26 lutego 2009


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

miło mi powitać wszystkich Nowych Gości. Uśmiecham się też do stałych bywalców. A wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za życzenia imieninowe. Przyjemność wynikającą z ich odbierania zakłóciła mi tylko myśl, że są całkiem niezasłużone, bo imieniny mam w czerwcu.

Co się tyczy zagadek literackich, jestem zachwycona i z ciekawością zaglądam do KG, a potem wykrzykuję: „Wiem! Wiem!" - i czasem nawet nie wytrzymuję i prędko piszę maila do autorki zadania. Nie udało mi się tylko w dwu przypadkach: ta najnowsza zagadka jest nie do zgryzienia, przynajmniej dla mnie; i nie odgadłam - bo nie czytałam - Rolanda Topora. Ale zabawa jest pyszna i mam z tego wielką uciechę! Dziękuję! Widzę w Waszych wpisach wahania i dyskusje, dotyczące tego, jak należy zachowywać się w Księdze Gości. A to nic trudnego! Po prostu - wpadacie do mnie, a ja Was goszczę. Dobrze byłoby więc przyjąć konwencję wizyty: pani domu postarała się dla Was, zastawiła stół smakołykami, pachnie ciasto, w wazonie stoją piękne róże, z imbryczka paruje herbata. Ale dobrze wychowana gospodyni nie oczekuje nieustannych zachwytów i koncentrowania uwagi tylko na niej. Każdy ma przecież coś ciekawego do powiedzenia w zakresie, który nas wszystkich interesuje. Kulturalna rozmowa toczy się swobodnie i niefrasobliwie, nie kłócimy się i nie używamy wulgarnych słów. Nie przekrzykujemy się. Jesteśmy taktowni, mili dla siebie nawzajem, otwarci, uważni, staramy się, żeby każdy z gości czuł się z nami dobrze, „żeby każdy miał odwagę się odezwać" - jak pisze KC old lady. Nie mówimy o swoich zmartwieniach i sprawach osobistych, bo nasze wynurzenia nie wszystkich przecież interesują. Nie wylewamy swoich frustracji, nie obgadujemy też bliźnich.

A  zagadki - nie miejcie żadnych wątpliwości! - są nadzwyczaj miłym urozmaiceniem takiej wizyty, podobnie jak inne gry literackie.

Postanowiłam i ja wystąpić dziś z zagadką - mam nadzieję, że uniwersalną, taką, którą odgadnąć potrafią i dorośli i nastoletni KC i DC.

Oto fragment książki, której tytuł trzeba odgadnąć:

„Uczta była radosna i pełna okrzyków. Ciocia wciąż pytała, a oni jedli, niewiele czasu marnując na chude słowa. Ciocia zdołała jednakże pojąć, że zamieszka u nich, w malarskiej pracowni, w której z wszelką pewnością nie ma myszy, chociaż bowiem są to stworzenia słynne z wstrzemięźliwości i byle czym się żywiące, musiałyby tu skapieć głodową śmiercią. I mysz ma swój rozum i ucieka z mieszkania, do którego wprowadza się malarz, muzyk, rzeźbiarz, poeta lub też człowiek uczony."

Proszę zgadywać!

Chyba nietrudne?

Słucham? Trudne?

No, to jeszcze kawałek, na cześć naszej KC scoiattolo:

„W herbie mieli (M...) wiewiórkę i zdarzały się czasy, że miłe to stworzenie było ich jedynym żywym inwentarzem, albowiem zacny ten ród chudy był ponad wszelkie pojęcie. Musiał kiedyś jakiś (M...) przehulać albo przeprocesować fortunkę, nie zostawiwszy nawet mizernego orzeszka dla nieszczęsnej wiewiórki."

No, zobaczymy, jak Wam pójdzie!

A ja teraz zajrzę sobie do KG. Jest trochę pytań.

Chciałabym na początek umówić się z moimi gośćmi w takiej sprawie: zanudziłabym Was, odpowiadając w kółko na te same pytania lub choćby komunikując, że już parokrotnie udzieliłam na nie odpowiedzi. Jeżeli ktoś nie  doczekał się jej  ode mnie - jak na przykład KC Zawiedziona Marlena, czy też KC natols2 - nie znaczy to wcale, że go lekceważę, tylko że powinien poszukać sam, w moich książkach albo po prostu na tej stronie. Dania, jakie dla was starannie przygotowałam, zawierają bowiem wiele takich odpowiedzi: jest tu spis wszystkich moich książek i ich tłumaczeń na języki obce, daty pierwszych wydań, bibliografia, szufladki, a wpisy z dni szóstkowych zawierają sporo informacji na interesujące czytelników tematy. Wystarczy więc trochę poczytać - i już wiele wiadomo.

Istnieje gatunek pytań, które zaczynają się od słowa „dlaczego". Dlaczego w „Kalamburce" cofa się czas? Dlaczego tak mało Jeżycjady w maju?

Dlaczego bliźniacy nie mówią do Gabrysi „ciociu"? Dlaczego Ignaś jest taka miągwa? etc. - Bardzo przepraszam, ale nie umiem znaleźć na nie odpowiedzi innej niż ta: „bo tak mi się podoba". I nie będę też się starała niczego innego wymyślać. Pardon.

Nasz miły i cenny nabytek - KC babcia gąska, która jest oczywiście dużo młodsza niż usiłuje zasugerować! - pyta, czy znam i lubię „jolki" w „Przekroju". Rzecz oczywista, babciu gąsko. Nie mogłabym ich przepuścić. To chyba najlepsze „jolki" na rynku. Podobne do nich, niezłe, wychodzą nieregularnie, w obskurnych zeszycikach, pod tytułem „Gry i zabawy umysłowe, Przekrój, wydanie specjalne", do nabycia w kioskach. Ale te oryginalne przekrojowe, autorstwa Jerzego Buczka, są bezkonkurencyjne. A dodam, że w rodzinie naszej lubimy się obdarowywać łamigłówkami, zagadkami, szaradami i krzyżówkami własnej roboty, o piekielnym stopniu trudności, i byle co nas nie zadowoli.

KC buczyna przypomniała o „Dniu myśli braterskiej" (ładny wpis 1281), więc jako była harcerka spieszę z życzeniami dla wszystkich harcerzy i skautów byłych lub obecnych. Dodam, że w naszej drużynie „Pasieka" nosiłyśmy żółte chusty i uroczyście śpiewałyśmy pieśń „Ta stara pasieka na plon czeka nasz... my lecim od wieka na pracę, na znój, piastowe my pszczoły, piastowy my rój". Nie wiem, jak inne druhny, ale ja byłam pod wrażeniem tych słów. Od tamtych lat szkolnych wciąż mam zakodowane w podświadomości przekonanie, że ktoś właśnie czeka na plon mój, więc muszę czym prędzej lecieć do roboty. No, zważywszy, że w moim zastępie była też Agnieszka Duczmal, słynna obecnie dyrygentka, można uznać, że przynajmniej dwie harcerki wzięły tę pieśń na serio i wcieliły się w pracowite pszczółki.

KC Ola Pianistka pyta, czy ja też lubię stare, rozsypujące się książki. Przyznaję, że tak, bardzo nawet. Ale po namyśle dodaję, że nowe też lubię i to mniej więcej tak samo. Pod warunkiem, że są dobre i ciekawe.

KC Oli Gaba (wpis 1305) chciałaby wiedzieć, czy kiedy chodziłam do 8-9 klasy podstawówki, chłopcy byli tacy sami, okropnie dziecinni i niedojrzali. Odpowiedź: niestety, nie wiem. Podstawówka w tamtych latach liczyła 7 klas. Potem szło się od razu do liceum, a ja znalazłam się w żeńskim. W ósmej klasie więc miałam wokół tylko dziewczyny. Chłopców zobaczyłam z bliska dopiero na studiach w PWSSP. Nie byli już tacy dziecinni.

Aha, jeszcze jedno: często pytana jestem o jeszcze jedno zdjęcie z Galerii: to, na którym, ubrana w prześcieradło, mówię coś zapalczywie do siedzącej koleżanki, też w prześcieradle. Otóż, jest to scena z przedstawienia szkolnego - jednego z licznych - w reżyserii profesora Czesława Latawca, polonisty. Odgrywamy (przypomniałam sobie!) fragment z łacińskiej czytanki i ja jestem mater, rugającą po łacinie swego leniwego syna (w tej roli koleżanka z klasy, Elżunia). A litery, wycięte z białego bristolu i przytwierdzone nad flagą państwową, składają się w cytat z Horacego: „Exegi monumentum aere perennius", co znaczy: „Wzniosłem pomnik trwalszy od spiżu". Umiem tę odę Horacego - i nie tylko te jedną! - do dzisiaj, na pamięć, po łacinie. Ileż to było narzekania i biadolenia na  naszą szkołę! A okazała się bardzo dobra. Takie rzeczy widać dopiero po latach, wierzcie mi. Mówię to po to, by Was podnieść na duchu, KU i DU (Kochane Uczennice i Drodzy Uczniowie) bo oto macie nowy semestr na przednówku i do wakacji kawał czasu.

No, ale zleci!

Na wierzbach są już bazie! A dziś, kiedy stopniał śnieg, zobaczyłam w ogrodzie przebiśniegi: wylazły i nawet już mają ciasno stulone, białe pączki.

Idzie wiosna!

Uszy do góry!

Mnóstwo energicznych uścisków przesyłam Wam

Wasza MM




16 lutego 2009


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, jak to miło, że spodobał się wam sonet Słonimskiego... Co prawda nastąpiło też to, czego się nieco obawiałam: oto KC Karola, reprezentantka całkiem młodziutkiego pokolenia, nie wie już, co to jest gra w zielone i to dlatego, jak przypuszczam, „nie rozumie  tego sonetu". Spieszę więc z wyjaśnieniem: gra w zielone (rodzaj zakładu właściwie) była - jak opowiada moja Mama - niesłychanie rozpowszechniona i wręcz modna w Polsce lat międzywojennych. Sama pamiętam jeszcze tę grę z czasów szkoły podstawowej - przetrwała więc w młodzieżowych obyczajach do lat 50. Przetrwała, co prawda, w formie szczątkowej: „Grasz w zielone? - pytało jedno dziecko. – „Gram!" - odpowiadało drugie. „Masz zielone?" - „Mam!" - i, jeśli nie miało w kieszeni trawki lub zielonego listka, czym prędzej zrywało go z krzaka. Na tym gra się u nas kończyła, a przecież to nie było wszystko. Zajrzyjmy razem  do wspaniałego „Słownika mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego (zawsze do niego zaglądaj, gdy czegoś nie wiesz lub nie rozumiesz, Karolko!). Pod hasłem „Zielony" czytamy tam, między innymi:

Gra w zielone - wiosenna gra znana w Polsce i opiewana przez poetów już od XVI w.: kto z grających nie ma przy sobie zielonego listka, daje fant, zwykle niewinnego całusa.

Lecz u Polaków tak! - ciągną jak słomki
  Za oczkiem jakiej Marysi lub Wandy,
Która im różne rozdaje przydomki,
  A wiosną listkiem cyprysu, lewandy
Z nimi w zielone gra lub wiąże słomki.

J.Słowacki, Beniowski,1,577-81"

Jak  widzicie, zakład o całusa w sam raz pasuje do Walentynek!
Teraz chyba, Kochana Karolu, rozumiesz doskonale, że śliczny, kunsztowny sonet Słonimskiego nawiązuje do owej dawnej gry wiosennej. Lecz przecież miłość też bywa rodzajem gry. W tym melancholijnym sonecie obie gry łączą się i przeplatają znaczeniami. Dziewczyna obiecywała chłopcu wierność i wieczną pamięć, tak jak zakładając się „o zielone" obiecywała nosić zawsze przy sobie listek. Ale nie dotrzymała obietnicy; nie dotrzymała też przysięgi. Chłopiec nosił przy sobie liść bzu - więc wygrał; ale wygrana w owym zakładzie oznacza właściwie przegraną tego, który kochał bardziej i wierniej... Oczywiście, niedobrze jest tłumaczyć „o co chodzi" w wierszu, obrazie, powieści, symfonii. Prawdziwe dzieło sztuki nie potrzebuje objaśnień, ono broni się samo, ponieważ w prawdziwym dziele sztuki zostało powiedziane wszystko, i to w najlepszy możliwy sposób. Jeżeli więc sobie pozwalam na objaśnianie sonetu, czynię to wyłącznie z powodu niemodnej, zapomnianej już (ach, szkoda!) gry w zielone.

Bardzo się cieszę z fantastycznego odbioru e-kartek walentynkowych. Statystyki strony pokazują, że wysłano ich mnóstwo! Największe powodzenie miała ta z cytatem ze „Ślubów panieńskich", ta o dwojgu duszach. Cieszę się tym bardziej, że machnęłam rysuneczki późnym wieczorem, na ostatnią chwilę. Obawiałam się, że to widać! - ale jakoś nie miałam sumienia zostawić Was bez kartek 14 lutego... A tu - proszę, z podziękowaniem odezwał się nawet milczący od dawna DC jupiters!

Wspaniale się czyta przybyłe przez tych 10 dni wpisy do Księgi Gości - bardzo mi się, na przykład, podobała zagadka literacka KC old lady. Chciałabym jeszcze dorzucić do jej wpisu, że ja też podziwiam Meryl Streep i uważam, że profesor Raszewski cieszyłby się dzisiaj, widząc, że pomylił się w ocenie i że aktorka ta wspaniale się rozwija. Właśnie obejrzałam w telewizji film  Roberta Redforda „Ukryta strategia". MS gra w nim 57-letnią dziennikarkę - i jest to jedna z jej najlepszych ról. „Pomimo tego wieku chce się jej grać?" - zdziwiłaby się zapewne KC Dusia. Ano tak, ano tak, droga Dusiu. Jak ktoś potrafi coś dobrze robić, to robić to lubi! - i wiek mu wcale nie przeszkadza, ani nie odbiera zapału do pracy. A z tego zawsze należy się cieszyć, zwłaszcza w świecie, gdzie mnóstwo ludzi pracuje z niechęcią, złością, buntem wewnętrznym i produkuje byle co.

À propos wieku: KC Ann-morelko! Uszka do góry. Bywało gorzej. A ze mnie w ogóle jest twardziel i drobiazgami się nie przejmuję.

Dużo Waszych pytań wypisałam sobie z KG i zaraz na nie spróbuję odpowiedzieć, a jeśli nie odpowiem na wszystkie, to znaczy jedynie, że coś przegapiłam w moim wiecznym pośpiechu i zapracowaniu, a nie - jak podejrzewa KC zielona zuzia - że je zignorowałam. Zuziu, ja po prostu nie mam teraz czasu na wertowanie starych wydań moich powieści w poszukiwaniu odpowiedzi dla Ciebie. Odłożyłam to sobie na później. Podobnie odpowiem na pytanie KC Katastrofci o to, kiedy pozapełniam szufladki regału. Albo się zapełnia szufladki regału, albo się pisze powieść, Katastrofciu. Trudno. I podobnie odpowiem też KC Fuci, która pyta, dlaczego nie odpisałam na jej maila. (Tak, Fuciu! - lubię Emilkę ze Srebrnego Nowiu, rzecz jasna!). Na maila nie odpisałam, bo czeka ich około 950 w kolejce. Trudno, ucha-cha, jak śpiewał zespół „Mazowsze". I takaż odpowiedź dla KC Nieznajomej w sprawie planu mieszkania Borejków: będzie później, w „Silva rerum”. I dla KC Oli Pianistki: nie, nie, nie mam czasu sprawdzać Hajduka i Damba. Albo się pisze „McDusię", albo...

KC Kris pyta o ilustrację w „Sprężynie", tę ze strony 60. Tak, droga Kris, to Florek. Musisz się z tym pogodzić, ponieważ ja tak go właśnie sobie wyobrażam, a więc inaczej być nie może. Spójrz zresztą na ilustrację tytułową (w rozdziale 26 maja, Dzień Matki) w „Pulpecji" i przekonaj się, że tam rysy Florka są te same, co w „Sprężynie", gdzie widzimy je rozmyte nieco przez wiek i przybór masy ciała. Życie ma swoje nieubłagane prawa. Ludzie się starzeją. Ale wcale nie musimy mieć im tego za złe albo ich dlatego mniej lubić. Wręcz przeciwnie nawet, powiedziałabym. Kris pyta jeszcze o „urodzoną solistkę" Laurę - ale już odpowiedziała na to KC Żuczek i odpowiedziała znakomicie, podobnie jak na pytanie o „udziwnione imiona" jeżycjadowe. Żuczek w ogóle rozumie świetnie, o co chodzi w literaturze. Hej-hej! Co też wyrośnie w przyszłości z tego naszego Żuczka? Strasznie jestem ciekawa. Przy okazji: zauważyłyście, że tatuś opowiadał małej Aleksandrze bajki, wplatając w nie mity greckie? Wiem też od niej samej, że w jednej z bajek na dobranoc mowa była i o tym, jak budowano katedrę Notre-Dame. Tak, tak! A z kolei tatuś  piętnastoletniej KC Ani T. czytał jej ostatnio „Czas bez pożegnań" ks. Twardowskiego („Ach, ależ było cudownie" - komentuje Ania). Tatusiowie polscy!!! Powiem tylko jedno: patrzcie i się uczcie. Warto. Są efekty.

KC Magda Z. jest naszym nowym gościem i zaczęła pobyt od przejrzenia wstecz wpisów z dni szóstkowych, co jest bardzo dobrym i chwalebnym obyczajem, bo pozwala uniknąć licznych powtórzeń z mojej strony. Magda pyta, kiedy się ukaże „Książka dla Hani", ale to pytanie radzę skierować do pani Iwony Pakuły, właścicielki wydawnictwa „Akapit Press". W wydawnictwie „Wilga" z kolei możecie niebawem pytać o „Powiastki" Beatrix Potter w moim przekładzie: będzie wznowienie!. Przy okazji: Lotto7 kochana, amerykański film o angielskiej Beatrix Potter był kompletnie do bani. Widziałam i wyłam. Co do „Małych kobietek" w dobrym przekładzie, o które pyta KC old lady, mam do powiedzenia tyle, że najbardziej podoba mi się ta powieść w oryginale. Sapienti sat.

Wreszcie - nasza KC mimbla prosi o możliwość wprowadzania poprawek we własnych wpisach do KG. Ach, mimblo słodka, Admini powiadają, że to niemożliwe, właśnie dlatego, żeby nikt nie grzebał w dokonanych już wpisach. Pardon. Musisz uważać.

KC Marusia pyta, gdzie w polskiej szkole znaleźć Naszegopana Polonistę lub Dmuchawca. KC afrykander ulubiona też by to chciała wiedzieć. Moja odpowiedź: ba! KC Annna i KC aś. pytają o ekranizacje Jeżycjady. Nie miałam i nie mam na nie wpływu. Ale na jedno mam wpływ: już od lat konsekwentnie odmawiam zgody na ekranizacje kolejnym twórcom filmowym. Zwłaszcza serialowym.

KC Ateno mądra i wspaniała! Wiesz, co ci powiem? - Powinnaś jednak zabrać się do tego tłumaczenia! Żuczek sam jeden wszystkiego nie obleci. Aha, Ateno, i dziękuję Ci za zdanie: „Gombrowicz nie przeszkadza w podziwianiu Mickiewicza" - bo to oczywiście arcytrafna uwaga. Mickiewicz nie przeszkadza w lubieniu Słowackiego, Sienkiewicz - w uwielbianiu Prusa. Nie należy dać się wpuszczać w idiotyczne animozje i podziały. Należy czytać wszystko, interesować się wszystkim, mieć głowę pojemną, serce otwarte, swój własny rozum i osąd i unikać jakichkolwiek „poprawności" - politycznych czy snobistycznych. „Każdyj piszet tak, kak dyszyt. Kak on dyszyt, tak i piszet" - śpiewał Bułat Okudżawa, co oznacza, że pisarz pisze tak, jak oddycha: po swojemu. Skoro więc pisząc, daje po prostu wyraz swojej indywidualności, należy mu się uwaga i szacunek. Jak każdej osobie ludzkiej, zresztą.

Kącik dziecięcy: KC Agnieszka przypomina o 1. urodzinach Julusia, swojego synka, którego przypominać mi zgoła nie trzeba, bo pamiętam go żywo przez cały czas, od grudnia. Młody ten człowiek nie dość że wytrzymał bez jednej skargi całe długie spotkanie autorskie w  toruńskiej Bibliotece Pedagogicznej, to jeszcze na zakończenie kazał się wziąć na ręce i bez słowa wtulił mi się tułów, składając  ufnie na mym sercu główkę ze smoczkiem. Niezapomniany Julusiu! Najlepsze życzenia na drugi rok życia! Całuję Cię serdecznie, kochanie. Przesyłam też czułości dla synka KC Kaskol, półtorarocznego Mikołajka. I oczywiście - dla maleństwa, które niebawem pojawi się u KC mellon. Hej, rosną nam Czytelnicy, rosną! Rośnijta, chłopaki, rośnijta, a żywo, bo mamusie już dla Was kompletują biblioteczki. I tak ma być. Popatrzcie na  dwunastoletniego DC Jarka Drwala, tego co to napisał miły wierszyk o Jeżycjadzie: starszy kolega wasz zaczął czytać od piątego roku życia i już nie przestał. Będą efekty! Ach, jeszcze jedno: w styczniu miała się jednej z KC urodzić malutka Gabrysia. Co słychać w tej sprawie? Czy wszystko dobrze? Prosimy o wieści! KC scoiattolo! (mój słownik mówi, że powinnaś się pisać: scoiattollo, przez dwa „l"... Jak to jest?) - dziękuję Ci za dobre słowo, wiewióreczko kochana, i za troskliwie podany przepis antygrypowy (owe trzy składniki od dawna skrupulatnie zażywam, tyle że z osobna). Wszystkim zresztą KC i DC dziękuję serdecznie za dobre słowa i sympatię, za  ciepło i przyjaźń. Z takimi czytelnikami to tylko góry przenosić!!! Idę pisać „McDusię".

Dla wszystkich - mocne uściski

Wasza - MM




14 lutego 2009


WALENTYNKI!

W dziale „Niespodzianki” znajdziecie e-kartki.
Przesyłam też Wam, KC i DC, śliczny sonet o miłości.
MM


Antoni Słonimski

GRA W  ZIELONE

Czy masz zielone? - Nigdy go nie zapominam...
A ty czy masz je? - Zawsze je na piersi noszę...
Wiem, jakie lubisz liście, zobacz tedy proszę.
Co dzień oto bez świeży w butonierkę wpinam.

Kochasz mnie jako wprzódy? Nicżeś nie zmieniona?
Nie zapomnisz mnie nigdy? - Nigdy nie zapomnę!
- Dziś o pamięć nie prosisz, oczy spuszczasz skromne
I chociaż nic nie mówisz, wiem... już gra skończona...

Lecz nie masz zielonego - wszak już dzisiaj pomnę,
Gdyś prosiła o pamięć, rzekłem: nie zapomnę...
I do końcam na piersiach nosił liść zielony.
Dzisiaj zbędny odpinam - zakład nasz skończony...
Owa gra osobliwa, w której bardziej bywa
Smutnym wygrywający niż ten,co przegrywa.




06 lutego 2009


Imaginacyjna aromatyczna herbatka z  imaginacyjną cynamonową szarlotką, jeszcze ciepłą?? Tak jest, już się robi, KC scoiattolo! Już serwuję, KC i DC! W taką pogodę nie pożałujemy sobie przysmaków. Tylko wymiana myśli i wspólne żarty uratują nas przed zapaścią biodynamiczną na przednówku. Oprócz witamin w pigułkach polecam też codzienne zażywane prawdziwego, szczerozłotego miodu: przynajmniej łyżka do każdego śniadania. I uśmiech - dużo uśmiechu, nie skąpmy tego naszym bliskim i otoczeniu.

Czy zauważyliście, że każdy uśmiech jest ładny i każda twarz od uśmiechu pięknieje? „Stracony jest każdy dzień bez uśmiechu” - powtarzał Kornel Makuszyński za Chamfortem, skądinąd gorzkim aforystą francuskim. I to jest aforyzm, którego trafność mogę potwierdzić  z całym przekonaniem.

Wasze wpisy datowane od 26 stycznia są po prostu urocze, kochane, fascynujące i przeczytałam je z prawdziwą przyjemnością. Dziękuję za wszystkie miłe słowa i za zachęcanie do pracy. Witam wszystkich nowych, Kochanych Gości (uszanowanie dla Grzegorza Greli z Poronina)! Spieszę też uspokoić Was, że stan mojego zdrowia jest bardzo dobry, umysł pracuje bez zarzutu, pamięć nie słabnie, a energia, dobry humor i siły witalne wprost we mnie buzują, tak że o zgonie chwilowo nie ma mowy. Co do zakończenia „Jeżycjady” - ha! Nie mówiłam bynajmniej, że to „McDusia” będzie jej ostatnią częścią, jak to któraś z Was zrozumiała. Napisałam tylko, że mam już obmyślony tytuł dla ostatniej części serii i że starannie zaplanowałam części tej akcję. Tak więc, kiedy pytacie, jaki numer będzie ta ostatnia powieść nosiła, nie umiem odpowiedzieć. Zaplanowałam już sobie kolejną książkę po „McDusi”, a co będzie dalej - zobaczymy. Wiele się jeszcze może wydarzyć. Pomysły kipią mi w głowie, wątki czekają na rozwiązanie, a nowe postacie „Jeżycjady” natarczywie domagają się rozwinięcia swoich losów. Jak już wspomniałam uprzednio, dalsze dzieje jeżycjadowe zależą  od wielu czynników, bo życie rodzinne, co chyba świetnie rozumiecie, stawiam przed pracą zawodową. Ale niekiedy udaje się harmonijnie połączyć jedno z drugim, tak, żeby te dwie dziedziny wzajemnie sobie nie przeszkadzały - i to jest optimum, do którego dążymy. Proponuję więc przyjąć punkt widzenia KC Agathy, Kasi 95 i Lusi1990, które, z mądrością zadziwiającą wprost w ich wieku, najlepiej ujęły w słowa całą sytuację (wpisy 364, 362 i 357). Cieszmy się chwilą, a co dalej - to się zobaczy. Wszystko i tak, jak zwykle, znajduje się w gestii Opatrzności. Więc spokojnie.

Nasz nieoceniony DC Zgred, który we wpisie 214 przypomniał nam, na swój łamigłówkowy sposób, cytat z „Antygony”, wygłoszony w Wadowicach przez Jana Pawła II, zareagował także łamigłówkowo na pogłoski o zakończeniu „Jeżycjady”. Oto, co od niego nadeszło drogą mailową:


Elegia grafomańska na odejście od pisania Jeżycjady
Znaleziona w starym kościele Św. Judy Tadeusza
„I ujrzałem dolinę pełną kości”



Mark Twain:
Mam nadzieję, że wiadomości o końcu Jeżycjady są nieco przesadzone?

Mały Kapral (jakby do Pani Walewskiej):
A dobro Polski?

Lechoń:
A wiosną - niechaj nowy tom Jeżycjady,
Nie Polskę zobaczę.

Mistrz Adam (grożąc palcem):
Słuchaj, dzieweczko!

Sienkiewicz:
Quo vadis, puella?

Głos z Litwy:
Zawsze marzyłem o formie bardziej pojemnej,
jak Jeżycjada.

Dziadek (zaciągając):
Z tramwaju Jeżycjada wysiadłem gdzieś za przystankiem
Kalamburka, ale wsiadłem z powrotem przed przystankiem Sprężyna.

Broniewski (załamany):
Warum?

Poetka (pocieszając pozostałych):
Jednak można żyć bez powietrza!

Tuwim (dziarsko i optymistycznie):
A tomów tych będzie ze czterdzieści!
Sam nie wiem, co się w nich jeszcze zmieści.

Pasierb:
Mieć dwa dolary w kieszeni
I najnowszy tom Jeżycjady w ręku

Trzymałko:
My tu z kolegą Dzierżankiewiczem jesteśmy szczerymi demokratami,
ale zaostrzająca się walka klasowa wymaga twórczości, i to twórczości
zaangażowanej.

Kołakowski:
Jak pokazują rozliczne wykłady
Wszystko się starzeje
Oprócz Jeżycjady

Barańczak:
Nigdy bym nie przypuścił!

Człowiek w kożuszku, jakich można było wtedy spotkać w zakładach pracy itd.:
Myślę, że będę wyrazicielem:
Literatka do pióra!
Czy ktoś jest przeciw?
Nie widzę, nie słyszę.

Człowiek z czubem na głowie:
No future?!

Dire Straits:
Where do you think you're going?

Kochanowski:
Nie każdy weźmie po Bekwarku lutnię.

Noblistka:
Tego nie robi się kotu.

Uczeń:
...dzień się już nachylił.

Pan Cogito:
Niech ta pieśń
Będzie ostatnią
Którą wyzwalająca się
Opuści

Zgred


Tak uhonorowana i tak zdopingowana, oprócz gromkiego „Dziękuję,Kochany Zgredzie!” mogę już tylko, jak to się mówi, wzmóc wysiłki.

Oto, jak przemożny jest wpływ czytelników na pracowitość autora.

Jeśli idzie o utwory nadesłane, muszę jeszcze dzisiaj skwitować plon małego konkursu na sonet, ogłoszonego w którymś z poprzednich dni szóstkowych. Nadeszło kilka utworów, pisanych jeszcze przed dniem 16 stycznia, kiedy to zamieściłam na stronie głównej poradniczek pisania sonetów, pióra Aleksandry Ejsmont czyli KC Żuczka. Pewnie dlatego utwory te nie są doskonałe - choć miłe, dowcipne i wdzięczne, wzbudzają jednak zastrzeżenia  co do budowy. W tej sytuacji nagrodę pierwszą w postaci publikacji na stronie głównej, jak też  wieniec laurowy, przyznaję niniejszym autorce, która podpisuje się Pani Zającowa. Oto jej  bezbłędny sonet, notabene treścią nawiązujący - jak zapewne sami zauważycie - do pewnej scenki ze „Sprężyny”:


„Znalazły zająca w sadzie, ganiają go teraz po podwórku...”


W sadzie cicho, przyjemnie, zając trawkę skubał,
Aż tu raptem wtargnęły krwiożercze psy cztery:
Seter szkocki, amstaffka i dwa foksteriery.
Taki kwartet drapieżców – to zajęcza zguba!

Szarak rusza przed siebie. Hyc w krzak! Za nim Buba,
I Ami sadzą. Pogoń! Zając pod berberys!
Tuż za nim dyszy suka o minie wadery,
Zębiskach krokodyla i głosie jak tuba.

Zając w panicznym strachu pędzi coraz dalej,
W popłochu o mur rąbnął, siwy łeb rozwalił.
Brak czucia, ślepe oko… Gdzie psy? – cisza w uchu.

Gdy szarakiem wstrząsają agonalne drgawki,
Właścicielka psów raźno mówi do słuchawki:
- Ojej, no co, normalka! - prycha. - Ty mieszczuchu.


Muszę jeszcze wyrazić satysfakcję i zaskoczenie z powodu wpisu KC mimbli o Marku Aureliuszu. Tak się składa - naprawdę dziwnie, przedziwnie! - że właśnie ten cytat, wypisany ręcznie na tekturce, stał u mnie nad biurkiem, na regale z książkami, na wysokości oczu,  przez całą młodość, począwszy od 16 roku życia, kiedy to przeczytałam „Rozmyślania” Marka Aureliusza i uznałam tę książkę za swój życiowy przewodnik. Potem wiele jeszcze było takich życiowych odkryć książkowych, ale Markowi Aureliuszowi wierna jestem do dziś i bardzo często wracam do „Rozmyślań”, w różnych zresztą, kolejnych, wydaniach. Z radością odkryłam też w wydaniu PIW-owskim z roku 1997 posłowie Grzegorza Żurka „W hołdzie Josifowi Brodskiemu”. Noblista, poeta, Josif Brodski był wielbicielem Cesarza-filozofa; tekst Grzegorza Żurka nawiązuje tytułem do eseju Brodskiego („W hołdzie Markowi Aureliuszowi”, w tomie „Pochwała nudy”, Kraków 1996). Bardzo polecam!

Jeszcze kilka odpowiedzi na Wasze pytania: KC JulusPotwor pyta we wpisie 199, czy fabuła „Sprężyny” była inna w pierwszej wersji, kiedy to na przygotowanej okładce widniała mała, siedmioletnia Łusia. No, pewnie! - brzmi odpowiedź. Każda z książek, jaką piszę, ma kilka różnych wersji, a już zwłaszcza ta, która się spóźnia. Byłoby zapewne ciekawie poznać te wszystkie wersje, ale cóż! - nigdy ich nie ujrzycie. Uleciały, bezlitośnie wrzucone do kosza. Pisanie jest przecież w dużej mierze sztuką eliminacji, podobnie jak rzeźbienie. Cała sztuka polega na wydobyciu właściwego kształtu z bryły materiału. Ciężka robota. A odłamków kamienia nikt nie ogląda, wyrzuca się je bez żalu.

KC Malinie bardzo dziękuję za opowiastkę (wpisy247-249) o Naszympanu Prowadzącym i potwierdzam, że Bolesław Prus należy do moich ukochanych pisarzy, a Madzia Brzeska z „Emancypantek” - do ukochanych bohaterek literackich. Pozdrowienia dla Pana Prowadzącego!

Wreszcie KC Marianka pyta, czy odpowiadam na każdy list mailowy i tu muszę z hukiem uderzyć się w piersi (au!!!...au!!!...) i wyznać, że choć takie były moje szczere zamiary w momencie zakładania tej strony, to jej powodzenie przekroczyło moje najśmielsze  oczekiwania i obecnie permanentnie nie nadążam z  odpowiedziami. W dniu dzisiejszym w mojej skrzynce mailowej jest ponad tysiąc listów, czekających na swoja kolej. Bardzo proszę o wyrozumiałość, proszę też nie obrażać się na mnie: robię, co mogę! A doba ma tylko 24 godziny, z których i tak za mało przeznaczam na sen.

To mi przypomina, że czeka na mnie jeszcze praca: felieton do „W drodze” - znowu o Zambrzyckim!

Mocno więc na pożegnanie ściskam wszystkich naraz i każdego z osobna, przesyłam kolosalną porcję - żeby dla wszystkich sprawiedliwie starczyło! - ciepłych myśli i uczuć i bardzo, bardzo Wam za wszystko dziękuję, Kochani Przyjaciele!

- Wasza MM




02 lutego 2009


Właśnie namalowałam sobie McDusię.
Co Wy na to?


- MM











Archiwum wiadomości:

[rok 2010] wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec