|
|
26 marca 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – ja dzisiaj tylko symbolicznie, ja dzisiaj tylko króciutko, bo nie chcę spychać w przeszłość epokowego wiersza KC scoiattolo. Właściwie mam do powiedzenia niewiele – to mianowicie, że u nas śniegi dziś gwałtownie stopniały, tulipanom, hiacyntom i nawet ostróżkom nic nie zaszkodziło, rosną zdrowo nadal. Nad jeziorem gwar ptasi, w lesie stukają liczne dzięcioły. Jest dobrze, jest wspaniale, wiosna się, jak zwykle, nie poddaje. Trzymajmy się! Gimnazjaliści przed testami i maturzyści przed maturą, wszyscy w ogóle powinni codziennie spożywać sałatę i posypywać wszystko natką pietruszki lub szczypiorkiem. Ma być zielono w głowach! W żołądkach! W sercach!
Prosimy o cierpliwość w kwestii odbudowy tej strony. Panowie informatycy pracują nad doskonałym uszczelnieniem tych miejsc, przez które biedni Psuje mogliby znowu się wedrzeć ze swoim destrukcyjnym, wrażym usposobieniem. Nie pozwolimy im na to. Ale to troszkę trwa.
Na postulaty (KC Aśś na przykład) w rodzaju „A może by ktoś pomyślał o stworzeniu forum jeżycjadowego” odpowiadam niezmiennie, że ktoś już pomyślał. Istnieją liczne takie fora, na przykład http://www.jezycjada.jedyna.com. Nie ma potrzeby dublować tych pomysłów, skoro są znakomite. My zaś - Admini i ja - mamy po uszy innej roboty, nie sprostalibyśmy nowym obowiązkom. Poza tym, uważamy skromnie, że tak jak jest, jest dobrze, a Księga Gości, nie będąc forum, zaczyna się po swojemu kształtować, tworząc nową jakość i nowy gatunek. Prosimy tylko nadal o zwięzłość i nieuleganie pokusom gadulstwa. Zwięźle jest pięknie. Sensownie - też jest pięknie.
Wszystkich Uczniów Poddanych Presji Okoliczności oburącz przytulam, całuję w zmęczone główki i z całej siły dodaję otuchy.
Pozostałych - serdecznie ściskam
Wasza - MM
|
|
|
23 marca 2009
|
THE SQUIRREL'S LULLABY
(wersja uzupełniona)
Good night earth, good night heaven
Good night Lotta number Seven
Good night spoon, fork and knife
Good night Kate Ninety Five
Good night front,good night back
Good night Jarek Lumberjack
Good night hat and good night dress
Good night Monica dot S
Good night croissant, roll and bun
Good night Maciek - Jelly's son
Good night root, good night stem
Good night polite Annie M
Good night you, good night me
And good night to nice Annie T
Good night me, good night you
Good night Gusia and Agnes Two
Good night ear, good night eye
Good night rainbow - Butterfly
Good night curl, curled round the roller
Good night Melon or rather Bowler?
Good night diamond, good night pearl
Good night Claudia, clever girl
Good night books, good night library
Good night to you Orphan Mary
Good night sparrow, good night parrot
Good night parsley, good night Carrot
Good night fairy, good night elf
Good night Meg All by Myself
Good night cradle, good night bed
And good night to wise professor Zgred
Good night river, good night lake
Good night Pie or maybe Cake?
Be courageous! Go ahead!
Goodnight Red and Ninety Red
Good night sours, good night bitters
Good night yummies and Jupiters Good night toy, good night kite
Good night Woman who is White
Good night clown and ballerina
Good night beautiful Athena
Good night funny Johnny Bean
Good night humble Susan Green
Good night nine, good night ten
Good night Benjamin or Ben
Good night marvelous Jotkatka
Good night tapestry (which means makatka)
It's been long time since we met
Good night Madeleine Zet
Good night aspect, good night feature
Good night gruesome Julus Creature
Good night tear, good night kiss
Good night in Italy, Kris
Good night bride and bridegroom
And good night to the Old Lady and her broom
Good night Bat and Bat's cat
Good night Nicky and Anette
Good night Squirrel, good night pet
Good night fly, good night Beetle
Good night the huge and the little
Good night chant, good night rhyme
Good night to the cute Meantime
Good night water, good night juice
Good night wine, good night booze
And good night to the Grandma Goose
Good night custard, good night mustard
And good night poor belly which mixed them with Jelly
Good night Agnes, good night Sue
Good night colours: pink and blue
Good night switches, plugs and CLIKS
Good night Coat number six
Good night patchy salamander
And good night to the Genius Afrykander
Good night people, good night nation
And good night to the winners - Administration
Good night boxes, good night chests
Good night all the Book of Guests
Good night brilliant Story-teller
And good night to our Sweet Writer writing her next bestseller.
|
|
|
21 marca 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, Księga Gości znów działa! Zapraszamy!
Bardzo mi brakowało naszych codziennych zabaw w zgadywanki literackie. Najbardziej jednak stęskniona była nasza Wiewiórka, czyli KC scoiattollo, czyli Kasia Borys. Nie mogła wieczorem zasnąć, bo nie miał kto zgasić światła... Lecz z tej tęsknoty wyrósł piękny kwiat. Wiewióreczka napisała uroczą kołysankę, twórczo parafrazując wierszyk Margaret Wise Brown „Good night moon” - a ponieważ na co dzień nasza scoiattollo uczy angielskiego, kołysanka jest napisana w tym właśnie języku. Świetne ćwiczenie dla PT Gimnazjalistów! Dziękuję!
Uściski
Wasza - MM
|
|
|
21 marca 2009
|
|
|
|
16 marca 2009
|
Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy.
Dziś przede wszystkim: Zuzia Borys. Ta dziewięcioletnia KC, występująca w Księdze Gości jako Motylka, nadesłała piękny rysunek. Przedstawia on dom pp. Ptaszkowskich w Śmietankowie, czyli jest ilustracją do powieści „Małomówny i rodzina”.
Muszę tu uroczyście wyznać, że taki, właśnie taki, a nie inny obraz rysował się przed oczyma duszy mojej, kiedy opisywałam ten budynek i jego otoczenie. Obszerny parter zaprawdę pomieścić może bibliotekę gminną, jest też przytulny ganek i niskie okna, wychodzące na ogród... który, trzeba to przyznać, na rysunku Zuzi wprost obezwładnia swym urokiem i kusi do buszowania po krzakach. Całość - wdzięczna, kompozycja - więcej niż poprawna, staranność wykonania - uderzająca. Brawo, Zuziu, dziękuję! (dodatkową przyjemność sprawia mi myśl, że i Ty zapewne lubisz - jak ja - zaciszne, podniszczone domy wiejskie, otoczone zielenią i kwiatami, a stojące pośród wysokich sosen, po których śmigają miłe wiewiórki).
W ogóle: same przyjemności. Nie mogę się wprost nacieszyć zagadkami literackimi, które ostatnio zdominowały Księgę Gości. Zachwycona jestem Kącikiem Dziecięcym, który rozwija się w tempie imponującym, a w atmosferze kulturalnej i miłej. Dorośli zaś, którzy wpadają do KG wieczorami, by do późnej nocy zajadle rozwikływać pajęcze sieci, są najmilszym gronem Czytaczy, w jakim zdarzyło mi się przebywać. (Ale proszę bez obaw, na pisanie „McDusi” i tak znajduje się czas!).
DC Jarkowi Drwalowi odpowiadam, że pisanie „Kalamburki” zajęło mi prawie trzy lata. (Jarku, pokazuj się częściej w KG! A gdzież DC Maciek Smycz, pytam? Co to, tylko dziewczynki mają się pysznie bawić w zgadywanie? To niesprawiedliwe.)
KC Lusię, która drży przed maturą, uspokajali już dorośli Księgowi Bywalcy, ci, co maturę mają za sobą i jednak żyją. Ale nigdy za wiele krzepienia dusz: Lusiu! Matura to taki sam sprawdzian, jak każdy inny, tylko ucharakteryzowany na horror. Nie wpadaj w panikę! Strach ma wielkie oczy! - A wszystkim innym KC i DC, zdającym w maju maturę, też życzę spokoju, opanowania, pogody ducha i sympatycznych członków komisji. Będzie dobrze!
KC zg-aga zapytuje, czy na stacji narciarskiej w Wiśle Soszowie widziała poprzedniego dnia mnie, czy tylko mojego sobowtóra. Odpowiedź: sobowtóra. Nie byłam nigdy w Wiśle-Soszowie. A swoją drogą, sobowtóra mojego chętnie bym poznała. Można by go wynająć i wysyłać na różne urzędowe imprezy, narady, zebrania i bankiety. Może nawet mógłby zamiast mnie chodzić do dentysty? A już na pewno - do Urzędu Skarbowego. Dobrze by też było, żeby od czasu do czasu, ot - dwa razy w roku - wziął na siebie ciężar odchorowania w moim imieniu kataru, względnie grypy. Świetna, doprawdy, myśl. Jak znów spotkasz tę panią, zg-ago, to daj jej adres mojej strony, dobrze?
Ale na Wasze maile odpowiadać będę nadal całkiem sama. Już mi ich zostało zaledwie około 400 w skrzynce. Proszę o cierpliwość, bowiem wieczory mam teraz zajęte do granic możliwości...
Informuję też z przyjemnością, że wydawnictwo Akapit Press postanowiło wydać oczekiwaną przez Was „Książkę dla Hani” Wandy Ottenbreit jeszcze w tym roku, na Gwiazdkę.
Natomiast na pytania w sprawie terminu ukazania się „McDusi” odpowiadam niezłomnie to samo, co zawsze: „Będzie, kiedy będzie”.
Innej odpowiedzi nie będzie, dopóki nie skończę pracy.
Wreszcie, specjalnie dla KC Żuczka, jako prezent przedmaturalny, przepisuję dwa sonety o sonecie.
Kazimierz Przerwa-Tetmajer
(1865-1940)
SONET
Lubię sonetu trudną, misterną budowę.
Zda mi się, że mi kawał marmuru odkuto,
W którym swobodnie rzeźbić może moje dłuto
W rozmiarach wiecznie jednych kształty coraz nowe.
Lubię te dźwięki pełne, szerokie, bronzowe,
Brzmiące wiecznie tą samą melodyjną nutą,
A w nieskończoną różność motywów rozsnutą -
Jak mgły na jednem niebie w przeróżną posnowę.
Lubię ten mały kościół, w którym jednak może
Olbrzymi Bóg się zmieścić, jak w potężnem tumie:
Lubię to górne - wąskie - naskalne wydroże,
Skąd runie, kto stóp pewnie położyć nie umie:
Lubię tę gwiazdę małą, co świeci jak zorze,
Dźwięk dzwonów, co nie głuchnie w huraganów szumie.
Stanisław Piotr Koczorowski
(1888-1958)
SONET
Lubię sonetu nietrudną budowę.
Miła mi jego spiżowa prostota:
Gdy zechcę, radość zaiskrzy się złota;
Zapragnę, wizje w nim rzeźbię tęczowe.
Marzeń misterną rozwijam osnowę;
To jękiem cichym zadźwięczy tęsknota,
To obuch bólu treść duszy zgruchota,
To groźby słowa w nim zamknę gromowe.
Gdy zechcę, miłość wyśpiewam anielską;
Zapragnę, płomień pożądań zapalę;
Pieśnią mi zabrzmi błękitną i sielską;
W zielone morza rozleje się fale;
Z wichrem zapłacze, jak stepowe zielsko;
Myślą zabłyśnie, jak słońce w krysztale!
Oba wiersze, prezentujące Całkiem Inne Zdanie na Ten Sam Temat, przepisałam z „Księgi Sonetów” - antologii ułożonej przez poetkę i znawczynię literatury, Małgorzatę Baranowską. W dedykacji napisała mi ona, o sonecie właśnie: „Najlepsza Forma Wyższa (choć ściska poetę lecz i uskrzydla!)”.
Ja też Was ściskam (ale i uskrzydlam, mam nadzieję...)
Wasza -
MM
|
|
|
06 marca 2009
|
Dzień dobry, ach dzień dobry, witam serdecznie wszystkich nowych Gości, którzy objawili się w Księdze oraz tych, którzy się nie objawili, ale ją czytają z ubocza. Zachęcamy do zabrania głosu! I starzy, i młodzi, i najmłodsi są tu mile widziani. A wirtualnej herbatki i ciasteczek (dziś: czekoladowe mufinki z wiśniami...) starczy dla wszystkich.
Zaczynamy dziś od zreprodukowania rysunku, który dostałam w prezencie od dziewięcioletniego Maćka S., syna naszej nieocenionej KC jelly, zwanej Meduzą (przybyła razem z nim, z daleka, na spotkanie grudniowe w bibliotece grudziądzkiej...). Rysunek przedstawia dom pana Paszkieta (tego z „Idy sierpniowej”), a Maciek wykonał go przy okazji wcześniejszej wycieczki do Poznania, na Jeżyce. Jeśli dobrze pamiętam - rysował z natury... Pomyślałam, że skoro interesuje Was, czy syn jelly jest Cyborgiem, ten szkic - wierny, utrzymany w należytych proporcjach - pomoże Wam w uzyskaniu odpowiedzi. Niejeden dorosły nie potrafiłby tak poprawnie narysować budynku.
Nie wiem, jak tam u Was, w różnych stronach kraju i świata, ale u mnie przebiśniegi kwitną na całego, ptactwo przybyło i czyni gwar (á propos, dziękuję za śliczny dialog karmnikowy, KC Międzyczasie!), a podobnie miły szczebiot rozlega się na łamach KG, gdzie żart goni żart, a zagadka - zagadkę. Zabawa jest przednia i wprost nie mogę się nią nacieszyć. Ale chyba będę musiała dawkować sobie te przyjemności, bo mnie całkiem pochłoną i co wtedy?!
Bardzo dziękuję tym dorosłym KC, które wymyślają specjalne zagadki związane z literaturą dziecięcą i młodzieżową. Przecież „Jeżycjada” - mimo miłego powodzenia u dorosłych czytelników - zawsze była, jest i będzie serią powieści dla dzieci i młodzieży, zaś stronę tę założyłam przede wszystkim z myślą o młodej klienteli. Pamiętajmy, że zagląda tu ona bardzo licznie (nb. Słomczyńskiego wraz z limerykami naprawdę możemy sobie darować...). Wiem już z listów o całych klasach gimnazjalnych, raczących się wpisami w KG, choć onieśmielona młodzież nie zawsze daje tam wyraz swej życzliwości. Pozdrawiam wszystkich gimnazjalistów!!! I najmłodsze KC, Agę2 (lat 10) i Motylkę (lat 9!!!), które odważyły się wpisać w KG i zamiast, zwyczajem dziatwy, plątać się pod nogami, pokrzykiwać i gadać o byle czym, zabrały się do poważnej rozmowy o książkach. Brawo, Kochane Młodziutkie Czytelniczki! Właśnie widzę w KG - ha! - o, nieba! - że nasza wspaniała Motylka odgadła arcytrudną zagadkę literacką naszej wspaniałej Agi2!!! Brawo, Motylko! - popatrz, a my, starsze czytelniczki, nie dałyśmy tej zagadce rady... „Opowieści gęsiego pióra!” - coś takiego. A kto jest autorem tej książki? Pamiętajmy, żeby w rozwiązaniu zagadki zawsze podać nie tylko tytuł książki, lecz i nazwisko pisarza. Dla porządku oraz dla tych, którzy zechcieliby po tę książkę sięgnąć.
Dziękuję za wszystkie miłe słowa i za mnóstwo listów, na które nadal nie nadążam odpowiadać. Tylko dzięki parodniowej, powalentynkowej awarii mojej skrzynki zdołałam złapać oddech i odpowiedzieć na część z tysiąca zaległych maili. Zostało mi jednak jeszcze ok. 560 listów, czekających na odpowiedź, a tu już nowe przybywają. Proszę o cierpliwość. Wiem, że mogłabym zatrudnić sekretarkę i kazać jej odpowiadać w swoim imieniu, lecz jakoś nie sądzę, by to Was ucieszyło. A wobec tego proszę się nie obrażać, jeśli zapracowana autorka nie odpisuje od razu - albo i wcale. Postanowiłam mianowicie, dla oszczędności czasu, nie odpowiadać na maile, zawierające pytania, na które odpowiedź można znaleźć na tej stronie. Nie odpowiadam też łowcom autografów, bo zbyt już są liczni, a ja po znaczki pocztowe muszę jeździć na rowerze do miasteczka. Naprawdę, muszę jakoś organizować sobie czas i zajęcia, bo inaczej nigdy nie napiszę Wam „McDusi”!
Ostatnio, 26 lutego, troszkę powybrzydzałam na zadawane mi pytania, zaczynające się od słowa „dlaczego” - ale potem pomyślałam, że KC, zapytująca, dlaczego w „Kalamburce” czas się cofa, zapewne zamierzała zapytać nie: „dlaczego?”, lecz: „w jakim celu?”. A odpowiedź na to pytanie może być trudna, jeśli przypadkiem jest się młodziutką KC. Gdybym była młodziutką autorką, nigdy bym nie miała potrzeby zastanawiać się nad naturą czasu. Ale pisałam „Kalamburkę” już jako babcia, w roku 2000, na przełomie tysiącleci, i myśl o wielkiej, niepowstrzymanej rzece czasu nurtowała mnie wtedy nieustannie. Spoglądając wstecz, na życie mojej rodziny i swoje własne, nabrałam przekonania, że wszystko, co nam się przydarza, ma specjalne znaczenie, którego nie jesteśmy w stanie ujrzeć od razu. Choćbyśmy złorzeczyli na los, cierpieli, walczyli, musimy pamiętać, że wszystko jest po coś i że ostateczny sens, puenta naszych zmagań ukaże się nam dopiero pod koniec opowieści, kiedy będzie można obejrzeć się za siebie. Wtedy zrozumiemy, po co spotkaliśmy tych a nie innych ludzi, w jakim celu cierpieliśmy i czegośmy dokonali dzięki takim a nie innym wydarzeniom. Przypomniałam też sobie arabskie (?) powiedzenie, że życie człowieka, oglądane przez niego samego, podobne jest do lewej strony dywanu: widać pełno splątanych nitek, zbędne supełki i bezsensowne zapętlenia. Kiedyś ujrzymy drugą, właściwą stronę dywanu - tam owe powikłane nitki tworzą piękny, misterny wzór - ale w czasie naszego życia tę drugą stronę, ten piękny wzór, widzi tylko Bóg. Niekiedy jednak, patrząc wstecz, na życie naszych rodziców czy też dziadków, możemy dostrzec zarysy tego wzoru, ukrytego sensu.
Otóż, w „Kalamburce” odważyłam się na taką właśnie rekonstrukcję. Powieść ta jest historią jednego dobrego uczynku. Biedna, samotna dziewczyna - Gizela - przygarnia osierocone dziecko, które pokochała. Ten uczynek ma swoje długofalowe konsekwencje, lecz widać je dopiero wtedy, gdy prześledzi się je wstecz. Wędrując z bohaterami tej opowieści od roku 2000 do 1932, w kierunku przeciwnym do biegu czasu, oglądamy wycinki ich losów na tle wydarzeń mijających właśnie lat. Postawiłam sobie bardzo trudne zadanie, pisałam tę powieść długo, zmieniałam w niej wiele, przeczytałam stosy książek historycznych. Zmęczyłam się też niebywale. Nie byłam pewna, jak młodzi czytelnicy przyjmą tę książkę - a przecież coś zmuszało mnie do jej napisania. Na szczęście, wydana w roku 2001, „Kalamburka” ma już do dziś osiem wznowień, a właśnie ukazuje się w księgarniach dziewiąte, tym razem ze zmienionym tyłem okładki i numerkiem na grzbiecie. Wiem, wiem, nie wszystkim to się podoba, ale postanowiliśmy z wydawcą usłuchać jednak głosu większości, a ta domagała się numerków dla porządku, bo saga się rozrasta. Prosicie również o jeżycjadowe drzewo genealogiczne, żeby się nie pogubić w koligacjach i parantelach, ale na to musicie chyba poczekać aż do „Silva rerum”.
W KG pytacie również (KC katastrofcia i DC Daniel), czy gawęda kulinarna „Na Wielkanoc” ukaże się tej wiosny. Nie, niestety, nie zdążyłam. Ale w przyszłym roku? - tak, mam ją w planach. KC Agatha dopytuje się o „MCDusię” - nie, naprawdę, nie podam nawet przybliżonej daty premierowej. Książka będzie, kiedy już będzie, pamiętajcie. KC placuszku, obawiam się, że zmiany w formularzu wejściowym do KG są niemożliwe. Ale obiecuję spytać o to Amina, jak tylko będzie mniej zajęty.
DC Plugawy Pawełek, profesor mieszkający w Denton, USA, częsty gość naszej KG i mojej skrzynki mailowej, nadesłał mi właśnie coś interesującego: prezentację, sporządzoną z pięknych, kolorowych zdjęć przyrody, autorstwa Marcela Cohena. Zdjęcia te są opatrzone rozpisaną na odcinki anegdotą, która tak mi się spodobała, że postanowiłam podzielić się nią z Wami. Plugawy Pawełek (pan profesor przybrał to miano na cześć bohatera mojej książeczki „Światełko”) wyraził zgodę, więc oto ta historyjka:
Czy zło istnieje?
Pewnego dnia uniwersytecki profesor postanowił sprowokować swoich uczniów. Zapytał:
- Czy Bóg stworzył wszystko, co istnieje?
Pewien student odparł odważnie:
- Tak, stworzył.
- Wszystko? - spytał nauczyciel.
- Tak, wszystko - brzmiała odpowiedź studenta.
- W takim razie Bóg stworzył także zło, prawda? Ponieważ zło istnieje - powiedział nauczyciel.
Na to student nie znalazł odpowiedzi i zamilkł. Nauczyciel był zachwycony możliwością udowodnienia po raz kolejny, że wiara jest tylko mitem. Niespodziewanie inny student zgłosił się i spytał:
- Czy mogę zadać Panu pytanie, panie profesorze?
- Oczywiście - brzmiała odpowiedź.
- Czy zimno istnieje?
- Oczywiście - odpowiedział profesor. - Czy nigdy nie czułeś zimna?
- W rzeczywistości, proszę pana, zimno nie istnieje. Według badań fizycznych zimno jest całkowitym brakiem ciepła. Przedmiot może być badany tylko jeśli posiada i transmituje energię; to właśnie ciepło jest obiektem, który transmituje swoją energię. Bez ciepła przedmioty są obojętne, niezdolne do reakcji. Ale zimno nie istnieje. Stworzyliśmy termin „zimno”, by wyjaśnić brak ciepła. A ciemność? - kontynuował student.
- Istnieje - odparł profesor.
- Myli się pan ponownie. Ciemność jest całkowitym brakiem światła. Można badać światło i jasność, ale nie ciemność. Pryzmat Nicholsa pokazuje mnogość różnych kolorów, na które może zostać rozbite światło pod względem długości fal. Ciemność jest terminem, który stworzyliśmy, by wyjaśnić całkowity brak światła.
Na koniec student zapytał:
- A zło, profesorze, czy zło istnieje? Bóg nie stworzył zła. Zło jest nieobecnością Boga w ludzkich sercach, jest brakiem miłości, człowieczeństwa i wiary. Miłość i wiara są jak ciepło i światło. One istnieją, ich brak prowadzi do zła.
Tym razem to profesor trwał w milczeniu...
Nazwisko studenta brzmiało: ALBERT EINSTEIN.
Tą historyjką - w sam raz na Wielki Post, zwany przez KC marysię „Wielkim Remontem” - muszę już zakończyć ten przydługi wpis. Obiecaną zagadkę uniwersalną - jeśli będzie Wam potrzebna - zamieszczę wieczorkiem w Księdze Gości, zgoda?
Uściski bardzo gorące dla Wszystkich
od
Waszej MM
|
|
|
|
|