauki angielskiego, z drugiej książka "w czytaniu", notatki domowe i zakupowe. Na jednym końcu ma miejsce Amelka, która (mieszkając dwa pietra wyżej - na poddaszu) codziennie jada u nas obiady, bo ma lekcje on line. Na drugim końcu - w wazonie rozpościera swe okazałe liście gałąź jarmużu, który dodaję do koktajli. I jest jeszcze dużo miejsca na codzienne posiłki! Oczywiście, sprzątamy przed niedzielnymi wizytami ;-)
Wiele już takich (asocjacji?) rzeczy i sytuacji opisanych w Jeżycjadzie napotkałam w swoim życiu i zawsze wywoływały mój uśmiech...
Przepraszam za taki długi wpis, ale zdarza mi się to raz na kilka lat ;-)
Pani Małgosiu! Od lat wielu zaczytuję się w Jeżycjadzie.. Mam każdą część w swojej biblioteczce, a nawet pierwszych kilka dostałam w spadku od mojej mamy, która również Panią uwielbia. Dziś tak mnie jakoś naszło, żeby tu wejść i Pani kilka słów napisać.. To wszystko o czym Pani pisze, jest takie... prawdziwe i życiowe bardzo, że rodzina Borejków (i nie tylko) to czuję jakby to moi przyjaciele z Poznania byli. Choć głowa mówi, że to w sumie literacka fikcja, to serce mówi, że o nie, nie i naprawdę wydaje mi się jakby oni wszyscy byli gdzieś tam naprawdę. W zeszłym roku urodziła mi się córeczka i ma na imię oczywiście... Melania (mąż wiedział, że nawet nie ma co ze mną negocjować!). Dziękuję Pani za te cudowne historie.. Wspaniała z Pani kobieta. Pozdrawiam ciepło i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy!
Pani Małgosiu! Od lat wielu zaczytuję się w Jeżycjadzie.. Mam każdą część w swojej biblioteczce, a nawet pierwszych kilka dostałam w spadku od mojej mamy, która również Panią uwielbia. Dziś tak mnie jakoś naszło, żeby tu wejść i Pani kilka słów napisać.. To wszystko o czym Pani pisze, jest takie... prawdziwe i życiowe bardzo, że rodzina Borejków (i nie tylko) to czuję jakby to moi przyjaciele z Poznania byli. Choć głowa mówi, że to w sumie literacka fikcja, to serce mówi, że o nie, nie i naprawdę wydaje mi się jakby oni wszyscy byli gdzieś tam naprawdę. W zeszłym roku urodziła mi się córeczka i ma na imię oczywiście... Melania (mąż wiedział, że nawet nie ma co ze mną negocjować!). Dziękuję Pani za te cudowne historie.. Wspaniała z Pani kobieta. Pozdrawiam ciepło i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy!
Droga Autorko oraz drogie Czytelniczki i Czytelnicy, pierwszy raz pojawia się mòj wpis w tej oto księdze, a przyczyną jest moja wdzięczność dla Czesława Miłosza za pomoc w wyborze męża dla Nutrii! – innymi słowy: pare dni temu dotrała do mnie moja kopia “Na Jowisza”. Co za wspaniały pomysł! Dziękuje z całego serca. O, dodać jeszcze muszę podziękowania za parokrotne wzmiankowanie “Krystyny, còrki Lavransa”, ktore to tomiszcze tydzień temu znalazlo miejsce na moim nocnym czytelniczym stoliku.
Droga Autorko oraz drogie Czytelniczki i Czytelnicy, pierwszy raz pojawia się mòj wpis w tej oto księdze, a przyczyną jest moja wdzięczność dla Czesława Miłosza za pomoc w wyborze męża dla Nutrii! – innymi słowy: pare dni temu dotrała do mnie moja kopia “Na Jowisza”. Co za wspaniały pomysł! Dziękuje z całego serca. O, dodać jeszcze muszę podziękowania za parokrotne wzmiankowanie “Krystyny, còrki Lavransa”, ktore to tomiszcze tydzień temu znalazlo miejsce na moim nocnym czytelniczym stoliku.







