26 lutego 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Wczoraj przycinaliśmy uschnięte po zimie gałązki oraz zeszłoroczne „wilki” na drzewach owocowych. Zwykle robi się to w drugiej połowie lutego właśnie: kiedy już minęły mrozy, a zanim w drzewach ruszą soki.

I wiecie co? - niespodzianka!

One już ruszyły!

Wokół leży jeszcze sporo śniegu, ale drzewa nie zwracają na to uwagi, powodowane swoim własnym, tajemnym instynktem i rozeznaniem sytuacji; już się obudziły, już czują bliską wiosnę. Skracałam rozrosłe bujnie gałęzie katalpy (widać ją na zdjęciu ogrodu w naszej Galerii, w dziale „O autorce” - to są te żółtozielone, wielkie liście!) i powąchałam jedną, uciętą gałązkę: pachniała świeżością, zielenią, życiem!


…Już się wiosna poczęła, już baran ochudły
Otrząsszy gęste z śniegu zimowego kudły,
Skoro mu słońce wełnę cieplejsze ugara,
Po łąkach i zielonych murawach się tara.
(…)
Obnażone konary, skoro im wiatr pępki
Porozdyma, znowu się pstrzą w barwiste strzępki.
Już krzykliwe żurawie, już swe gęsi klucze,
Jako nasz z śniegu rosa horyzont opłucze,
Długim pasmem prowadzą; już wdzięcznymi głosy
Po kniejach się wesołe przekrzykują kosy…

(Wacław Potocki, 1625-1696)



Grubodzioby od razu odleciały na wschód! - ale za to obudziły się wiewiórki… Oto zdjęcie nadesłane z Kaliningradu przez KC Katię, która pojawiła się niedawno w Księdze Gości i zadziwia nas wspaniałą znajomością języka polskiego. Twierdzi, że nauczyła się go, czytając Jeżycjadę, ale to pewnie tylko kurtuazja; Katia skończyła przecież polonistykę na uniwersytecie kaliningradzkim i marzy o tym, żeby przełożyć całą literaturę polską!





A na zdjęciu, rzecz jasna, widnieje nasz wszędobylski Wójt, który upasł się wyraźnie przez zimę i teraz, pyskując, hasa od Sasa do lasa!

Musiał bywać także we Włoszech, i pozostawił tam po sobie zapewne wiele dobrych wspomnień, bo miejscowa ludność w podzięce uczyniła naszemu Wójtowi pomnik zwielokrotniony - na lokalnej studni. (Zdjęcie z  Miramar przysłała nam KC Giovanka.)





Mamy znów Nowych Gości! - witam ich najserdeczniej! - w ciągu ostatnich dziesięciu dni przybyli do KG: jadwon, MARYŚ, viola823, Candelaria, Mi, Madzik, Lyczkowska, Kałoła, Adusia, Kari-flo, Wika, Ewcia, kajaczke, Basia, rosołowe oczko, Fogelka, beta, Anusiak, Asia;*, Tereska, grazyna, zaś do skrzynki priv: Olszynka, K., Magda, Nikka, jeżusia, światełko, milva265, IzabelaZimniak, największa fanka, akwarelka, Monika, Casciolina, Pawełek, Ernesta, Pyreczka, kajmak, essaY, asiunia, Madziol, Stefik, Dziadek.

Dziękuję Wam, Kochani, za życzliwość, za obecność, za serdeczność i za miłe słowa! (od razu mi od nich cieplej…)

A ponieważ już zajrzeliście do Galerii, by ujrzeć katalpę (Starzy Goście oczywiście nie zajrzeli, bo już przedtem zaglądali), rozejrzyjcie się może i po innych działach i po minionych wpisach szóstkowych. Znajdziecie tam odpowiedzi na 95% spośród nurtujących Was pytań. A ja już nie będę musiała odpowiadać, kiedy ukaże się nowa powieść i ile ich jeszcze będzie, i dlaczego tak długo piszę „McDusię” (długo?!! - hehehe…), skąd umiem malować i czy to zasługa jakichś kursów, a jeśli tak, to jakich, i jaka jest moja ulubiona książka, i co się dzieje z tym lub innym bohaterem, i dlaczego piszę właśnie o tym, a nie o tamtym, i dlaczego nie odpisuję na wszystkie listy oraz maile. A może, gdy nie będę musiała już odpowiadać na te wszystkie pytania, pisanie powieści pójdzie mi szybciej?! Kto wie?

Pytanie, Którego Nigdy Nie Było, zadała miła i mądra KC julszul, która jest siostrą naszej miłej i mądrej KC Kris. Julszul pyta, czy  jeżycjadowe bohaterki używają tych samych perfum, co autorka.

Otóż autorka, zwykła pracowita kobieta pisząca oraz zaharowana wiejska ogrodniczka z grabiami, nie ma zbyt wielu okazji do perfumowania się (no, chyba że wybiera się na rowerze do pobliskiego miasteczka, żeby wysłać listy polecone); ale ma, owszem, jedną-jedyną swoją ulubioną wodę, taką samą od wielu lat, której zużyła już wiele flakonów (jaką? - ano, tę o świeżym zapachu liści, wiatru leśnego i łąki - to zielony „Gio”, a jakże!). Ale kiedy pojedzie niebawem do Stolicy, by odebrać Nagrodę Za Całokształt na scenie Teatru, w świetle Reflektorów, to uprzednio z całą pewnością skropi się wonnościami, kto wie, czy nie od stóp do głów, albowiem będzie tam Wielka Gala (8 marca, godzina 11, Teatr Żydowski Warszawie, Finał Fundacji „Cała Polska Czyta Dzieciom”).

Natomiast bohaterki swoich powieści perfumuje autorka od przypadku do przypadku, bez specjalnego zastanowienia, a już zwłaszcza bez zamiaru robienia płatnej reklamy firmom kosmetycznym i innym, sposobem Diany Barry, która do nowelki napisanej przez Anię z Zielonego Wzgórza wpychała pochwalne wzmianki o pewnym proszku do pieczenia! (Onegdaj wraże siły konkurencji wmawiały mi podobne praktyki, a ostatnio nawet, z całą powagą, napisała o tym do mnie pewna doktorantka wyższej uczelni - sic! - och, i śmieszno i straszno…).

Aha, właśnie: dostaję sporo próśb o udzielenie odpowiedzi na pytania o moją twórczość - potrzebne to jest podobno do napisania pracy magisterskiej lub licencjackiej, lub jeszcze innej. Otóż - wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie, znalazło już miejsce na niniejszej stronie, specjalnie przecież po to założonej. Zapraszam do jej przeglądania! - od działu „Bibliografia” począwszy…

I ratujcie mnie, Wszyscy Anieli, a zwłaszcza ci śliczni, ci od KC Sierotki Marysi.





Jak widzicie, kościół w Lalibela (Etiopia), skąd pochodzą Anioły, wykuty został w skale. Przechowywane są w tym kościele istne skarby – jak rękopisy z VII wieku. Sierotka Marysia pisze, że na widok tego cudownego manuskryptu swędzą ją paluszki!








Zdjęcia pochodzą ze strony, której adres znalazła Sierotka Marysia w Wikipedii: http://www.timelessethiopia.com/foto/index.html.

KC Kris, mama dwojga uroczych dzieci, przysłała nam z Sardynii piękny rysunek, wykonany przez synka. Daniel często słucha baśni Andersena „Brzydkie kaczątko” i bardzo się przy tym zawsze wzrusza. Oto, co pisze Kris: „Daniel narysował dla Pani obrazek z brzydkim kaczątkiem, które mówi: ‘mam dość, ja też chciałbym być łabędziem’ (łabędź namalowany został na górze). Daniel dodaje, że on sam mówi o kaczątku zawsze „ładne kaczątko”.


Mocne uściski dla Daniela i jego siostrzyczki! - oto, jacy wrażliwi i kreatywni Czytelnicy nam rosną!

Na zakończenie - tradycyjny przepis szóstkowy, w sam raz na ostatnie dni zimy:

ZUPA POSTNA JAGUSTYNKI

Sporą bulwę selera i 10 ziemniaków obieramy i gotujemy w osolonej wodzie (ma być jej tylko tyle, by przykryła pokrajane jarzyny), po czym miksujemy na gęsty, puszysty krem z dwiema łyżkami kwaśnej śmietany lub gęstego naturalnego jogurtu. Dodajemy odrobinę pieprzu i posiekaną drobniutko natkę zielonej pietruszki.

Czerstwy chleb - żytni lub razowy - krajemy w kostkę i wkładamy do salaterki. Dorzucamy kilka zmiażdżonych ząbków czosnku, sól, suszony majeranek, skrapiamy olejem, mieszamy starannie. Na głęboką blachę wylewamy kilka łyżek oleju i wsuwamy ją do piekarnika na tak długo, aż olej zacznie wrzeć. Wtedy wyrzucamy na blachę zawartość salaterki i pieczemy grzanki, obracając je łopatką, aż do chwili, gdy będą chrupiące i  złotobrązowe.


Ta zupa jest PYSZNA, zdrowa i sycąca! - wystarczy za cały obiad!



Smacznego, uściski i już lecę! -

Wasza
MM




16 lutego 2010






Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

tych rajskich jabłuszek już dzisiaj nie ma, zdjęcie pochodzi sprzed dwóch tygodni; do spustoszenia przyczyniły się kosy (jednego widzicie powyżej) i kwiczoły. Wszystko, co jeszcze w ogrodzie nadawało się do zjedzenia, zostało już zjedzone, do ostatniej jagódki, pestki i nasionka. Zima wciąż się sroży, śniegu coraz więcej. Oto, co piszą w tej sprawie dwie młodziutkie Czytelniczki, Iza i Weronika (obie mają po sześć lat):


Piękna zima śnieżnobiała
W białą szatę się odziała
Dzieci lubią mroźną zimę
Jeżdżą z górki co godzinę
Różne w śniegu są atrakcje
Babcia musi wołać na kolację
Dziadek miotłę już szykuje
I odśnieża każdą górę
Nad oknami sople wiszą
Dzieci chętnie wiersze piszą
Ale każde z nich pamięta
W mroźną zimę o zwierzętach

Wierszyk nadesłała KC Gusia, która służyła dziewczynkom pomocą przy spisywaniu tych wdzięcznych rymów; nie podała jednakże, kim jest dla Izy i Weroniki. Może siostrą? Kuzynką? W każdym razie - bardzo Izie i Weronice za wierszyk dziękuję!
Ilustracją do ostatnich jego linijek niech będą zdjęcia, wykonane przez członków mojej rodziny (już teraz nie możemy dociec, kto strzelił które, wszyscy obserwują ptaki i czatują na nie z aparatami). Widzicie tu poranne sceny w pięknym karmniku; pan Musierowicz zrobił go dla żony własnoręcznie, w prezencie gwiazdkowym (oczywiście, nie żona ma się w nim posilać, tylko jej ulubione ptaszki!!!).




Na zdjęciu poniżej widzicie frunącego dzwońca – to ten z  zielonkawożółtym brzuszkiem. Obok siedzi duży grubodziób o mrocznym wyrazie oblicza; wrażenie posępnej powagi tworzą jego czarne, nasępione brwi i wielki nochal, to jest, chciałam powiedzieć: dziób.





Nawet największy bałwan rozumie, że trzeba pomagać ptakom w tej trudnej sytuacji.








Z nieba ciągle się sypie i sypie, codziennie odśnieżamy. W lasach, po których łażę wytrwale z kijkami, widać na bielutkiej ponowie (tak myśliwi nazywają świeżo spadły śnieg) ślady głodnej zwierzyny, która podchodzi aż na skraj osiedla – długie, głębokie bruzdy z odciskami racic w głębi to tropy dzików (mają niskie zawieszenie). Malutkie wgłębienia z odciskami delikatnych raciczek pozostawiają lekkie, długonogie sarny. Wszyscy błąkają się po lesie, szukając czegoś do zjedzenia. Zdeterminowane dziki rozryły już w sposób grubiański ziemię pod drzewami, w dąbrowie, na metr głęboko, ale chyba trud był opłacalny, bo tu ówdzie widać resztki żołędzi wydobytych z tej głębokości. Sarny przychodzą po dzikach i skubią mech, wykopany przez nie spod śniegu.

Okoliczne krasnoludki też marzną i nie dojadają; co śmielsze zbliżyły się znacznie do siedzib ludzkich i pobudowały sobie w ogrodach śniegowo-lodowe chatki, z wdzięcznym oświetleniem.
Po nocach słychać z tych chatek figlarne śpiewy i wesołe okrzyki. Czasem dobiega brzęk garnuszków i trzaskanie ognia: to krasnoludki gotują sobie na niedużym płomieniu budyń albo zupę kartoflankę, czy co tam uda im się niepostrzeżenie podwędzić z ludzkich kuchni. Kiedy już się najedzą, biegają po udeptanym śniegu, zabijając zmarznięte rączki o kożuszki i wycinając dziarskie hołubce. Jednego dyżurnego zawsze zostawiają na straży chatki; raz udało się nam uchwycić takiego na zdjęciu (duża to sztuka, bo na ogół maleństwa chowają się w krzakach, słysząc ludzkie kroki):





Na miejscu, gdzie zwykle wyrastają pierwsze przebiśniegi, utworzyła nam się kolosalna biała góra; nasi mężczyźni, odgarniając co rano śnieg ze ścieżki, wysypują go szuflami akurat na przebiśniegowe miejsce pod sosną. Niech nikogo nie dziwi, że zaraz po mężczyznach nadciągam ja z łopatą i przesypuję górę po trochu o parę metrów  dalej. Myśl o przebiśniegach i pierwiosnkach, które tkwią w tym więzieniu i których nie ujrzę, bo przekwitną pod grubą, zimną  skorupą, dodaje mi sił.

Bardzo też mnie krzepią wasze listy i maile, a już szczególnie ucieszyłam się z tego, że do KG wpisała się Gałka, czytelniczka z Kijowa, a do skrzynki priv., przyszedł list od Katii z Kaliningradu. Katia pisze, że nauczyła się języka polskiego, czytając Jeżycjadę i że chyba całkiem dobrze go już umie! - (faktycznie, list jest napisany bardzo ładną polszczyzną, brawo!).
Witam też innych Nowych Gości, witam serdecznie! Przez ostatnich 10 dni pojawili się tutaj KC i DC: checka 707, Natalia, jabłuszko, Laura ingalls, lobis, marieta, Tweede Twiling, grazyna0071, Paula, Karolka, juliaxxx, nut Shell, Magda z, Żanna, Mirka, Edit, Solanka45, Wojtas, iskra, Justyna, Bolerko, Tonka89, izunia576, evanka. Piszę: pojawili się, ale to znaczy tylko, że się wpisali do KG lub napisali na skrzynkę priv. Codziennie bowiem mamy tu od 800 do 1000 (najwięcej w dni szóstkowe i zagadkowe!) gości, ale większość z nich nie decyduje się na wpis (a szkoda…).

Aha, pytaliście o kartki walentynkowe, o to, które z nich miały największe powodzenie. No więc - zaskoczenie! Myślałam, że najwięcej pójdzie tej z makiem, ale wcale nie! Przebojem okazały się motylki (wysłano ich 64), potem – przytulone ptaszki (50) i dwa splecione maki (34). Ogółem wysłano 218 e-kartek walentynkowych, całkiem sporo, gratuluję!

A jeszcze mam przepis szóstkowy specjalnie dla synka Mariety (niezawodny Eryk Kuchcik, jak widzę, też już o nim pomyślał), który to synek nie brał do ust czosnku i cebuli, póki mu mama nie ugotowała Zupy Herosa Heraklesa (przepis z „Całusków pani Darling”). Teraz mama - Marieta prosi o przepis na danie ratunkowe ze szpinakiem i serem. Oto ono: przepis na Frittata al formaggio pochodzi z Włoch i założę się, że danie to jadali starożytni Rzymianie, zwłaszcza wojownicy, a już na pewno - cesarz, myśliciel i pisarz, Marek Aureliusz, który zresztą też był wojownikiem i wiele ze swych dzieł pisywał pod żołnierskim namiotem, po trudach dnia spoczywając na swym „łożu prostym okrytym skórą”. Omlecik taki bez trudu przyrządzić się da na byle ognisku. Trzeba mieć tylko patelnię i tych trochę podstawowych produktów, zarekwirowanych w pobliskich wioskach.


Omlet Marka Aureliusza

50 g startego świeżo parmezanu
5 jajek
5 łyżek śmietany
250 g szpinaku (mrożonego, bo teraz innego nie ma - ale Marek A. jadał na pewno świeży szpinak…)
2 ząbki czosnku
3 łyżki oliwy
2 łyżki masła,
sól, pieprz

Roztrzepać jajka ze śmietaną, dodać parmezan, sól i pieprz oraz zmiażdżony ząbek czosnku.
Szpinak wrzucić do garnuszka z masłem, rozgrzać do miękkości, posolić do smaku, dodać drugi zmiażdżony ząbek czosnku.
Na grubej patelni rozgrzać 2 łyżki oliwy i łyżkę masła. Wlać masę jajeczną. Położyć na niej szpinak i rozprowadzić ciasto, przechylając patelnię, po całej jej powierzchni. Trzymając patelnię na średnim ogniu, czekać aż jajka się zetną. Zsunąć wtedy omlet na płaski talerz, odwrócić go i złożyć omlet znów na gorącej patelni. Drugą stronę omletu usmażyć również na złotobrązowy kolor.
Przełożyć omlet na nowy talerz, pokroić w paski, posypać tartym parmezanem i podawać z dodatkiem zwykłego sosu pomidorowego.



Na zakończenie, dla ocieplenia nastrojów, pokażę Wam letni, upalny wieczór nad jeziorem (moja ilustracja do „Srebrnego dzwoneczka” Emilii Kiereś, która to książka ma premierę 8 marca!).





I tyle.
 
Dziękuję Wam serdecznie za wszystko, wszystkich mocno ściskam, po czym rzucam się z zapałem do pisania „McDusi”!

Pa! - MM




08 lutego 2010


Drodzy Goście,

informujemy, że w dziale Niespodzianki pojawiły się już kartki walentynkowe.
Miłego wysyłania!

Administracja



06 lutego 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

dziś trochę później się wpisuję, bo mieliśmy dzień wyjazdowych wizyt rodzinnych, ale już jestem, już przedarłam się z dzielnym panem Musierowiczem przez śniegi, zaspy i całkowicie nieprzejezdne (zgroza!) drogi polne oraz podporządkowane. Już wróciliśmy do domu, napiliśmy się gorącego barszczyku i podziękowaliśmy wylewnie Opatrzności, że nam się tak udało szczęśliwie dojechać. Już nawet trochę odtajałam i mogę Wam czym prędzej zademonstrować zdjęcie, jakie nadesłała KC Fanka Robrojka, nasza ulubiona poetka i świeżutko upieczony inżynier w jednej osobie.





Oczywiście, oczywiście, ja też pamiętam, jak to rok temu nasza KC scoiattolo bąkała swoje pierwsze słówka w KG, wystawiając tylko od czasu do czasu łepek, jak na prawdziwą rudą wiewióreczkę przystało. Od tamtych chwil ośmieliła się nam Wiewiórka do tego stopnia, że aż została mianowana dożywotnio Wójtem naszej Księgi Gości. Nieocenionym Wójtem, dodajmy - tyle wdzięku, wigoru, radości życia i wspaniałych pomysłów wniosła, tyle objawiła talentów organizacyjnych, że nie wyobrażam sobie teraz tej strony bez Wiewiórki. Kasiu, dziękujemy za ten wspólny rok!

Zresztą, należy się to wszystkim bez wyjątku - i stale mam potrzebę dziękowania: za Waszą przyjaźń, sympatię, wierność i życzliwość, za poczucie humoru i dopingowanie mnie do pracy, za wyrozumiałość i za serdeczność, za dobre maniery i oczytanie, za wspólne żarty i zabawę, a przede wszystkim - za waszą obecność!

Piszecie takie ciekawe listy, przysyłacie różne ciekawe różności i kawałeczki świata, czuję się, jakbym miała całe zastępy córek i synów, przyjaciółek i przyjaciół, jakbym wraz z Wami chodziła po ulicach nieznanych mi miast i miasteczek, wspinała się na góry, pędziła pod żaglami i zwiedzała najciekawsze muzea.

KC kris, mieszkająca we Włoszech, nadesłała śliczne zdjęcia pod tytułem „Sardyńska zima”; jedno z nich pokazuję (ale zima, co?!):





Woda turkusowa, a słońce grzeje mocno, mocniej niż w Rzymie - pisze Kris, która pokochała swoją nową ojczyznę „za pozytywną energię”, odzwierciedlającą się także i w mentalności Włochów. I jeszcze za to, że tyle tam piękna, a każdy Włoch, nawet prosty wieśniak, potrafi z dumą i szczegółowo opowiadać o zabytkach swojej krainy.

A tymczasem u nas zima biała, słońce blade, do wiosny daleko. O, popatrzcie: tęskniąca do wiosny KC Sierotka Marysia mieszka w Bolkowie, u stóp zamku, można powiedzieć: w podgrodziu, i też ma wokół tyle piękna, że nie może rozstać się z aparatem fotograficznym.  





Mieszkająca w Chicago KC Atena pojechała do Sarasoty i trafiła na pomnik pocałunku.








Dzieło to, wykonane przez artystę o nazwisku J. Seward Johnson w roku 2005, z okazji dorocznej wystawy rzeźby wielkogabarytowej, nosi tytuł „Unconditional surrender”. KC Atena zaraz zrobiła zdjęcie i przysłała dla Was, z myślą o bliskich już walentynkach. Inspiracją dla rzeźbiarza była ta oto słynna fotografia Alfreda Eisenstaedta z roku 1945 (pamiętam ją chyba z wielkiej, międzynarodowej wystawy „Rodzina człowiecza”):





(Aha, a zajrzyjcie jutro do działu „niespodzianki”, będą tam kartki walentynkowe!)

Specjalnie dla Ateny - obiecany podczas któregoś seansu zagadkowego przepis na


RACUCHUCHY ATENY

1,5 dag drożdży, 5 dag cukru, ćwierć litra mleka, 25 dag maki, 2 jaja, 5 dag masła, oliwa  z oliwek.

Półtora dag drożdży rozpuszczamy z łyżeczką cukru w ½ szklanki  letniego mleka. Wlewamy to do miseczki z mąką (25 dag), dodajemy jajka utarte z resztą cukru, pozostałe mleko, stopione i przestudzone masło, łyżeczkę oliwy, odrobinę wanilii lub cukru waniliowego, trochę skórki otartej z cytryny lub pomarańczy - i ubijamy aż do chwili, gdy ukażą się w cieście bąbelki powietrza. Dodajemy rodzynki koryntki, ile kto lubi. Ubite ciasto (o konsystencji gęstej śmietany) pozostawiamy do wyrośnięcia. Wreszcie - na grubej patelni mocno rozgrzewamy oliwę i łyżką nakładamy nieduże porcje ciasta. Smażymy racuszki z obu stron na złoto. Ciepłe i chrupiące podajemy z greckim jogurtem, wymieszanym z kawałeczkami pomarańczy i  miodem.

Nie twierdzę, że to jest potrawa odchudzająca.
Racuchuchy są najlepsze zimą.

Kiedy luty mrozem dmucha, zjadaj szybko racuchucha!

Powitam jeszcze tylko nowych gości w KG i skrzynce priv. Są to KC i DC: mronja, pika18, Makaczydło, paula 112, Muszka, Joasia, EeMeNka, Gosia3728, 31Ania, Kosia, Wanilia?, Kasia (z Toronto), KajaS, Agnesto, polonistka, ada, lenapanimadziu, az, Aouda, Justyna, Tysia, ktoragodzina, AlicjaBrusacka, termit, Pareo88, KasiaK, jezycjanka, OlaM, bezgwiezdny.

Dziękuję Wam za listy i miłe słowa. Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam - czujcie się tu jak u siebie.

I smyk! - idę pod kocyk. Brrr. Ile to jeszcze dni do wiosny?

Uściski - MM






Archiwum wiadomości:

[rok 2010] wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec