|
|
30 września 2009
|
Przesyłając najlepsze życzenia wszystkim Chłopakom, którzy tu zaglądają, informujemy też, że w dziale Niespodzianki można znaleźć nową e-kartkę na dzisiejszą okazję (Dzień Chłopaka).
Pozdrowienia od
Adminów :)
|
|
|
26 września 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
coraz milej i tłumniej u nas, pod Regałem. Nadejście jesieni powitali Księgowi burzą poetycką i aurą ożywienia intelektualnego. (Właśnie,kiedy piszę te słowa, Kącik Dziecięco-Młodzieżowy daje popis wzorowego zagadkowania). Zrobiło się w Księdze prawie jak w tym warszawskim salonie, który ujrzeć możecie na zachwycającym obrazku, wykonanym biegłą ręką mistrza Uniechowskiego, uzbrojoną w zwykłe piórko i tusz.
Salon ten należał do państwa Åuszczewskich. Właśnie przeczytałam fragmenty pamiętników ich córki, Deotymy, zamieszczone w książce „Dywan warszawski z dawnych kronik wątku przez Antoniego Uniechowskiego utkany" (Wydawnictwo Artystyczno-Graficzne, Warszawa 1969).
Książka to wspaniała, a dostałam ją w prezencie od KC Sierotki Marysi, której jestem nieskończenie wdzięczna za ten dar wyrwany spod samiuteńkiego sierotkowego serca. Nacieszmy się nią wspólnie. Oto fragmenty pamiętników:
Początek ich sięga jeszcze 1834 roku. Warszawa, tylko co dotknięta szeregiem ciężkich wstrząśnień politycznych, była wtedy zupełnie głucha i obumarła. Pierwszy dom moich rodziców dał hasło do rozbudzenia umysłów i do wskrzeszenia życia towarzyskiego. (…) Wieczory u nich nie zostały bynajmniej przedsięwzięte w uroczystym celu otworzenia „salonu literackiego”; był to po prostu dzień wybrany w tygodniu dla przyjmowania przyjaciół i znajomych. Ale oboje gospodarstwo nosili na sobie cechy wyjątkowe, a przyjaciół i znajomych mądrze umieli dobierać. Toteż nie minęło wiele czasu, a już dom ich przyciągnął wszystko, co było najlepszego w stolicy i kraju i zaczął wzajem na nie promieniować. (…) Matka moja, słynna z piękności (…) posiadała też w najwyższym stopniu to, co Francuzi nazywają taktem, a co jest może najważniejszym kluczem do towarzyskich powodzeń. Posiadała przy tym i rzadki dar wymowy, to głębokiej, to błyskotliwej; słynęła z prześlicznego sposobu opowiadania; ale na zebraniach poniedziałkowych rzadko kto ją słyszał dłużej przemawiającą, bo tak zawsze kierowała rozmową, ażeby nie sobie, ale swoim gościom otwierać pole do popisu. Ojciec mój, nie lubiący zwracać na siebie ludzkich oczu, równie chętnie w cień się usuwał, i tak oboje, choć niezwyczajnie wykształceni, choć wybornie piszący, kryli się ze swymi darami, a skwapliwie wynosili cudze. Stąd powstało znane wówczas orzeczenie, że: „każdemu z gości, opuszczających wieczór poniedziałkowy, zdawało się, iż był na nim najważniejszą osobą.
W tym duchu sięgnijmy po nadesłane przez PT Księgowych ich własne dzieła. W naszym saloniku, a jakże, samorodne talenty objawiają się co chwila (a doroczna Nagroda Książniczki Hani czeka!). Na przykład KC nutka, uczennica szkoły muzycznej, przysłała nam ostatnio sonet jesienny (z Treściami Zagadkowymi). Nie jest on może do końca doskonały, lecz na doskonalenie warsztatu ma nasza nutka jeszcze masę czasu. Sonet jest jednak tak miły i wdzięczny, że publikuję go bez dalszych zastrzeżeń.
Sonet jesienny
Kiedy liście czerwone z drzew już opadają, Gdy wiatr wiewiórkę do dziupli wpędził i hula, Kiedy każdy swym paltem ciepło się otula, Gdy krople deszczu na ziemię z pluskiem spadają. Wtedy oprócz grzybów i wysyp jest cytatów, Poza zagadkami w głowie nic już nie mieszka, Wszyscy gryzą zagadki - twardego orzeszka, Ciepłego kakao, ze słomką pełne blatum. Możesz pewien być już, że to złota jest jesień, Że mimo iż szkoła i zaczął się już wrzesień, Księgę Gości przez cały czas tłum zamieszkuje I na zagadki niecierpliwie oczekuje. Bo taka już jest nasza polska jesień złota - Magia zagadek i Ciebie przecież omota!
A znów DC Godzio dokonał udanego przekładu (Godzio prosi o zaznaczenie, że z pomocą swoich Nauczycielek, pań Finke i Małeckiej) wiersza Heinricha Heinego:
Ich hab im Traum geweinet, Mir träumte, du lägest im Grab. Ich wachte auf, und die Träne Floß noch von der Wange herab. Ich hab im Traum geweinet, Mir träumt', du verließest mich. Ich wachte auf, und ich weinte Noch lange bitterlich. Ich hab im Traum geweinet, Mir träumte, du bliebest mir gut. Ich wachte auf, und noch immer Strömt meine Tränenflut.
Roniłem łzy gdy spałem. We śnie leżałaś w grobie. Zbudziłem się i łzę wylałem Tak słoną, przez pamięć o Tobie. Roniłem łzy gdy spałem. We śnie Ciebie nie było Zbudziłem się i zapłakałem, Tę gorycz mi serce odkryło. Roniłem łzy gdy spałem. We śnie do mnie wróciłaś. Zbudziłem się i gorzko łkałem. Cóż za smutek mi uczyniłaś…
KC Lusia zapytuje, czy może przysłać napisaną przez siebie powieść, ale tu bym się może zawahała; raczej nie, Lusiu - za duża to forma jak na możliwości naszej strony. Nowelka - mogłaby być, albo miniaturka, humoreska czy mały rozmiarami esej. Coś tak niedużego (lecz dobrej jakości!) chętnie opublikuję. Umówmy się, że duże formy nie będą się ubiegały o Nagrodę Książniczki Hani.
Åadne fotografie będą miały osobną kategorię w tym konkursie (temat dowolny, rzecz jasna). Dziś obejrzymy cztery zaledwie spośród licznych zdjęć, nadesłanych przez KC Annę Świerczyńską. Pozostałe z serii - do obejrzenia tutaj (Anna prosi, by zaznaczyć, że zdjęcia te są dziełem wspólnym, rodzina nie umie teraz ustalić, kto jest autorem którego). Fotografie te zrobiono w ogrodzie Moneta, w Giverny. Stoi tam jeszcze dom wielkiego malarza-impresjonisty; a co do ogrodu - artysta urządzał go sam i własnymi rękami posadził wiele spośród cudownych roślin, szalejących teraz na tym kawałku ziemi. W ogrodzie jest też słynny mostek japoński i nenufary, tylekroć malowane przez Moneta. (Wszystko to, ze szczegółami, obejrzycie, wyszukawszy hasło Giverny w Google’u).
Mam nadzieję, że fotografie te wypełnią głód duszy, jaki jest udziałem KC orchidei. Nadesłała ona specjalną prośbę o zamieszczanie na stronie głównej jak największej ilości zdjęć, przedstawiających ogrody. Proszę uprzejmie, orchideo: Giverny dla Ciebie. A z własnego ogrodu dam zdjęcia dopiero na wiosnę; teraz wszystko żółknie, niestety, z powodu wielkiej suszy.
KC Szmaragdowa przypomina mi o 50. rocznicy ślubu Mili i Ignacego i pyta, czy będę o tym pamiętała przy pisaniu „McDusi". Będę! KC Ginevra nadesłała uroczą historyjkę, prawie nie do wiary (jak to zwykle bywa z historiami wziętymi prosto z życia...). Dziękuję! Może się kiedyś przyda do książki!
Dziękuję również za wszystkie miłe listy i wpisy do KG oraz skrzynki priv. Pojawiło się znowu sporo sympatycznych Gości, czyli KC i DC: to Kasia (z Francji), Dziewczyna alcybiadesa, Ligia240, Tynulina, Marion, Wikinga, Sosia, Eryk67, Ancia, Panna Marysia, Szmaragdowa, B., Madzia, myrrina, Gosia, jesien, Mejuma, ZMM, polka, Klalanka, Martyna, Olka95, Izabela, Lusia, Wanda, Romerek, Queen97 (ukłony dla Tatusia!), ZMM, Pawelek, anibas, dominika, Ginevra, AniaczyMania (chyba wszystkich wymieniłam?). Nie wiem już, jak wszystkim dziękować za ogrom życzliwości, sympatii, za zrozumienie, poczucie humoru i za słowa pokrzepienia. Mogę tylko obiecać, że dam z siebie, jak zwykle, wszystko przy pisaniu dla Was kolejnej książki i że, pisząc, z całą pewnością będę miała we wdzięcznej pamięci wszystkie te miłe osoby, dobre słowa i całą tę radość, jaką Wam zawdzięczam!
Kończę mocnymi uściskami, pozdrowieniami i mnóstwem serdeczności dla Wszystkich - wdzięczna bardzo
MM
|
|
|
16 września 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
Odkąd ujrzeliście dzieło DC Sufleta, już właściwie wiecie, jak wygląda Wójt Księgi Gości, czyli KC scoiattolo. Tymczasem KC Ann z Krakowa przypomniała mi, że inny malarz także sporządził podobiznę naszego Wójta, tylko trochę dawniej. O, popatrzcie:
Malarz ten to Hans Holbein młodszy (1497-1543). Wiewióra zawsze obracała się w najlepszym towarzystwie.
W Księdze Gości wciąż jeszcze roznamiętniony intelektualnie Lud wyszukuje w literaturze pięknej teksty, poświęcone Wiewiórce, ale już-już, jak widzę, zaczyna się poszukiwanie kolejnych motywów: Ateny, Sufleta, Palta, Potwora, Nietoperza, Galarety wzgl. Gorgony (alias Meduzy) i tak dalej.
Jeśli chodzi o KC Atenę, przysłała mi, owszem, swoje fotografie, i mogę wam tylko powiedzieć, że ta Bogini, nasza nałogowa czytelniczka oraz muskularna żeglarka i narciarka w jednej osobie, jest nadto piękną dziewczyną o wspaniałej fryzurze, złożonej z mnóstwa długich loków. Nie pozwolono mi jednak pokazać tych zdjęć (legendarna Skromność Bogini!), wobec czego musiałam sobie poradzić inaczej - i oto macie, owszem, portret KC Ateny, (tylko że musicie odrobinę wytężyć wzrok). Siedzi ona na pokładzie swej łodzi żaglowej - widzicie? - tak, tej ustawionej w smudze blasku, i pogrążona jest w miłej pogawędce z boginią Selene, która spogląda w dół z nieboskłonu.
A skoro mowa o fryzurach: KC Żuczek, która bawi na zasłużonych wakacjach w kniei, przysłała stamtąd naglące zapytanie: „Skąd Ignaś czerpał informacje na temat klasycznych uczesań damskich?”. Dziwne stworzenie z tego Owada; czy Owad już naprawdę nie ma o czym myśleć, tarzając się, nareszcie bez skrępowania czasowego, na gościnnym łonie Natury, że łamie sobie głowę takimi zagadnieniami? Ale proszę bardzo, odpowiadam: Ignaś czerpał z książki „Kultura materialna starożytnej Grecji”, tom 2, pod redakcją Kazimierza Majewskiego, rok wydania: 1978. Tak się składa, że i ja mam to dzieło na swoim regale. Rozdział poświęcony fryzurom jest bogato ilustrowany; kilka obrazków zaraz wam pokażę.
Ta ostatnia - moim zdaniem zdecydowanie najładniejsza - fryzura, uwieczniona na głowie kamiennej Kariatydy z Erechtejonu, wymaga chyba ogromnej ilości włosów; i otóż to ją właśnie miał na myśli młody Ignacy, kiedy przyglądał się młodej Mili podczas nocnych pląsów przy jasnym świetle księżyca, w podrozdziale 3 rozdziału „1956” powieści „Kalamburka”.
Mogłybyście reaktywować modę na to uczesanie, słowo daję, Kochane Czytelniczki! W każdym razie będę tego oczekiwała od KC Żuczek, która ma bujne, długie do pasa włosy, a w dodatku dostała się na filologię klasyczną na UW. Tak masz się czesać, smarkulo, zwłaszcza przed wyjściem na wykłady z kultury materialnej Grecji, jasne?! - No.
Dodajmy, że nasz Owad machnął sobie, jeszcze w szkole będąc, piękny esej (o urodzie języka polskiego), którym zadebiutuje teraz w druku. Esej ukaże się w książce pod tytułem „Co kochamy? Polacy w poszukiwaniu wartości”, w wydawnictwie SSP Stopka. Tak jest. Takie mamy Księgowe, proszę Państwa.
I wciąż nam przybywa nowych. Oto, kto się pojawił w KG w ciągu ostatnich dziesięciu dni: Rozi 7, Wiki, Kasik68, Panna Marysia, Olagia, Kina, Ancia, Niulka, Hellen, rotaa, jaginka, Tygrys, KuIeczka, Płotka, błoto smętek, zmarcia, Malinka75, Klalanka, MomoG, AnnaMaria, Edyta, Julka, Kasia (z Francji), Lianna, MałaMi, Agnieszka Angielka oraz Pticzka, która jest teraz w Hiszpanii, a pochodzi z Ukrainy, zaś pisze po polsku! Witaj, miła Osóbko!
W skrzynce Private Messages także ruch i krzątanina. Pojawili się KC i DC: Katarzynka z Torunia, Miłośniczka Jeżyc (dobrze, będzie e-kartka dla Anuli...), zodiak_ryba, Margo, Karolinka, Kalimer, Jacuś, Niulka oraz Ancia.
Najserdeczniej Wam wszystkim dziękuję za dobre słowo, za serdeczność i pamięć, za zaproszenia i propozycje. Nie na wszystkie mogę odpowiedzieć zgodą, bo i tak już nie mieszczę się w czasie i mam chroniczne niedobory snu oraz wieczne poczucie, że znów nie odrobiłam lekcji (znacie to, prawda?). Wszystkie dobre słowa, uczucia i myśli oraz życzenia odwzajemniam z zapałem i mocą!
Kasia95, nasza zakopianka z ogromnym rudym warkoczem (Kaśku, popatrz tylko na Kariatydę, ta fryzura jest też dla Ciebie…) informuje, że „Język Trolli” jest przedmiotem II etapu wojewódzkiego konkursu polonistycznego (ma być podstawą do tematu „Spotkanie z innym – niepełnosprawność, odmienność, tolerancja”). Bardzo się ucieszyłam z tej wiadomości, dziękuję PT Organizatorom, a uczestnikom konkursu życzę sukcesów! (trzymanie kciuków macie zapewnione…).
KC jaginka prosi o stworzenie Złotej Trzynastki Książek na Złamane Serce; obiecuję, że się tym zajmę już niebawem. Będą też inne Złote Trzynastki w szufladkach, najpierw tylko muszę jakoś spowodować, żeby doba miała 50 godzin.
KC KuIeczka zaprasza mnie do udziału w scrabble’owym Turnieju Osobistości we Wrocławiu. Dziękuję! Bardzo dziękuję za miłe zaproszenie! - wiem, że stoją za nim jak najmilsze i szlachetne w dodatku intencje, ale przyjechać nie mogę, bo muszę pracować. Poza tym, prawdę mówiąc, kochana KuIeczko, naprawdę nie jestem Osobistością - co więcej, wcale nią być nie chcę. Żyję sobie skromnie, na boczku, uprawiam swój ogródek, mam tylko tyle (ech, mnóstwo!) obowiązków, ile sama sobie nakładam na grzbiet, a w dodatku przez całe życie (rzecz jasna, po maturze) nikogo nie musiałam słuchać, nie miałam nigdy żadnego szefa, nikt mnie do niczego nie zmuszał (no, niechby tylko spróbował!), sama byłam sobie sterem, żeglarzem i okrętem; otóż, gdybym zdecydowała się zostać Osobistością, to na pewno miałabym kłopot z osobowością. I byłby koniec z moją wolnością. Dixi.
Aha, co do ogródka: prośba KC sebajki o ukazanie jesiennej rabaty (nasza Sebajka właśnie urządza sobie swoją) została rozpatrzona pozytywnie. Adminek żeński napstrykał radośnie zdjęć w żółknącym ogrodzie - i oto wybrany plon.
Coś mi się zdaje, że mam tzw. Rękę Do Kwiatów, no nie?
Nawiasem mówiąc, wczoraj posadziłam około 100 cebulek fioletowo kwitnącego czosnku olbrzymiego, około 50 - tulipanów różnych kształtów i kolorów i jakieś 30 - złotej, pachnącej ślicznie lilii trąbkowej „African Queen”. Dziś ledwie się ruszam.
KC Patrycji dziękuję za cynk o Filiżance Smaków.
KC Rozi7 i Wiki zadają klasyczne pytania, ile jeszcze powieści napiszę i co będzie dalej, i kiedy się ukaże „McDusia” - więc odpowiadam klasycznie i jak zwykle: co będzie, Bóg jeden wie, a będzie, co On pozwoli. A nad „McDusią” właśnie pracuję. Kiedy nie sadzę cebulek. I nie smażę powideł. I nie marynuję. I nie zgaduję. I nie robię e-kartek. I nie komponuję wpisów szóstkowych.
Co mi przypomina, że robota czeka (a dzisiaj wieczór zagadek!).
Adieu, drodzy Przyjaciele! Znikam.
Wasza - MM
|
|
|
06 września 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
oto fotografia Mostu Tumskiego we Wrocławiu, pierwsza z serii. KC Sierotka Marysia, nasz wierny korespondent z frontu południowo-zachodniego, nadesłała nam tu mianowicie całą serię znaczących zdjęć. Trzy z nich zamieszczam.
Sierotka Marysia, wraz z KC Asią i DC Krzysiem, zauważyła tego lata, a następnie udokumentowała, wdzięczny obyczaj, który właśnie rozkwita we Wrocławiu, za przykładem, notabene, Wilna.
Przyjrzyjcie się uważnie: na metalowej balustradzie Mostu Tumskiego wisi mnóstwo zamkniętych kłódek, jedna przy drugiej.
Nie wiadomo, kto właściwie pierwszą taką kłódkę powiesił. Wiadomo za to, że uczyniła to para zakochanych: powiesili kłódkę na znak nierozerwalnej miłości, zatrzasnęli ją, po czym klucz wrzucili do rzeki. Na wieki. I od tej pory kłódek na moście przybywa, a kluczy na dnie Odry, proporcjonalnie, również. Ksiądz proboszcz z pobliskiej Katedry, melduje Sierotka Marysia, nie ma nic przeciwko temu - powiada nawet, że podoba mu się ten miły obyczaj. Nie ma podstaw do odrzucenia wniosku, że wiele z tych kłódek zatrzaśnięto tuż po ślubie, udzielonym młodej parze w Katedrze. Ale z pewnością są tu i przedmatrymonialne, i nawet niematrymonialne, lub też wręcz kontrmatrymonialne obiekty. Któż to wie?!
Jeden z obiektów szczególniej zainteresował naszą Kochaną Czytelniczkę ze względu na wydłubaną, zapewne gwoździem, inskrypcję:
Oczywiste jest chyba, że fotoreportaż Sierotki Marysi bardzo mi się przydał przy pisaniu „McDusi”, bowiem Magdusia Ogorzałkówna pochodzi z Wrocławia (ale uwaga, proszę, nie wyciągajcie od razu, na podstawie zdjęć, zbyt pochopnych wniosków fabularnych! - bo możecie się przypadkiem rozczarować...!!!).
A mostek w Wilnie, nawiasem mówiąc, się zawalił - pisze Sierotka.
Pewnie za wiele tych kłódek na nim powieszono.
Bardzo kochanej Sierotce Marysi dziękuję! A niech no tam Sierotka nadal ma otwarte te swoje oczęta błękitne jako kwiatki lnu, niech nam nadsyła ciekawostki z frontu. Prosimy!
I w ogóle - nadsyłajcie, KC i DC, nadsyłajcie! Prześliczne rzeczy nadsyłacie, naprawdę.
Oto, na przykład, dzieło naszego czarnobrewego Zagadkowego DC Sufleta, który jest zarazem mężem Zagadkowej KC Zu i ojcem Wieszcza od Zamku Malborskiego (wiersz Sufleciątka, pod tytułem „Malbork”, znajduje się, przypominam, we wpisie z dnia 26 czerwca br., patrz: archiwum w dole strony). Ilustratorska, artystyczna Rodzina Suflecia zawiera jeszcze Podwieszcza, który jak dotąd nie napisał żadnego wiersza, ani też nie przeczytał żadnej książki, ale to tylko dlatego, że żyje zaledwie rok z kawałkiem na tym pięknym świecie. To się zmieni. W rodzinie Sufletów bez czytania ani rusz, żyją sobie, czytając nieustannie, otoczeni książkami, obrazkami, malują, rysują, tworzą i udzielają się w Kąciku Zagadek. Siłą rzeczy, udzieliła się im słabość do książkowych Wiewiórek, czego dowód niniejszym przedstawiam. To portret naszego Księgowego Wójta, czyli KC scoiattollo, w akcji (malował: DC Suflet).
Uważam, że bardzo, bardzo dobrze Suflet uchwycił podobieństwo - zarówno fizyczne, jak psychologiczne. Te oczka bystre! Ten słodki pysiulo! Ta wdzięczna kitka! - no, Wójt jak żywy.
Jak widzicie, poczciwe Wójcisko przysiadło sobie, jak to ma we zwyczaju, na Księdze Gości. Suflet dodaje wyjaśnienie, że druga z ksiąg to są z całą pewnością dzieła zebrane Orzeszkowej.
Bardzo dziękujemy szanownemu Artyście i prosimy o więcej!
Ja mam dla Was z kolei stosowny do sytuacji przepis szóstkowy:
Wspaniały czekoladowy Suflet „Dzieje orzechu”
20 g masła
2 łyżki mąki
180 ml mleka
80 g gorzkiej czekolady -
50g jasnobrązowego cukru trzcinowego
łyżeczka cukru waniliowego
4 jajka
garść drobniutko posiekanych orzechów - laskowych lub włoskich
Na początek - nagrzewamy piekarnik do temperatury 190 stopni C.
Masło rozpuszczamy w rondelku, dodajemy mąkę i krótko, energicznie mieszamy, aż utworzy się zawiesista masa bez grudek. Wciąż trzymając rondelek na niedużym ogniu, dodajemy do masy mleko, mieszając, aż powstanie gęsty sos. Wsypujemy teraz cukier, cukier waniliowy i utartą czekoladę, nadal mieszamy. Teraz zdejmujemy rondelek z ognia i do zupełnie przestudzonej masy dodajemy ubite żółtka, orzechy oraz, na koniec, sztywną pianę z białek.
Formę ogniotrwałą smarujemy szczodrze masłem i posypujemy tartą bułką lub - co bardziej wyszukane - mielonymi orzechami lub migdałami. Wlewamy ciasto sufletowe. Po wierzchu posypujemy je cukrem, pieczemy około 40 minut. Podajemy na ciepło, z kulką lodów waniliowych i malinami.
Pyszności!
W Księdze Gości i w skrzynce Private Messages nadal ruch. Przybyli do nas KC i DC: Selenia, greta, margojka z Mamą, juli, rotkaa, gagatek, schowana w tłumie (czyli herbatka), nomad, piromanka, Lidijka, bieriozka 82, Małgorzatka, ośka, Czarnulka, Ela, MjakMagda, Olga, Specka, mamusia, Justa2495, bewelka86, fly, Jolanda, oraz ediii. Powrócili: DC Michał i KC rudowłosa, oboje z Bydgoszczy. Witam Was serdecznie, zapraszam do pozostania, do zwiedzania strony, przeglądania zakamarków, niespodzianek i szufladek naszego regału, do wysyłania e-kartek i do wspólnych zabaw zagadkowych. Czujcie się u mnie jak w domu!
Dziękuję za wszystkie miłe, dobre słowa i życzenia, z serca je odwzajemniam!
Bewelka86 spytała niepewnie, czy może się wpisać do KG, kiedy wszyscy tam się znają. No pewnie, że możesz, bewelko, a nawet powinnaś! Teraz, dzięki temu, że się wpisałaś, znamy już i Ciebie!...
Już znowu ruch na stronie, wszyscy powrócili z wakacji, frekwencja ostatnio wzrosła do blisko 900 wejść dziennie. Z e-kartek, według statystyk, najwięcej wysłano urodzinowych i tych ze słowem „dziękuję”. W dalszej kolejności: kartka „Dla Mamy 2”. Powodzeniem cieszą się także najnowsze kartki: „Żegnajcie, wakacje” i „Pożegnanie lata”.
Mamy też nowość na stronie - od dzisiaj funkcjonuje również jej wersja angielska. W przetłumaczeniu zawartości strony pomogli nam Lidia i John Comber (patrz: linki - Transpolonica) - dziękujemy!
Na koniec - ważne przypomnienie (które może powinno znaleźć się na początku?): 200 lat temu, 4 września, urodził się Juliusz Słowacki. Pomyślmy o nim przez chwilę, pełną wdzięczności. Tyle piękna urodziło się razem z nim! - ale kiedy odszedł, całe to piękno po nim pozostało. Z nami.
Przypomnę Wam wiersz, którego chyba nie ma w lekturach polskiej szkoły:
LOS MIĘ JUŻ ŻADEN NIE MOŻE ZATRWOŻYĆ...
Los mię już żaden nie może zatrwożyć, Jasną do końca mam wybitą drogę, Ta droga moja - żyć - cierpieć - i tworzyć, To wszystko czynię - a więcej nie mogę. Dawniej miłością różane godziny I w zorzach jeszcze jaśniejsze pochodnie; Dzisiaj, przy schyłku dnia, ważniejsze czyny, Wielkie i smętne, jak słońce zachodnie. Na nich się zegar życia zastanowi I puści ducha-skowronka w otchłanie, Pomóżże, Boże, temu skowronkowi, Niech wesół leci - niech wysoko stanie. A raczej powiem - gdy się żywot zmierzcha, Dusza-jaskółka daleko od ziemi, Pomóż jaskółce, co mi z oczu pierzcha Z oczkami w światło rozweselonemi.
I tyle na dzisiaj.
Odchodzę do innego biurka, KC i DC, z oczkami w światło rozweselonemi, ściskam Was wszystkich serdecznie i raz jeszcze życzę PT Uczniom dobrego, niestresującego i pomyślnego nowego roku szkolnego!
Wasza - MM
|
|
|
01 września 2009
|
Dana moja, dana, szkółko ukochana...
MNÓSTWA SIÅ
ŻYCZĘ
NA NOWY ROK SZKOLNY!
- MM
PS Nowe e-kartki w dziale niespodzianek!
|
|
|
|
|