Księga gości

 
 
ARCHIWUM WPISÓW


.
4436 wpisów.
mama Isi napisał/a 15 października 2022 o 11:46:
Oba chordofony proweniencji starogreckiej, więc wybieraj, kochany Starosto, wedle tego, co Ci w duszy gra.// Dewajtis, nasz kogut nie był wybredny, mordował wszystko, jak leci. Ale do sąsiadów się nie wypuszczał.
Oba chordofony proweniencji starogreckiej, więc wybieraj, kochany Starosto, wedle tego, co Ci w duszy gra.// Dewajtis, nasz kogut nie był wybredny, mordował wszystko, jak leci. Ale do sąsiadów się nie wypuszczał.
Alek napisał/a 15 października 2022 o 09:36:
"Hardy lirnik podlaski" (to Osiecka). W tej sytuacji ja bym się jednak skłaniał ku Homerowi.
"Hardy lirnik podlaski" (to Osiecka). W tej sytuacji ja bym się jednak skłaniał ku Homerowi.
Dewajtis napisał/a 15 października 2022 o 09:30:
Mamo Isi, kogut bojowy, o którym pisałam, atakował wszystkich, a zwłaszcza dzieci. Wypuszczał się też do sąsiadów, w niecnych celach oczywiście.
Mamo Isi, kogut bojowy, o którym pisałam, atakował wszystkich, a zwłaszcza dzieci. Wypuszczał się też do sąsiadów, w niecnych celach oczywiście.
MałgM napisał/a 15 października 2022 o 09:28:
Jaka cytra, taki Homer. Ale, ale - ja bym raczej się skłaniała ku lirze.
Jaka cytra, taki Homer. Ale, ale - ja bym raczej się skłaniała ku lirze.
mama Isi napisał/a 15 października 2022 o 08:09:
Zuziu, o ile dobrze pamiętam, Homerem Jeżyc nazwał naszą DUA świętej pamięci profesor Raszewski. Tak więc moja wypowiedź jest wtórna. Ale oczyma duszy widzę kochaną autorkę, jak w wieńcu na głowie, z cytrą w dłoni, odziana w białe peplum, czyta półśpiewnie Jeżycjadę. "Muzo, męża opiewaj. Dnia tego pamiętnego Ignacy Borejko etc etc."
Zuziu, o ile dobrze pamiętam, Homerem Jeżyc nazwał naszą DUA świętej pamięci profesor Raszewski. Tak więc moja wypowiedź jest wtórna. Ale oczyma duszy widzę kochaną autorkę, jak w wieńcu na głowie, z cytrą w dłoni, odziana w białe peplum, czyta półśpiewnie Jeżycjadę. "Muzo, męża opiewaj. Dnia tego pamiętnego Ignacy Borejko etc etc."
mama Isi napisał/a 15 października 2022 o 08:02:
Ze spotkań z drobiem najbardziej w pamięć wbił mi się atak lotem koszącym białego koguta, na którego podwórko wkroczyłam nieświadoma zagrożenia. Gdyby nie ciocia, która wypadła z parasolem, żeby mnie ocalić, nie uszłabym z życiem. A siniak na udzie od dziobnięcia goił się ponad dwa miesiące. Nie nalezy lekce sobie ważyć drobiu, o nie.
Ze spotkań z drobiem najbardziej w pamięć wbił mi się atak lotem koszącym białego koguta, na którego podwórko wkroczyłam nieświadoma zagrożenia. Gdyby nie ciocia, która wypadła z parasolem, żeby mnie ocalić, nie uszłabym z życiem. A siniak na udzie od dziobnięcia goił się ponad dwa miesiące. Nie nalezy lekce sobie ważyć drobiu, o nie.
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 23:42:
Och, Zuziu moja, dziękuję Ci za tę miłą przesadę. Nie czuję się bynajmniej piękna - nigdy zresztą nie byłam, i całe szczęście. Mogłabym wylądować jak Julia Żak, która na zgorszony okrzyk ojca:- Litości! Czegoś ty się uczyła w szkole?! - odpowiadała z prostotą: - Niczego. Uważałam, że jestem na to za ładna! --- Nagrywając audiobook, starałam się nadać temu wyznaniu mnóstwo wyrazu i znaczenia, ze względów wychowawczych... /// Co do zmęczenia: - O, biedaczku. Już? Nieźle Was tam dociskają w pierwszym miesiącu nauki. Cóż robić, droga do wiedzy zawsze jest żmudna. Ale jakie to budujące (zwłaszcza charakter!). /// Co do Homera: tak, wszyscy opowiadacze przecież zaspokajają tę samą, odwieczną, nienasyconą potrzebę ludzkości. Coś mi się zdaje, że i Ty kiedyś zaczniesz nam opowiadać coś pięknego: masz wszelkie narzędzia po temu. Ściskam Cię serdecznie i trzymam kciuki za Twoją pomyślność i sukcesy, najpierw - naukowe!
Och, Zuziu moja, dziękuję Ci za tę miłą przesadę. Nie czuję się bynajmniej piękna - nigdy zresztą nie byłam, i całe szczęście. Mogłabym wylądować jak Julia Żak, która na zgorszony okrzyk ojca:- Litości! Czegoś ty się uczyła w szkole?! - odpowiadała z prostotą: - Niczego. Uważałam, że jestem na to za ładna! --- Nagrywając audiobook, starałam się nadać temu wyznaniu mnóstwo wyrazu i znaczenia, ze względów wychowawczych... /// Co do zmęczenia: - O, biedaczku. Już? Nieźle Was tam dociskają w pierwszym miesiącu nauki. Cóż robić, droga do wiedzy zawsze jest żmudna. Ale jakie to budujące (zwłaszcza charakter!). /// Co do Homera: tak, wszyscy opowiadacze przecież zaspokajają tę samą, odwieczną, nienasyconą potrzebę ludzkości. Coś mi się zdaje, że i Ty kiedyś zaczniesz nam opowiadać coś pięknego: masz wszelkie narzędzia po temu. Ściskam Cię serdecznie i trzymam kciuki za Twoją pomyślność i sukcesy, najpierw - naukowe!
Zuzia12 napisał/a 14 października 2022 o 22:53:
Dobry wieczór! Wszyscy się rozpływają, rozpływam się i ja! Co za ciepło, co za energia! A jaka Pani piękna! Nawet zmęczenie natychmiast ulatuje po spotkaniu z Panią, choćby takim wirtualnym. Wracają wspomnienia z poznańskich spotkań, lecz tutaj obraz jest wzbogacony o domowe zacisze, a Pani występuje jako prawdziwa Gospodyni. Pomyślałam też sobie, że jednak ma Pani coś z wywołanego przed Mamę Isi Homera i to coś kryje się w umiejętności opowiadania historii, właśnie tych mówionych. Tak bardzo tego ostatnio brakuje, ludzie tak często już tylko mówią, a nie opowiadają sobie historie, pięknie skonstruowane, z odpowiednią intonacją, głosem, który czaruje i uruchamia wyobraźnię. Z serca dziękuję za przyjęcie nas do siebie i uśmiecham się szeroko! Dobrej nocy!
Dobry wieczór! Wszyscy się rozpływają, rozpływam się i ja! Co za ciepło, co za energia! A jaka Pani piękna! Nawet zmęczenie natychmiast ulatuje po spotkaniu z Panią, choćby takim wirtualnym. Wracają wspomnienia z poznańskich spotkań, lecz tutaj obraz jest wzbogacony o domowe zacisze, a Pani występuje jako prawdziwa Gospodyni. Pomyślałam też sobie, że jednak ma Pani coś z wywołanego przed Mamę Isi Homera i to coś kryje się w umiejętności opowiadania historii, właśnie tych mówionych. Tak bardzo tego ostatnio brakuje, ludzie tak często już tylko mówią, a nie opowiadają sobie historie, pięknie skonstruowane, z odpowiednią intonacją, głosem, który czaruje i uruchamia wyobraźnię. Z serca dziękuję za przyjęcie nas do siebie i uśmiecham się szeroko! Dobrej nocy!
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 22:10:
Tak, to jasne, Sowo, oczywiście. Nota bene altowiolista pan Groblewski też znakomity. Współpracę, rzecz jasna, zauważyłam. Świetna. Po wymianę znaczących błysków oka włącznie. Miło się opiekują starsi polscy koledzy tymi młodzikami. /// Dewajtis, dzięki za krzepiące słowa. A to ci cenne wspomnienia masz, z drobiem związane! Pozdrawiam mile!
Tak, to jasne, Sowo, oczywiście. Nota bene altowiolista pan Groblewski też znakomity. Współpracę, rzecz jasna, zauważyłam. Świetna. Po wymianę znaczących błysków oka włącznie. Miło się opiekują starsi polscy koledzy tymi młodzikami. /// Dewajtis, dzięki za krzepiące słowa. A to ci cenne wspomnienia masz, z drobiem związane! Pozdrawiam mile!
Sowa P. napisał/a 14 października 2022 o 21:36:
Od altowiolisty wiele tu zależy. W konkursie - żeby umiał doskonale współpracować. Wyjątkowa osobowość to zjawisko niezależne od edukacji i z natury rzeczy musi być rzadkie. A Jury ma prawo nie przyznać pierwszej nagrody, jeśli zechce… o ile uważa, że nadrzędnym celem konkursu jest wyłonienie wybitnej osobowości.
Od altowiolisty wiele tu zależy. W konkursie - żeby umiał doskonale współpracować. Wyjątkowa osobowość to zjawisko niezależne od edukacji i z natury rzeczy musi być rzadkie. A Jury ma prawo nie przyznać pierwszej nagrody, jeśli zechce… o ile uważa, że nadrzędnym celem konkursu jest wyłonienie wybitnej osobowości.
Dewajtis napisał/a 14 października 2022 o 21:27:
Moje najwspanialsze wakacje w dzieciństwie to lato u rodziny w Beskidzie Sądeckim. Z domu i ogrodu rozciągał się widok na pasma gór, w dolinie płynęła rzeka Biała. Stodoła też była, a jakże, oraz kurnik. Każdej kurze nadawałam imię (fluid z Rzodkiewką), a nietóre z nich osobiście wypiastowałam od kurczęcia - jedno wyrosło na koguta bojowego. Piękny, piękny film, pełen ciepła i chciałoby się wskoczyć tam, do środka. Bardzo ładnie Pani wygląda, jakby wróżka wyskoczyła z którejś z książek na regale i podaje herbatę.
Moje najwspanialsze wakacje w dzieciństwie to lato u rodziny w Beskidzie Sądeckim. Z domu i ogrodu rozciągał się widok na pasma gór, w dolinie płynęła rzeka Biała. Stodoła też była, a jakże, oraz kurnik. Każdej kurze nadawałam imię (fluid z Rzodkiewką), a nietóre z nich osobiście wypiastowałam od kurczęcia - jedno wyrosło na koguta bojowego. Piękny, piękny film, pełen ciepła i chciałoby się wskoczyć tam, do środka. Bardzo ładnie Pani wygląda, jakby wróżka wyskoczyła z którejś z książek na regale i podaje herbatę.
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 21:04:
Ach, ulga. Alek wrócił i dostanie w domu babeczki, jeśli tylko zechce. Co do Pruszkowskiej: tak, teraz sobie przypominam te nazwania, właśnie z zagadek - chyba Babci Gąski? /// Sowo P, ale przyznajmy, że pan Michał Bryla, grający z solistami partie altówkowe, jest znakomity. I ma osobowość. Właśnie sobie przesłuchuję raz jeszcze. Piękny głos altówki, piękny./// Wójciiku, i to właśnie jest ideał wakacji dla dzieci: prawdziwe stare gospodarstwo wiejskie.
Ach, ulga. Alek wrócił i dostanie w domu babeczki, jeśli tylko zechce. Co do Pruszkowskiej: tak, teraz sobie przypominam te nazwania, właśnie z zagadek - chyba Babci Gąski? /// Sowo P, ale przyznajmy, że pan Michał Bryla, grający z solistami partie altówkowe, jest znakomity. I ma osobowość. Właśnie sobie przesłuchuję raz jeszcze. Piękny głos altówki, piękny./// Wójciiku, i to właśnie jest ideał wakacji dla dzieci: prawdziwe stare gospodarstwo wiejskie.
Alek napisał/a 14 października 2022 o 20:49:
Madame, właśnie wróciłem z turzycowisk Biebrzy, skonany i pokryty zakwasami od góry do dołu. My tam mamy teraz fizyczną robotę i kiedy tak patrzyłem na nasz dzielny trzyosobowy zespół, próbujący sforsować rzeczkę Kopytkówkę bez nabierania wody w walonki, przyszło mi na myśl, że jesteśmy jednostką typowo kadrową. Trzech profesorów w błocie. Gdzie ci asystenci i adiunkci, ja się pytam. O studentów już nawet nie próbuję. Wracając do Pruszkowskiej, "Księżycowymi darami" określano tam półkę z książkami, do których nikt jakoś nie czuł osobistego stosunku i których dyskretne zniknięcia nie stanowiłyby powodu do zmartwienia. Natomiast księgi drogie sercu i nie pożyczane nigdy, stały na półkach noszących nazwę "Miesiąc zatajony".
Madame, właśnie wróciłem z turzycowisk Biebrzy, skonany i pokryty zakwasami od góry do dołu. My tam mamy teraz fizyczną robotę i kiedy tak patrzyłem na nasz dzielny trzyosobowy zespół, próbujący sforsować rzeczkę Kopytkówkę bez nabierania wody w walonki, przyszło mi na myśl, że jesteśmy jednostką typowo kadrową. Trzech profesorów w błocie. Gdzie ci asystenci i adiunkci, ja się pytam. O studentów już nawet nie próbuję. Wracając do Pruszkowskiej, "Księżycowymi darami" określano tam półkę z książkami, do których nikt jakoś nie czuł osobistego stosunku i których dyskretne zniknięcia nie stanowiłyby powodu do zmartwienia. Natomiast księgi drogie sercu i nie pożyczane nigdy, stały na półkach noszących nazwę "Miesiąc zatajony".
Wójt Wiewiórka napisał/a 14 października 2022 o 20:41:
Fluid jeśli chodzi o spostrzeżenie związane z kurczeniem się rzeczywistej przestrzeni i rzeczy, które w naszych wspomnieniach z dzieciństwa wyglądają na wielkie. Jako mała dziewczynka ( 5 lub 6 lat) spędzałam lato na wsi, w takim prawdziwym starym gospodarstwie wiejskim. Podwórko i zabudowania wydawały mi się ogromną przestrzenią, a stodoła to już w ogóle był a niebosiężna budowla. Spacer z domu do stodoły stanowił nie lada przedsięwzięcie turystyczne . Teraz gdy zwiedzam skanseny, podobne zabudowania z obórkami, stajniami i stodołą wydają mi się takie małe! A przestrzeń z domu do stodoły pokonuje się kilkoma krokami.
Fluid jeśli chodzi o spostrzeżenie związane z kurczeniem się rzeczywistej przestrzeni i rzeczy, które w naszych wspomnieniach z dzieciństwa wyglądają na wielkie. Jako mała dziewczynka ( 5 lub 6 lat) spędzałam lato na wsi, w takim prawdziwym starym gospodarstwie wiejskim. Podwórko i zabudowania wydawały mi się ogromną przestrzenią, a stodoła to już w ogóle był a niebosiężna budowla. Spacer z domu do stodoły stanowił nie lada przedsięwzięcie turystyczne . Teraz gdy zwiedzam skanseny, podobne zabudowania z obórkami, stajniami i stodołą wydają mi się takie małe! A przestrzeń z domu do stodoły pokonuje się kilkoma krokami.
Piętaszek napisał/a 14 października 2022 o 20:41:
Ach, oczywiście. Najmilsze wspomnienie musi się wiązać z Mamą.
Ach, oczywiście. Najmilsze wspomnienie musi się wiązać z Mamą.
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 20:39:
KokoszaNel, ty lunofilko jedna!
KokoszaNel, ty lunofilko jedna!
KokoszaNel z Katowice napisał/a 14 października 2022 o 20:34:
Za pozwoleniem - tak, zauważyłam! I piękny serwis i te babeczki jak żywcem wzięte z Pani rysunków! Wielki księżyc robi wielkie wrażenie, rzadko się taki zdarza a jak się zdarzy to pozostaje w sercu na zawsze.
Za pozwoleniem - tak, zauważyłam! I piękny serwis i te babeczki jak żywcem wzięte z Pani rysunków! Wielki księżyc robi wielkie wrażenie, rzadko się taki zdarza a jak się zdarzy to pozostaje w sercu na zawsze.
Wójt Wiewiórka napisał/a 14 października 2022 o 20:33:
Haha! Też mi się w oczy rzuciło to strzelanie z palców! Jak ja to dobrze znam! Kiedy mi tak na lekcji dzieci zaczynają strzelać z palców, gadać sami do siebie, kręcić młynki długopisami, to znak, że trzeba przerwać trudny temat i trochę poskakać. Oczywiście w młodszych grupach, bo w starszych to jednak muszą się uczyć panowania nad sobą.
Haha! Też mi się w oczy rzuciło to strzelanie z palców! Jak ja to dobrze znam! Kiedy mi tak na lekcji dzieci zaczynają strzelać z palców, gadać sami do siebie, kręcić młynki długopisami, to znak, że trzeba przerwać trudny temat i trochę poskakać. Oczywiście w młodszych grupach, bo w starszych to jednak muszą się uczyć panowania nad sobą.
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 20:31:
Ha, Alku, wciąż nie czytałam tej książki Pruszkowskiej. Ale z naszych zagadek wiem, że są to wspomnienia bibliofilki i bratniej duszy - a więc oczywiste być musi, że o książkach mówimy podobnie. Co do babeczek, narybek pochłonął je w dużej ilości (specjalnie upiekłam malutkie, żeby pomieściły się w małych łapkach) i robił to z wielkim a pochlebnym dla mnie zapałem. Czekoladowe! Z różnymi lukrami. Jedne były z winogronkiem, a drugie z kwiatkiem hortensji. Oj! Czy już jesteś w domu, czy nadal moczysz nogi w zimnych bagnach biebrzańskich? Bo może nietaktownie opisuję te babeczki, podczas gdy ty masz do jedzenia tylko żaby?
Ha, Alku, wciąż nie czytałam tej książki Pruszkowskiej. Ale z naszych zagadek wiem, że są to wspomnienia bibliofilki i bratniej duszy - a więc oczywiste być musi, że o książkach mówimy podobnie. Co do babeczek, narybek pochłonął je w dużej ilości (specjalnie upiekłam malutkie, żeby pomieściły się w małych łapkach) i robił to z wielkim a pochlebnym dla mnie zapałem. Czekoladowe! Z różnymi lukrami. Jedne były z winogronkiem, a drugie z kwiatkiem hortensji. Oj! Czy już jesteś w domu, czy nadal moczysz nogi w zimnych bagnach biebrzańskich? Bo może nietaktownie opisuję te babeczki, podczas gdy ty masz do jedzenia tylko żaby?
MałgM napisał/a 14 października 2022 o 20:19:
Ann, dziękuję za wiadomość prywatną! Dzieło, które w nim określasz słowem "fantastycznie" jest moje własnoręczne, he, he. Przechodzę na samowystarczalność!:))) Co zaś do herbatki, jest to ulubiona English Afternoon Ahmada.Całus w czółko wysyłam. /// Wójciku, brawo za znajomość psychologii dziecięcej, ten facecik oczywiście zrywał się i biegał w kółko, nawet przez czas dłuższy. Moja ulubiona scena jest w finale filmiku - ja tam coś nudno gadam, a on u mego boku szaleje, strzela z palców jak z coltów, łapie się za głowę, pogrążony w jakichś myślach, wymachuje nogami etc. Nie mogę się napatrzyć na niego!/// Piętaszku, to miało być pierwsze wspomnienie. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa jest inne, związane z mamą.
Ann, dziękuję za wiadomość prywatną! Dzieło, które w nim określasz słowem "fantastycznie" jest moje własnoręczne, he, he. Przechodzę na samowystarczalność!:))) Co zaś do herbatki, jest to ulubiona English Afternoon Ahmada.Całus w czółko wysyłam. /// Wójciku, brawo za znajomość psychologii dziecięcej, ten facecik oczywiście zrywał się i biegał w kółko, nawet przez czas dłuższy. Moja ulubiona scena jest w finale filmiku - ja tam coś nudno gadam, a on u mego boku szaleje, strzela z palców jak z coltów, łapie się za głowę, pogrążony w jakichś myślach, wymachuje nogami etc. Nie mogę się napatrzyć na niego!/// Piętaszku, to miało być pierwsze wspomnienie. Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa jest inne, związane z mamą.