26 kwietnia 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

pewnie oczekujecie, że jako dorosła osoba potrafię Wam objaśnić rzeczywistość i w dniu szóstkowym  napisać coś pokrzepiającego.

Ale ja też nic nie rozumiem. Dlatego powstrzymam się od bezładnego gadania.

Natomiast co do motywów pokrzepiających, znalazłam jeden, najważniejszy: wiosna naprawdę przyszła, chociaż zima była w tym roku sroga i trwała bardzo długo. Zdawało się, że nigdy się nie skończy.

Czyż to nie optymistyczne, że wiosna zawsze przychodzi?

Ściskam Was serdecznie  –

Wasza
MM







11 kwietnia 2010










06 kwietnia 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

dziś są urodziny naszej ulubionej KC Sierotki Marysi, a także miłej KC Gusi, również mieszkającej w Bolkowie, toteż pierwsze nasze fiołki zdecydowały się - mimo chłodu - rozkwitnąć, zapewne po to, by zilustrować staroświeckie  życzenia dla obu solenizantek:


Jak fijołek śród ukrycia
ożywiony tchnieniem wiosny,
tak Ty każdy dzionek życia
miej szczęśliwy i radosny!





Do życzeń dołączają się zawilce leśne, które zdybała na gorącym uczynku  pełnego rozkwitu nasza KC Jelly alias Meduza:





oraz oczywiście bociany, które właśnie powróciły w okolice Szteklina, gdzie zazwyczaj nasza Meduza, wymachując radośnie mackami na wszystkie strony, hasa po łąkach i lasach:





Co do bocianów, zajrzyjmy do wspaniałej książki (PWN, Warszawa 1973) „Ptaki ziem polskich” prof. Jana Sokołowskiego. Pytała o nią na łamach KG nasza KC Sandra (cieszę się, że DC marek wszedł w posiadanie tej nieosiągalnej już rzadkości). Trzeba przyznać, że naukowa gawęda o ptakach i ich obyczajach, jaką prowadzi w swym dziele prof. Sokołowski, jest pasjonująca i pozostaje do dziś niedościgłym wzorem gatunku. Sekret polega zapewne na tym, że Profesor naprawdę bardzo lubił obiekty swych badań, toteż obserwował je z zapałem i przyjaźnią; w połączeniu z ogromną wiedzą i ujmującymi cechami własnej jego osobowości sprawiło to, że Jan Sokołowski umiał o ptakach mówić i pisać drobiazgowo, jowialnie, ciekawie i miło, z ciepłą sympatią i niekiedy - z rozbawieniem. A w dodatku - używał pięknej, bogatej polszczyzny:


Powszechnie wiadomo, że jedynym głosem, jaki wydaje stary bocian jest głośne klekotanie. Klekocze on otwierając i szybko zatrzaskując dziób. Podczas klekotania najpierw przegina szyję ku tyłowi, tak że głową dotyka grzbietu, a potem powoli podnosi i przechyla ją ku przodowi. Tylko w ten sposób może odpowiednio naciągnąć gardziel, tworzącą rodzaj rezonatora, i modulować ton klekotania. Bocian klekocze na skutek różnych podniet, np. gdy zapadnie na gniazdo, na powitanie drugiego bociana lub gdy jest zaniepokojony zbliżaniem się wroga. Klekotanie jest wrodzone i już jednodniowe pisklęta wykonują odpowiednie ruchy, chociaż dziób ich w pierwszych dniach jest jeszcze miękki i żadnego tonu nie wydaje.
Tylko zupełnie z bliska można stwierdzić, że stary bocian w pewnych okolicznościach, np. w niebezpieczeństwie, wydaje za pomocą gardła cichy syk, brzmiący jak „chy, chu, sssssy”. Pisklęta siedzące jeszcze w gnieździe, odzywają się głosem którym starsze ptaki nie dysponują. Gdy są głodne i oczekują pożywienia, głośno miauczą, chrząkają i kwiczą. Tony te żywo przypominają kwik prosiąt. (…)
W jasny słoneczny dzień pisklętom jest zbyt gorąco, toteż stary ptak ustawia się tak, aby cień jego padał na potomstwo. Mimo to młode (…) łatwo się przegrzewają i z otwartymi dziobami oraz rozdętą skórą pod dolną szczęką, zieją podobnie jak zmęczony pies. W ten sposób obniżają temperaturę ciała. (…) Podczas ulewy, burzy lub gradu stary ptak roztacza skrzydła nad gniazdem i w ten sposób osłania nawet duże pisklęta. (…) W upalne dni przynosi również czystą wodę, którą wlewa bezpośrednio  do dziobków młodych. Pewnego bardzo upalnego dnia obserwowałem, jak stary bocian trzy razy z rzędu latał do pobliskiego stawu po wodę i nie tylko poił pisklęta, lecz również dla ochłody zlewał je całe obficie. Bocian może przynieść w gardzieli na raz około ½ litra wody.


