|
|
26 października 2009
|
Oto, jaką piękną makatkę kuchenną wykonał (haftem krzyżykowym) DC Jacek z Malborka. Dostałam ją (wraz z piękną laurką) po spotkaniu autorskim w bydgoskiej Bibliotece Głównej. Zaraz ją sobie gdzieś wyeksponuję, szukam właśnie stosownego miejsca. Uważam zresztą, że trzeba by wdrożyć masową produkcję; makatki takie powinny licznie zawisnąć w kuchniach naszej ojczyzny, walnie wspomagając nauki rodzicielskie co do zachowania się przy stole.
Impreza w Bydgoszczy była bardzo sympatyczna i udana, jak zwykle zresztą w tej miłej Bibliotece. Wręczyłam mnóstwo nagród i dyplomów i odpowiedziałam na mnóstwo pytań, zadawanych przez mnóstwo sympatycznych osób. Najciekawsze i zarazem najładniejsze z nich zadała laureatka konkursowa, mała dziewczynka imieniem, zdaje się, Sylwia: „Czego w pani książkach jest więcej: radości, smutku, czy zastanowienia?”
Padły również natarczywe pytania o „McDusię”, domagano się nawet, bym zdradziła co nieco z przebiegu akcji, lecz odmówiłam w sposób stanowczy, ograniczając się do kilku zawoalowanych aluzji. Bohaterski opór stawiłam także, kiedy usiłowano ze mnie wydusić dokładną datę wydania nowej powieści. (Wielkie nieba, pod jakąż presją się znajduję! I co za szczęście, że już umiem sobie z tym radzić...)
W pierwszym rzędzie krzeseł, pośród tej nieprawdopodobnie licznej gromady publiczności, siedzieli dwaj sympatyczni młodzieńcy o rozumnych spojrzeniach; mam wrażenie, że jednym z nich (tym, który właśnie 23 października obchodził 15. urodziny) był Bartek1994, ten, który w Księdze Gości dopytuje się o adres Borejków. Otóż, Bartku: ulokowałam sobie moich bohaterów w naprawdę istniejących, secesyjnych kamienicach dzielnicy Jeżyce. Ta pod numerem 5, przy Roosevelta, jest szczególnie ładna, ze swoimi girlandami wokół pięknej bramy i wspaniałym, wykutym w metalu drzewem, wznoszącym się na dwie kondygnacje. Ale w mieszkaniu na wysokim parterze nie mieszkają Borejkowie, o czym przekonało się zbyt wiele już osób, pukających do wiadomych drzwi. Miła pani, która zajmuje to mieszkanie, ma mnóstwo poczucia humoru, lecz onegdaj zdradziła w wywiadzie dla któregoś z czasopism, że jej cierpliwość jest już na wyczerpaniu. Tak więc - proponuję nie sprawdzać już, kto tam mieszka, tylko pogodzić się z faktem, że fikcja literacka naprawdę rozmija się z rzeczywistością.
Po bydgoskim spotkaniu dostałam od Kochanych Czytelniczek i Drogich Czytelników w różnym wieku całe mnóstwo pięknych upominków, pamiątek, laurek, zdjęć, kwiatów, gwiazdek i robótek. Oto wybrane obiekty:
Dżem morelowy z anegdotą - od rodziców Julusia (z Czaplinka), tego samego, który rok temu w Toruńskiej Bibliotece Pedagogicznej bez zastanowienia rzucił mi się w ramiona. Teraz był bardziej powściągliwy, przyjrzał mi się najpierw z pewnym onieśmieleniem, lecz widać powziął jakąś męską decyzję, bo na pożegnanie wychylił się z ramion mamy i dał mi buzi!
Dżem usmażył osobiście tato Julusia, a anegdota dotyczy chwil, gdy rwał morele, siedząc na drzewie. Właśnie wykonywał niebezpieczny piruet na gałęzi, gdy w kieszeni odezwał mu się telefon. Omal nie zleciał, odczytując esemesa: młoda krewniaczka, której pożyczył był „Tygrysa i Różę” (i która nie bardzo miała ochotę na tę książkę) przysłała mu pytanie niecierpiące zwłoki: „Czy Nutria zapłaci mandat?”.
Aniołki szydełkowe - od pani Leokadii z Malborka. Jest i śliczna choineczka szydełkowana, ale pokażemy ją tu w okolicach Gwiazdki, będzie jak znalazł!
Gwiazdki origami - od pani Marleny z Malborka. Wykonane są - uwaga, uwaga! - z opakowań po ekspresowych herbatkach. Śliczne, prawda?
Ciastka kruche z orzechami - nieprawdopodobnie smaczne. Dar anonimowy. Całą ich paczuszkę, opakowaną w celofan, i pięknie przewiązaną rafią, znalazłam, podrzuconą, na stole, przy którym podpisywałam książki. Dziękuję!
Ofiarodawca/dawczyni proszony/a jest o ujawnienie się: chciałabym poznać przepis na to cudo! Jak widać, połowę tych pysznych ciastek pochłonęłam już z drodze powrotnej, siłą niezłomnej woli opanowując pragnienie spożycia wszystkich od razu; wiedziałam bowiem, że muszę je dla Was sfotografować.
Wszystko to razem uczyniło na mnie silne wrażenie; w dodatku Bydgoszcz jest teraz śliczna i zmienia się nie do poznania: Stare Miasto, odrestaurowane do błysku, ukazuje mnóstwo skarbów, dawniej niewidocznych. Wieczorem, po spotkaniu, szłam z synem przez most na Brdzie, podziwiając oświetlone pięknie stare spichlerze, gdy nagle ujrzałam, także podświetloną, wdzięczną sylwetkę, unoszącą się nad rzeką: na metalowej linie balansował młodzieniec z tyczką - rzeźba autorstwa J. Kędziory. Zjawiskowe!
Po powrocie do domu zastałam pełną skrzynkę mailową, a w niej - piękne i ciekawe jak zwykle zdjęcia, wykonane przez naszą KC Atenę, mieszkającą w USA. Atena jest nie tylko Boginią i Żeglarką; biega także po parkach i łazi z zapałem po górach. Oto co znalazła podczas wycieczki w Smoky Mountains, wysoko, pod szczytem:
Któż to zbudował coś tak ślicznego? - zachodzimy z Ateną w głowę. Jakaś poetyczna turystka? Czy może dobry tata, pragnący urozmaicić dzieciom żmudną drogę pod górę? A może kryje się za tym wszystkim jakaś wielce romantyczna, powikłana historia? Bardzo to inspirujące. Tak czy inaczej - ta kusząca chałupka w korzeniach drzewa byłaby świetnym mieszkankiem dla naszego Wójta. Bo nasz DC Alek-Nietoperz swój domek już ma, w Starved Rock Park, gdzie bardzo o niego dbają (to zdjęcie także jest dziełem Ateny):
Jak widzicie, dostaję w poczcie naprawdę wspaniałe rzeczy. KC Babcia Gąska z Krakowa nadesłała wiersz, który z upodobaniem powtarzała jej własna Babcia, lwowianka obdarzona wspaniałą pamięcią. Wiersz ten nada się w sam raz dla KC Żuczka, który z wielkim zapałem zaczął właśnie studiować filologię klasyczną:
M. Rodoć
Gramatyka
Hamilkar Kartaginy wódz By swą nienawiść Rzymu móc Przelać na swego syna Rzekł: Hannibalu, synu mój Poprzysiąż Romie krwawy bój Gdy przyjdzie twa godzina. Papo, Hannibal na to rzekł, Nie będę Rzymian siekł ni piekł Będę ich kochał raczej Bo chociaż jestem jeszcze smyk Wiem co to polor, a co szyk I co kultura znaczy Ha, rzekł Hamilkar, kiedy tak To niech mnie połknie morski rak Pochłonie ziemia święta Jeśli przeżyję taki srom. I każe wnet za uszy w dom Ciągnąć privat-docenta Masz, rzecze, pełny złota dzban Będziesz mi za to uczył pan Syna łacińskiej mowy Docent mu skłonił się w sam pas I tirocinum z togi wraz Wyjął i był gotowy Hannibal zrobił kwaśny gest Siadł i medytuje: terra est Rotunda et globosa. I szło mu nieźle jakiś czas Lecz w deklinacje skoro wlazł Dreszcz przeszedł go i zgroza A gdy pomimo trud i pot Ugrzązł w wspaniałym: qui, que, quod Na wierzch mu wyszły oczy Wreszcie, gdy spotkał piękne haec Hannibal wydał straszny bek I wprost do ojca kroczy Papo, powiada, schnę jak liść, Nie mogę tej łaciny zgryźć To zdrowiu mi nie służy Stary Hamilkar zmarszczył skroń Wziął go za ucho i rzekł doń Idź precz i ucz się dłużej Hannibal znów na stołku siadł I choć przy Modus nic nie jadł Przy Praesens nie spał wcale Choć przy Perfectum zaniemógł Choć go Gerundia ścięły z nóg Wciąż uczył się wytrwale Aż gdy przełykał Suppinum Powstał mu w głowie szum i trzask I diabli go już brali Więc gramatykę niby cep Porwał, Docenta walnął w łeb I znów do ojca wali. Papo, zawołał, dość już mam Niech piorun trzaśnie quod i quam I całą tę robotę Przysięgam, że przebrzydły Rzym Z jego kwikami puszczę w dym I z kuli ziemskiej zmiotę Jak Rzym Hannibal potem bił Jak swej przysiędze wierny był Spytajcie historyka. Ja tylko powiem, że ten cud Nie sprawił geniusz ani trud. Sprawiła gramatyka.
KC KoraR nadesłała gorący postulat, bym umieściła ją w gronie osób, uczestniczących w ślubie Laury i Adama. Hm. Zobaczymy, co się da zrobić.
KC Gabunia Borejko pyta, dlaczego chcę zmieniać ilustracje do „Ble-ble”, skoro są dobre. Odpowiedź: dobre spośród starych zachowam, dorobię jeszcze sporo nowych. Za zaproszenie do Zwolenia bardzo dziękuję, ale chwilowo nie myślę o żadnych wyjazdach - no, już nie każcie mi jeździć, błagam! - nie nadążam z pisaniem!
Dziękuję także za zaproszenia Bibliotekom i Szkołom oraz innym instancjom. Naprawdę, nie zdołam skorzystać ze wszystkich, najmocniej przepraszam! Teraz muszę wejść na wysokie obroty z „McDusią”, nie mogę ciągle się rozpraszać.
KC Dziennikarka dziękuje za przywrócenie „Książki o Hani” literaturze polskiej i dodaje, że ta książka to rzeczywiście skarb. To prawda! - lecz podziękowania należą się przede wszystkim pani Iwonie Pakule, mojej Wydawczyni, która zdecydowała się tę nieznaną właściwie książkę wprowadzić znów do świadomości czytelników, do księgarń i bibliotek.
KC MadziaUbych zapytuje: „Co z Cyryjkiem i Terpentulą?”. Odpowiedź: ano, nie wiem. Dawno do nich nie zaglądałam. Może trzeba będzie ich odwiedzić? - ale jak to zrobić, skoro wszystkie postacie Jeżycjady ani rusz nie zmieszczą się w jednej powieści?
KC AniaczyMania prosi o przepis na październikową zupę z dyni - mam taki, wspaniały! W sam raz na te deszczowe, szare dni! Lecz już go wykorzystałam w książce „Dla zakochanych”, a innego przepisu proponować Wam nie chcę, bo po prostu żaden nie będzie lepszy. Zresztą, i tak już dzisiaj wpis mi się rozrasta ponad miarę. Zajrzyj, Aniu, do książki „Dla zakochanych” - są tam pyszne rzeczy!
Przybyli do nas nowi Goście, KC i DC: czarna, lusia151, Jasnota (jak tam wyszło śniadanko?), ania61, ToTylkoJa, Basia, Ania, neko, asku, altariel, fanka z Siedlec, DemikaX, Magda, Dorotka.N, Pati, Rosalinka23, Daniel (zdrowiej, Danielu!), Epi, Anna, małgo, kawka, olineuszka, dora004, oluszak, Magda Czasodziejka (dziękuję za wiersze!), Bartek1994, Checka707, Almanka (pozdrowienia dla Mamy i dla Kruszynki!), Anika i Jula. Pozdrawiam Was i witam serdecznie, dziękuję z wszystkie miłe słowa, za wyrazy sympatii i za czujne zwracanie uwagi na moje omyłki (Epi). I odwzajemniam Wasze uczucia – w całej pełni!
Przesyłam uściski krzepiące i gorące, na te chłodne dni, na szkolne trudy i smutki, „na taki jakiś nie taki ten byt”. Trzymajcie się! -
Wasza
MM
|
|
|
22 października 2009
|
Informujemy, że jutro, 23 października o godzinie 16.00, w budynku Biblioteki Głównej w Bydgoszczy (Stary Rynek 24), odbędzie się spotkanie z Małgorzatą Musierowicz.
Spotkaniem tym kończy się Festiwal Musierowiczowski, zorganizowany przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną w Bydgoszczy.
Wcześniej, o godzinie 12.00, w tym samym miejscu odbędzie się kiermasz wydawnictwa Akapit Press.
Serdecznie zapraszamy!
|
|
|
16 października 2009
|
Witajcie, KC i DC, ważna rocznica dzisiaj, pamiętacie?
To zdjęcie zrobiłam 9 czerwca 1979 roku, w Mogile (Kraków), niedaleko klasztoru cystersów, trzęsącymi się rękami naciskając migawkę aparatu radzieckiego Zorka. Wszyscy wokół krzyczeli, śpiewali albo płakali. Dobrze, że robiłam zdjęcia, bo mokrymi oczami niewiele widziałam. Wrażenie, że wielka Historia właśnie się dzieje, było przemożne, wyciskało łzy nawet najtwardszym, nawet kpiarzom i wesołkom. Zapierało dech.
Tak wspaniale było czuć się cząstką tego szczęśliwego tłumu dobrych ludzi, przeżywać wspólną radość, nadzieję i wzruszenie! Byliśmy świadkami cudu, mieliśmy poczucie, że uczestniczymy w gigantycznej przemianie: na naszych oczach świat się odradzał, kruszyło się Imperium.
Zostawiliśmy nasze dzieci z Babcią i ruszyliśmy za Papieżem, mój mąż i ja, i jeszcze dwoje kolegów. Nigdy nie zapomnę tamtych chwil, poczucia, że Wolność właśnie nadeszła i że zostanie już z nami. Na wszystkich ulicach, prowadzących do miejsc, gdzie Papież się miał pojawić, stały długie, groźne kolumny wozów milicyjnych, ale radośni ludzie, przechodząc całymi, ogromnymi tłumami obok nich, pozdrawiali posępnych milicjantów albo machali przyjaźnie do wojskowych helikopterów. Zdawało się, że właśnie widzimy żywą ilustrację słów „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.
Potem się okazało, że takie zwycięstwo nigdy nie jest ostateczne, przeciwnie: zmagania owe mają charakter stały. Zobaczyliśmy to na własne oczy. Wielka nauka. Zwyciężyć - to mało. Trzeba się nadal starać. Bez końca.
Przy okazji: przeczytajcie koniecznie książkę Antonio Socci - „Tajemnice Jana Pawła II”. Właśnie ta wielka, zdumiewająca Historia, która dzieje się za naszych czasów, jest przedmiotem zainteresowania autora. Książka to dobrze napisana, bogato udokumentowana, arcyciekawa!
Powitam teraz naszych Nowych Gości; znów pojawiła się spora ich, miła gromadka, zarówno w KG, jak i w skrzynce Private Messages (do której dostać się można, klikając w okienko pod formularzem wpisu). Ci nowi Goście to KC i DC: Nan, mon99, Ancia, Olka, agata, JUlka, Loop, Mimi, michaśka, agaska, Pati, vivian, Rayuela, dorotka312, turbo, BasiaPoznań, bratek, Idylla, Basia, adogaj1200, Czarna, jagan1, Plum, Paulina, matulla98, Daniel, magnolia, Maria, BeataP, IpaulinaI, Marcelina (z Wrocławia), marek, polka, Karolinka, Katarzyna Winters, dora004, MartaGonera, Pina, Basia&Zuza, Maja, amagdacz, paulinaK i Angelika15wiosen.
Bardzo wszystkim dziękuję za serdeczność, za krzepiące słowa i za wyrazy sympatii. Ściskam Was wszystkich mocno i cieszę się, że jesteśmy razem! Bądźcie z nami, bawcie się z nami i zaprzyjaźniajcie się ze sobą. Na pewno wyniknie z tego coś dobrego!
Mamy, nawiasem mówiąc, całkiem młodziutkich Gości oraz Czytelników. Oto jeden z nich, przyłapany na jakże Gorącym Uczynku czytania lektur niedozwolonych.
Młodzieniec ten - to Dawidek, syn naszej KC Agi. Mądre ma oczka, prawda? Oj, będzie z niego Kochany Czytelnik, będzie! Pozdrawiamy go zbiorowo, a serdecznie!
Przy okazji informujemy, że „Książka dla Hani”, bardziej stosowna dla Dawidka lektura, wydana nakładem wydawnictwa Akapit Press, właśnie się pokazała w księgarniach.
A inny młodzieniec, już dziesięcioletni, Maciek Smycz, syn naszej niesłychanej Meduzy, czyli KC jelly, przysłał nam impresję na temat ostatnich nagłych wydarzeń pogodowych. Oto jego miasto, przysypane Zjawiskiem Atmosferycznym, niespotykanym raczej wczesną jesienią.
Można by sądzić, że Maciek zagalopował się nieco, umieszczając w październikowym pejzażu miejskim choinkę z gwiazdą, ale kto wie, czy naprawdę taka nie stoi w Stargardzie? Sama wczoraj widziałam w IKEA pełen asortyment gwiazd, lampek i innych akcesoriów świątecznych. Troszkę się chyba pospieszyli.
W każdym razie - w Giverny jeszcze trwa jesień, i to prześliczna. Nasza KC AniaczyMania nadesłała (dziękujemy!!!) kolejny fotoreportaż z ogrodu Moneta. Pojechała do Giverny z siostrą, żeby stwierdzić, jakie teraz kwitną tam kwiatki. Zobaczyły nasturcje pnące, posadzone w poziomie i zarastające całą ścieżkę; podobno robi się to od czasów Moneta, który osobiście pomylił paczuszki z nasionami i wysiał pnące tam, gdzie miały być nasturcje zwyczajne. Efekt jest wspaniały!
Postanowiłam, że zrobię to samo w moim ogrodzie. Już planuję, w którym miejscu wysieję pomarańczowe szaleństwo.
Co mówicie? Że za wcześnie planuję? Że jeszcze nawet nie słychać o wiośnie? Że przed nami długa jesień i zima? Że wszystko właśnie dopiero zapada w sen?
A to posłuchajcie, co o tym sądził wielki czeski pisarz, Karel ÄŒapek. W jego uroczej książeczce „Rok ogrodnika”, którą dopiero niedawno odkryłam i przeczytałam, znajdujemy wiele mówiące zdania:
„I wy to nazywacie snem? Niech diabli wezmą liście i kwiat, (...) tutaj na dole, tutaj pod ziemią odbywa się ta właściwa praca, tutaj, tutaj i tutaj wyrosną nowe łodygi; stąd dotąd, z tych ram listopadowych, wytryśnie marcowe życie, tutaj, pod ziemią, nakreślony został nowy program wiosny.”
„Mówimy, że wiosna jest okresem puszczania pędów, w rzeczywistości okresem puszczania pędów jest jesień. (...) Liście usychają dlatego, że nadchodzi zima, ale usychają także dlatego, że już nadchodzi wiosna, że już wytwarzają się małe pączki, małe jak trzaskająca spłonka, z których wybuchnie wiosna.”
„Ludzie, to jest ta właściwa wiosna; co nie jest gotowe teraz, nie będzie gotowe również w kwietniu. Przyszłość nie jest przed nami, ponieważ jest już tutaj w postaci kiełków; jest już wśród nas.”
„Gdybyśmy mogli zobaczyć, ile tłustych i białych pędów toruje sobie drogę w tym starym kultywowanym gruncie, który nazywamy dniem dzisiejszym; ile nasion potajemnie kiełkuje; jak wiele starych sadzonek mobilizuje się i organizuje w żywy pąk, który pewnego razu zmieni się w kwitnące życie, gdybyśmy mogli popatrzeć na to tajemne wyrajanie się przyszłości wśród nas, powiedzielibyśmy sobie z pewnością, że wielką głupotą jest nasza tęsknota i nasza nieufność i że w końcu najlepiej być żywym człowiekiem, a mianowicie człowiekiem, który rośnie.”
„Powiadam wam, nie ma śmierci, nie ma także snu. Rośniemy tylko z doby na dobę. Musimy mieć do życia cierpliwość, ponieważ jest wieczne.”
Tak, tak, moi Kochani!
Przestańcie więc utyskiwać na pogodę i szarą aurę. Wszystko to jest piękne i potrzebne! Nie zawadzi, oczywiście, zaszczepić się przeciwko grypie, pić codziennie rano wodę z cytryną i miodem, dużo spacerować i porządnie się wysypiać. A kiedy Was dopadnie jesienna chandra, pomyślcie tylko zaraz o korzonkach pod powierzchnią zmarzniętej ziemi: one nie kwękają, one się nie poddają, one spokojnie i nieprzerwanie rosną!
Czego i Wam i sobie życzę.
Uściski moje są dzisiaj gorące, ponieważ rano wszystko wokół było białe od szronu: nadszedł pierwszy mróz!
Trzymajcie się! -
Wasza -
MM
|
|
|
14 października 2009
|
Wszystkim Nauczycielom składamy najserdeczniejsze życzenia w dniu ich święta!
(A wszystkim uczniom polecamy e-kartki na Dzień Nauczyciela.)
:)
Administracja
|
|
|
06 października 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
Wpadam dziś na chwilkę tylko, żeby się przywitać i troszkę pogawędzić. „McDusia” bowiem czeka, wlepiając we mnie, z gotowej już okładki, mocne spojrzenie pełne wyrzutu.
To już ostateczna jej wersja; taka właśnie pójdzie niebawem do druku. Jak widzicie, wiadomość o kłódkach i kluczykach z Mostu Tumskiego, nadesłana z Wrocławia przez KC Sierotkę Marysię, przyczyniła się nieco do ostatecznego kształtu zarówno okładki, jak i powieści.
Dziękuję!
Tylko od razu muszę dodać, że nie z każdego nadesłanego mi pomysłu, postulatu, wiadomości czy prośby, a nawet - kategorycznego żądania, mogę równie ochoczo skorzystać. Powód jest prosty: pomysły te nie są moje własne, a prośby i postulaty KC i DC są często zupełnie sprzeczne. Siłą rzeczy, jako istota - jak to już kiedyś Wam wyznałam - bardzo samowolna, burząca się na samą myśl o uleganiu jakimkolwiek naciskom, poprzestaję na własnych pomysłach i rozwiązaniach fabularnych.
Mam nadzieję, że nikt nie jest z tego powodu rozczarowany.
KC gosiazem79 pyta, czy znany już jest termin wydania „McDusi”, a KC Kina chciałaby wiedzieć, czy jestem bliżej początku czy końca pracy nad tą powieścią. Terminu, jak już wielokrotnie wspominałam, jeszcze nie ustaliłam, ale to nie problem, bo jak tylko książkę uznam za gotową, potrzeba będzie zaledwie miesiąca, by została wydrukowana i rozprowadzona. (Nie omieszkam zawiadomić Was, że skończyłam pisać!). A na pytanie Kiny odpowiedzieć mogę tylko tak: idzie z górki, już z górki (co nie znaczy, że nie wrócę jeszcze ze dwa razy do początku, pod górkę). Świetna i przyjemna jest ta praca, ale zarazem mozolna, i wymaga dużo szlifowania. Najdłużej szlifuje się te sceny, które mają sprawić, że wybuchniecie niepowstrzymanym śmiechem. Także wartkość akcji, podopinanie zwrotów fabularnych etc, wymaga żmudnej dłubaniny. Pardon, musicie poczekać; równie cierpliwie, jak ja cierpliwie piszę - mimo licznych przeszkód, fundowanych przez bujne, bogate w wydarzenia życie rodzinne oraz mimo licznych pokus, płynących ze strony ogrodu, lasu i oczywiście biblioteki.
„Mam 9 lat i jestem Pani ulubioną istotą, czyli dzieckiem” - pisze miła KC Kama, czyli Kamilka z Warszawy, zapraszając mnie jednocześnie do swojej szkoły Didasko, gdzie podobno koleżanki i koledzy czekają tylko, by się ze mną zaprzyjaźnić. Ha! - Kamilko, dziękuję z całego serca! Najchętniej w świecie zaprzyjaźniłabym się z Wami, i to na całe życie, ale... albo się pisze, albo się jeździ. Muszę skończyć „McDusię”, zrobić komplet ilustracji do tej książki i jeszcze - zilustrować całe nowe wydanie „Ble-ble”; muszę też pomyśleć o dawno zaplanowanej książce „Na Wielkanoc” - no i, rzecz jasna, obmyślać już kolejny tom „Jeżycjady”, słowem, muszę siedzieć murem w domu i pracować. Może, jak już się ze wszystkim uporam, ruszę w świat... A na razie będę tylko w Bydgoszczy, 23 października, na spotkaniu w ramach Festiwalu Musierowiczowskiego „Od Szóstej klepki do Czarnej polewki”, który to festiwal trwa już od 24 września. Szczegóły TUTAJ.
Na październikowe Targi Książki do Krakowa też się nie wybieram (pyta o to KC Sylwia) - i nie wierzcie nikomu, kto będzie twierdził inaczej. W ogóle, wiarygodnych informacji szukajcie po prostu tutaj, na tej stronie. Po to, między innymi, powstała.
Ma też służyć naszym kontaktom – w erze komputerowej można nareszcie spotykać się z czytelnikami bez konieczności podróżowania, tłuczenia się pociągami, samochodami i autobusami. Dlatego też bardzo serdecznie tu zapraszam wszystkich uczniów i czytelników z wszystkich gimnazjów i bibliotek, a zwłaszcza z tych, które zapraszają mnie do siebie. Muszę, niestety, odmówić tym prośbom (albo się jeździ, albo się pisze...), ale zawsze chętnie odpowiem, właśnie tutaj, na wszelkie pytania. Zapraszam do oglądania wszystkich zakamarków tej strony, bo na wiele spośród Waszych zapytań - o hobby, rodzinę, ulubione książki, zwierzęta, kolory i potrawy etc - już dawno odpowiedziałam.
Aha! Co do ulubionych potraw (uwaga, DC Eryku-Kuchciku!); zaniedbaliśmy ostatnio Przepisy Szóstkowe, a tu sezon na jabłka w pełni, pojawiły się antonówki i renety, czas więc na angielsko-amerykański przysmak zwany „crumble”. Spełnia on marzenie każdego łakomczucha - o wypieku z jak największą ilością kruszonki i jak najmniejszą - ciasta bazowego. Ściśle mówiąc, ciasta w ogóle tu nie ma, są tylko owoce, przykryte kruszonką. Pycha! Na pewno ciotka Polly piekła takie zdrowe przysmaki dla Tomka i Sida. Unikała w ten sposób nagminnego wydłubywania chrupiących grudek kruszonki z placka, które to zachowanie charakterystyczne jest dla dziarskich, ruchliwych, miłych łobuziaków, takich jak Tomek. (Sid, jeśli wydłubywał, to nie jawnie i otwarcie, jak Tomek, tylko na uboczu i chyłkiem).
Przysmak Tomka Sawyera
Jabłka, obrane i pokrajane w kawałki, układamy w ogniotrwałej formie, wysmarowanej masłem i wysypanej brązowym cukrem (Demerarra). Dodajemy kilka śliwek lub jeżyn. Pudrujemy owoce cynamonem i sproszkowanymi goździkami, rozkładamy na nich grudki kruszonki, po czym wkładamy do pieca na jakieś 35-40 minut, aż do jej zrumienienia.
Kruszonkę robi się tak: pół kostki masła, jajko, ¾ szklanki cukru brązowego, szklankę płatków owsianych lub jęczmiennych, skórkę otartą z cytryny, zagniatamy szybko razem, końcami palców, z mąką w ilości około 1,5 szklanki. Ściślej mówiąc: „mąki, ile trzeba”, jak to w swoich przepisach określa moja Mama. Podsypujemy tę mąkę stopniowo, cały czas szybko skubiąc i rozcierając końcami palców grudki kruszonkowego ciasta (uwaga: nie ugniatać!).
Podczas pieczenia jabłka miękną, śliwki lub jeżyny puszczają sok, a kruszonka robi się chrupiąca, złota i pyszna.
Przepis wart uwagi!
Inne przepisy literackie znajdziecie w moich „Całuskach Pani Darling”, a także w „Åasuchu literackim”, którego kolejne (nie wiem, czy już nie siódme?) wydanie ukazuje się właśnie w księgarniach, w nowej okładce, podobno nieco szokującej dla bibliofilów. Hehehe.
Oho, rozgadałam się jak zwykle, a „McDusia” czeka!
To ja jeszcze tylko powitam nowych Gości w KG oraz skrzynce priv.mess. i podziękuję za miłe słowa oraz wyrazy sympatii. Pojawili się u nas bowiem, od ostatniego wpisu szóstkowego, KC i DC: KasiaM, fanka z Poznania, (nie, fanko, wygaszaczy nie będzie chwilowo, nie mamy czasu), Marta, Monika, Sylwia, gosiazem79, Zuzanka, salomea16, Kina, Kala, Lidijka, Kassia, nereusz, yoana, moonvelvet, Żanna, agata, Karinecka, jeszcze jedna Sylwia, igaga, mmiiik, Maja i andz.
Dziękuję! Wszystkich ściskam, niemowlaczki całuję w czółka, mamom niemowlaczków przesyłam gratulacje i wyrazy pokrzepienia na te nieprzespane noce.
I lecę do roboty.
Wasza -
MM
|
|
|
|
|