ARCHIWUM WPISÓW
.
.
4436 wpisów.
To już wakacje ? Czas szykować książki do czytania.Marzyć o tym co przydarzy się Chucherku.
To już wakacje ? Czas szykować książki do czytania.Marzyć o tym co przydarzy się Chucherku.
O, wybieranie dróg mniej uczęszczanych jest całkowicie zrozumiałe, zwłaszcza okresie tłocznej turystyki. Droga nas kształtuje. Miłych wakacji! Odpoczynku!
O, wybieranie dróg mniej uczęszczanych jest całkowicie zrozumiałe, zwłaszcza okresie tłocznej turystyki. Droga nas kształtuje. Miłych wakacji! Odpoczynku!
Najpiękniejszego lata!
Najpiękniejszego lata!
Widziałam! Dziękuję! Lunofilka
Widziałam! Dziękuję! Lunofilka
Wczoraj rzęsiście lunęło, a dziś podziwiamy truskawkową pełnię. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich Lunofili:)
Wczoraj rzęsiście lunęło, a dziś podziwiamy truskawkową pełnię. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich Lunofili:)
Tak, deszcz jest powodem do radości- jak również truskawkowy księżyc. P.S. Uśmiecham się i nie mogłam się powstrzymać.
Tak, deszcz jest powodem do radości- jak również truskawkowy księżyc.
P.S. Uśmiecham się i nie mogłam się powstrzymać.
Brakuje deszczu i dobrych ludzi ,dlatego tu zaglądam
Brakuje deszczu i dobrych ludzi ,dlatego tu zaglądam
Niestety niebo zasnuło się zawiesistymi chmurami i mamy potężną ulewę. Nie zapowiada się, żeby można było dziś zobaczyć księżyc 🌙. Ale że pada intensywnie po raz pierwszy od ponad miesiąca, to chyba trzeba się z tego cieszyć. Ziemia bowiem przestawała przypominać ziemię, a zaczynała upodoniać się do skały.
Niestety niebo zasnuło się zawiesistymi chmurami i mamy potężną ulewę. Nie zapowiada się, żeby można było dziś zobaczyć księżyc 🌙. Ale że pada intensywnie po raz pierwszy od ponad miesiąca, to chyba trzeba się z tego cieszyć. Ziemia bowiem przestawała przypominać ziemię, a zaczynała upodoniać się do skały.
O właśnie Mamo Isi, też czekam na truskawkowy księżyc. Tyle lat spoglądałam ku górze i dopiero od Was dowiedziałam się, że jestem lunofilem. No proszę, czego to się człowiek może o sobie dowiedzieć. A niebo o przed 5.oo rano, które to oglądam codziennie od miesiąca, zapiera dech w piersiach, codziennie inne, codziennie cudne. Pozdrawiam, miłego dnia.
O właśnie Mamo Isi, też czekam na truskawkowy księżyc. Tyle lat spoglądałam ku górze i dopiero od Was dowiedziałam się, że jestem lunofilem. No proszę, czego to się człowiek może o sobie dowiedzieć. A niebo o przed 5.oo rano, które to oglądam codziennie od miesiąca, zapiera dech w piersiach, codziennie inne, codziennie cudne. Pozdrawiam, miłego dnia.
Dobra wiadomość! We wtorek 14 czerwca przypadnie perygeum (superpełnia) Księżyca (jest do 14% większy i świeci do 30% jaśniej niż, gdyby znajdował się w apogeum), a kilkanaście godzin później przejdzie przez najbliższy Ziemi punkt swojej orbity. Odległość, jaka będzie dzielić Ziemię od Księżyca, wyniesie wtedy 357 438,4 km. Księżyc wzejdzie 13 czerwca o godz. 20.12, zajdzie 14 czerwca o 3.39, następnie wzejdzie 14 czerwca o godz. 21.38 i zajdzie 15 czerwca o godz. 4.30. Chyba popatrzę.
Dobra wiadomość! We wtorek 14 czerwca przypadnie perygeum (superpełnia) Księżyca (jest do 14% większy i świeci do 30% jaśniej niż, gdyby znajdował się w apogeum), a kilkanaście godzin później przejdzie przez najbliższy Ziemi punkt swojej orbity. Odległość, jaka będzie dzielić Ziemię od Księżyca, wyniesie wtedy 357 438,4 km. Księżyc wzejdzie 13 czerwca o godz. 20.12, zajdzie 14 czerwca o 3.39, następnie wzejdzie 14 czerwca o godz. 21.38 i zajdzie 15 czerwca o godz. 4.30. Chyba popatrzę.
Niedawno byłam w bibliotece i zobaczyłam na półce "Klechdy sezamowe". Przypomniał mi się Robrojek i Nutria. Wypożyczyłam i czytam, bardzo mi się spodobały!
Niedawno byłam w bibliotece i zobaczyłam na półce "Klechdy sezamowe". Przypomniał mi się Robrojek i Nutria. Wypożyczyłam i czytam, bardzo mi się spodobały!
A ja jestem bardzo wdzięczna pani Emilii za słowa o tym, żeby piszący dla dzieci nie zapominali o dziecięcej wrażliwości, o sile słowa i potrzebie piękna języka literackiego. Bardzo trudno o to teraz - z co drugiej książki dla dzieci wieje smutkiem, tematy (i żarty) są za dorosłe, a o język się nie dba, czy też raczej dba się o to, by był celowo niedbały („młodzieżowy”) i łatwo przyswajalny młodym odbiorcom. Trzeba o tym mówić, bo to jest powszechne zjawisko, niestety. *** Z czereśnią trudno, kupię sobie gotowe deseczki lipowe.
A ja jestem bardzo wdzięczna pani Emilii za słowa o tym, żeby piszący dla dzieci nie zapominali o dziecięcej wrażliwości, o sile słowa i potrzebie piękna języka literackiego. Bardzo trudno o to teraz - z co drugiej książki dla dzieci wieje smutkiem, tematy (i żarty) są za dorosłe, a o język się nie dba, czy też raczej dba się o to, by był celowo niedbały („młodzieżowy”) i łatwo przyswajalny młodym odbiorcom. Trzeba o tym mówić, bo to jest powszechne zjawisko, niestety.
*** Z czereśnią trudno, kupię sobie gotowe deseczki lipowe.
Mamo Isi, miód na serce matki lejesz waćpani. Dzięki! *** Beato, dziękuję i mile pozdrawiam!
Mamo Isi, miód na serce matki lejesz waćpani. Dzięki! ***
Beato, dziękuję i mile pozdrawiam!
Specjalnie wybrałam się do gdyńskiego empiku, zeby nabyć majowy numer miesięcznika Nowe Książki z wywiadem Emilki. I co? I nico. Siedzieli jeszcze na stercie kwietniowych z Tokarczuk i zawiadomili mnie, że muszą najpierw wycofać te i wtedy mogą zamówić majowe. Zapewne zdążą do Bożego Narodzenia, ale nic pewnego. Toteż zamówiłam rzecz przez internet. Piękny, mądry wywiad. Teraz rozumiem, skąd się wzięła ta mroczność w powieściach Emilki jest zapewne skutkiem obczytywania się baśniami Grimma w dzieciństwie; w końcu samo przeczytanie "Hänsel und Gretel", czy "Spółki kota z myszą" skutkować może u człowieka długoletnią traumą;) Ach, ta osławiona germańska kultura - czyste lukrowane okrucieństwo. / Święta racja, że baśń i powieść jako gatunki literackie mają się znakomicie, rosną i wciąż wypuszczają nowe gałązki; to są gatunki nieśmiertelne. Bardzo ciekawe, że Emilka tworząc czyta swoje baśniowe opowieści - czyli wraca do źródeł, bo przecież baśnie się opowiadało. Bo baśń się musi toczyć. / Szalenie ciekawe wypowiedzi o naszym czwartym wymiarze; mocno on niedoceniany i Bogu dzięki, że znalazła się Autorka, która osadziła Czas na tronie. / W sumie - świetny wywiad, chyba przeczytam go raz jeszcze, żeby zobaczyć, co przegapiłam. Dzięki!
Specjalnie wybrałam się do gdyńskiego empiku, zeby nabyć majowy numer miesięcznika Nowe Książki z wywiadem Emilki. I co? I nico. Siedzieli jeszcze na stercie kwietniowych z Tokarczuk i zawiadomili mnie, że muszą najpierw wycofać te i wtedy mogą zamówić majowe. Zapewne zdążą do Bożego Narodzenia, ale nic pewnego. Toteż zamówiłam rzecz przez internet. Piękny, mądry wywiad. Teraz rozumiem, skąd się wzięła ta mroczność w powieściach Emilki jest zapewne skutkiem obczytywania się baśniami Grimma w dzieciństwie; w końcu samo przeczytanie "Hänsel und Gretel", czy "Spółki kota z myszą" skutkować może u człowieka długoletnią traumą;) Ach, ta osławiona germańska kultura - czyste lukrowane okrucieństwo. / Święta racja, że baśń i powieść jako gatunki literackie mają się znakomicie, rosną i wciąż wypuszczają nowe gałązki; to są gatunki nieśmiertelne. Bardzo ciekawe, że Emilka tworząc czyta swoje baśniowe opowieści - czyli wraca do źródeł, bo przecież baśnie się opowiadało. Bo baśń się musi toczyć. / Szalenie ciekawe wypowiedzi o naszym czwartym wymiarze; mocno on niedoceniany i Bogu dzięki, że znalazła się Autorka, która osadziła Czas na tronie. / W sumie - świetny wywiad, chyba przeczytam go raz jeszcze, żeby zobaczyć, co przegapiłam. Dzięki!
Powiadasz, kochana Solenizantko, że mamy papierowy kryzys; oby, oby, mam nadzieję, ze prorocze to słowa;)/ Wiewiórko, gwadelupa jest w ostatniej zwrotce: "Moje prawo, moja racja. Co się czepia mnie ta makrela, dedykacja? Jej na pewno to się przyda. To rebelia, artemida. To pretensja, to elida. Ty jej nie znasz, Boże mój. Niech na przyszłość nie zaczyna, Anomalia, morwa jedna, witamina. To plastyka, to angina. Gwadelupa, z przeproszeniem, tfuj!"/ Sowo, żeby drewno nadawało się do rzeźbienia, drzewo musi być ścięte w lutym, kiedy soki zeszły do korzeni. Inaczej będzie pękać. Na składzie mamy jeno pień gruszy ścięty w niewłaściwym czasie i zaprzyjaźniony rzeźbiarz go przez to nie chciał, niestety. Z drzewami jak z ostrygami, ot co.
Powiadasz, kochana Solenizantko, że mamy papierowy kryzys; oby, oby, mam nadzieję, ze prorocze to słowa;)/
Wiewiórko, gwadelupa jest w ostatniej zwrotce:
"Moje prawo, moja racja. Co się czepia mnie ta makrela, dedykacja?
Jej na pewno to się przyda. To rebelia, artemida.
To pretensja, to elida. Ty jej nie znasz, Boże mój.
Niech na przyszłość nie zaczyna,
Anomalia, morwa jedna, witamina.
To plastyka, to angina.
Gwadelupa, z przeproszeniem, tfuj!"/
Sowo, żeby drewno nadawało się do rzeźbienia, drzewo musi być ścięte w lutym, kiedy soki zeszły do korzeni. Inaczej będzie pękać. Na składzie mamy jeno pień gruszy ścięty w niewłaściwym czasie i zaprzyjaźniony rzeźbiarz go przez to nie chciał, niestety. Z drzewami jak z ostrygami, ot co.
Wspólne czytanie to niesamowita frajda. Każda z nas w nieco inny sposób postrzega bohatera. Inne fragmenty książki zapadają w pamięci. Nie ma to jak dobra książka i herbatka, jeszcze raz sto lat!
Wspólne czytanie to niesamowita frajda. Każda z nas w nieco inny sposób postrzega bohatera. Inne fragmenty książki zapadają w pamięci. Nie ma to jak dobra książka i herbatka, jeszcze raz sto lat!
Jeszcze zdążę, dopiero godzina 23.20 w dniu czerwca dziesiątego. Uściski imieninowe Pani Małgosiu:) Czytam te cudne wpisy i stwierdzam, że wyjątkowych ma Pani Czytelników
Jeszcze zdążę, dopiero godzina 23.20 w dniu czerwca dziesiątego.
Uściski imieninowe Pani Małgosiu:)
Czytam te cudne wpisy i stwierdzam, że wyjątkowych ma Pani Czytelników
Sosno, dzięki za wiad.pryw. Jak to, jak to, już do liceum? To być nie może. Jak ten czas galopuje... Pozdrawiam mile! I cieszę się jak zwykle z tego, że mamy czytają z córkami.
Sosno, dzięki za wiad.pryw. Jak to, jak to, już do liceum? To być nie może. Jak ten czas galopuje...
Pozdrawiam mile! I cieszę się jak zwykle z tego, że mamy czytają z córkami.
A jeszcze donoszę uprzejmie, że można już kupić polskie tłumaczenie pierwszej (?) powieści Dorothy L. Sayers („Trup w szafie”), gdyby ktoś miał taką potrzebę.
A jeszcze donoszę uprzejmie, że można już kupić polskie tłumaczenie pierwszej (?) powieści Dorothy L. Sayers („Trup w szafie”), gdyby ktoś miał taką potrzebę.
Och, to bardzo się cieszę. Na zdrowie!
Och, to bardzo się cieszę. Na zdrowie!







