|
|
28 marca 2010
|
Informujemy, że e-kartki wielkanocne są już dostępne w dziale "Niespodzianki"!
Zapraszamy!
|
|
|
26 marca 2010
|
Pierwszy dzień wiosny minął i zostawił nam po sobie dobre wrażenie: nie tylko bowiem znikło to białe i zimne, co leżało wokół całymi górami i zdawało się wieczne, nie tylko pokazały się przebiśniegi, ale nieoczekiwanie zakwitł u nas nieśmiało jeszcze inny kwiatek, a był to irys!
Dwa dni potem słońce poszło na całość i okazało się, że inne irysy też zapomniały, kiedy jest ich właściwy czas kwitnienia.
Niektóre ptaki już wróciły na dobre i teraz w szarym jeszcze ogrodzie, w gołym jeszcze lesie rozlegają się śliczne, pełne zapału śpiewy oraz gwizdy. Panuje ogólne, miłe ożywienie.
…Bo już bocian przyleciał do rodzinnej sosny.
I rozpiął skrzydła białe, wczesny sztandar wiosny;
A za nim, krzykliwymi nadciągnąwszy pułki
Gromadziły się ponad wodami jaskółki
I z ziemi zmarzłej brały błoto na swe domki.
W wieczór słychać w zaroślach szept ciągnącej słomki,
I stada dzikich gęsi szumią ponad lasem,
I znużone na popas spadają z hałasem,
A w głębi ciemnej nieba wciąż jęczą żurawie…
(Adam Mickiewicz, oczywiście)
Właśnie! Ciekawa rzecz - one lubią przelatywać po ciemku, a ich klangor - tęskny, dziwny głos, jaki wydają – niesie się wtedy ponad ogrodem i ponad lasem, rzeczywiście przypominając jęk. Dzisiaj jednak trzy żurawie przeleciały nad naszym domem w samo południe; leciały całkiem nisko, kierując się w stronę jeziora, a ich głosy były inne niż te nocne - bardziej rześkie, energiczne.
Otucha zawitała i do Bolkowa, gdzie na podgrodziu starego zamku przycupnęła nasza KC Sierotka Marysia. Jak tylko ujrzała wiosnę i młodziutki nów, zostawiła swe gąski pod opieką pieska Gasia, pobiegła po aparat i cyknęła zdjęcie. Oto ono:
Nawiasem mówiąc, od dnia, kiedy zdjęcie cyknięto, księżyca sporo przyrosło. W chwili, gdy piszę do Was te słowa, w ogrodzie jest całkiem jasno za sprawą grubaśnego srebrnego rogalika świecącego na ciemnym niebie spoza lekkich chmurek. Przed kwadransem jeszcze zgarniałam ostatnie suche liście z rabaty i wiecie co? Widziałam każdy listek, a grabie rzucały długi cień na trawę, podobnie jak ja.
Powietrze ładnie pachnie: ziemia odtajała i to jej aromat czujemy, chociaż rośliny jeszcze nie całkiem wyrosły. A wiecie, co w tej glebie siedzi? Starsi KC i DC, którzy czytali moje „Frywolitki”, już dawno wiedzą. Ale młodszym przypomnę (za świetną książką „Ogród w zgodzie z naturą” Marie-Louise Krauter), że gleba jest wspaniałym światem mikroskopijnych organizmów. W zwykłej garści ziemi tętni życie miliardów istnień. Kto by pobrał z piętnastocentymetrowej warstwy gleby łąkowej próbkę o objętości jednego decymetra sześciennego, miałby w niej na przykład:
1 551 000 000 wiciowców i orzęsek
50 000 nicieni
220 skoczogonków
14 wijów
5 ślimaków
2 dżdżownice.
A znów w jednym metrze kwadratowym słabo próchniczej gleby piaszczystej o grubości 29 cm (na tej ilości ziemi wyrosłyby np. dwie główki kapusty) żyją:
4 biliony bakterii i grzybów
0,5 miliona wiciowców
1 milion nicieni
200 000 roztoczy
100 000 skoczogonków
80 000 wazonkowców
80 dżdżownic.
Tak, naprawdę (nie pomyliłam ani jednej cyferki, sprawdziłam to kilka razy) - jest ich właśnie tyle! Prawdziwy mikrokosmos. Strach chodzić po tej ziemi. („Deptanie dla tych stworzeń to pasmo upokorzeń” - pisał Jeremi Przybora, nawołując, by nie deptać trawników). Podane ilości wydają się niewiarygodne, ale musimy wierzyć na słowo naukowcom, oni to wszystko policzyli, co do jednego wiciowca.
Żyjemy wśród codziennych cudów – niewyobrażalnych!
W dodatku, wiosna budzi w nas uczucia; kolejny cud! Oto, co się wydarzyło we Wrocławiu, na Moście Tumskim: porównajcie tylko zdjęcia nadesłane przez KC Weronikę z tymi, które mamy od nieocenionej, niezastąpionej naszej Marysi Sierotki (zamieszczone zostały we wpisie z dnia 6 września 2009 - patrz archiwum u dołu strony). Moim zdaniem, Wrocław zaraz eksploduje od nagromadzonych emocji: ilość miłosnych kłódeczek zatrzaśniętych na balustradzie wzrosła przez pół roku przynajmniej dziesięciokrotnie!
A oto stosowny, wiosenny, zdrowy przepis szóstkowy.
Zielony przysmak Krasnala Błystka
Zrywamy w lesie lub w ogrodzie (pozbawionym chemicznych oprysków!) świeżo wyrosłe listki mniszka lekarskiego (zwanego mleczem), młodziutkie listki pokrzywy albo szczawiu, po czym w domu płuczemy je i drobno siekamy, a następnie krótko obsmażamy w małej ilości prawdziwej zielonej oliwy, dodając szczyptę soli, nieco zmiażdżonego czosnku i odrobinkę pieprzu. Smarowidłem tym pokrywamy świeżo zrumienioną grzankę z chleba i zajadamy z największym smakiem, ku największemu swemu pożytkowi! (tylko nie wolno się pomylić; zbierać listki należy ze znawstwem).
Smacznego! (prawdę mówiąc, przepis jest włoski, nie polski… ale na pewno Błystek znał parę zdrowych, łąkowo-leśnych potraw).
Witam wreszcie nowych Gości - przez ostatnich 10 dni pojawili się KC i DC:
samantha, Urodzinki, dora, Tituta, agni, Weronika, NataliaCh98, Be, Ksawera, Piesek Gasio, Tygrys, Perthek, ŁukaszM., Monika (z Naramowic), Sondelani, Torcik, zamek, Katarzyna, Słoneczko, wiwa, Pietruszka, Kitka99, AgneskaB, Jętek, AndrzejS., Janus, Aniusia, Duks 87, mammamia, LauraB., kwiatuszek, Kasiamak, Samanta (z Bytomia), GabaXX.
Dziękuję za miłe wiadomości priv., za życzliwe wpisy w KG, za odzew w sprawie lantany (!), za serdeczność i przyjaźń. Przesyłam wszystkim wyrazy wdzięczności i przepraszam, że nie zdołam odpowiedzieć na wszystkie maile (zatrzęsienie!) i na wszystkie zaproszenia. Albo się odpowiada na maile i jeździ na spotkania, albo się pisze powieść - taki jest, niestety, prosty wybór. Muszę pisać!
Niebawem namaluję Wam jeszcze kartki wielkanocne, ale dzisiaj już kończę.
Uściski najserdeczniejsze -
MM
|
|
|
16 marca 2010
|
Znów nam śniegu nasypało na krajobraz, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy - ale nic to, zjawisko nie ma charakteru globalnego, bo na przykład w Hiszpanii kwitną już śliczne, nieprawdopodobne, zupełnie mi nie znane kwiaty (kto je rozpoznaje po imieniu, niech mi szybko powie! - lubię WIEDZIEĆ.)
Udokumentowała nam te cudeńka Rosjanka Katiusza z Kaliningradu - pamiętacie ją, oczywiście? - to ta sama, co uczyła się języka polskiego, czytając Jeżycjadę i z tego wszystkiego - rach-ciach! - ukończyła polonistykę! - a teraz, na przedwiośniu, porzuciła na krótko pejzaż szaro-buro-śnieżny i poleciała z koleżanką do Hiszpanii (przez Gdańsk). Wróciła wczoraj i zaraz przysłała zdjęcia. To pochodzi z Alicante (Castillo de Santa Barbara):
A tu Katia siedzi w porcie jachtowym, na samym skraju Alicante, głęboko zadumana, ze swoim warkoczykiem i z uszami na plecach, i patrzy refleksyjnie w dal.
Przypadkiem wiem, co Katia myśli: ona myśli, że dobrze jest być w Hiszpanii. A ja ten pogląd podzielam; przynajmniej przez najbliższe tygodnie, do - mniej więcej - 21 marca, pierwszego dnia kalendarzowej wiosny, kiedy to obudzi mi się ogród i już będę wiedziała na pewno, gdzie chcę być, mieszkać, pracować i cieszyć się życiem!
Tak jak Maciek, syn naszej KC jelly (alias Meduzy, alias Gorgony, alias dr brrr) który wie na pewno, że lubi swoje miasto: wciąż je maluje i rysuje. Zadziwiająco dobrze, zresztą, jak na swój wiek!
Maciek właśnie skończył lat 11 i mama - Jelly upiekła mu w nocy (a ściślej: w trakcie seansu zagadkowego w KG, oddalając się co chwila z placu boju z sercem rozdartym na dwie równe części…) wspaniały, jak sądzę, tort z całym mnóstwem, jak przypuszczam, galaretki. Maćku, przyjmij raz jeszcze oficjalne i najlepsze życzenia z okazji tak zaawansowanych urodzin! - i przysyłaj nam nadal swoje piękne prace.
Jak przysyłać? - pytacie bardzo często, macie bowiem ochotę pokazać mi swoje wiersze, fotografie, rysunki i pamiątki. Ano, odpowiedź jest wciąż ta sama: po prostu napiszcie do mnie tzw. wiadomość prywatną (okienko u dołu formularza wejściowego do Księgi Gości), a ja się odezwę. Bardzo lubię te przesyłki od Was i choć nie wszystkie mieszczą mi się we wpisach szóstkowych, z całą pewnością każda z nich mnie cieszy.
W radość zmieszaną z zakłopotaniem wprawiają mnie tylko szkoły, biblioteki i inne placówki, które przysyłają zaproszenia na spotkania autorskie, na finały jeżycjadowych konkursów, na imprezy i uroczystości. Kochani, dziękuję, dziękuję, dziękuję… ale chyba rozumiecie, że nie mogę pojechać wszędzie? - zwłaszcza, że oczekuje się ode mnie (jak zwykle, jak zwykle…) wzmożenia wydajności pisarskiej. Yyyyh… uffff…!
(portret Przeciążonej pochodzi z książki „Graphic frames”, The Pepin Press).
Niedawno, na łamach KG, DC biolog uczynił mi nawet wyrzut bolesny: powiada, że ja tu sobie ilustruję jakieś książki, a on przecież czeka aż napiszę „McDusię”! (dosłownie było to: „A my czekamy!”)
W związku z tym już nigdzie nie jeżdżę, niczego nie ilustruję, a ponieważ właśnie skończyłam i oddałam ostatnią korektę przekładu ślicznych lecz licznych „Powiastek” Beatrix Potter (dobra wiadomość: książka ukaże się już we wrześniu!), siadam znów do pisania powieści i odtąd nic innego mnie nie obchodzi. Nawet na listy odpisywać nie będę. Chyba że - zbiorowo.
Dziękuję - też zbiorowo - za wszystkie gratulacje, serdeczne wiadomości, życzliwe słowa, a zwłaszcza - za miłe opinie o „Srebrnym dzwoneczku” Emilii Kiereś, mojego rodzonego dziecka, trzeciego z czworga. Obie bardzo się cieszymy; młoda autorka rada jest z Waszych dobrych recenzji, a ja jestem szczęśliwa z powodu jej udanego debiutu!
(to jest jedna z moich ilustracji do „Srebrnego dzwoneczka”, DC biologu. Sam widzisz… pracochłonne były. Cóż począć, tak to jest, jak się chce coś porządnie zrobić. Tylko że praca nieodwracalnie pożera czas. I to jest ten kłopot.)
A, właśnie! - skoro mowa o wyjazdach… pytacie, jak było w Warszawie, na Gali, i prosicie, by pokazać statuetkę. Ano, służę uprzejmie - statuetka moja wygląda tak oto:
i zaświadcza o przyznaniu Nagrody Specjalnej za całokształt twórczości, od Fundacji ABCXXI - Cała Polska czyta dzieciom. To jest wspaniała nagroda o niewątpliwie dużym ciężarze gatunkowym (ciężar fizyczny: ok. 2 kg mosiądzu) - i bardzo jestem z niej dumna!
A na Gali było bardzo galowo! Wielcy goście! Wielki blask! Wielki tłum! - i ujrzałam tam, pełnymi oszołomienia błękitnymi oczami, taką wspaniałą gromadę bibliotekarek i bibliotekarzy, współpracowników i koordynatorów Fundacji - pełen teatr! - i tyle świetnych osób tak bardzo zaangażowanych w pracę dla dzieci i dla książek - że serce mi rosło, rosło, rosło… dobrze, że ostatecznie nie eksplodowało zachwytem. Duża to była radość! - bo widomym się stało, że z taką silną gwardią za grzbietem jeszcze książka nie zginęła, ech! - jeszcze sobie pożyje.
A my tu w dodatku wciąż mamy Nowych Gości i Korespondentów. Są to KC i DC: Katerina, aniusia, ganna, Kamil, myszeńka, bartolomea, mammamisia, Kunka, olga, amiszka, Maciek11, irracjonalna, KtośX, Colas, Cytrynka, pluszek, trocadero, Agata, torres, Habitat89, Beatrice, magdanna, Basia, piksi888, Zoe101, Marta:*, ArekK, Majka, Kaka21061, Karolina, rilla marilla, Basiunia, maMuszka, AlicjaB, Rozi7 i Asieńka (z Wilna!). Witam Was na stronie! Mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam!
Dla Wszystkich - najserdeczniejsze podziękowania, pozdrowienia!
No i - byle do wiosny! (jakoś wytrzymamy, co?) -
Ściskam Was czule, ciepło, przyjaźnie i krzepiąco - MM
|
|
|
06 marca 2010
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
ja już właściwie jadę do tej stolicy, a przynajmniej - pakuję się, ale jeszcze wpadam na moment, żeby Was uściskać w dniu szóstkowym.
Pokażę Wam też, co nasza KC Beata, bawiąc w Poznaniu, powiesiła na mostku w Parku Sołackim!!!
Sama pracowicie wydrapała te literki, a Wy już dobrze wiecie, co one oznaczają...
Potem, co prawda, nasza kochana Beatuszka przelękła się swej śmiałości i kłódeczkę jednak ukradkiem zdjęła, ale co tam, liczy się sam fakt jej zaistnienia, prawda?
Muszę też koniecznie powitać Nowych Gości. Przybyli do nas KC i DC: Lunap1991, broccoli, kajunia, ilonciaw24, Pestka, andrzej95, OOzombie, werka, Mateusz, madzik, zima, Basiunia, sylwia, Virtuoso, zoe101, muma, Ewelina, Aga Urocza, AgnieszkaSz, Wojtasik, delfi89, warkoczyk99, bronkap, zdzisiekM, irunia, MamaCz.
Serdecznie Was witam! Zapraszam! Cieszę się! Dziękuję za wszystkie miłe słowa! - a na pytania Wasze odpowiem po powrocie (jedno tylko załatwię teraz: Sylwio, pardon, ale z zasady nie pomagam uczniom i studentom, mającym napisać o mojej twórczości. Uważam, że nie masz to jak samodzielna praca. Wszelkie potrzebne ci informacje znajdziesz na tej stronie.).
I już lecę.
Aha, ta wielka gala Fundacji „Cała Polska czyta dzieciom” (8 marca, Teatr Żydowski, Warszawa, godz. 11) ma charakter zamknięty, ale po uroczystości mam podpisywać książki na stoisku w westybulu... Więc może - do zobaczenia?
Tyle na dziś, w pośpiechu.
Mocne uściski -
Wasza -
MM
|
|
|
02 marca 2010
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
z radością informuję, że książka „Srebrny dzwoneczek” Emilii Kiereś (ilustracje moje) trafi do księgarń już w piątek, 5 marca!
|
|
|
|
|