ARCHIWUM WPISÓW
.
.
4436 wpisów.
DUA, ,, Na Jowisza 3 '' to by chyba była jedna z najbardziej oczekiwanych książek ! Cóż to za przedziwne pomysły - za dużo o sobie ! Minimalnie, niestety, co uroku nie ujmuje, ale...Tęsknimy za DUA, chociaż przecież twórcę najlepiej widać przez jego dzieła. To co o innych - szkoła patrzenia na ludzi, z tą cudowną przenikliwością, ciepłem i humorem. Jak to było? Człowiek się śmieje z tego, co kocha. Film na Youtube widziałam, DUA królewska, a patent na trzymanie książek na widoku nie do przecenienia.
DUA, ,, Na Jowisza 3 '' to by chyba była jedna z najbardziej oczekiwanych książek ! Cóż to za przedziwne pomysły - za dużo o sobie ! Minimalnie, niestety, co uroku nie ujmuje, ale...Tęsknimy za DUA, chociaż przecież twórcę najlepiej widać przez jego dzieła. To co o innych - szkoła patrzenia na ludzi, z tą cudowną przenikliwością, ciepłem i humorem. Jak to było? Człowiek się śmieje z tego, co kocha. Film na Youtube widziałam, DUA królewska, a patent na trzymanie książek na widoku nie do przecenienia.
Zacna Wiewióreczko, jakże to pocieszające... /// Sowo (wiad.pryw.) - ja też nie wiem, jaka jest praktyka. Sama się z produktem jeszcze nie zapoznałam. Ale dzięki za cynk. Rzecz jest istotna.
Zacna Wiewióreczko, jakże to pocieszające... /// Sowo (wiad.pryw.) - ja też nie wiem, jaka jest praktyka. Sama się z produktem jeszcze nie zapoznałam. Ale dzięki za cynk. Rzecz jest istotna.
Swoją drogą, ja też kiedyś popełniłam sukienkę z wykroju z Burdy. Wszyściutko zrobiłam tak jak było w instrukcji i nigdy nie zrozumiem dlaczego się w tę suknię potem za nic nie mogłam wbić. Myślę, że Burda mnie oszukała.
Swoją drogą, ja też kiedyś popełniłam sukienkę z wykroju z Burdy. Wszyściutko zrobiłam tak jak było w instrukcji i nigdy nie zrozumiem dlaczego się w tę suknię potem za nic nie mogłam wbić. Myślę, że Burda mnie oszukała.
O, i takie właśnie historie jak "Historia malinowej koszuli", byłyby mocno pożądane w "Na Jowisza 3". Ale pewnie Kochana Autorka uznałaby to za zbyt wiele już "gadania o sobie". Lecz jak kiedyś już rzekłam, ta oto Księga Gości sama w sobie jest " Na Jowiszem 3", więc cieszmy się i radujmy aktywnością Autorki w tym oto miejscu. Bo przecież mogłaby nie być aktywna, a jest. "I to zapiera dech, że jest coś a nie nic...", że się tak posłużę ulubionym fragmentem ulubionego utworu ulubionego ostatnio zespołu.
O, i takie właśnie historie jak "Historia malinowej koszuli", byłyby mocno pożądane w "Na Jowisza 3". Ale pewnie Kochana Autorka uznałaby to za zbyt wiele już "gadania o sobie".
Lecz jak kiedyś już rzekłam, ta oto Księga Gości sama w sobie jest " Na Jowiszem 3", więc cieszmy się i radujmy aktywnością Autorki w tym oto miejscu. Bo przecież mogłaby nie być aktywna, a jest. "I to zapiera dech, że jest coś a nie nic...", że się tak posłużę ulubionym fragmentem ulubionego utworu ulubionego ostatnio zespołu.
Sowo, dzięki. Tam, gdzie wchodzi w grę klej i papier, nieco odżywam. Muszę jednak wyznać dla równowagi, że w dawnych czasach uszyłam kiedyś narzeczonemu - wg wykroju z Burdy - piękną (w zamiarze) koszulę z grubej, ciepłej tkaniny w kolorze malinowym. Miał ją nosić podczas swych wysokogórskich wypraw, toteż uznałam, że moje drobne wpadki krawieckie ujdą płazem. Pan Musierowicz przyjął ten dar serca z zachwytem, natomiast babcia, mama i jej siostra, oglądając moje dzieło to wznosiły oczy do nieba, to wybuchały niekontrolowanym śmiechem. Wpadki bowiem nie były drobne (zwłaszcza na styku rękawów z resztą). Od tej pory ambitnie już nic nie szyłam. A koszulę malinową po cichutku usunęłam z pola widzenia, a potem dyskretnie wyrzuciłam. (Nikt nie przejawił żalu)
Sowo, dzięki. Tam, gdzie wchodzi w grę klej i papier, nieco odżywam. Muszę jednak wyznać dla równowagi, że w dawnych czasach uszyłam kiedyś narzeczonemu - wg wykroju z Burdy - piękną (w zamiarze) koszulę z grubej, ciepłej tkaniny w kolorze malinowym. Miał ją nosić podczas swych wysokogórskich wypraw, toteż uznałam, że moje drobne wpadki krawieckie ujdą płazem. Pan Musierowicz przyjął ten dar serca z zachwytem, natomiast babcia, mama i jej siostra, oglądając moje dzieło to wznosiły oczy do nieba, to wybuchały niekontrolowanym śmiechem. Wpadki bowiem nie były drobne (zwłaszcza na styku rękawów z resztą). Od tej pory ambitnie już nic nie szyłam. A koszulę malinową po cichutku usunęłam z pola widzenia, a potem dyskretnie wyrzuciłam. (Nikt nie przejawił żalu)
I tu bym się zgodziła z Wójtem. "Gadać o sobie", akurat! I nijakiego lekkiego niedosytu nie odczuwam, jeno całkiem solidny. Nieznana róża wraz ze znanymi różami przesyłają pokłony, ścielą się do stóp, ściskają etc. Takoż samo ja.
I tu bym się zgodziła z Wójtem. "Gadać o sobie", akurat! I nijakiego lekkiego niedosytu nie odczuwam, jeno całkiem solidny. Nieznana róża wraz ze znanymi różami przesyłają pokłony, ścielą się do stóp, ściskają etc. Takoż samo ja.
No, chyba że papierowe laleczki lub choinkowe ptaszynki. Te wychodzą jak spod igły…
No, chyba że papierowe laleczki lub choinkowe ptaszynki. Te wychodzą jak spod igły…
I tu się, Wójciku, zgodzę: robótki ręczne - uuu, nic a nic.
I tu się, Wójciku, zgodzę: robótki ręczne - uuu, nic a nic.
Haha, o sobie! A to się ubawiłam. No już w tych "Jowiszach" to jest najmniej " o sobie", za to mnóstwo o innych ( nawet o nas, księgowych i innych czytelnikach) o literaturze, sztuce, wielu wspaniałych ludziach, i tak dalej. Jakoś Kochanej Autorce gadanie o sobie nie wychodzi, niestety, niestety. To chyba zresztą jedyna rzecz, która jej nie wychodzi. No może jeszcze robótki ręczne :)
Haha, o sobie! A to się ubawiłam. No już w tych "Jowiszach" to jest najmniej " o sobie", za to mnóstwo o innych ( nawet o nas, księgowych i innych czytelnikach) o literaturze, sztuce, wielu wspaniałych ludziach, i tak dalej. Jakoś Kochanej Autorce gadanie o sobie nie wychodzi, niestety, niestety. To chyba zresztą jedyna rzecz, która jej nie wychodzi. No może jeszcze robótki ręczne :)
Dzięki za wsparcie, mój Zgredziku. Mamo Isi, ależ, no ile można gadać o sobie! Dwa tomy to i tak dużo. Zresztą, lepszy lekki niedosyt, niż lekki nawet przesyt. Umiar, umiar, oto co nadaje smak wszystkiemu. /// Pozdrawiam nieznaną różę!
Dzięki za wsparcie, mój Zgredziku. Mamo Isi, ależ, no ile można gadać o sobie! Dwa tomy to i tak dużo. Zresztą, lepszy lekki niedosyt, niż lekki nawet przesyt. Umiar, umiar, oto co nadaje smak wszystkiemu. /// Pozdrawiam nieznaną różę!
Kochana Pani Małgorzato! Wspieramy Panią! Sami rozumiejąc sytuację. Chociaż słowo "sytuacja" pewnie wywodzi się od siedzenia. A tu chyba bardziej pasuje "legacja". I, niestety, do tego, turpizm. How's about Lenin's theory of burping?
Kochana Pani Małgorzato! Wspieramy Panią! Sami rozumiejąc sytuację. Chociaż słowo "sytuacja" pewnie wywodzi się od siedzenia. A tu chyba bardziej pasuje "legacja". I, niestety, do tego, turpizm. How's about Lenin's theory of burping?
Tak mówiąc między nami miast "Chucherka"oczekiwałabym raczej ciągu dalszego "Na Jowisza", bo głowę daję, że w drugiej części nie zmieściło się wszystko, a jak wiemy dobrej gospodyni nic się nie może zmarnować. // Czytam sobie "Ciotkę Zgryzotkę" celem podparcia na duchu i już jest mi cieplej.// Kwitnie powtórnie Ladenburg, Graham Thomas, Arthur Bell i ślicznie pachnąca różowa, której nie umiem zidentyfikować. Nareszcie rozumiem, dlaczego w rozariach staroświeckich pod krzaczkiem umieszczano mosiężne tabliczki z nazwami.
Tak mówiąc między nami miast "Chucherka"oczekiwałabym raczej ciągu dalszego "Na Jowisza", bo głowę daję, że w drugiej części nie zmieściło się wszystko, a jak wiemy dobrej gospodyni nic się nie może zmarnować. // Czytam sobie "Ciotkę Zgryzotkę" celem podparcia na duchu i już jest mi cieplej.// Kwitnie powtórnie Ladenburg, Graham Thomas, Arthur Bell i ślicznie pachnąca różowa, której nie umiem zidentyfikować. Nareszcie rozumiem, dlaczego w rozariach staroświeckich pod krzaczkiem umieszczano mosiężne tabliczki z nazwami.
Witam z uśmiechem obie Katarzyny, w niedzielę chmurną, mglistą i jesienną. Trzymajmy się, nie dajmy się! Dziękuję Wam za miłe słowa. Katarzyno z Grudziądza, wygląda na to, że zaczęłaś czytanie od powieści, która miała być ostatnim tej serii tomem. Tak zakładałam, pisząc "Kalamburkę". Ku własnemu zaskoczeniu napisałam potem jeszcze osiem tomów. Tak więc, Katarzyno z Gdyni, rację miał Musset, pisząc: "Nie trzeba się zarzekać". Tym razem ostatnia miała być "Ciotka Zgryzotka" i w dodatku udało mi się zgrabnie zakończyć Jeżycjadę, pisząc oba tomy "Na Jowisza". Ale niecierpliwy wydawca wycisnął ze mnie nową okładkę i nowy tytuł -"Chucherko". Nie jestem jednak przekonana, czy w nowych warunkach politycznych i ekonomicznych znajdę w sobie dość dobrego nastroju, by tę książkę napisać. Raczej nie, bo zaniosło się na dłużej. Ale, pamiętajmy, "nie trzeba się zarzekać", więc kwestię pozostawiam z lekka otwartą. Będzie, co będzie. Pozdrawiam serdecznie Was obie! MM
Witam z uśmiechem obie Katarzyny, w niedzielę chmurną, mglistą i jesienną. Trzymajmy się, nie dajmy się! Dziękuję Wam za miłe słowa. Katarzyno z Grudziądza, wygląda na to, że zaczęłaś czytanie od powieści, która miała być ostatnim tej serii tomem. Tak zakładałam, pisząc "Kalamburkę". Ku własnemu zaskoczeniu napisałam potem jeszcze osiem tomów. Tak więc, Katarzyno z Gdyni, rację miał Musset, pisząc: "Nie trzeba się zarzekać". Tym razem ostatnia miała być "Ciotka Zgryzotka" i w dodatku udało mi się zgrabnie zakończyć Jeżycjadę, pisząc oba tomy "Na Jowisza". Ale niecierpliwy wydawca wycisnął ze mnie nową okładkę i nowy tytuł -"Chucherko". Nie jestem jednak przekonana, czy w nowych warunkach politycznych i ekonomicznych znajdę w sobie dość dobrego nastroju, by tę książkę napisać. Raczej nie, bo zaniosło się na dłużej. Ale, pamiętajmy, "nie trzeba się zarzekać", więc kwestię pozostawiam z lekka otwartą. Będzie, co będzie.
Pozdrawiam serdecznie Was obie! MM
Szanowna Pani Małgorzato, Z wielką nadzieją i oczekiwaniem wnoszę ten wpis do Księgi Gości. Zwracam się z pytaniem o kolejne tomy „Jeżycjady” wraz z jej pozostałymi Fanami. Czy będzie jeszcze przedłużenie tej niezwykłej serii? Czy doznamy kolejnych uśmiechów i wzruszeń wraz z nowymi lub dawno niewidzianymi bohaterami? Tęsknimy za nimi bardzo, jak za dobrze znanym starym znajomym. Cieszymy się z możliwości czytania jej w każdej formie, czy to papierowej czy elektronicznej, a tym bardziej przeczytanej przez samą Autorkę! Już bieżę, aby koniecznie kupić ten Unikat! Jednakże wciąż mając nadzieję na kolejne losy i chwile ciepła z tak nietuzinkowymi postaciami. Życzę dużo zdrowia, radości i szczęścia w drobnych chwilach ❤️
Szanowna Pani Małgorzato,
Z wielką nadzieją i oczekiwaniem wnoszę ten wpis do Księgi Gości. Zwracam się z pytaniem o kolejne tomy „Jeżycjady” wraz z jej pozostałymi Fanami. Czy będzie jeszcze przedłużenie tej niezwykłej serii? Czy doznamy kolejnych uśmiechów i wzruszeń wraz z nowymi lub dawno niewidzianymi bohaterami? Tęsknimy za nimi bardzo, jak za dobrze znanym starym znajomym.
Cieszymy się z możliwości czytania jej w każdej formie, czy to papierowej czy elektronicznej, a tym bardziej przeczytanej przez samą Autorkę! Już bieżę, aby koniecznie kupić ten Unikat! Jednakże wciąż mając nadzieję na kolejne losy i chwile ciepła z tak nietuzinkowymi postaciami.
Życzę dużo zdrowia, radości i szczęścia w drobnych chwilach ❤️
Witam! dzisiaj dokończyłam czytanie Kalamburki! Niesamowita książka,aż szkoda że już się skończyła (bo ja lubię czytać grube książki). Pierwszy raz czytałam książkę,w której pisarz opisuje wydarzenia cofając się do tyłu. Fajnie się to czytało.Na początku książki poznaje się Milę Borejko jako dorosłą kobietę,mamę i babcię.A czytając dalej cofamy się do młodości,dzieciństwa,a nawet do samego urodzenia się Mili. To był świetny pomysł,aby tak przedstawić życie Mili Borejko. Ja już myślę o książkach pt. "Pulpecja" i "Nutria i nerwus". Oczywiście potem następne tomy Jeżycjady... :)
Witam! dzisiaj dokończyłam czytanie Kalamburki! Niesamowita książka,aż szkoda że już się skończyła (bo ja lubię czytać grube książki). Pierwszy raz czytałam książkę,w której pisarz opisuje wydarzenia cofając się do tyłu. Fajnie się to czytało.Na początku książki poznaje się Milę Borejko jako dorosłą kobietę,mamę i babcię.A czytając dalej cofamy się do młodości,dzieciństwa,a nawet do samego urodzenia się Mili. To był świetny pomysł,aby tak przedstawić życie Mili Borejko. Ja już myślę o książkach pt. "Pulpecja" i "Nutria i nerwus". Oczywiście potem następne tomy Jeżycjady... :)
Muszę sobie posłuchać Jane Cho, bo jakoś mi umknęła.// Nasz kocur pożarł się z kotem sąsiadów o terytorium (we własnym ogrodzie tamtego), został pogryziony, a teraz my z Isią musimy dzień w dzień wozić go na zastrzyki antybiotyku. I oczywiście według kota to my jesteśmy wszystkiemu winne.
Muszę sobie posłuchać Jane Cho, bo jakoś mi umknęła.// Nasz kocur pożarł się z kotem sąsiadów o terytorium (we własnym ogrodzie tamtego), został pogryziony, a teraz my z Isią musimy dzień w dzień wozić go na zastrzyki antybiotyku. I oczywiście według kota to my jesteśmy wszystkiemu winne.
Dzień dobry, Rajmundzie! Rzeczywiście, Oracabessa to nazwisko wymyślone - lecz przez młodego czytelnika, który życzliwie udzielał mi podczas pisania "Języka Trolli" rzetelnych rad co do muzyki reggae oraz drobnych realiów z życia rastafarian, z ulubionymi kolorami włącznie. Imię Helmut dodałam już sama, żeby było zabawniej. Ale Schoppe, jeśli dobrze pamiętam, był w książce telefonicznej.
Dzień dobry, Rajmundzie! Rzeczywiście, Oracabessa to nazwisko wymyślone - lecz przez młodego czytelnika, który życzliwie udzielał mi podczas pisania "Języka Trolli" rzetelnych rad co do muzyki reggae oraz drobnych realiów z życia rastafarian, z ulubionymi kolorami włącznie. Imię Helmut dodałam już sama, żeby było zabawniej.
Ale Schoppe, jeśli dobrze pamiętam, był w książce telefonicznej.
Pani Małgorzato: czy nazwiska Schoppe i Oracabessa też wzięła Pani z książki telefonicznej? 😊No, e Schoppe to jeszcze mogę uwierzyć, ale przesympatyczny Helmut to chyba od początku do końca, łącznie z nazwiskiem, to Pani dzieło 😊
Pani Małgorzato: czy nazwiska Schoppe i Oracabessa też wzięła Pani z książki telefonicznej? 😊No, e Schoppe to jeszcze mogę uwierzyć, ale przesympatyczny Helmut to chyba od początku do końca, łącznie z nazwiskiem, to Pani dzieło 😊
A rzeczywiście, mamo Isi! Rzeczywiście!/// O, emocji było sporo, SowoP, zwłaszcza przy Mozarcie. A jury za nas niejako wyszukało największą indywidualność - właśnie Hinę, Osobowość bez wątpienia, ukryta w niepozornej i nieco jakby infantylnej postaci - bardzo mocna i radosna, zdolna też do silnych emocji i wzruszeń (a nie mówię tu oczywiście o strojeniu sentymentalnych min, tylko o autentycznych emocjach, czytelnych i w muzyce, i w mowie ciała). I to tym właśnie wygrała, bo muzycznie świetni byli wszyscy finaliści, moim skromnym zdaniem laika.
A rzeczywiście, mamo Isi! Rzeczywiście!///
O, emocji było sporo, SowoP, zwłaszcza przy
Mozarcie. A jury za nas niejako wyszukało największą indywidualność - właśnie Hinę, Osobowość bez wątpienia, ukryta w niepozornej i nieco jakby infantylnej postaci - bardzo mocna i radosna, zdolna też do silnych emocji i wzruszeń (a nie mówię tu oczywiście o strojeniu sentymentalnych min, tylko o autentycznych emocjach, czytelnych i w muzyce, i w mowie ciała). I to tym właśnie wygrała, bo muzycznie świetni byli wszyscy finaliści, moim skromnym zdaniem laika.
Prawdziwa uczta dla ucha. I dopiero się doczytałam, że gra na Stradivariusie. Przypomina mi śmiejącą się Regelindę.
Prawdziwa uczta dla ucha. I dopiero się doczytałam, że gra na Stradivariusie. Przypomina mi śmiejącą się Regelindę.







