|
|
26 lipca 2009
|
To jest kolejny obrazko-inicjał z „Książki o Hani” Wandy Ottenbreit; ilustracje już oddane, już opracowane, niebawem książka pójdzie do druku. Bardzo się cieszę! A obrazek jest letni i wakacyjny w nastroju, w sam raz na szczyt kanikuły i na imieniny Anny. Wszystkim KC Aniom (i Haniom) życzę takich, jak na obrazku, chwil błogiego wypoczynku (KC Anna) i miłego odprężenia (KC ann), zapomnienia o smutkach (KC Aniu T!) i kłopotach (KC ats!).
Statystyki pokazują, że średnia dziennych odwiedzin pod naszym regałem wynosi teraz zaledwie 360, zamiast normalnej średniej – 1000 wejść. Witam więc tych 360 jednostek, które nie wyjechały na wakacje (albo wyjechały - z laptopem): specjalnie dla Was - obrazek wyjazdowy.
Mimo kanikuły frekwencja w Księdze Gości nadal wysoka; odwiedziło nas sporo nowych, miłych osób: KC i DC Aleksandra, Anne 13, Anna Nana na (dla obu najlepsze życzenia imieninowe!), bitanga, blackberry, arbuzowa, athine, Dominika 160798, Dziecko Kulinarne, Gabi, Julusia z Wadowic, Julia z Poznania, Kajka 2509199, Kina, Klopsik, Loluś, Marcysia, Mari, Marta G, Marysia Izbińska, natusia 24, Ola, Pam, Pata, PyzaP, Pulpecja, Sylwiama i Żelka, zaś z wakacji powróciły KC Karola, Kasia95, Nutka, Brownix i anette (witajcie!).
Dziękuję za wszystkie wpisy, za miłe słowa i dobre wiadomości. Wzrusza mnie, kiedy dawne Czytelniczki pojawiają się z małymi dziećmi na rękach albo meldują, że ich starsze dzieci właśnie zaczynają czytać Jeżycjadę, a mężowie (Julio!) także po nią sięgają, nie wspominając już o mamach (jak rodzicielka Marysi Izbińskiej…), lub paniach od informatyki (Kajka!). Cieszę się jak głupia, kiedy piszecie, że moje książki pomagają przetrwać ciężkie chwile (athine!) i że dzięki Jeżycjadzie polubiłyście czytanie (natusia!), zaś martwię się, kiedy nie udają się Wam ciasteczka według mojego przepisu (Dziecko Kulinarne, to na pewno było 220 stopni, a nie 120 - wystąpił błąd drukarski!).
KC Loluś pyta o ekranizacje Jeżycjady: były, ale nie zgodziłam się na więcej. Przez dłuższy czas nagabywano mnie w sprawie nakręcenia serialu telewizyjnego, oferując kuszące sumy, ale… wiecie co? Wolę, kiedy czytacie, a nie siedzicie biernie przed telewizorem. Konsekwentnie odmawiam więc zgody na nakręcenie takiego serialu. W ogóle, nie lubię dawać wywiadów dla TV i samej jej też nie lubię - w rodzimym wydaniu (jestem za to zwolenniczką BBC; nawiasem mówiąc, właśnie obejrzałam serial „Cranford” wg Elizabeth Gaskell - bardzo dobry!).
KC MartaG pyta o Kłamczuchę, kuzynkę Józefiny Bittner z „Brulionu Bebe B”: czy w poprzednich książkach celowo ominęłam wiadomość o takiej krewnej Anieli, pozostawiając to domyślności czytelnika, czy też „tak po prostu wyszło”. Marto, na coś takiego, jak „po prostu wyszło” w naszej firmie nie ma zgody. Oczywiście, że wierzę w domyślność i - zwłaszcza - w inteligencję czytelnika, a poza tym - gdyby o każdej z występujących w Jeżycjadzie postaci podawać w tekście powieści od razu pełną notę biograficzną, z wyszczególnieniem wszelkich posiadanych przez bohatera krewnych w kraju i za granicą, powieść ta stałaby się nudna nie do zniesienia, straciłaby tempo i lekkość. Dodam na marginesie, że umiejętnie zastosowane niedopowiedzenia są ważnym elementem narracji i konstrukcji powieści, podobnie zresztą jest ze sztuką niedopowiedzeń w malarstwie i filmie.
KC arbuzowa rozumie duszę twórcy: nie będzie mnie przynaglać w sprawie „McDusi”. Dziękuję! Jasne jest, że to ja wiem najlepiej, kiedy książka jest gotowa do oddania. Na razie - nie jest. Piszę i jak zwykle w pierwszej wersji dużo wyrzucam, zmieniam i przestawiam. Ma być dobrze! To samo dotyczy okładki: to, co pokazałam na stronie (patrz wpis archiwalny z dnia 2 lutego 2009) to próbna wersja. Ostateczna forma okładki jest jeszcze przed nami, chociaż na pewno pozostanie na niej ta Magdusiowa główka. Myślę, że będzie skadrowana inaczej, inne też będzie tło.
KC Żelka pyta, kiedy przyjadę do jej miejscowości, a ja odpowiadam, że jeszcze nie wiem i że w ogóle będę się starała unikać wyjazdów. Mam jeszcze wiele do zrobienia, napisania i namalowania. Dopiero teraz się na dobre rozkręcam!
Aha! - jeszcze przepis szóstkowy. Ja o nim pamiętam, a Wy?
Oto łatwa recepta na przepyszne ciasto owocowe (wymyśliłam je i upiekłam na imieniny moich obu Bolków):
„Sen nocy letniej”
4 całe jajka ubić w mikserze na biały krem, dodać 2 szklanki cukru i ubijać dalej, dolewając po trochu szklankę śmietany kremówki (36%) i dosypując mąki tortowej (pół kilo), wreszcie - dorzucając pół kostki masła w malutkich kawałkach. Kiedy wszystko jest doskonale połączone, wcisnąć sok z całej cytryny i dodać trochę waniliowego zapachu oraz małą paczuszkę proszku do pieczenia, znów przez chwilę ubijać, po czym wrzucić do ciasta czarne jagody (2 filiżanki) i maliny (filiżanka); wymieszać delikatnie i wyłożyć ciasto do tortownicy średniej wielkości (musi być posmarowana masłem i wysypana tartą bułką). Po upieczeniu (220 stopni, około pół godziny; trzeba spróbować patyczkiem) ciasto należy ostudzić, po czym posmarować grubo gęstym lukrem.
Lukier: cukier puder mieszamy energicznie, lekko nawet ubijając, z sokiem cytrynowym i odrobiną kremówki. Sok sprawi, że lukier będzie nie tak strasznie słodki, tylko orzeźwiający w smaku - i bielusieńki.
Ciasto można też upiec z morelami, z jeżynami, z czarną porzeczką lub wiśniami!
Oj, chyba upiekę je jeszcze raz - dziś niedziela, zjedzie się cała rodzina!
To lecę do kuchni.
Uściski -
Wasza - MM
|
|
|
16 lipca 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy (czyli KC i DC - rozszyfrowuję skróty) -
To jest właśnie ten obrazek (do „Książki o Hani” Wandy Ottenbreit, patrz: wpis szóstkowy z dnia 16 sierpnia 2008), który malowałam prawą ręką, a suszyłam lewą w trakcie zgadywanki literackiej 9 lipca. Przedstawia Hanię i jej małego braciszka, wędrujących na gumowym słoniu przez pustynię. Na drugim, który tu zamieszczam, dzielne rodzeństwo dotarło już w góry. Ech, na Jowisza i jego córkę, Atenę! - ależ miło się pracowało nad tymi ilustracjami. Było to tak, jakbym nagle wróciła do cudów i czarów dzieciństwa, do wszystkich pięknych chwil, kiedy, pogrążona w innej rzeczywistości, wyobrażając sobie to wszystko tak realnie, scena po scenie, siedziałam w zacisznej wypożyczalni książek przy ulicy Armii Czerwonej w Poznaniu. Niech ten komplet ilustracji będzie moim prezentem dla Autorki, ś.p. Wandy Ottenbreit - i podziękowaniem za książkę tak miłą, ciepłą, sugestywną i mocną, za ubarwienie nią szarego dzieciństwa i za przebudzenie imaginacji.
Już jestem po robocie, ilustracje przesyłam do wydawcy, a teraz siadam do odświeżania oprawy graficznej dawnych swoich książeczek o smokach, które wyjdą w zbiorowym tomie pod tytułem „Ble-ble”, w serii pod nazwą: „W złotej ramce”. Wymyśliłyśmy tę serię dla „Akapit Pressu”, córka Emilia Kiereś i ja, a jednym z kolejnych tomów serii będzie, właśnie powstająca, piękna opowiastka autorstwa Emilki, z moimi ilustracjami (już się na to cieszę!). I rada jestem, że rośnie mi w rodzinie dobra pisarka!
Powieść „McDusia”, siłą rzeczy, musi trochę poczekać, a Wy też. Trudno, nie da się wszystkiego naraz zrobić, zwłaszcza w taki upał. Ale kiedy tylko skończę z ilustrowaniem, zaraz siadam do pisania. Cierpliwości, KC Maślana, nie obgryzaj już tak tych paznokci!
KC benia i Moniczka dopytują się o „Silva Rerum” - cóż, pisałam już coś o tym w którymś wpisie szóstkowym (patrz: archiwum u dołu strony), ale raz jeszcze powiem, że na „Silva Rerum” trzeba będzie poczekać do końca „Jeżycjady”, żeby ta swoista, całkiem nietypowa, encyklopedia jeżycjadowa była kompletna i zawierała wzmianki o każdej z powieści. A kiedy nastąpi koniec „Jeżycjady” - nie umiem w tej chwili przewidzieć. Oddaję ten temat w ręce Opatrzności. Już parokrotnie przymierzałam się do zakończenia serii, ale nie pozwolili mi na to czytelnicy. No i dobrze się stało, że posłuchałam tego vox populi, bo teraz Wy macie do czytania kilka książek więcej, ja zaś mam kilka znaczących nagród za nie otrzymanych - nagród, z których jestem dumna. Warto było pisać dalej.
Przez minionych 10 dni znów przybyło do nas sporo nowych Gości i witam ich bardzo serdecznie, ciesząc się z poznania kolejnych sympatycznych Osób. Dobrze, że są z nami KC i DC sprung, Pyza, Virtuoso, Dominika, OlaKlasyczna, log lady z córeczką, rekryma, mewina z synkiem Kaziczkiem, benia, Moniczka, Wika, Ania, grama, little black girl, Bart, Bonnie Blue, Janinka, Mama i Pati, Anne 13, Maślana, Natalia, Japonka, Natka i Sylwiama. Wspaniale też, że powróciła nasza kochana Ania T z Gryfina oraz miła ats. Czujcie się dobrze i domowo pod tym wypełnionym książkami regałem, wśród ludzi, dla których książki są ulubionym towarzystwem. Bawcie się z nami w literackie zgadywanki, żartujcie, opowiadajcie o swoich ulubionych lekturach i wakacyjnych „stosikach” książek do przeczytania. Prosimy tylko - Administracja strony i ja - byście nie zamieszczali w Księdze Gości żadnych reklam oraz nie zamieniali tej Księgi w forum, lub też prywatne blogowisko. Kto ma ochotę pisać bloga, pełnego zwierzeń osobistych, może to przecież robić poza Księgą Gości. Kto chciałby udzielać się na forum, może zajrzeć na przykład pod „jeżycjada jedyna”. Świetnie tam sobie radzą z wielkimi dyskusjami, układając je tematycznie i porządkując. My w Księdze nie mamy na to miejsca, niestety.
DC Eryk, który okazał się nie nastolatkiem już, lecz poważnym dżentelmenem, zgodził się uprzejmie na nadaną mu ksywkę Eryk- Kuchcik i pewnie dziś, jak się umawialiśmy, zamieści w Księdze jakiś pyszny przepis dnia szóstkowego z literackim rodowodem. Fanka Robrojka już zamieściła – „Gruszki Rzędziana”. Może i Wy coś wymyślicie? Pomyślałam sobie (wspomniałam o tym już ostatnio) że można by ułożyć nową książkę literackich przepisów, pod tytułem na przykład, „Przepisy dni szóstkowych”. Napisałam już parę książek z przepisami kulinarnymi - „Åasuch literacki”, „Całuski pani Darling”, „Na Gwiazdkę” i „Dla zakochanych”. Dziś przypomnę przepis na suflet Wiórka, tego z „Trzech muszkieterów” Dumasa (na powitanie naszych PP Sufletów, którzy niebawem powinni powrócić z wakacji). Przepis pochodzi z „Całusków” właśnie:
„Co do Wiórka - był sprytnym i wiernym służącym, który w czasach największej biedy potrafił nakarmić swego pana-muszkietera (d’ Artagnana) potrawą posilną i sycącą, choć niekoniecznie uczciwie nabytą za pieniądze. Oto przepis na nadzwyczajnie smaczny suflet serowy, który przyrządzić potrafi absolutnie każde Dziecko Kulinarne, zwłaszcza że, w odróżnieniu od Wiórka, nie musi podkradać jajek przygodnie napotkanym kokoszkom ani wyłudzać masła od pana Bonacieux, właściciela domu.
Proszę rozpuścić ½ kostki masła w sporym rondelku, dodać 2 łyżki mąki i szybko zamieszać - tak, by przypadkiem nie powstały grudki. Mieszając nadal, dolać 1 i ½ szklanki mleka i ukręcić z tych produktów, za pomocą zwykłej łyżki, gładkie, lejące się nieco ciasto. Odstawić rondelek z ognia, żeby wystygło. W tym czasie proszę utrzeć na grubej tarce jarzynowej 15 dag żółtego sera – najlepiej takiego o pikantnym smaku. Wymieszać ser z zawartością rondelka. Rozbić 6 jajek, żółtka wlewając do kubka, a białka – do salaterki. Kiedy ciasto w rondelku jest już przestudzone - dodać żółtka, po jednym, wciąż mieszając energicznie, po czym dorzucić spory ząbek czosnku, roztarty z płaską łyżeczką soli, dodać nieco białego pieprzu, oraz ½ łyżeczki ziół prowansalskich. Wreszcie - proszę ubić białka na pianę i ostrożnie połączyć ją z masą serową.
Starannie wymieszaną masę trzeba przełożyć do formy ogniotrwałej wysmarowanej masłem, pamiętając, że suflet bardzo wyrośnie. Forma powinna być wypełniona ciastem do 1/3 wysokości. Piec w nagrzanym piekarniku ok. 20-30 minut. Nie zaglądać przedwcześnie, bo suflet oklapnie! Musi mocno urosnąć, zrumienić się i nawet trochę popękać. Podaje się go natychmiast, na ciepło, z chrupiącą zieloną sałatą.”
Pyszna, lekka kolacja na cztery osoby, po upalnym dniu. Dorośli mogą uzupełnić danie kieliszkiem schłodzonego, białego wina. A przy jedzeniu, rzecz jasna, czytamy! - „Trzech muszkieterów” lub „Dwadzieścia lat później”, albo też „Wicehrabiego de Bragelonne”. Jak to smakuje, razem! Mniam!
Miłych letnich wieczorów z książkami, wspaniałych wakacji życzy Wszystkim -
MM
|
|
|
15 lipca 2009
|
KOMUNIKAT TECHNICZNY
Mili Goście,
zostaliśmy dzisiaj poinformowani, że w związku z pracami administracyjnymi na serwerach, w dniach od 17.07 (od godz. 21.00) do 18.07 (do godz. 6.00) mogą pojawić się trudności w połączeniu z niniejszą stroną.
Przepraszamy za ewentualne utrudnienia,
Pozdrawiamy Administracja
|
|
|
06 lipca 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,
kończę pilnie ilustracje do „Książki o Hani”, a jednocześnie piszę „McDusię”, więc czasu na wpis szóstkowy mam niewiele; ale jak tu nie przywitać sympatycznej gromady nowych Gości! W ciągu dziesięciu dni pojawili się u nas KC i DC Kajaczek, Inka, bromba, Panna Plum, Roksa, Katarzynka, mirkac, sasanka, emma, szyszka, Loluś, zg-aga, aagnieszka, małgorzatka, Kama, Martka, 3-miasto, Mary (z Nysy), Tereska, s.o.s., Justa, bazylia, pestka, Shea i Zuzanna. Dziękuję nowym Gościom bardzo serdecznie za wszystkie miłe słowa i pochwały; dobrze człowiekowi robią, kiedy musi tak tyrać w upał. „Pracuj, pracuj, nygusie!” - mówię sobie surowo. - „Czekają!”. I zaraz wydajność z hektara wzrasta mi, a nawet się podwaja.
KC Martka nieśmiało poprosiła w Księdze Gości o przepis kulinarny od czasu do czasu, i zaraz się z tej prośby wycofała. Co prawda, KC Martko, wydałam już kilka książek zawierających przepisy kulinarne („Åasuch literacki”, „Całuski pani Darling”, „Na Gwiazdkę” i „Dla zakochanych”), ale - skoro i tak każdego szóstkowego dnia w miesiącu zasiadam do pisania liściku do Was - cóż mi właściwie szkodzi zamieścić miły przepis, jeden z moich niezliczonych? Może zresztą ułożymy kiedyś z tego kolejną książkę - „Przepisy szóstkowe” albo coś w tym rodzaju?
W upalne dni letnie dobrze jest posilać się warzywami. Zresztą nie tylko latem warzywa są wskazane - takie pyszne, lekkostrawne, niskokaloryczne i zdrowe! Ważne jest tylko, by dobrze i umiejętnie je przyrządzić. Oto przepis mojej córki Zosi na danie, które tak mi smakuje, że teraz jem je codziennie; popadłam najwyraźniej w jakieś uzależnienie cukiniowe. Danie jest łatwe, szybkie i efektowne, orzeźwiające i sycące zarazem. Oto przepis, wystarczający na 2 osoby (w razie potrzeby trzeba pomnożyć ilość składników):
Cukinie cytrynowe
4 młode cukinie średniej wielkości, myjemy starannnie, nie obierając. Należy je pokroić w plasterki o grubości 1,5 cm. Na żeliwnej, dużej patelni rozgrzewamy silnie 3 łyżki oliwy (dobry jest też olej z ryżu!) i wrzucamy plasterki cukinii. Smażymy na dużym ogniu, mieszając i przewracając zrumienione już talarki. Dopiero kiedy wszystkie są obsmażone, solimy je (wystarczy małe pół łyżeczki soli, zresztą, jak kto lubi) - cukinia puści teraz sok. Zmniejszamy ogień i wrzucamy na patelnię 3-4 ząbki czosnku, zgniecione na miazgę, wciskamy też sok z 1 cytryny. Na koniec dodajemy łyżeczkę masła dla smaku - wszystko dusimy przez chwilę na małym ogniu, żeby sos trochę odparował. W kuchni naszej roznosi się cudowny aromat, łykamy więc ślinkę i przyrządzamy purée ziemniaczane, (ziemniaki ugotowaliśmy już wcześniej), po czym serwujemy nasze danie - chrupiące, wonne cukinie i posypane koperkiem ziemniaki.
Do dzieła!
Uściski -
Wasza zapracowana MM
|
|
|
|
|