Jakbym siebie widziała. Chy, chu, sssssy!





Ale mamy dla naszej KC Sierotki Marysi coś jeszcze: oto, do jej kolekcji aniołów, jeszcze jeden, bardzo piękny:





Sfotografowała go własnoręcznie  nieoceniona KC Babcia Gąska, pierwszy nasz sekretarz. Babcia Gąska była przed Wielkanocą we Lwowie i zrobiła dużo zdjęć. Ten anioł pochodzi z lwowskiej katedry ormiańskiej (fresk „Zwiastowanie”), a namalował go - podobnie jak wszystkie wspaniałe polichromie tej świątyni - Jan Henryk Rosen (1891-1982), młody wówczas malarz o nieprzeciętnym talencie.

Był on synem Jana Rosena, polskiego malarza-batalisty, a w dziedzinie sztuki sakralnej nie miał sobie równych wśród współczesnych. Jego wybitne uzdolnienia zwróciły uwagę  arcybiskupa Józefa Teodorowicza, zwierzchnika archidiecezji ormiańskokatolickiej we Lwowie. Starą tę świątynię w owym czasie odnawiano i rekonstruowano. Wykonanie całkowitej malarskiej dekoracji katedry było zadaniem zapierającym dech w piersi.

Zwyczajem obrządku ormiańskiego świątynie musiały być malowane polichromicznie, od posadzki do stropu - pisze Stanisław Wasylewski w książce „Lwów”, wydanej przed wojną w serii: „Cuda Polski”. - Młody ten malarz porwał się sam na całą polichromję katedry, sam wyzłocił pilastry i dokonał wszystkich ozdób dekoracyjnych, kartonów do witraży itd. A miał trudności wiele, chociażby wobec rozmaitego, często bardzo skąpego oświetlenia ścian. W rezultacie stworzył dzieło, dla którego trudno znaleźć porównanie na całym obszarze plastyki polskiej.

Pracę tę Rosen ukończył chlubnie w roku 1929. W latach trzydziestych został  mianowany profesorem Politechniki Lwowskiej. W roku 1930 namalował polichromię w kaplicy Jana Sobieskiego w Wiedniu, w 1934 ozdobił freskami kaplicę w rezydencji papieskiej w Castel Gandolfo. Od roku 1938 mieszkał w USA, gdzie pozostawił po sobie wiele wspaniałych prac - malowidła w katedrze anglikańskiej w Waszyngtonie, mozaikę w katedrze w Saint Louis, mozaiki w katedrze św. Mateusza w Waszyngtonie i wiele innych malowideł, fresków oraz mozaik w różnych miejscowościach Stanów Zjednoczonych.
Mieszkał tam do śmierci (1982).

Rozpisałam się, KC i DC, a przecież robota czeka. Muszę napisać felieton i powrócić do zaniechanej przez Święta „McDusi”. Czy pozwolicie, że daruję sobie jeszcze i tym razem odpisywanie na liczne maile i listy? I że odpowiem na Wasze liczne pytania w terminie późniejszym? Nie nadążam ze wszystkim! - nie nadążam.

Pozdrowię tylko zbiorowo wszystkich miłych Gości, których tłumna obecność na tej stronie nie przestaje mnie cieszyć, a wręcz - uszczęśliwiać (witaj z powrotem, Aniu T.!) i powitam nowych, którzy pojawili się w Księdze Gości  oraz skrzynce priv. przez ostatnie 10 dni. Są to KC i DC: Lolek13, Tuśśka, Kreska, noelka, Farbowana Blondynka, Domcicetka, Ardnaskala, Natkiś,  madziozaur, Trzydziestolatka, Phalene, Kat. Sandra, Kilimandzaro, Katelka, nowa, Basia, Grzegorz (dziewięcioletni!! - a przeczytał całą Jeżycjadę!), Mateusz, Maria, Hanka, Bebe, Didi 166, TrelekXY, Krzysztof, brudasekk, JoaśkaB, Gabryelka, Zosia, Mamusia,PiotrUzi, aNKAq – miło mi Was gościć pod tym regałem. Zapraszam na zagadki! (jutro wznawiamy działalność zagadkową, po świątecznej przerwie.)

I w ogóle - ściskam Was, przytulam Was, osłaniam, roztaczam nad Wami skrzydła, chy, chu, sssssy!

Wasza -
MM




01 kwietnia 2010









...I wtem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy -
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku -
sumienia wywróci podszewkę -
serca mojego ocali
czerwoną chorągiewkę.

(ks. Jan Twardowski, "Wielkanocny pacierz")




Najlepsze życzenia na tę Wielką Noc przesyła Wam, Kochani Czytelnicy, Przyjaciele i Goście

Małgorzata Musierowicz z rodziną.






Archiwum wiadomości:

[rok 2010] wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec