Gałąź kwitnąca

jakuchu

Itō Jakuchū
(伊藤若冲; 1716–1800)

„Kwitnąca śliwa i księżyc”(1755),
tusz i farby wodne na jedwabiu.

 

 

Śliwy w kwiecie

Moja wiosna

Jest zachwyceniem

                            Issa

 

 

Świat rozpaczy i bólu.

Kwiaty kwitną

Nawet wtedy.

                             Issa

 

 

Zaufaj:

Czyż płatki kwiatów

Nie sypią się w dół jak trzeba?

                             Issa

 

 

Co za księżyc –

Złodziej przystaje

Żeby śpiewać.

                           Buson

 

 

Oby temu,

Który tej nocy przynosi kwiaty,

Świecił księżyc.

                         Kikaku

 

 

Dźwięki milkną.

Kwiaty pachną,

Dzwon zadzwonił wieczorem.

                         Basho

 

 

Jakże chciałbym zobaczyć

Między kwiatami o świcie

Twarz Boga

                        Basho

 

 

 

Z tomu „Haiku” – wybór i przekład Czesława Miłosza,

Biblioteka NaGłosu, Wydawnictwo m,  Kraków 1992

145 przemyśleń nt. „Gałąź kwitnąca

  1. Gratulacje dla cascioliny i jej pierworodnego Marco! To bardzo ladne imie nosi tez maz Kris, ktorych tez pozdrawiam!
    Benvenuto Marco!

  2. Casciolino, dobry wieczór, a cóż za wspaniała wiadomość! Cieszę się ogromnie i z całego serca gratuluję!
    Marco! Podoba mi się!
    Jak Marek Aureliusz.
    Albo Pałys.
    Proszę ode mnie czule uściskać syneczka.

  3. Niecałe cztery lata temu dzieliłam się w dawnej Księdze Gości radością z zamążpójścia, a dzisiaj chciałabym całemu światu ogłosić, że mam najcudowniejszego synka na świecie! Urodził się 18 kwietnia, a 25-go (data tego wpisu) świętował po raz pierwszy imieniny. Zgodnie z rodzinną tradycją wybraliśmy dla niego rzymskie imię: Marco. Muszę dodać, że decyzja w sprawie imienia zapadła, kiedy czytałam „Wnuczkę do orzechów”: chciałabym bardzo, żeby nasz Marcolino (nazywany też Ryjkiem i GłodoMarkiem) wyrósł na tak mądrego, odpowiedzialnego mężczyznę, jakim jest Marek Pałys :)
    Z serdecznymi pozdrowieniami, K+V+M

  4. Wyjechaliśmy na weekend w lasy. Donoszę, że słyszałam dzisiejszego wieczoru kukułkę! Kwartową, w dodatku kukającą w tonacji F-dur. Nasłuchuję dalej.

    WioluM: :)))

  5. Dobry wieczór!
    Kasztany rzeczywiście w rozkwicie. Irenko, powodzenia, to na pewno będzie świetnie zdana matura, a potem piękne studia.
    Szkoda, Starosto, że Ananas jednak nie ma kwiatków. U mnie też tylko malinówka obsypana różowym kwieciem. Za to na Ananasku pojawiły się jakieś robaczki w jeszcze nierozwiniętych listkach. Mam nadzieję, że sobie pójdą i nie zaszkodzą drzewku. Uśmiecham się majowo do Wszystkich :)

  6. Irenko! Jeszcze rok temu byłam na Twoim miejscu i na samą myśl o maturze dostawałam palpitacji serca, a mózg mój się resetował. Dzięki Bogu, zdałam. I to jak! (Proszę wybaczyć przechwałki.) A jeśli chodzi o studia, to wybierz taki kierunek, który do Ciebie przemawia. Ja wybrałam edytorstwo i nie zamieniłabym go na nic innego! :D

  7. Milamela. Tak na nią będą mówić w domu.

    Tak, Irenko, studia wspaniałe. Ale zatrudnienia potem może nie być.
    Tylko, któż to wie?
    Może nastąpi renesans teatru, odrodzenie inteligencji polskiej, zmiana priorytetów Ministerstwa Kultury etc.
    Wszystko jest możliwe.
    A co sobie miło a ciekawie postudiujesz – to twoje.

  8. Ależ mi dodał otuchy ten entuzjazm Starosty! Naprawdę. Dziękuję, trzy dni przed maturą nie jest się pewnym niczego.
    I miło mi, że Milena na pierwszym miejscu :)

  9. Aaa, mam! Rzeczywiście stanęło na Milenie Melanii. Dobrze sobie przypomniałam, kto by pomyślał, po latach! :D
    Ten sam poniedziałek, tylko później:

    34947)
    Małg M
    Lokalizacja:

    Poniedziałek, 22. Października 2012 19:28
    Aaaa! To jest myśl genialna, Kris!- podoba mi się.
    Żeby tylko nie zaczęły się spory, czy to Milena Melania, czy Melania Milena.
    34946)
    kris
    Lokalizacja:

    Poniedziałek, 22. Października 2012 19:26
    A może mała Mila to Milena Melania?

    :)

  10. Ściskam Cię, Ateno, jakbyś była jaskółką!
    Celestyno, tak jest. Scena nad jeziorem, płatki się sypią, a ja tu znajduję haiku w temacie.

    Irenko, olaboga, co ja się naobiecywałam w tej sprawie. I jak sprzecznie! Faktycznie, czas już najwyższy sprawę ostatecznie ustalić. To musi być Milena. Na drugie – Melania.

    Wiedza o teatrze! Wszystko w tej kwestii zawdzięczać będziesz profesorowi Raszewskiemu! Hura!
    No i – bez żadnych wątpliwości – tylko mili i na poziomie koledzy i koleżanki. Studiujący wyłącznie dla przyjemności studiowania.
    Chyba będziesz zachwycona tymi studiami! Gratuluję!

  11. Czyli miala Pani piekny fluid z Issa, a raczej swiezo wowczas wydanym przekladem:)

    Co do Mili: w Czarnej polewce jest scena wizyty pana Schoppe u Borejkow. Na jego pytanie jak dzieciatko ma na imie, i odpowiedz, ze Mila, pan Schoppe doznal wielkiego wzruszenia i powiedzial: „Mila?Milena?Moja matka byla Milena..”
    Po dluzszej chwili w kuchni odezwala sie taktownie pani Borejkowa.”Tak, tak. Milena to piekne imie”.

    Chyba na tym w koncu stanelo:)

  12. „Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru” – egzaltowana potworność. Już lepszy był z Szemiotha malarz, niż poeta.
    Tym razem braciszek Cadfael mnie rozczarował zakończeniem. Eee.

  13. Wstępnie Wiedzę o Teatrze w Akademii Teatralnej, ale tak naprawdę wszystko może jeszcze ulec zmianie, i pewne jest tylko że nie zostanę studentką fizyki.
    Jeśli mogę wtrącić się do rozważań Milenowo-Melaniowych, to jakimś cudem mam w tej kwestii zachowany dowód niemal rzeczowy:
    Poniedziałek, 22 października 2012 g.16.00
    Aga: Pani Małgosiu,
    kiedyś powstała tu dyskusja, czy mała Mila to Melania, czy Milena- o tym mieliśmy przekonać się „wkrótce”. Ja nie doczytałam się w „McDusi” rozwiązania tej kwestii (ale czytałam szybko i zachłannie,hehe…), może coś przeoczyłam??
    Irenka: A czy to się przypadkiem nie wyjaśniło jeszcze w „Czarnej polewce”?
    Ja żyję w przekonaniu, że Milena.
    MM: Zostawiłam tę kwestię w zawieszeniu, jako mniej istotną.
    Ale czas będzie się zabrać i za małą Milę, ha!
    Irenka: Mileną jest, Mileną. Czyż Babi nie kiwnęła wtedy głową?
    MM (uroczyście): Irenko!
    Dla ciebie to zrobię.
    Mileną jest, Mileną.

    Ale z tego co pamiętam, ostatecznie stanęło jednak na Milenie Melanii ;)

  14. Dzięki za sprawdzenie, Madziu niezawodna.
    Celestyno, to nie była inspiracja. Najpierw mi w książce spadały białe płatki, a na końcu dałam motto z haiku w przekładzie Miłosza.
    Pan M. bardzo się tym uradował. Napisał mi ponadto, że strasznie mu się podoba tytuł „Pulpecja”.

  15. Irenko, już? Kasztanami się interesujesz?
    Ja też na nie spoglądam. Lubię je.
    No, to szkoda, że koniec najmilszej szkółki (aż przyjemnie przeczytać takie określenie). Ale dalej też może być miło. Co wybrałaś, jeśli wolno zapytać?

  16. Dobry wieczór.
    Też mi się wydawało, że już stanęło na Milenie Melanii, ale nie byłam pewna , zaczęłam więc szukać , od „Czarnej polewki” zaczynając, ale nic nie znalazłam. Za to miło sobie trzy tomy poprzeglądałam i poczytałam. W końcu przyszło mi do głowy, że kwestia była poruszana w starej Księdze i wtedy to właśnie padało rozwiązanie. Pewności nie mam, ale mam dobry nastrój po podczytywaniu. A dobry nastrój przyda się weekend majowy – czas wytężonej pracy. ;) Pozdrawiam!

  17. Dobry wieczór!
    Strasznie dawno mnie tu nie było i dopiero teraz widzę, ile się zmieniło i jak tu teraz ładnie i wiosennie!
    Nie było mnie od niepamiętnych czasów głównie z powodu nagromadzenia szkolnych obowiązków. W piątek oficjalnie skończyłam swoją ostatnią (i bezsprzecznie najmilszą ze wszystkich, z którymi miałam do czynienia) szkołę i zorientowałam się, że kasztany już kwitną. Chyba podziałało to na mnie silniej niż wszystkie sygnały ostrzegawcze wysyłane przez grono pedagogiczne i rodzinę – oto, jak potężny wpływ ma natura na życie ludzkie! ;)
    Ciekawa jestem, czy ktoś poza mną z bywalców Księgi (właściwie to już nie Księga, ale mniejsza o to) szczególnie zwraca w tym roku uwagę na kasztanowce? Byłoby raźniej :)

  18. Czolko, czolko:)

    A wczoraj czytalam to: „(…) tarnina gubila biale platki, ktore spadaly na ziemie dokladnie tak, jak trzeba,(…)”
    i pokojarzylam, ze inspiracja przyszla z tego wlasnie wspomnianego de wpisie tomu Haiku.

  19. „Jaskółka czarny sztylet, wydarty z piersi wiatru ” , no kto by pomyślał!
    Celestyno, Borysy dziewczyny też są w porządku. Nasz Wójt na przykład.

  20. Jaskółko, czarna chmuro?
    Czarna dziuro?
    Och, muszę sprawdzić w sieci, bo zaraz mnie to zacznie męczyć.

  21. Stan Borys na przykład. „Jaskółko, czarna” …eee…nie pamiętam dalej.
    Czółko, Celestynko!

  22. Borysy to fajne chlopaki. Znam jednego bardzo milego i porzadnego Rosjanina. W dodatku uderzajaco podobny do Grzegorza Turnaua .
    Pozdrawiam Was wszystkich, na czele z ukochana pania Malgorzata!

  23. Nic to – jak rzekł był Wołodyjowski. Wracam do „Dead Man’s Ransom”, bo jestem jak zawsze w najciekawszym miejscu, a dzisiaj na mnie wypada nocny dyżur przy maleństwach. Muszę przedtem dowiedzieć się, kto był mordercą, choćby nie wiem co!

  24. Pszczółek mało było latoś w koronach drzew kwitnących, potwierdzam.
    Pan pszczelarz sąsiad twierdzi, że jest zaraza.

  25. Doroszewski opatrzył cytat tajemniczym „Zar.Grusze 11”. Zapewne gdzieś we wstępie zapodał spis ksiąg, z których czerpał cytaty wraz ze skrótami, ale któż tego dojdzie w dzisiejszych, zepsutych czasach?

  26. Nie jestem odjazdowa. To jest wisielczy humor, bo choć trochę cieplej dziś, ale wiater duje lodowaty. Biedne kwitnące czereśnie; nie będąc wiatropylnymi, jeno wymagając jakiej pszczoły czy czego zbliżonego do zapylenia, są bez szans, biedactwa. A my tak lubimy czeresnie;( Ech.

  27. Tylko wciąż nie wiemy, kogo cytuje Doroszewski?
    Ech, żucie, żucie. Jest ciężkie.
    Natomiast co do rozpuknięcia: nigdy, przenigdy nie jest spóźnione.

    Osiria rose niezwykła, biało-czerwona autentycznie. Czego to ludzie z głodu nie wymyślą!

  28. A w mocno spóźnionej kwestii rozpuknięcia mam tylko do dodania cytat w temacie z Doroszewskiego:
    „Przed przyźbą na grzędzie rozpuknęły się ostatnie pączki georginii.”

  29. :)))))
    Mamo Isi! Aleś odjazdowa.

    Klaudynko, róży tej nie znam, lecę sprawdzać.
    Magnolie też są w Kórniku. Pobliskim, zresztą.

    Afrykandru, ja polecam ponowić próbę. Gran Padano do sejfu i uzupełniać luki w produktach.

  30. Zapomniałam napisać, że ostatnio natknęłam się w internecie na zdjęcia pięknej róży – osiria rose. Pani Małgosiu, czy zna ją Pani? A może Księgowi kojarzą?

  31. Dobry wieczór!
    Haiku urocze. Nic dodać, nic ująć. Jak zobaczyłam tę kwitnącą śliwę, to zaraz mi na myśl przyszły magnolie, które rosną na dziedzińcu mojej uczelni. Patrzę na nie za każdym razem i nie mogę się nadziwić, jak Pan Bóg mógł takie cuda stworzyć! Przeczytałam sobie poprzednie komentarze o burzy i przypomniało mi się jak mój dziadek zawsze mówił, że pierwsza wiosenna burza jest najważniejsza, bo „rusza” ziemię i dopiero wtedy wszystko zaczyna rosnąć. Bardzo lubię te dziadkowe mądrości. Ma ich mnóstwo, wszystkie związane z rolnictwem! Wyglądam właśnie przez okno i widzę forsycje, które już prawie w całości przekwitły. Szkoda! Bardzo je lubię, zwłaszcza takie żółciutkie jak mała kaczuszka. :)

    P.S. Książki niezbędne do napisania pracy z tekstologii znalazły się! Hurra! Zaraz wezmę rękopis Leśmiana pod lupę. Już zacieram łapki. :D

  32. Borys, DUA, to jest to.

    Milena Melania, zawsze uważałam, że na tym stanęło. Ale ja lubię niedomówienia.

    Wracając do domu kupiłam Gran Padano, bo zaśliniłam się na myśl o tarcie ze szpinaczkiem i fetą. Jak się okazało – Nażeniony fluidowo zamarzył o naleśnikach ze szpinaczkiem i fetą, więc kupił fetę. Nikt nie kupił szpinaku. Poszłam kupić szpinak. Rodzina tymczasem wyżarła Gran Padano. To się robi logistycznie surrealne.

  33. Czy będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że tarta wyszła przepyszna? ;-) Wszyscy zachwyceni.
    Ależ oczywiście, że zwyczajne życie jest naprawdę miłe. Chociaż ja zauważyłam to dopiero wtedy, kiedy zaczęłam inaczej myśleć. Teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

  34. Jakże dobrze sobie do was zajrzeć tak trochę bardziej na spokojnie, nie „w przelocie”, jak to bywało ostatnio.
    Sowo Droga, przepiękna ta melodia, już czwarty raz ją słucham i myślę, że przez cały weekend majowy będzie mi towarzyszyła. Zwłaszcza, że przy takiej muzyce dobrze mi się pracuje, pisze wszelkie prace na studia i inne różnostki własne. Dziękuję więc za to dzielenie się rodzinie Sówek : )
    Tymczasem powinnam oderwać się już od laptopa, zająć tym, czym trzeba się zająć, a wieczorem zabrać za przygotowanie brokułowej pasty. Zabieram się więc stąd, zabieram!

  35. Tak, Króliku! Trzymajmy się, nie dajmy się!
    Zwyczajne życie naprawdę jest miłe. Niech nam media nie robią zupy z mózgu, tumaniąc i strasząc.

    Aha, Aleksandro! Niestetyż, niestetyż…. mój „Ananas Berżenicki” wypuszcza tylko listki. O biało-różowych czubeczkach! Dlatego dopatrzyłam się pączków kwiatowych.
    A tu figa. Trzeba jeszcze parę lat poczekać.

  36. Dzień dobry,
    Zajrzałam do Receptariuszyka, a teraz tutaj. Gałąź kwitnąca cudowna. I haiku. Już czuję się zreanimowana. Przepis na ciasto szpinakowe (wraz z uzupełnieniami) brzmi pysznie – zanotowałam. „Zanurzyłam się” w waszych optymistycznych rozmowach, za oknem słońce. Jest dobrze. Serdecznie pozdrawiam!

  37. Jak byłam mała to, gdy śmiałyśmy się z siostrą do rozpuku, mówiłyśmy, że się rozpukniemy i od tego jeszcze bardziej chciało nam się rozpuknąć np. na dwoje. Dawno tak się nie śmiałam.

  38. W ogóle rodzina Schoppe znikła na horyzoncie, ale jestem pewna, że kiedyś i na nia przyjdzie czas.

    Dobranoc raz jeszcze!

  39. Tak, jakoś mi dziecina zeszła z głównego planu. Dobrze, jak chcesz, żeby była Melania, to tak niech zostanie.
    A może – dwojga imion? Dla zgody w rodzinie?

  40. Aaa… To jeszcze nie wiadomo!? Byłam pewna, że Melania. To imię jest pełne magii i tajemnicy. Jest śliczne, ale nie interweniuję.

    Dobranoc!

  41. Pani Małgosiu Droga, jak nazywa się córeczka Róży? Toczę o to spór z przyjaciółka. Melania czy Milena? Nie mogę sprawdzić w ksiażce, bo pożyczyłam cioci :(

  42. Ja wiem skąd!- ale nie wiem, czy dziecinki wiedzą. Bo nie wiem, czy w szkole teraz uczą o przepióreczkach.

  43. Poniechać? Never! Jam wszak wierny pies bernardyn, gdyż ‚takie są moje obyczaje’. /Skąd cytacik, dziecinki?/

  44. Tak też mi się zdawało z tym spukaniem jadów, właśnie z powodu znanego mi słowa „rozpuknąć się”- występuje w legendzie o smoku wawelskim.
    Babciu Gąsko Ukochana, wszak pamiętam, żeś polonistką, tylko myślałam, że nas poniechałaś. Jak to dobrze, że NIE!
    Dzięki za głos autorytatywny.

    Patrycjo, jakże mi miło, że dzięki nam śmiejesz się także, gdy jesteś sama! Hura!
    Nota bene, mnie się to całe życie przytrafia.
    I gadanie do siebie. Pamiętam, jak się w liceum ucieszyłam, przeczytawszy u Romain Rollanda („Dusza zaczarowana”), że Anetka, główna bohaterka, szła sobie ulicą i to gadała do siebie, to wybuchała śmiechem, a ludzie na nią dziwnie patrzyli. Wydała mi się natychmiast bratnia duszą (zaczarowaną!).
    I poczułam się mniej dziwaczna.
    Ta strona (Przyroda Polski) piękna jest i fascynująca, często tam zaglądam.

  45. Cha, cha! Nie mogę, muszę to napisać. Czytam właśnie KG z archiwum i śmieję się w głos, tym bardziej to niezwykłe, że raczej się nie śmieję, gdy jestem sama. Pani Małgosia: „Zobaczcie, jak gada wiewiórka!-no, jakbym głos Wójta słyszała!”. Wójt: „A głos wiewiórki!!! :D Ktoś mnie nagrał w tej tragicznej chwili, gdy orzech nerkowca utknął mi w przełyku.” Moja wyobraźnia w tym momencie ruszyła i nie wytrzymałam. :D :D

    PS. Chodzi o głos wiewiórki ze strony: przyrodapolski.org/fotografia_przyrodnicza.php

  46. Dzień dobry, „niech się spuka jady” = „niech pęknie ze złości”. Spukać się =pękać. Jeszcze teraz czasem się słyszy na wsiach „rozpuknąć się” (np. z przejedzenia), czyli staropolszczyzna przetrwała w gwarze. Nie jestem polonistką z zawodu, ale po prostu lubię Słowa, ich znaczenia i rodowód :)

  47. Wiem, wiem: spuka jady – pęknie od jadów! Czyli – złości.
    Czego nikomu nie życzymy, choć zazdrośnicy cnoty (virtus) sami to sobie funduja.

  48. Nieśmiało przypomnę, żem ja też polonistka, więc pozwolę sobie napisać, że ‚spuka’ znaczy pęknie. Rozpuknął się smok wawelski, na ten przykład. „Pęknie od jadu”, tak to należy rozumieć.
    Ucałowania.

  49. Cieszę się bardzo z tego przepisu, bo od kilku lat marzę, by zrobić tartę. Muszę go przetrawić. Jak jest przepis od Starosty, to będzie dobrze.
    Wczoraj znalazłam przepis dla dzieci na zupę serową: marchewka i serek topiony (to coś dla mnie, mogłam zrobić). Córce smakowała, dla mnie trochę za mdła. Nie wiedziałam, że mogą być tak proste potrawy!
    Dzisiaj znalazłam przepis na zupę pieczarkową: pieczarki, masło i warzywa. Dziecko jakoś mobilizuje.
    Mam pytanie dotyczące sałatki „Bolesław”. „Papryki dwie czerwone poplasterkowało się na ostrej tarce, takoż pół selera”, to seler też należy poplasterkować?

  50. „Niechaj drugi boleje, niech się spuka jady” – to rzecz jasna o tych zza węgła.
    Swoja droga, czy ktoś wie, co dokladnie znaczy to: spuka?

  51. Jak slysze slowo „wydawczyni”, to w uszach natychmiast sie odzywa „wywowabczyni” ( za panem Oracabessa).
    Pozdrawiam pania wydawczynie!
    Dobranoc, Pani Malgorzato i wszyscy mili goscie:)

  52. To chyba oczywiste?…:)

    Pocałuj Różyczkę od Starosty.
    Oj, jak dobrze macie… Skrzaciki i Sowiątka i Różyczki wokół… jakie to błogie, piękne chwile! Tyle radości! Ech! A jak szybko mijają…
    Potem się za tym tęskni.
    Dobranoc wszystkim !

  53. Oj, tak – feta ze szpinaczkiem świetnie się komponuje (Różyczka przepada:)).
    P.S. Mam nadzieję, że ostrzał zza węgła nie za bardzo trafia w Starostę:), że Starosta s’en fiche:).

  54. Dzięki, dzięki!
    I to przy tak wrogim, permanentnym ostrzale zza węgła!

    Zawsze mówię, że nie masz to jak porządna ostroga. Dla konia, nie dla chabety.

    Duśko, przepisik bardzo polecam. Winko czerwone do tego. I miłe chwile zapewnione.
    Aha, i serek feta wśród tego szpinaku może być. I, jak kto lubi, wędzonka w kosteczkę krajana. A raz upiekłam tartę z nadzieniem z kilku pysznych serów, z ziołami.
    Można zaszaleć! Nawet, jak się nie uda (a łatwy to przecież przepis, co się ma nie udać!), to i tak tarta wychodzi dobra.

  55. Dobry wieczór DUA, dzięki za szybciutki, prościutki, a przy tym jakże eleganciutki przepis na tartę! Och, te Pani szybkie przepisy są wspaniałym prezentem dla nielubiących gotować;), proszę mi wierzyć:D.
    Serdecznie gratuluję sukcesu wydawniczego obydwu Pisarkom! To wspaniałe, że tak wiele osób chce czytać (w dobie „wiadomo jakiej literatury”) Wasze piękne książki!:)

  56. W imieniu jeszcze niegramotnej Przeziębionej najserdeczniejsze podziękowania za życzenia od jej rodziców i dziadków:)
    A przepisik na tartę szpinakową będzie jak znalazł przy najbliższej okazji!

  57. O, Mozart w pozytywce to przynajmniej lepiej niż Beethoven w pozytywce.

    Sowo, zwłaszcza odkąd wpadłam na to, by ożywić ciasto tarty jarzynowej przez dodanie ostrego sera – zachwytom nie ma końca.
    Farsz do takiej tarty dowolny: nie musi być szpinaku. Wspaniała jest z białym serem (żółtko, słony twaróg, zioła, szczypiorek), na którym układa się kompozycję z pomidorów i innych skarbów lata. Warto poeksperymentować!
    Z gałeczką szpinaczek i owszem, brzmi dobrze.

    Just, pani Wydawczyni była w Bolonii ostatnio. I ja pozdrawiam! I u nas pada, zimno jest i wichrowato.
    Czytam, że lato ma być chłodne. Dobrze dla „Feblika”!

  58. Uff, dziecię usnęło, można spokojnie poksięgować. Ciasto szpinakowe wygląda bardzo, bardzo smakowicie, muszę koniecznie wypróbować ten przepis. Lubię do szpinaku dodatek gałki muszkatołowej, polecam wypróbować.

    „Butterfly Waltz” to najbardziej znana kompozycja Briana Craina, nic dziwnego, że brzmi znajomo. W dodatku jego muzyka bywa wykorzystywana w filmach i reklamach. W pozytywce brzmiałaby dobrze, tyle że pozytywki ostatnio mi się przejadły – za dużo Mozarta for babies na dobranoc ostatnio :)

    Beato, masz rację!

  59. Jasne, ze zyje wg wlasnego credo i staram sie pracowac nad slabosciami.
    Dziekuje tez za przepis na ciasto szpinakowe, dolacze do wlasnego „receptariusza” :)
    A czy Pani Wydawczyni nie miala w planach przyjazdu do Rzymu na wiosne?
    Pozdrawiam goraco z deszczowego miasta na poludniu Europy!

  60. Dziękuję za przepis. Już zapisuję.
    Tylko wykorzystam świeży szpinak, bo mam akurat taki.
    Pochwalę się, że też zrobiłam ostatnio muffinki wytrawne bez przepisu , na oko. I wyszły całkiem, całkiem. :-)

  61. Uściski i życzenia dla Przeziębionej!

    A melodyjka jak wpadła mi w ucho, tak dzwoni w kółeczko.
    Zdaje mi się, że gdzieś już ją, zresztą, słyszałam.

  62. Podziękowania dla Pana Puchacza za chwilę wzruszenia.
    I Starosta ma, jak zwykle rację; rzeczywiście to by się świetnie nadawało na pozytywkowy leitmotiv.
    A u nas dziś mroczno, mokro i zimno. A w dodatku Asieńka przeziębiona. I to we własne imieniny! No ale wiadomo, że sprawiedliwość występuje wyłącznie w słowniku pod literą S.

  63. Butterfly Waltz – Piano and Cello – przepiękne! Aż za serce chwyta. I jeszcze ten widok z satelity na starą Ziemię. I ostatnie sekwencje z zorzą polarną. Ulubione widoki Pana Boga;)

  64. I ja posłuchałam. Ach, urocze!
    To jest zresztą „for Sleeping Babies”, jak widzę.
    Ślicznie by brzmiała ta melodia w staroświeckiej pozytywce.
    Pan Puchacz ma ucho.

  65. Ciasto kruche all’improvviso? ;)

    Cieszę się, że motyli walc przypadł Wam do gustu. Słowa uznania przekażę Puchaczowi Panu, bo to jego „znalezisko”. A mnie po prostu ładnie się wpisało w tematykę haiku i wiosny, więc się nim chętnie z Wami podzieliłam :)

  66. Ciasto szpinakowe „Kwadrans”.

    Paczka szpinaku mrożonego (liście, nie papka)
    1 cukinia
    1 papryka
    1 cebula
    czosnek

    Szpinak wsypać do rondelka z roztopioną kulką masła, poddusić, aż się rozmrozi, dodać pół zmiażdżonego ząbka czosnku i soli do smaku.
    Cukinię, paprykę, cebulę i czosnek posiekać drobno. Na patelnię wlać trzy łyżki oliwy z oliwek, podsmażyć na niej cebulę, dorzucić cukinię, paprykę i czosnek. Poddusić na małym ogniu.
    Przygotować ciasto: pół kostki masła, dwa jajka, 50 g utartego na wiórki sera twardego (jak parmezan lub Gran Padano), sól, mąki ok. 30-40 dkg – tyle, żeby zagniecione ciasto było zwarte, elastyczne i dało się wałkować.
    Rozwałkowanym ciastem wyłożyć dużą formę do tart (posmarować ją masłem, oczywiście), resztę ciasta zachować na paski do przykrycia nadzienia.
    Na cieście rozłożyć odsączony szpinak, na to – jarzynki z patelni, na to – jeszcze 50 g utartego sera. Paski ciasta ułożyć na wszystkim (w kratkę), posypać suchymi ziołami prowansalskimi.
    W kwadrans gotowe.
    Piec w temperaturze umiarkowanej, około pół godziny, aż się ciasto ładnie zrumieni.

  67. Trzeci raz!!!
    O, ludziska.
    A to ci dopiero.
    Dobrze, Patrycjo, pomyślę o przepisie. Spróbuję go odtworzyć, bo oczywiście lekką ręką machnęłam ciasto „na oko”. Mąki na pewno było „ile trzeba”. Reszta składników da się przypomnieć ilościowo. To sekundę.

  68. Pani Małgosiu, ten sukces wydawniczy jest w pełni zasłużony. Właśnie po raz trzeci czytam ,,Wnuczkę do orzechów”, więc wiem co mówię. :) Gratuluję!
    Można prosić przepis na to kruche ciasto ze szpinakiem, cukinią etc.?

  69. Tak, wersja numer jeden już obmyślona, Ago.:)
    Obiadek się udał. Aromatyczna pomidorowa z bazylią i kruche ciasto ze szpinakiem, cukinią oraz papryką plus parmezan.

    Dużo doskonałych wiadomości wydawniczych! Bijemy własne rekordy. Miło!
    No i obie mamy pisać, i pisać, i pisać. To też miło.

    Just, anonimie jeden, oczywiście, że należy żyć w zgodzie ze sobą i niczego nie udawać. A zwłaszcza nie naruszać swojego systemu wartości.

    Ale popracować nad sobą zawsze warto.

    Wystąpienie Roberto Saviano nie przeszło bez echa i w Polsce! Ja też się ucieszyłam.

  70. Witam,
    ale tu wiosennie i spokojnie. O! Pani Wydawczyni na obiadku (pewnie pysznym) i będzie pytać o „Feblika”! Bardzo cieszę się, że jest ktoś, kto w naszym imieniu, zapyta jak przebiegają prace…liczę, że jakiś zarys akcji już jest. Ale nawet nie śmiem pytać, naciskać, wiem, że teraz ogród wzywa. Ale wiem też, że nasza UA tak sadząc, grabiąc, nosząc , jak prawdziwy człowiek renesansu, coś tam już pewnie sobie obmyśliła (może wersję numer jeden)? Pozdrawiam wszystkich i naszą przesympatyczną, samodzielną Adminkę.

  71. A dodam jeszcze, ze we wloskiej tv wspominano niedawno role Armii gen. Andersa w wyzwoleniu Wloch. Znany dziennikarz – Roberto Saviano – relacjonowal z Monte Cassino, jak bardzo sie przysluzyli polscy zolnierze w pokonaniu niemieckiej armii. Pieknie wygladalo to wzgorze, przystrojone na bialo-czerwono na te okazje.
    Podkreslil tez fakt, ze wszyscy walczyli o Wolnosc Europy.
    Mily akcent dla kogos, kto mieszka na emigracji :)

  72. Dzien dobry Wszystkim w ten pochmurny dzien! Ciekawe, ze ten front atmosferyczny obejmuje chyba cala Europe, bo i u nas burzowo.
    Mily ten japonski klimat w KG.
    Kilka lat temu poznalam Japonke na kursie jezykowym, bardzo mila i skromna osoba, ktora na dobre zadomowila sie we Wloszech zakladajac tu rodzine. Poznalam jej meza – Sycylijczyka, zafacsynowanego kultura Wschodu.
    Bardzo mili ludzie, kilka razy bylismy razem w Instytucie Kultury Japonskiej na wieczorkach.
    Ciekawy ten temat integracji, dotyczy wielu z nas.
    Napewno wazne jest poznanie jezyka i obyczajow innego kraju, ale systemu wartosci lepiej nie zmieniac.
    Lepiej zyc w zgodzie ze soba, niz udawac, ze jest sie kims innym.

  73. Muszę i ja posłuchać tego motylego walca.
    Ale to później: pani Wydawczyni do mnie jedzie, na obiadek. Pewnie będę pytana o „Feblik”…!
    Tata Zuzi i Jasia zechce przyjąć szybki, lecz miły uśmiech!
    I już zmykam.

  74. Ciekawe osoby, ciekawe przemyślenia!
    Sowo P dzięki za ten ostatni wpis. Każdy kwiat piękny, ważny, wyjątkowy. Dodam jak każdy człowiek.
    A „Butterfly Waltz” cudny, wiolonczela powalająca.
    Dzięki, że umiesz podzielić się swoją wrażliwością na piękno.
    Jakie piękne magnolie w tym roku zakwitły. Wczoraj widziałam taki obrazek: obficie obsypane białymi kielichami duże, rozłożyste drzewko magnolii, pod nim biały dywan z płatków i obok napis coś reklamujący Sunflowers.
    Pozdrowienia od miłego męża dla DUY, który dziękuje za każde dobre słowo pod jego adresem. I ja także pozdrawiam kwitnąco :).

  75. Każdy wiosenny kwiat piękny, ważny, wyjątkowy. Rzeczywiście, bzy już ruszają, wczoraj tu i ówdzie przebijał się ich aromat.

    A u nas jak zwykle burza przeszła bokiem. Tylko pochłodniało, spochmurniało i ptaki zamilkły.
    Słuchamy „Butterfly Waltz