31 grudnia 2009


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Szczęśliwego Nowego Roku! - przyjmijcie życzenia ode mnie, od Administracji strony, a także od pani Kazuko Tamura, tłumaczki, która wytrwale przekłada tom po tomie „Jeżycjady” na język japoński (teraz zajmuje się „Córką Robrojka”). A oto kartka od niej, z ważną dla nas informacją:





Dobra, radości, prawdziwie pięknych wydarzeń, otuchy i nadziei życzy Wam w Roku Tygrysa -

Małgorzata Musierowicz z rodziną.





30 grudnia 2009


Mamy zaszczyt i przyjemność poinformować, że Rada Fundacji „Cała Polska czyta dzieciom” przyznała Małgorzacie Musierowicz nagrodę za całokształt twórczości. Nagroda zostanie wręczona 8 marca 2010, podczas dorocznego Finału kampanii czytania, który odbędzie się w sali Teatru Żydowskiego w Warszawie.




23 grudnia 2009



Czasem człowieczy los przecina
rok taki, miesiąc, dzień, godzina -
co wszystko zmienia...
I odtąd nowa już epoka!
Tak w dziejach świata nowym Rokiem
był dzień Bożego Narodzenia.

Z legendy krzaki gorejące
Już w sercach płoną tęcz tysiącem
i wiara góry już przenosi -
nowa epoka! - proszę Zosi.
 
A w tej epoce nie są słońcem
ani cymbały brząkające,
ani przykazań biel nieziemska.
Prawdą nabrzmiałą w krzyku dziecka,
miłości mocą, krwi czerwienią   
wiedzie nas Gwiazda Betlejemska.


dr med. Wacław Bojakowski (1 VIII 1918 - 4 XII 2009)





Konrad von Soest (ok.1360-1422) - Narodzenie




Bóg się nam rodzi!

Bądźmy dobrzy.


Najmilsze życzenia świąteczne składają wszystkim -

Małgorzata Musierowicz z rodziną
i Administracja strony




17 grudnia 2009


Serdecznie zapraszamy do działu e-kartek (zakładka "Niespodzianki"), gdzie można już znaleźć kartki bożonarodzeniowe!

I przesyłamy pozdrowienia
Administracja





16 grudnia 2009


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

wpadam tylko, w tym przedświątecznym wirze, na moment, żeby przywitać Nowych Gości  Księgi oraz tych, którzy napisali na Private Messages. Są to KC i DC: Muszka, pani ha, Akwarelka, zawodowa mama, Kant, Gabrys, Asia, Grzegorz, mamad, Millenia 2006, andersens, golina343, zygzaczek, Eol-ka, SommaT, Basieczka, magnes, Zuzik, Bartus, tomma1204, Belka i Sylwia24. Bardzo serdecznie witam, dziękuję za miłe słowa i pochwały, za życzliwość i zainteresowanie moją pracą. Jesteście kochani! A DC Grzegorzowi (lat 23) życzę, żeby tych czytelników, których mi chce wychować, było dużo i żeby byli piękni i zdrowi! Dla Millenii wiadomość - chyba niezbyt pożądana: „McDusia” nie ma jeszcze wyznaczonego terminu premiery (bo jeszcze wciąż ją piszę i wcale mi się nie spieszy do końca. Książka ma być dobra, a nie - szybko napisana!), toteż to, co wyczytałaś na stronie księgarni Gandalf, to są tylko tak zwane zmyłki, a może i tzw. pobożne życzenia. Niniejszym je dementuję.
A teraz już muszę kończyć, bo przede mną jeszcze 50 kart z życzeniami do napisania (napisałam już 28), że nie wspomnę o obieraniu buraków na kiszenie, pieczeniu pierniczków i piernika, porządkach w kątkach etc. Trochę nabałaganiłam sobie ostatnio, bo robiłam z wnuczką ptaszki na choinkę. Popatrzcie sami:






























Wyszło nam ich dwadzieścia. Zużyłyśmy kilka arkuszy kolorowego papieru, paczkę waty, parę szmatek trykotowych w różnych kolorach, czterdzieści czarnych paciorków i prawie całą tubkę kleju typu butapren. Zachwycone, powiesiłyśmy ptaszki na gałeczkach i drzwiczkach Kredensu Ze Skarbami Babci (autor mebla: kolega plastyk Stefan Hoffmann), gdzie czekają Wigilii. Znajdą się na choince w towarzystwie frywolitkowych gwiazdeczek. Będzie ślicznie!

A kto by chciał też zrobić takie ptaszki, jeszcze zdąży. Łatwizna! Nawet nie trzeba umieć dobrze szyć (ja np. nie umiem i nie lubię, a jednak dałam radę!). Wykroje i instrukcje są w tej oto książce (wydanej przez Akapit Press):





- podobnie jak wykroje aniołków i jak niezawodne, wielokrotnie wypróbowane nasze pokoleniowe przepisy gwiazdkowe, takież anegdoty z życia rodzinnego („trąba z wąsami”), ciekawostki kulinarne oraz różne śliczne wiersze i kawałki prozy o tematyce wigilijnej.

Frywolitki, o których wspomniałam powyżej, też już są gotowe: nasza fantastyczna Mama, która zawsze gardziła nieróbstwem, w swym 94. roku życia nadal nie lubi próżniactwa i marnotrawienia czasu. Żeby się rozgrzeszyć z trwonienia go przed telewizorem, wykonuje te cudowne koroneczki za pomocą specjalnego czółenka podczas oglądania dzienników lub filmów. Patrzy sobie w ekran, a paluszki same jej pracują, jak pajączki. Muszę przyznać, że ma spory przerób. Oto najnowsze kreacje, wykonane specjalnie dla Was:





Dodam jeszcze, że Mama serdecznie dziękuje za otrzymane od wielu Księgowych miłe życzenia świąteczne, a nawet - upominki. Prosi, żeby przesłać wszystkim Przyjaciołom, Gościom, Kibicom i Życzliwym jej najlepsze myśli, pozdrowienia i życzenia na Święta.

Prawda, że już mocno nimi pachnie? Podobno w Lublinie, w Mysłowicach i w Starogardzie Gdańskim napadało śniegu. Mamy nawet śniegową impresję od syna KC jelly (alias Meduzy, alias Galaretki). Jej syn, Maciek, ma dopiero 10 lat, ale daj Boże niejednemu dorosłemu plastykowi, żeby umiał tak uchwycić proporcje budynku i narysować go z takim rozmachem i precyzją zarazem!
 




No, do roboty, do roboty, moi złoci! Tempus fugit. Za osiem dni Wigilia! A tu jeszcze nic nie gotowe!
Pa!
MM

PS Byłabym zapomniała!! Na deser - obiecane kolejne ilustracje z amerykańskiego wydania (Random House, 1944) „Jane Eyre” Charlotte Brontë. Autor: Edward A. Wilson.











06 grudnia 2009





Wszyscy dziś czekają na świętego Mikołaja, nawet malutki synek KC Mnoiki, jasny, rumiany jak jabłuszko Soren z Nowego Jorku (który imię dostał nie tylko na cześć filozofa Kierkegaarda, ale i dlatego, że ma tatusia Norwega). Ileż nadziei i pogody w tych pięknych oczach! - prawda?
Czekacie zapewne, KC i DC, na odzianą w czerwone portki i kurteczkę białobrodą postać, wymyśloną niegdyś na potrzeby kampanii reklamowej coca coli. Prawdziwy święty Mikołaj wyglądał zgoła inaczej, raczej tak:





i o tym dziś będzie nasza mała opowieść (fakty zaczerpnę z pięknej i pożytecznej książki „Zielnik świętowań polskich” Anny Zadrożyńskiej i Krzysztofa Brauna, wyd. Twój Styl). Ilustrowana będzie  zdjęciami, nadesłanymi przez KC Buczynę z Krakowa. Napisała ona pracę magisterską na temat haftu! To od niej wiem, że dawniej haft był także domeną mężczyzn! Oto co pisze KC Buczyna:

W średniowieczu i nowożytności haft uprawiano w zaciszu domowym, w klasztorach, w cechach, na dworach królewskich, książęcych, szlacheckich. Dwa pierwsze środowiska „opanowane" były przez hafciarki. Hafciarzami cechowymi byli najczęściej mężczyźni. Co do pracowni dworskich - bywało różnie - przykładowo na dworze Zygmunta Starego funkcjonowały dwie pracownie hafciarskie - męska i kobieca. Najczęściej kobiety wykonywały hafty lżejsze (bieliźniane, jedwabne, precyzyjne hafty kładzione, naszywanie perłami), a mężczyźni hafty „ciężkie" - kładzione z nici metalowych, wykonywanych na trudnych podłożach (skóra, ciężkie tkaniny). W Rzeczypospolitej chętnie korzystano z usług hafciarzy wschodnich (np. Ormian). Wystarczy obejrzeć chociażby nowożytne rzędy końskie, czapraki, siodła, żeby przekonać się, że wpływ Wschodu na Sarmatów był bardzo silny. A haftowano czasami rzeczy niespotykane - pastorał czy karocę :):):) Choć głównie były to jednak szaty liturgiczne, bielizna ołtarzowa, antependia, obicia mebli i ścian, stroje, ozdoby strojów i bielizna...

Oto, jak z całą pewnością był ubrany ten prawdziwy św. Mikołaj, w wersji nie prawosławnej (tylko chyba buzię miał inną, milszą i weselszą; na obrazie widzimy biskupa Tomickiego):





Na portrecie Tomickiego biała szata to oczywiście alba; zielonkawa, obszyta ozdobną bordiurą to dalmatyka - jej rękawy sięgają portretowanemu do łokci. Na dalmatyce Tomicki ma ornat. Pod ornatem całkowicie ukryła się stuła, ale widać za to obfity w kształcie humerał - chustę zawiązaną wokół szyi. Przy nadgarstku biskup powinien mieć jeszcze manipularz (w formie nowożytnej przyjął on kształt króciutkiej stuły o zeszytych końcach), którego geneza sięga chusty noszonej przez rzymskich legionistów, służącej do ocierania potu. Być może taką funkcję symboliczno-praktyczną ma chusta przywiązana na portrecie Tomickiego do pastorału. Manipularz (jak i pozostałe szaty) zyskał stopniowo skomplikowane znaczenie symboliczne, ale oczywiście u swoich początków miał bardzo praktyczne znaczenie (tak, jak na przykład chroniący ornat od potu humerał, który także później obrósł liturgiczną symboliką) - wyjaśnia KC Buczyna.   



ornat



dalmatyka



stuła



manipularze



kapa



infuła


Życie prawdziwego świętego Mikołaja, czyli, jak z pewnością doskonale wiecie, biskupa Miry (miasto w Licji, w Azji Mniejszej) znamy głównie dzięki Jakubowi de Voraigne i jego „Złotej legendzie”. Urodził się ten Mikołaj w greckiej Patarze, około roku 280 po narodzeniu Chrystusa, a zmarł właśnie 6 grudnia roku 350.

Legenda głosi, że był synem bogatych ludzi, a odziedziczywszy majątek, postanowił go rozdać bliźnim, na chwałę Bożą. Dary swoje rozdzielał dyskretnie, potajemnie, nie ujawniając swojej tożsamości. A najbardziej troszczył się o biedaków i o dzieci.

Po śmierci czynił rozliczne cuda, toteż  kult świętego Mikołaja rozpowszechnił się ponad pojęcie, najpierw na wschodzie cesarstwa, gdzie stał się ów biskup postacią z cudownych ikon, patronem pasterzy i zwierząt. Potem zachwycili się nim Słowianie; pokochano go zwłaszcza w Rosji, która uznała go za patrona całego kraju i gdzie znany jest jako Mikołaj Cudotwórca.





A tu - współczesny już, ukraiński św. Mikołaj (z bloga Życie na Kresach”):





W Europie Zachodniej pojawił się nasz miły święty dopiero w wieku X. „Dziś można powiedzieć, że spośród wszystkich świętych to on patronuje najliczniejszej rzeszy ludzi: dzieciom, dziewicom, pielgrzymom i podróżnikom, pszczelarzom, palestrze i kupcom, sprzedawcom i ludziom morza, młynarzom i piekarzom, piwowarom, gorzelnikom i producentom wina, rolnikom i pasterzom, wielu rzemieślnikom, ogniowej straży i więźniom. Pomaga dobrze wybrać małżonka, uchronić się przed kradzieżą, ale także i odzyskać rzeczy skradzione. Jest święty Mikołaj wspomożeniem także podczas powodzi i burzy na morzu. Nic dziwnego, że w XV wieku włączono go do grona Wspomożycieli. A mimo to i tak został wykreślony z Martyrologium Romanum.” („Zielnik świętowań polskich”)

A to ci nowina, co? A więc święty Mikołaj, wykreślony z rejestru świętych, naprawdę wśród świętych nie istnieje?!... o, nie ma sprawiedliwości na tym świecie. A może jednak jest, choć trochę. Bo oto, jak piszą autorzy „Zielnika”, święty Mikołaj ma już własne miejsce na Ziemi. W roku 1985 rząd Finlandii uroczyście i oficjalnie nadał św. Mikołajowi prawo własności do części fińskiej Laponii, która odtąd nazywa się Santa Claus Land. Siedziba św. Mikołaja, w miasteczku Rovaniemi, blisko kręgu polarnego, ma nawet adres pocztowy!
Oto on:

Joulumaa, Santa Claus Po Box, Arctic Circle, 96-930 Rovaniemi, Suomi Finland.

Chyba napiszę do niego miły dziękczynny liścik. Pojawił się tu bowiem w samą porę, wyręczony przez dwie Kochane Czytelniczki: Jelly i Atenę.

 Jelly przekazała w jego imieniu wspaniałą, pachnącą, biało-zieloną, z czerwoną nutką, herbatę „Laponia” (bardzo á propos) i czajniczek Piotrusia Królika do zaparzania tejże, złożony, a jakże, z porcelanowych książeczek!!!
Atena zaś przekazała książkę, która ucieszy nas wszystkich tu zgromadzonych; więc pozwalam sobie podzielić się tym prezentem z Wami (herbatkę „Laponia” wypijam oczywiście całkiem sama, za Wasze zdrowie!).
Jest to wydanie amerykańskie (Random House, 1944)








z ilustracjami znakomitego grafika, Edwarda A. Wilsona. Urodził się on w Glasgow, w Szkocji, w roku 1886, a w 1893 przyjechał do Stanów Zjednoczonych. Osiedlił się wraz z rodziną w Chicago, studiował w tamtejszym Art Institute. Był uczniem Howarda Pyle’a, znanego Wam autora „Wesołych przygód Robin Hooda”, a zarazem znakomitego ilustratora.

Oto strona tytułowa i  jedna z rozkosznych ilustracji. Kolejne pokażę Wam w następnych wpisach szóstkowych! Jest co oglądać!







Warto przez chwilę poświęcić uwagę kunsztowi ilustratora; techniki drukarskie były w tamtych czasach ubogie; jak widać, dysponował on zaledwie dwoma (trzema?) kolorami, plus czerń. W drukarni trzeba było rozbijać te kolory na osobne klisze, toteż plamy barwne w ilustracji na ogół  nie mogły dotykać krawędzi czarnego rysunku zasadniczego (podobną techniką posługiwał się polski grafik, Tadeusz Gronowski, w słynnych ilustracjach do „PanaTadeusza”). Pomińmy fakt, że  te ilustracje do „Jane” są troszkę naiwne (to nam przecież nie przeszkadza, to ma swój staroświecki wdzięk...) i że nie bardzo przystają do tej znakomitej, mocnej, bogatej i wcale nie sentymentalnej czy naiwnej powieści. Przyznajmy, że pan Edward A. Wilson poradził sobie po mistrzowsku z ograniczeniami technicznymi. Miał pewną rękę, swobodę, siłę i wprawę.

A przyznawszy to uczciwie, ryknijmy spod serca: - Aaaa! Nieee! Pan Rochester na pewno TAK nie wyglądał!!!!!? On wyglądał oczywiście jak Toby Stephens!!!  A  nasza  ulubiona Jane na pewno nie była taką laleczką!!! Wyglądała po prostu dokładnie tak, jak Ruth Wilson z tej najnowszej, najlepszej jak dotąd (wiem, co mówię, widziałam wszystkie) filmowej adaptacji BBC. Jeśli nawet kiedyś wyobrażaliśmy ich sobie po swojemu, te dwie świetne kreacje starły nasze wyobrażenia na proch i na zawsze zlały się z portretami literackimi. Prawda?

W poprzednim wpisie pokazałam domek dla sowy i wiewiórki, wykonany ze spróchniałego pnia przez pewnego Dobrego Tatusia. Oto, co napisała zaraz potem nasza Big Sue, czyli KC Zu, żona DC Sufleta (najserdeczniejsze życzenia imieninowe!), matka Wieszcza Szymona (którego wiersz znajdziecie we wpisie z 26 czerwca 2009) i Podwieszcza Julusia:

My mamy taki domek dla misiów, zrobiony parę lat temu własnoręcznie przez dziadka - domek, który ciągle jest w użyciu, mimo że właściciel spoważniał i stał się Wieszczem. Zdaje mi się, że za trzydzieści lat nie będzie pamiętał ani jednego zestawu klocków Lego, ani jednego Bionicla czy Power Rangersa, a ten domek zapamięta. 

To pewne, Zu! Ja też tak uważam. Nawiasem mówiąc - wzruszający i kochany jest ten Dziadzio-plastyk! Jak starannie oszlifował najmniejsze nawet elementy, listewki i deseczki! Jak pięknie zaprojektowany i z jakim smakiem urządzony jest ten domek! No i - widać, już się w nim odbyły świąteczne porządki...








Mam dla Was jeszcze nadesłany przez miłą uczennicę Olcię jej własny wiersz, zdaje się, że pierwszy w życiu. KC Olcia marzy, by ukazał się on na naszej stronie głównej, więc chętnie spełniam jej prośbę. Oto on:


JUTRO

Jutro pójdę w świat!
Ulicą krętą, długą
Trudną drogę mam przed sobą,
Rozwidleń na niej pełno.
Ona nie jest oświetlona
Wierzyć jednak muszę, że uda mi się ją przejść.
Świadoma niebezpieczeństw
Wyruszam w wielki świat.
Idę drogą zarośniętą, lecz
Ambicja mi pomoże.
Trudności wszystkie pokonam!


Trochę obaw tym wierszu, ale dużo entuzjazmu i nadziei, prawda?

Nawiasem mówiąc, Olciu kochana, ambicja nieszczególnie w takich opałach pomoże, ale nie wchodźmy zbyt daleko w te dorosłe wywody. I tak przecież całkiem sama musisz się przekonać, CO lub KTO najlepiej pomaga na niebezpiecznych, zarośniętych ścieżkach naszych życiowych wędrówek. Powodzenia!

DC Godzio, ozdoba KDM-u, znakomity nasz laureat olimpiad i konkursów szkolnych, osiadłszy na kolejnych laurach, odsapnął sobie i upichcił coś pysznego dla rodziny (Tata Godzia, wybitny lekarz, jest najlepszym domowym kuchcikiem! - a syn po prostu idzie w jego ślady!).

Tu cytuję literacki przepis nadesłany przez Godzia:

Kasza Heathcliffa

Wrzucamy czosnek na patelnię z olejem (ok. 2 ząbki - posiekane), gdy zrobi się złoty, dajemy cebulę pokrojoną w kostke i pieczarki (też w kostkę, lub w paski albo co innego). Smażymy, doprawiamy na koniec solą i pieprzem. Dodajemy do przygotowanej wcześniej kaszy. Posypujemy dużą ilością natki zielonej pietruszki.
Dodatek - polewamy kaszę sosem jogurtowym (szklanka jogurtu naturalnego, sól, pieprz, czosnek odrobinka keczupu). Przybieramy wszystko zieloną pietruszką. Pyszne! Przepis mojej mamy, który dostała od koleżanki.

Próbowałam - to jest wspaniałe danie! - proste, a wyszukane, znakomicie skomponowane. Chyba je „dodam do ulubionych”. Zamiast oleju użyłam co prawda nieco masła (bo wiem, jak je kasza gryczana lubi), a  sos był z jogurtu greckiego, który jest absolutnie najlepszy. Użyłam też koperku zamiast pietruszki. Cudo! Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy nazwy potrawy: czy Heathcliff miał pod ręką, w Wichrowych Wzgórzach, kaszę gryczaną? I czy lubiłby tę właśnie potrawę? Widzę go raczej, jak zajada się królikami z wrzosowiska, złapanymi we wnyki własnej roboty, lub jak piecze nad ogniem, przy tym wielkim kuchennym kominku, świeżo ustrzelone gawrony lub przepiórki. Ale... kto go tam wie, ostatecznie Heathcliff był człowiekiem pełnym sprzeczności i zagadek.

Jeszcze tylko powitam dzisiaj nowych Gości na stronie - w KG i w Priv.Mess. - i podziękuję im najserdeczniej za sympatię i miłe słowa. Witajcie, KC i DC:
Agate, ewq, olcia, Iwa Kwietniowa, Ostato, przyszła polonistka, viola823, oko na rosole, Ola, Rachmaninowowa, Izulk@^^, airam, Ewka 76, barrie, constat,  Maksymilian Woźniak, madziuszka, magda-lena, baybo, Kasia, Eala, p1991, Weronika.
  
I wreszcie - zawiadamiam wszystkich z przyjemnością, że na Wrocławskich Promocjach Dobrych Książek stało się coś szczególnie miłego!





Pani Wanda Ottenbreit, autorka „Książki o Hani”, na pewno cieszy się w zaświatach z sukcesu swojej pięknej, a dotąd tak niesłusznie zapomnianej powieści: „Hania” wygrała konkurs plebiscytowy, zorganizowany przez wortal granice.pl, w kategorii „literatura dziecięca”, i uzyskała zaszczytny tytuł „Najlepszej książki na jesienno-zimowe wieczory”. Nowi Goście mogą się zapoznać z ciekawą historią tej uroczej książeczki (wpis z dnia 16 sierpnia 2008), a chętni nabywcy znajdą ją TUTAJ.

A teraz już naprawdę muszę kończyć i wracać do pracy nad „McDusią”.
Mikołajom składam serdeczne życzenia!
Ściskam Was najserdeczniej i dziękuję za wszystko - Wasza
MM




03 grudnia 2009


KOMUNIKAT TECHNICZNY

Mili Goście,

poinformowano nas dzisiaj, że w związku z pracami administracyjnymi na serwerach, w dniu 4 grudnia (piątek), w godzinach od 22.00 do 24.00, mogą wystąpić trudności w połączeniu się z niniejszą stroną.

Za utrudnienia przepraszamy!
Administracja







Archiwum wiadomości:

[rok 2010] wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec