26 stycznia 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

melduję, że skończyłam pracę nad ilustracjami do „Srebrnego dzwoneczka”, którego autorkę osobiście sprezentowałam temu światu w mroźny dzień lutowy 1981 roku.

Ilustrowanie córczynego dzieła było zaskakująco miłym zajęciem (patrz: qlturka.pl, wywiady), bardzo też jestem zadowolona z efektu. Książka Emilii Kiereś, zwanej na ogół Emilką, a niekiedy - Adminkiem żeńskim (bo istnieje i męski, a jakże! - i ten jest grooooźny naprawdę, proszę Wójta!) przeznaczona jest dla dzieci w wieku 6-10 lat, toteż mogłam sobie poszaleć, za pomocą pędzli i tuszów akwarelowych Ecoline. Oto robocze, jeszcze nie poprzycinane i nie opracowane, skany ilustracji i przerywników:


















A teraz - jeszcze tylko felieton dla „W drodze”, wypowiedź o Chopinie dla Zeszytów Literackich, korekta „Powiastek Beatrix Potter” w moim przekładzie (już niebawem nowe wydanie!) i tych kilkadziesiąt odpowiedzi na listy - i już mogę z całkowitym spokojem powrócić do pisania „McDusi”, nad którą, nawiasem mówiąc, podczas tego długiego (ponad miesiąc!) malowania, nieustannie rozmyślałam. Efektem tych rozmyślań są reformy i zmiany, a ponieważ wszystko zapisywałam sobie ołóweczkiem w Specjalnym Notesie Na Pomysły, podarowanym mi kiedyś przez KC Atenę (śliczny! raz jeszcze dziękuję!) - będę mogła od razu wszystkie nowości wprowadzić do tekstu. Już nie mogę się doczekać!

Często pytacie, ile wersji ma każda z kolejnych moich powieści. Co najmniej trzy! - ale ta pierwsza składa się z kilku jeszcze „pod-wersji”, bo jej tworzenie przypomina zszywanie patchworka albo, jeszcze trafniej to ująwszy: lepienie rzeźby z gliny. Tu się ujmuje, tam się przyklepie, gdzie indziej się dolepi, tam znów się wzmocni, a tu i ówdzie - wycyzeluje cienkim dłuteczkiem. Ogólna koncepcja się nie zmienia; zmienia się i ulepsza sam kształt. Bardzo to miła praca, nawiasem mówiąc.

Widzę, że w Księdze Gości odezwał się już nasz niezawodny DC Eryk-Kuchcik. Przepis na roladę wygląda obiecująco! Ciekawa rzecz, ja też na dziś mam dla Was placek kartoflany. Widocznie trzaskający mróz odkrywa nam prawdziwe uroki skromnego ziemniaka!

Przepis poniższy zasadniczo pochodzi ze Słowacji, toteż, zamieszczając jego skromniejszą wersję w „Całuskach pani Darling”, nazwałam go Plackiem Zbójnika Janosika. Oto nowa wersja, udoskonalona, czyli:

Chrupiący placek Janosika

10 obranych, sporych ziemniaków utrzeć na tarce o grubych oczkach, posolić. Odlać wytworzony sok. Dodać do ziemniaków 4dag mąki, 1 utartą cebulę, kilka zmiażdżonych ząbków czosnku, jabłko utarte na tej samej tarce, czubatą łyżkę majeranku, pieprzu do smaku, wreszcie - wmieszać dwa jajka.

Blachę plackową posmarować olejem, rozłożyć na niej równomiernie cienką warstwę ziemniaczanej masy i piec w piekarniku (220 stopni), aż placek się porządnie zrumieni.

Podawać ze wspaniałym sosem DC Godzia. Zmieniłam nieco ten przepis, popatrzcie:

Kubek naturalnego jogurtu greckiego, sól, cukier do smaku, łyżeczka keczupu, zmiażdżony ząbek czosnku,kilka ziaren kolendry, łyżka siekanego koperku (albo szczypiorku, albo mięty, albo rozmarynu czy tymianku... co kto lubi). I już!
Smacznego! (To wspaniałe danie aż się prosi o surówkę z selera).

W Księdze Gości wielki ruch, przybywają wciąż nowi, a - co bardzo cieszy - wiele spośród tych nowych Gości to dzieci i młodzież. Cenny nabytek dla KDM-u!

Oto, kto do nas przybył w ciągu ostatnich 10 dni:

Skrzynka priv: KC i DC danielsyguda, Karola91, Kapabela, miszelka, Kala (dziękuję za wiersz o przyjaźni!), Ginevra???, aneczka, tosieuda, iza165, Agnieszkajoanna, Peterpan, TerryPe, antolino, KasiaK.

Księga Gości: KC i DC Annika, Panna Znikąd, ktoś hehe he, oda, MissMerynos, Garbata, Kubek, Mronja, wrozka3, magdalena, zg-aga, airam, Monika, Nadia, asia, poznanianka78, Wanilia, Agusia, dusia1, Kędziorek, Angelka18, sosenka, Milva, Baba.

Witam Was wszystkich serdecznie, Kochane i Drodzy! Dziękuję za wszystkie miłe słowa i życzenia!

Witam też tych wszystkich, którzy - w ilości 800-1000 osób dziennie -  zaglądają tu, nie ujawniając się, tylko czytają sobie wpisy, uczestniczą milcząco w zagadkach albo wysyłają e-kartki lub pobierają tapety, oglądają zawartość szufladek naszego regału lub album ze zdjęciami, czy też - analizują bibliografię. Wszystko to wykazują mądre statystyki strony, informują mnie też, skąd dokładnie przybywacie. Otóż - ze wszystkich stron świata, nawet z Australii, Rosji i z Japonii! A to ci dopiero...

KC Mronja (wpis nr 42419 w Księdze Gości) pyta o cytat, zawarty w którymś z moich felietonów: „Zbawieni zostaną tylko ci, których kochano”. Pamiętam, że przeczytałam go w tekście o. Kłoczowskiego, w Tygodniku Powszechnym. Ale możliwe, że i o. Kłoczowski go cytował - i może właśnie źródłem cytatu był piękny wiersz ks. Jana Twardowskiego; kto wie!

A na deser - ptaki, którym jest ciepło. Zdjęcia z Colorado i z Florydy nadesłała nasza amerykańska KC Atena. Kuzyn naszego Wójta, czyli KC scoiattolo, też tam był!














I tyle na dzisiaj - Ściskam Was mocno!

Wasza -
MM.




17 stycznia 2010


No, pewnie, pewnie, Panno Marysiu miła, zrobię wpis siódemkowy wyjątkowy - wczoraj ani rusz się nie dało znaleźć wolnej chwili. A przecież koniecznie muszę Wam powiedzieć parę słów o ptaszkach - śnieg wielki i mróz, biedaki zbliżają się do ludzkich siedzib, szukając pożywienia.











Wokół naszego domu aż dzwoni od świergotu i ćwierkania - chmary wróbli okupują wszystkie karmniki, na zmianę z sikorkami bogatkami, i podjadają tym ostatnim ich tłuste przysmaki - nasionka zatopione w łoju, orzechy włoskie i słoninkę (świeżą, niesoloną! - sól szkodzi ptakom, podobnie jak sfermentowane okruchy chleba czy pieczywa). Przylatują też synogarlice, grubodzioby, dzwońce, czyże, kulczyki, zięby i kosy - tak, nie wszystkie kosy odlatują na zimę! Odważniejsze - czy może bardziej przywiązane, a może po prostu - starsze i słabsze - zostają w kraju. Bardzo lubią dziobać czerwone rajskie jabłuszka na naszym drzewie. Jest to też przysmak kwiczołów - dużych ptaków o kasztanowym grzbiecie i czarnym ogonie.

Pojawiają się jemiołuszki - prześliczni smakosze jagódek: jemioły, jarzębiny, dzikiego wina. Można je poznać po charakterystycznych czubkach i delikatnych, subtelnie cieniowanych barwach brązowoszarych, z  kolorowymi „lusterkami” na skrzydłach. Ponieważ latem żyją w tundrze, na Dalekiej Północy, Polska jest dla nich ciepłym krajem, do którego przylatują, by podjeść nieco owoców (wiem to z książki „Głos Przyrody”, NK 1981).





W naszym ogrodzie zostały już tylko rajskie jabłuszka - bo jagódki czarnego bzu i jarzębiny  wydziobano, co do jednej. Podobnie resztki czarnych winogron. Głód! Straszny głód!

Szczygły już dawno pozjadały nasiona ostu, wiesiołka, łopianu; teraz ratują się nasionami olchy i brzozy. Noce - te mroźne, długie noce - spędzają ptaki w zacisznych (hm?!) miejscach: w dziuplach, na stosach chrustu, pomiędzy gałęziami. Mysikrólik, maleństwo o barwnym upierzeniu, jest bardzo wytrzymały: po prostu siada na gałęzi, stroszy piórka, zamyka oczka - i w kimono! Sikorki znajdują sobie gałąź pod dachem iglastym, nakrytym śniegowym okapem. Przytulone do siebie, rządkiem, ogrzewają się nawzajem własnym ciepłem. Małe raniuszki robią to samo, tylko że jeszcze przykrywają się wzajemnie skrzydełkami!

Od samego rana wszystkie te żywe klejnociki, małe skrzydlate cuda, gromadzą się ufnie na okolicznych drzewach - śliwie, czereśni i sosnach - patrząc głodnym wzrokiem na pusty karmnik. Pan Musierowicz, który co rano biega po lesie, nie wytrzymuje nerwowo tych spojrzeń pełnych oczekiwania oraz nadziei, więc często jeszcze przed przywdzianiem dresu wypada na dwór tak jak stoi i sypie ziarna do karmnika, tak że kiedy przygotowuję śniadanie, mam już przed oknem cały teatrzyk, barwny i ruchliwy.

Ziarna i w ogóle pokarm dla ptaszków kupujemy w miasteczku, w punkcie naprawy rowerów. Jowialny właściciel ma tam również tzw. „Małe Zoo” i duży wybór wszelkich pasz, pokarmów i odżywek. Dla sikor sprowadza specjalne kule łojowe z ziarenkami, w siateczkach, gotowe do powieszenia. Dla innych ptaków - mieszanki ziaren tak smakowite, że sama bym je sobie chętnie wsypała do porannego jogurtu. Wbrew własnym interesom twierdzi, że przekarmiamy nasze ptaszki, bo sypiemy im za dużo jedzenia. Ale do niego - jak opowiada - przychodzą tylko cztery sikorki. My żywimy całe stada!

Mam nadzieję, KC i DC, że pamiętacie o ptakach i że sypiecie im co rano na parapet choć troszkę nasion słonecznika! Pomyślcie o tym zawsze przed śniadaniem; wy macie co jeść - one, zmarznięte - nie.



PAMIĘTAJCIE O PTASZKACH!

Przez doliny i przez łany,
Wieją wichry i tumany,
Gęsty sypiąc śnieg.
A lód w szkliste swe okowy,
Chwycił lasy i dąbrowy,
Głębie wód i rzek.

Dziwnie smutno w całym świecie!
Tylko wicher śniegiem miecie,
Głucho, pusto tak...
Tylko gdzieś tam zabłąkany,
Przez te wichry i tumany,
Zwolna leci ptak.

Siadł na polu białem, gładkiem,
Tam gdzie kiedyś podostatkiem,
Ziarn i wody miał;
Lecz dziś próżno ziarnek szuka,
Próżno wątłym dzióbkiem puka
W lód, twardszy od skał.

(...)

Dziatwo! wspomnij przy igraszkach,
O tych biednych, małych ptaszkach,
Które dręczy głód;
I kruszynę chleba małą,
Rzuć zgłodniałym rączką białą,
Na śnieg i na lód.

A ptaszyna wdzięczny, mały,
Zato żeście mu nie dały,
Skonać z głodu w mróz,
Będzie za was co dnia, dzieci,
Gdy ku niebu z piosnką wzleci,
Modlitewkę niósł.



Wierszyk ten pochodzi z tomiku „Dzieci i ptaszki - 15 obrazków z skrzydlatego świata - skreślił Władysław Bełza. Lwów 1907, Nakładem Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego”.





Tam też znajduje się anonimowa ilustracja, zamieszczona powyżej (jemiołuszki). Kiedyś kupiłam tę książeczkę w antykwariacie - teraz cieszy się nią moją wnuczka...

Za kartą tytułową – dedykacja:





Władysław Bełza, jak zapewne wiecie, jest autorem słynnego wierszyka, recytowanego przez parę pokoleń dziatwy: „Kto ty jesteś? - Polak mały. Jaki znak twój? - Orzeł biały”.
(Nie do wiary, pamiętam dobrze, że przez powojenne dziesięciolecia nie wolno było uczyć w szkole tego wierszyka; był on bardzo, bardzo źle widziany.)

No dobrze, kończę z wolna, bo praca czeka, a i ptaszkom czas podsypać ziaren (już
wszystko zjadły; cukier puder, rzecz jasna, wypluły...) na ich zasadniczy, południowy posiłek.

Jeszcze tylko powitam nowych Gości w KG i skrzynce priv, Są to KC i DC:
Malus Mill, sylwia pradelska, lady D, Domus xd, kiki, Milva, Arahia, Gabriella, robak ksiazkowy, marti274, dorole, dusiaczek84, johan, Zosia, Impresjonistka, uliseska, Natalka, marta96, Baldauf, Renatka, Mikołajek, Lidka, alka, Grelcia, Anula Dmuchawcowa, Poziomka24, Fanka, Vera, e.k., Inka, aisogłam, elapoznan, aga1975, AniaCh, Agnieszka, doska93, Filiżanka, Marigold, Hania, Aleksandra, WeroNika789, ola_by, Samantha, AniaQ, Aga73, Dawcio, Agata, Magda.

Witam was najserdeczniej, Goście kochani i dziękuję za wszystkie serdeczne słowa, za pamięć i życzenia. Przepraszam, że nie wszystkim zdołam odpisać! Przepraszam też kochające Mamy, które nadsyłają liczne prośby o to, bym przeczytała i oceniła utwory ich dzieci oraz bym pokierowała ich rozwojem literackim. Przepraszam biblioteki, zwłaszcza tę w Puszczykowie, za to, że nie przyjmuję żadnych zaproszeń na spotkania autorskie, wyjazdy, konkursy i wystawy. No, nie mam, nie mam, nie mam na to czasu! Bo przecież zarazem domagacie się kolejnej powieści, i tylko KC Ocalona pisze:

Droga Pani Małgorzato,
czytam wpisy szóstkowe i nie mogę się nadziwić, jak często powtarzają się w nich odpowiedzi odnośnie terminu zakończenia „McDusi". Pomyślałam, że - choć wydaje mi się to oczywiste - zapewnię Panią, że tych cierpliwych czytelników (ale równie spragnionych i stęsknionych :) ) też jest sporo. W końcu co jak co, ale od szybko napisanych beznadziejnych książek uginają się półki w księgarniach, a my czekamy na prawdziwą UCZTĘ :) - proszę się więc nie spieszyć i pisać „McDusię" tak długo, jak będzie trzeba. Pozdrawiam z zasypanych śniegiem obrzeży Poznania.

Dziękuję, kochana Krajanko, jak to jednak wielkopolska dusza drugą wielkopolską duszę rozumie! Robota musi być zrobiona, i to porządnie.

A skoro mowa o Mamach - czy wiecie, że nasza KC Mirandolina, ta, która mieszka w Słowenii, urodziła synka Filipka? Jest on śliczny, mądry i przepięknie rudy! Witamy, rudzielczyku malutki, witamy na tym pięknym świecie!
No, a teraz już znikam. Trzymajcie się, Kochani!
Uściski - MM




06 stycznia 2010



Piotr Stachiewicz, „Trzej królowie”, 1906



Mędrcy świata, monarchowie,
W złocistych mitrach na głowie -
Im w lichej szopie na słomie
Bóg objawił się widomie
Wcielon w żywym słowie.

I do dziś dnia w pieśni starej
Pełni wielkiej, słodkiej wiary
I wesela i powagi,
Trzej Królowie, wschodnie magi
Niosą mu swe dary.

(Lucjan Rydel, 1870-1918)





Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy - choinka już się sypie, niestety, więc uwieczniam ją tutaj i zaraz rozbiorę, bo suche igiełki znajdujemy nawet w porannym jogurcie (ja) i w skarpetkach (pan Musierowicz). Bardzo nam było miło patrzeć na nią i wyśpiewywać pod nią kolędy. Ptaszków jeszcze trochę dorobiłam, powiesiłam też śliczne,  misterne pierniczki od KC Beatki i DC Adama, choineczkę szydełkowaną od pani Marleny z Malborka:





i aniołka wykonanego wg przepisu z mojej książki „Na Gwiazdkę” przez KC Marysię:





Cóż, teraz to wszystko nostalgicznie pozdejmuję i schowam do pudła (ciekawostka: co roku chowam ozdoby choinkowe do pudła większego niż to, z którego zabawki wyjmowałam), ale jeszcze zaśpiewajmy pod nią wspólnie śliczną, starą, polską  pastorałkę:



Trzej Królowie jadą


Trzej Królowie jadą z królewską paradą,
Z dalekiej krainy do Dzieciny;
Wiozą mirrę z Saby, kadzidło z Araby,
Złoto od Mongoła, dań dla Króla.
Wara chłopy od tej szopy,
Bieżcie wprzódy do swej trzody,
Bo Królowie dary wiozą na ofiary,
Niemowlęciu Bogu; już są w progu.

Gdy przyszli do Pana, padli na kolana,
Złożyli korony na ukłony;
I oddali dary, aż się Józef stary
Zadziwił bez miary z tej ofiary,
Józef powie: dość Królowie
Na tym złocie przy ochocie.
Dziecina oczkami, skazuje rączkami,
I mile przyjmuje, nie brakuje.

Potem trzej królowie za Jezusa zdrowie
Ognia dać kazali, żyj! wołali;
Zatrzęsła się cała stajenka spróchniała,
Od huku armaty, bez utraty.
Wół się leka, choć zdrów stęka;
Józef w gmachu, drży od strachu
Mówi: od hałasu iż umrę bez czasu;
Tak się armat boję, ledwo stoję.

A tak trzej królowie po Józefa mowie,
Strzelać zakazali, przepraszali.
Potem zatrąbiono, w kotły uderzono,
Brzmiały fajfrów głosy pod niebiosy.
Józef chwali tych, co grali:
Lepiej grajcie, niż strzelajcie.
Dziecię uściskali, Matce ukłon dali;
Józefa żegnając, odjechali.







To zdjęcie przysłała KC Szalona Kapeluszniczka - złapała Słońce, można powiedzieć, na gorącym uczynku!

„Na Trzech Króli każdy do pieca się tuli”- mówi polskie przysłowie ludowe. No i faktycznie: u nas 10 stopni mrozu. Tym goręcej witam nowych Gości Księgi, a także - skrzynki priv. messages. Są to KC i DC:

Małgorzata, Vivinka, Oboistyczynia, ja, Apple, Selena9, Ocalona, June, Edytka, Klaudia, MartaG, Mikołajek, małga, Mokra, Łolka, Ciemnooka, Pati, Ginevra, Patryk, panda, asia, skarpetka, siolik, Giovan-sia, Arleta, asia95, puppil, Aleksandra, Michalina, baybo, Agrafkaq, RustyAngel, agas, Agnieszka, Celestyna Żak, Paulina, dorole, AGUU, Contu, OLOMPIA DIOR, Kreska, mbee, alka,Justyna, toma095, Alexandra, Sylpu,elapoznań, Aga 73, marta96,aka_aa, Dawcio, Magda, Agata, zamek, az, Żaba, sk, Anusiakk, Dorota, GoldenEyes, Monika, Ekolinelka, irmina2402, Zetka, Hanka i Filifionka.

Wszystkim dziękuję najserdeczniej za dobre słowa, za wyrazy sympatii i otuchy, za życzenia świąteczne i różne miłe wiadomości. Wszystkie listy, wpisy i wiadomości czytam uważnie, cieszę się nimi i ogrzewam w blasku ich serdeczności. I wszystkie dobre uczucia odwzajemniam! - nie nadążam tylko z odpisywaniem, zwłaszcza gdy osoba pisząca jednym tchem prosi o wyczerpującą odpowiedź - i... domaga się szybkiego ukończenia „McDusi”. Takie wzajemnie sprzeczne zadania budzą we mnie stres i poczucie winy, toteż porzucam listy i wracam do pisania książki. Kiedy się ukaże, pytacie? Odpowiadam niezmiennie: wtedy, gdy uznam, że jest gotowa. Zaraz potem. W trzy tygodnie później. Ale na razie wyrzuciłam cały początek, bo mi nie pasował nagle do ciągu dalszego. Cóż robić, to znów przedłuży mi czas pracy nad tą książką. Lecz (zdradzam tajemnicę zawodową) to na tym właśnie polega pisanie powieści: na wyrzucaniu tego, co się już napisało i na ciągłych zmianach, udoskonaleniach i poprawkach (to odpowiedź na pytanie KC Agrafki, KC ja, DC puppila, KC agas i innych). Cierpliwości, moi kochani! Przecież chcecie, żeby książka była dobra? No więc - mnie też na tym zależy. Nie na tym, żeby szybko była gotowa. Na tym, żeby była całkiem GOTOWA.

Jak to jest, że książka, którą przeczytacie w jeden wieczór, musi powstawać przez rok, dwa albo i dłużej? Odpowiem, że właśnie dlatego tak dobrze Wam się ją czyta, że jest wyszlifowana do gładkości. Co, rzecz jasna, wymaga zawziętej, mrówczej pracy.

Poganiana tą myślą kończę pogawędkę i lecę pracować. Odpocznę wieczorem, przy zagadkach - na które wszystkich, ukrywających się w tle i pod regałem, serdecznie zapraszam!

Uściski - MM






Archiwum wiadomości:

[rok 2010] wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec