26 lipca 2010


Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy.

Donoszę z ulgą, że mecenas Tomasz Przybecki (z kancelarią w Poznaniu, polecam! - www.przybecki.pl), zdołał sobie poradzić z dosyć dziwną istotą, która założyła na Facebooku mój profil, wsparła się pobranymi z tej strony zdjęciami i skanami okładek i w moim imieniu prowadziła korespondencję, zapraszała znajomych, wpisywała się na różne listy poparcia tego lub owego, przyjmowała zaproszenia (np. do Chicago!) oraz dziękowała za uznanie.

O całej sprawie dowiedziałam się od KC Marty, której niniejszym składam wielkie dzięki za czujność i za powiadomienie mnie.

Załączam mały kwiatek wdzięcznościowy dla Marty:





Administracja Facebooka bardzo opornie reaguje na regulaminowe zgłoszenia nadużyć; przychodzi odpowiedź ogólna z automatu - i sytuacja trwa w zawieszeniu. Jednakże pismo urzędowe, papierowe, w kopercie, z pieczęcią, wysłane przez mecenasa Przybeckiego do centrali europejskiego oddziału FB (mieści się ona w Irlandii) wywarło pożądany skutek. Fałszywy profil zniknął natychmiast.

Zanim jednak otrzymamy od amerykańskiej centrali Facebooka numer IP owej dziwnej istoty, która będzie musiała odkręcić wszystko, co zrobiła, ja sama spieszę z wyjaśnieniami. Strach pomyśleć, co Dziwna Istota mogła wypisywać do tzw. „znajomych”, uzbieranych na FB.





Ludzie! - to nie byłam ja.

Powtarzam: poza autoryzowanymi wywiadami, jedynym miejscem w sieci,  w którym się bezpośrednio wypowiadam i w którym można się  ze mną skontaktować, jest ta właśnie strona autorska. Wszelkie inne wypowiedzi to na pewno podróbka.

Swoją drogą, mecenas Przybecki, który specjalizuje się właśnie w prawie internetowym, zajmie się teraz przeglądem sieci i będzie twardo mnie bronił przed podobnymi zagrożeniami; pogorszenie obyczajów, jakiego jesteśmy zmartwionymi świadkami, sięga bowiem, niestety, coraz głębiej, a Internet staje się polem bitwy. Coraz mniej jest tu miejsc, gdzie można zajrzeć - i nie ubrudzić się lub nie zdenerwować.

Bardzo Wam dziękuję za to, że nie ulegacie tej tendencji i że ta nasza wspólna strona jest wolna od agresji. Chociaż tacy młodzi - często jeszcze dzieci! - potraficie, Kochani, zachować spokój i ogładę, dystans, uprzejmość oraz dobre obyczaje. Często mi przed Wami wstyd za niektórych dorosłych, którzy - choć powinni być dla Was wzorem - zachowują się tak, że lepiej po prostu odwrócić wzrok z zażenowaniem.

Wierzcie - proszę Was! - że nie wszyscy tacy jesteśmy i że pośród dorosłych jest o wiele więcej ludzi porządnych i kulturalnych niż mogłoby się wydawać.

Trzymajmy nadal fason! - Wy i my! - nie poddawajmy się degrengoladzie. Tak! to właśnie jest - kultura bycia. I to ona chroni nas przed upadkiem.

Przed upadkiem? - zapytacie z niedowierzaniem.

Odpowiem, że pierwszym do niego krokiem jest uznanie, iż cel uświęca środki i że są sprawy lub zyski, dla których wolno zapomnieć o dobrych obyczajach, także - wobec bliźnich.

Ale dość o sprawach przykrych! Pogadajmy o tym, co nas najbardziej interesuje i dla czego przede wszystkim tu się gromadzimy: o książkach.

Ten jakże aktualny obrazek („Na plaži”)





narysował sam Karel Ĉapek, ulubiony nasz autor, cudowny humorysta, a zarazem - smutny myśliciel i wizjoner, którego książki tak często cytujemy w czasie naszych Dorosłych Wieczorów Zagadkowych. (Pisałam już o nim felieton dla miesięcznika dominikańskiego „W drodze” - ale i tutaj na pewno kiedyś napiszę o Ĉapku szerzej. Warto, byście dobrze go poznali!).

Bardzo lubię rysowane przez niego śmieszne, miłe obrazki, na przykład te w „Roku ogrodnika”. I otóż KC Afrykander (zwana Potworem, a ostatnio Wydmuszką) nadesłała właśnie kilka ilustracji zupełnie mi nie znanych, z książeczki Ĉapka „Obrazky z Holandska”. Dziękuję, Afrykandru!

Dorośli uczestnicy Wieczorów Zagadkowych z pewnością ucieszą się tym oto rysunkiem, przedstawiającym autora innego naszego ulubionego, a często cytowanego dzieła: „Sagi rodu Forsytów”. Oto John Galsworthy, narysowany przez  Karela Čapka:





Ale, ale!!!  Zagadałam się, a to przecież dzisiaj dzień świętej Anny! - żony św. Joachima ( i matki Marii Panny) , a więc - babci Jezusa. Święta Anna jest patronką małżeństw, matek, wdów, piekarzy i żeglarzy.





Ten przepiękny portret, na którym wielkooka, tajemnicza św. Anna lekko przechyla głowę i delikatnym gestem nakazuje milczenie, pochodzi z Faras w północnym Sudanie.

Faras leży na północ od II katarakty, w pobliżu Wadi Halfa. Obecnie znajduje się pod wodą. Ale zanim doszło do spiętrzenia wód Nilu i zalania tej okolicy jeziorem Nasera, prowadzono w Faras (1912-1914) badania archeologiczne pod kierownictwem Uniwersytetu Oksfordzkiego. W latach sześćdziesiątych pracowała tam też ekspedycja polskich archeologów (pod dowództwem prof. Kazimierza Michałowskiego). I odkryto istne cuda! Były tam pozostałości świątyni Totmesa III oraz  wczesnochrześcijańska świątynia, powstała w VII wieku naszej ery. Ściany tego kościoła pokryte były stu dwudziestoma niezwykłej urody malowidłami, stworzonymi przy użyciu starożytnej techniki, nazwanej później al secco - a to znaczy po włosku: „na sucho”. Technika ta polega na pokrywaniu suchego tynku   temperowymi - wodnymi - farbami kazeinowymi . (W technice al fresco przeciwnie:  maluje się na wilgotnym, świeżym tynku). Jako spoiwo przy malowaniu al secco służyły: kazeina, mleko wapienne, klej, olej, wosk i żywica.

I co? I obrazy takie, namalowane przy użyciu naturalnych składników, przetrwały niemal bez szwanku do naszych czasów.
Przedstawiony powyżej portret świętej Anny pochodzi z połowy VIII wieku po narodzeniu Chrystusa. Jest jednym z najstarszych jej wizerunków, jakie zna nasza cywilizacja. Możemy więc przypuszczać, z pewną dozą prawdopodobieństwa, że tak to właśnie ta piękna święta Anna wyglądała!
To niezwykłe, prawda?

Ale dla Waszych zwykłych, imieninowych potrzeb, znajdziecie też w dziale „Niespodzianki” kilka e-kartek stworzonych z myślą o Aniach.




Solenizantkom dzisiejszym - Annom, Aniom, Anusiom, Ankom, Andziom i Anulkom życzę najserdeczniej
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!

A dla KC PannyMarysi, która dzisiaj ma 14 urodziny - przesyłam osobne, ciepłe życzenia i uściski.
Sto lat, Panno Marysiu miła!

Jeszcze muszę powitać u nas naszych nowych gości - tych, którzy napisali do skrzynki priv i tych, którzy pojawili się ostatnio w KG. Są to KC i DC:

Maria Anna, berbla, Kasia, SweetDreamerx3,Ciąglewruchu, Paulina (jeszcze jedna: z Siewierza), Kasia (ta - z lubelskiego), Malachi, Ivo, Smyczek, Tygrysek (to już kolejny; tym razem - Tygrysek z Bełchatowa), Wielokropka, Pablo, Aleksandra, PAW, EmilaOst, Mila, Temperufka, Malaaja, Podzmienionymnickiem, Isabela_zet, anka, inka, Jaszka, Armalkolit, KasiaM, Zabulla, Stary, Karolina, Agula, Joasia82, Ala(in Wonderland), ewa-weronika, Bartek, magi, alias Palias, Ginevra, cesiażak, kropka, fafique, olga, Pulpa10, Karolcia, Aniela5, EmDzia, aneczka-niteczka.

Wszystkim Wam bardzo dziękuję, Szlachetni Goście, za dobre słowa i wyrazy przywiązania, za pochwały, za naciski w sprawie „McDusi”(bardzo potrzebne, bo w te okropne upały ogarnęło mnie całkowite rozleniwienie plus gąbczastość mózgu, wskutek czego musiałam wciąż tkwić w wodach jeziora lub w cieniu lipy), za miłą obecność Waszą i za sympatię, którą gorąco odwzajemniam!

Najserdeczniej Wszystkich pozdrawiam!

Wasza -
MM




16 lipca 2010




…Tu lasy, tu po lesiech ptaszkowie śpiewają;
Tu łąki, a po łąkach piękne stada grają.
(…)
Tu jamy mchem odziane, tu dobrze, tu cienie,
Tu strugi uciekają szemrząc przez kamienie,
Tu wyniosłe topole, drzewa rozłożyste.
Tu jawory, tu dęby stoją wiekuiste…

Szymon Szymonowic, 1558-1629


Słowem, wszyscy wyjechali na wakacje, a zwłaszcza Wójt; lato w pełni, upał (36 stopni!) i wcale nie chce mi się pisać; nie tylko powieści. Nie chce mi się nawet sporządzić szóstkowego wpisu. Leżałabym tylko w cieniu lipy, którą własnymi rękami niegdyś posadziłam, i która jest już wysoka oraz rozłożysta i naprawdę daje wspaniały, solidny cień („nie dojdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie!”).

Więc, zamiast się rozpisywać nad miarę, posłużę się tylko tym, co mi ostatnio nadesłano ze świata.

Na przykład - znad Bałtyku:





Rzecz zgoła dziwna, bo widziano też Jego Puszystość w stolicy, gdzie nasz Wójcik przemieszczał się potajemnie po ścieżynce parku. Dziewczę, usiłujące Wójta zwabić i spacyfikować, należy do naszego Potwora, który też własną, czarnopazurzastą łapą cyknął to supertajne zdjęcie.





Nadesłano też korespondencję z wyspy Rodos (Kalimera!). To maluśkie, takie różowe, rozmazane jakby po falach koło brzegu, to jest nasza KC Jelly, alias Meduza, co prawda niezbyt dobrze widoczna, ale wierzymy jej na słowo: była tam! W tych wodach macki swe pławiła! Zachód słońca podziwiała i o nas pomyślała, MMS-a przysłała, Meduzia nasza mała!





A to znów zdjęcie przysłała nasza niezawodna KC Atena. Rzecz dzieje się na amerykańskiej wyspie, a ten chłopczyk koło turystycznego fotela z Kreską ,to jest Karolek, dość młody człowiek, bardzo bliski sercu Ateny.

Karolek (lubi on robale) właśnie przyniósł swej cioci nowe trofeum i triumfalnie złożył je na poręczy, jak to ma, rzecz ciekawa, w zwyczaju, kiedy Atena czyta. Jak się domyślamy, ciocia Atena zerwała się z wrzaskiem i opuściła fotel, zaniechawszy lektury. Nie szkodzi.

Boski Karolek ma minę - och, no, niewysłowioną.
Nie mogę się napatrzyć!





Na koniec - najświeższe wiadomości od naszego DC Zgreda z rodziną: właśnie się pakują, zaraz wyruszą nad morze, a tymczasem, o! - co ich synek Grześ zmalował!





Na tym pięknym obrazku widać obładowane autko, dążące wytrwale ku morzu i ku jachtowi pełnomorskiemu,  widać samolot, drzewo ciężkie od owoców (pomidory?), widać potężną biedronkę i opasłego, krzepkiego motyla, widać ptaki oraz chmurki, słońce i niebo. I od razu wiemy, że rodzina Zgredów będzie miała świetne wakacje!

Czego wszystkim życzę najserdeczniej.

A przepis szóstkowy mam dziś dla Was taki oto, poetycki:


Malinowy chruśniak

Woda gazowana z lodówki
garstka mrożonych malin
pełna garść, albo i więcej,  liści i łodyżek mięty
sok cytrynowy
płynny miód

Miętę trzeba porządnie pognieść, pociąć albo np. utłuc w moździerzu. Im bardziej jest zmiażdżona, tym lepiej. Wrzucić tę miazgę do szklanki z lodowatą wodą, dodać do smaku soku cytrynowego i złotego lipowego miodu (no, od biedy może być i cukier, choć to mniej stylowe). I na koniec, zamiast kostek lodu, dorzucić zimne maliny!

Pić wolno, w pozycji półleżącej, w cieniu lipy.


Właśnie piję.

Wasze zdrowie!

MM




06 lipca 2010









Sezon ogórkowy.

Upał.

Wakacje.

I w ogóle. (Baaaardzo w ogóle.)

Mimo to – róbmy swoje.
Nie zapominając o starej prawdzie ludowej: „Na sposoby są sposoby”.
Sposób na upał zaprezentował nasz DC Suflet, wykonując tę oto przepiękną laurkę (imieninową! - dostałam ją w prezencie!).





Niezłym sposobem jest też oddanie się sportom wodnym, tak jak to robi  nasza KC Atena, która znów wygrała regaty, i to  na wielkim jeziorze Michigan. Tak oto spędza wolny  czas ta piękna Czytelniczka:









Można też usiąść w głębokim cieniu i czytać, albo pisać wiersze - tak jak Kochana Czytelniczka nutka, która wygrała 2. nagrodę w XXXIX Konkursie na Wiersz Victora. Z przyjemnością prezentuję tu nagrodzone dzieło naszej miłej, mądrej nutki, często bywającej w Księdze Gości i ozdabiającej swoją erudycją nasze Wieczory Zagadkowe. Gratulacje - i to podwójne! (Nutka pisze, że ona także dostała się do dobrego i wymarzonego liceum - tak jak sporo innych młodych Gości naszej Księgi).

Gratulacje dla wszystkich! - widzicie, co się dzieje, kiedy ja posłusznie i wiernie trzymam za Was kciuki??? - No!
A oto  nagrodzony wiersz naszej nutki:



***

Stoisz tak blisko, lecz ich nie złapiesz
Za szklaną taflą tak żywi
Nie obojętni -
To tylko pozory…

W odwróconym świecie bez kształtów
Wszystko realne
Aż nazbyt wyraźne -
Jak jasne wieczory…

Tak bliskie jak dalekie względne pojęcia
Przejrzyste jak kryształ
I jasne jak niebo
Bajkowe wzory…

W odwróconym i innym świecie
Nieznanym a bliskim
Dobrych snów życzę -
Przez „u otwarte”…



Pytacie często, jak przysyłać swoje utwory - literackie, plastyczne i fotograficzne - a ja już o tym wielokrotnie informowałam; to bardzo proste! Zostawcie tylko w mojej skrzynce wiadomości prywatnych (okienko pod formularzem wpisu do Księgi Gości) wiadomość o takim zamiarze, a już ja się odezwę! (Nie mogę wystawić na cały świat adresu mailowego, bo cały świat do mnie napisze, z reklamodawcami na czele).

Przysyłacie wiele pięknych i ciekawych materiałów, mam kłopot z pokazaniem tu wszystkich, więc proszę o cierpliwość; ostatnio zachwycił mnie i zaintrygował rysunek Daniela. Rysunek nosi tytuł „DNA ludzi, którzy poszli do nieba, aby mogli się jeszcze raz urodzić" i być może jest echem rozmowy, którą KC Kris przeprowadziła ze swoimi dziećmi, na temat dinozaurów i ich kodu genetycznego. Ciekawe, prawda?





Tak więc dziś mamy tu dwoje świeżutkich kandydatów do wirtualnej Nagrody Książniczki Hani, która to nagroda wręczona zostanie  - już po raz trzeci - w czerwcu 2011 roku.

Czekam na więcej!

Tymczasem witam serdecznie nowych Gości, którzy pojawili się w Księdze oraz skrzynce priv. Są to:
agusia20, Agata, Agnieszka Es, mystery, Kuleczka, Boginiwparyzu, KtoraGodzina, nutria, mo_nik, katarynka, madda, Ania (cokecherry3), Tygrysek(olinka91)Wielokropka , Aleksandra, judyta, kami, bea:):):), anianic, Małgorzatka, Katażyna, Anionwek, Ivo, Kasia, Paulika553, Ciagle w ruchu.

A na zakończenie - wspaniały przepis na ochłodę: orzeźwiająca  galaretka z czerwonych owoców!

Dostałam ten przepis podczas wakacji we Francji i tam też go kilkakrotnie realizowałam. Dlatego mam kłopot z podaniem Wam dokładnej ilości potrzebnej żelatyny. We Francji ma ona formę listków; wedle przepisu oryginalnego potrzeba ich 15. Nie wiem, jak to przeliczyć na ilość żelatynowego proszku, sprzedawanego u nas. Zwykle, robiąc ten deser tu, dodaję żelatyny „na oko”, zakładając, że potrzeba jej 6-8 łyżeczek na 1 l. wody.
W naszym przepisie nie ma wody, tylko przecier owocowy z cytrynowym sokiem. Trzeba sprawdzić, ile go będzie po zmiksowaniu i odpowiednio do tej ilości użyć żelatyny!

Deser jest prościutki w wykonaniu, a za to niewiarygodnie smaczny - i śliczny!






Nadałam mu literacką nazwę:


Lato w Nohant
 
1 kg malin
½ kg truskawek
sok z 1 cytryny
150 g cukru
15 listków żelatyny
Odważamy 200 g malin i 100 g truskawek –  i odkładamy do dekoracji „wnętrza” deseru.

800 g malin i 400 g truskawek miksujemy z cukrem na gładką masę, dodajemy sok cytrynowy, mieszamy.

W odrobinie wody rozpuszczamy żelatynę i dodajemy do tej owocowej masy.

Formę tortową smarujemy wewnątrz – lekko - oliwą i wlewamy połowę masy owocowej. Wstawiamy na 2 godziny do lodówki.

Pozostawione do dekoracji „wnętrza” truskawki dzielimy na połówki, układamy ładnie wraz z malinami  na zastudzonej już zawartości tortownicy, następnie zalewamy resztą  masy owocowej.

Wstawiamy przykrytą talerzem lub folią tortownicę do lodówki – na całą noc.

Nazajutrz, tuż przed podaniem, wyjmujemy delikatnie deser, odpinając otok formy, po czym dekorujemy wierzch świeżymi owocami i listkami mięty.


Smacznego, Kochane i Drodzy!

MM






Archiwum wiadomości:

[rok 2010] lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2009] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń  
[rok 2008] grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec