„Dzień dobry, dziś święty Walenty”

IMG_20200625_113610

                                                                                                                                                                                             wszystkie zdjęcia: MM

 

Tym cytatem szalonej Ofelii witam Was w dniu tak ważnym dla Ludzkości i załączam zestaw przydatnych tekstów.

Pochodzą one z antologii „Miłość jest wszystkim, co istnieje” w wyborze i przekładzie Stanisława Barańczaka (wydawnictwo a-5, 1992).

 

 

 

EMILY DICKINSON, XIX w.

MIŁOŚĆ – JEST WCZEŚNIEJ NIŻ ŻYCIE

 

Miłość – jest wcześniej niż Życie –

Trwa dłużej niż Śmierć – Jest Stworzenia

Pierwszym Aktem – głównym Aktorem

Na scenie, jaką jest Ziemia.

 

IMG_20200622_103455

 

WILLIAM CARLOS WILLIAMS, XX w.

CHCĘ CI TYLKO POWIEDZIEĆ ŻE

 

zjadłem

te śliwki

które były

w lodówce

 

i które

chciałaś pewnie

zachować

na śniadanie

 

nie gniewaj się

tak mi smakowały

były takie słodkie

i zimne

 

IMG_20200617_122756

 

DAVID HERBERT LAWRENCE, XX w.

BLISCY SOBIE

 

Czy moja miłość nic cię nie obchodzi? Spytała gorzko.

 

Wręczyłem jej lusterko i odparłem:

Proszę kierować te pytania do właściwej instancji!

Proszę przesyłać wszelkie petycje pod adres zarządu!

We wszelkich sprawach emocjonalnych większej wagi

proszę zwracać się bezpośrednio do najwyższego organu władzy! –

Z tymi słowami wręczyłem jej lusterko.

 

I roztrzaskałaby je o moją głowę,

ale mignęło jej przed oczami jej własne odbicie:

zamarła na dwie sekundy jak urzeczona

tak że zdążyłem uciec.

 

 

IMG_20200623_121939

 

 

ELIZABETH BARRETT BROWNING, XIX w.

JAK CIĘ KOCHAM? POCZEKAJ – WSZYSTKO CI WYŁOŻĘ

 

Jak cię kocham? Poczekaj, wszystko ci wyłożę.

Kocham do dna, po brzegi, do samego szczytu

Przestrzeni, w której dusza szuka krańców Bytu

I Łaski idealnej, ginąc w tym przestworze.

Kocham cię tak przyziemnie, jak tylko zejść może

Głód; przy świeczce i w słońcu, gdy sięga zenitu;

Tak śmiało i tak czysto, jak ktoś, kto, Zaszczytu

nie pragnąc, broni zasad, wspartych na Honorze.

Kocham cię całym żarem, który niosłam w piersi

Przez mrok smutków; dziecinną wiarą wbrew niedoli;

Miłością, jaką we mnie niegdyś tylko święci

Budzili – kocham wszystkim, co cieszy i boli,

Tchem, łzą, uśmiechem, życiem! – a gdy Bóg pozwoli

Będę cię nawet mocniej kochała po śmierci.

 

 

IMG_20200625_114412

 

WALT WHITMAN, XIX w.

CZASAMI, PRZY KIMŚ, KOGO KOCHAM

 

Czasami, przy kimś, kogo kocham, narasta we mnie furia obaw, że dyszę miłością nieodwzajemnioną,

Ale dziś myślę, że nie ma nieodwzajemnionej miłości, odpłata jest tak czy inaczej pewna,

(Kochałem raz kogoś żarliwie i miłość moja nie spotkała się z wzajemnością,

A jednak przez to właśnie napisałem te pieśni).

 

 

IMG_20200829_114146

 

 

JOHN LENNON I PAUL McCARTNEY, XXw.

PTYSIU MÓJ

(Honey Pie)

 

Dziewczęciem z buzią w ciup

Tu przez życie szła.

Dziś padło jej do stóp

Całe USA.

 

Gdyby mnie słyszała, to bym rzekł te słowa dwa:

 

Ptysiu mój, ja kocham cię szalenie,

Kocham lecz jestem leniem,

Więc proszę, sama wróć.

 

Och, ptysiu mój, jestem w stanie tragicznym,

Więc ze śpiewem magicznym

Sama wróć z Hollywood.

 

Srebrny ekran przelał na cię glorię swą:

Na samą myśl, że spotkam cię, z punktu nogi mi drżą:

O-o-ą!

 

Och, ptysiu mój, mam co noc napad szału,

Wracaj, choćby pomału,

Tu, gdzie ból targa mną.

 

Oby wiatr, co w żagle parostatku dmie,

Przez Atlantyk wwiał cię w ramiona me.

 

Ptysiu mój, ja kocham cię szalenie,

Kocham, lecz jestem leniem,

Więc proszę, sama wróć.

 

IMG_20200627_193231

Sławek 3

slawek

 

Zapracowana jestem, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, więc trochę mało mnie tu widać. Ale oto KC Anette zgłosiła zapotrzebowanie na „przeciek” z Na Jowisza 2, więc spieszę z gotowym już portretem Sławka Lewandowskiego, uporczywego i ambitnego absztyfikanta Idusi Borejko.

Portret ten, jak wiecie z poprzednich wpisów, rodził się w mękach, ale wreszcie mam właściwy wariant i nikt mnie już nie przekona, że to nie jest Sławek jak żywy!

Jeszcze go tylko trochę dopracuję, trochę poprawię (bo właśnie zauważyłam, że chłopak ma lekko niesymetryczny wąsik) i ilustracja gotowa!

Sam tekst książki też już właściwie gotów i też wymaga jeszcze drobnych dopisków, poprawek oraz innej kosmetyki. Oddam go wydawnictwu HarperCollins w połowie marca. I wtedy do pracy przystąpi moja współautorka, córka Emilia Kiereś: ma wykonać aż 60 zdjęć miejsc jeżycjadowych. Ja zaś muszę narysować i namalować prawie tyleż ilustracji! Kiedy się z tym uporamy, pozostaje nam zeskanowanie kilkudziesięciu świstków, zdjęć, dokumentów, wycinków i listów, a kiedy już je wszystkie „obrobimy”, będzie koniec pracy! Materiał ilustracyjny oddamy do 15 maja, zaś już po wakacjach książka się ukaże!

Bardzo się cieszę!

Roboty huk, ale zimą dobrze się pracuje. Mróz aż trzeszczy, więc nie chce się wychodzić z domu, zresztą mam za oknem taki oto widok – fotografowałam go przez zamocowaną na stałe siatkę na owady, więc jest cały w pokratkowany drobny raster:

 

IMG_20210114_111621

 

Witam nowych i miłych Gości w naszej Księdze! Są to: Bielsko, Cesia 14, Zofia, Milo, M. Puzonek, Milcia, Katarzyna M., nowa Ola, BartoszP., Rozalia, nowa Basia, Danuta z córkami, nowa Weronika i nowa Joanna.

Milciu! – nie ma specjalnego sposobu, by do Księgi Gości wpisać wiadomość prywatną. Trzeba po prostu uprzedzić: „To jest wiadomość prywatna” – i już wszystko jasne!

Dostałam taką właśnie wiadomość naszej Rysi. Miło, że chcesz mi pomóc, Rysiu, dziękuję, a pomysł udany – ale ja z zasady nie korzystam z cudzych pomysłów, raz, że to nie fair, a dwa – bo mam nadmiar pomysłów własnych. Problem tylko z mocami przerobowymi! Zresztą, jak już wspomniałam, NIE CHCĘ pisać o pandemii, i tak się uparłam, że nikt i nic mnie do tego nie skłoni!

Milo! – cieszę się, że pomogłam – dobrze to wiedzieć!

Niebieska Żabko – mam nadzieję, że przenigdy Cię nie znudzę!

M. Puzonku – odradzam szukanie księcia z bajki. Po pierwsze, w zasadzie nie ma tego gatunku. Po drugie, czeka Cię prawdziwe życie, nie zaś bajka, o nie! Szukaj realisty. Majster-klepka też może być.

Bartoszu P. – bardzo się ucieszyłam wiadomością od Ciebie. Zawsze się trochę obawiałam, czy Jeżycjada nie ucierpi z powodu wstawienia jej do lektur szkolnych. Tymczasem dzieje się odwrotnie – bardzo jej to służy! Uradowało mnie też to, że te miłe słowa pochodzą od chłopca, co oznacza, że udało mi się napisać serię książek uniwersalnych. Hura!

Weroniko, Wasza Pani Polonistka ma sto procent racji. Pisanie takimi skrótami jest okropne i niedopuszczalne, uch, aż mi coś w głowie zgrzyta, gdy czytam podane przez Ciebie przykłady. Można tak skracać słowa, kiedy się robi szybkie notatki – ale potem należy słowa te rozwinąć i nadać im cały ich blask oraz urodę. Nie żałuj im tego pełnego blasku, słowa są piękne i potężne, są jak czarodziejskie kluczyki do wspaniałych światów. Nie wolno ich okaleczać!

Rozalio – spotkanie Cześnika z Józinkiem i Ignasiem? Przebóg! Cóż za pomysł niezwykły! No, ale można się przy nim rozpisać i nawet nieźle zabawić. Pozdrawiam Panią Polonistkę!

Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za każde dobre słowo

i ściskam gorąco każdą i każdego z Was!

Wasza

MM

Prezent 2

andersen

 

Prześliczna, prawda?

Tę misterną wycinankę wystrzygł osobiście sam Hans Christian Andersen! U góry i na dole widzicie autograf pisarza.

Andersen potrafił tworzyć za pomocą nożyczek baśniowe sceny – równie zachwycające, jak te, które tworzył piórem i atramentem. Niekiedy opowiadał w trakcie wycinania, a potem rozkładał i opisywał wykonane dzieło – często pełne fantastycznych postaci – szczęśliwemu odbiorcy. Zaledwie rok dzielił Andersena od śmierci i bardzo był już słaby, kiedy dedykował tę papierową wycinankę Marii Grant Camer, której bratem był amerykański prezydent Ulysses S. Grant, zaś mężem – Michael J. Cramer, ambasador amerykański w Danii.

W owym czasie grupa amerykańskich dzieci dokonała zbiórki pieniędzy, by w ten sposób spłacić Andersenowi swój dług za wszystkie cudowne historie, które im ofiarował. Andersen – który nie był bynajmniej tak ubogi, jak dzieci przypuszczały – warknął na ambasadora, kiedy ten wręczał mu ową darowiznę, lecz szybko pożałował swojej nieuprzejmej reakcji i postanowił  ją jakoś załagodzić. W domu swych przyjaciół, zwanym Rolighed (Spokój) Andersen podjął państwa Cramerów wielkim przyjęciem, na które osobiście ułożył szesnaście bukietów. Wzniósł toast za Stany Zjednoczone, które, jak powiedział, „stały się mi drogie z powodu miłości, płynącej stamtąd ku mnie z serc tych młodych ludzi. {…} W baśni mojego życia będzie to cała stronica.”

Powyższy cytat w moim przekładzie, jak i sama reprodukcja wycinanki, pochodzą z tej oto książki, którą znalazłam pod choinką:

 

handwriting

 

Na obwolucie widnieje fragment listu wielkiego malarza René Magritte’a, z rysuneczkami, a sama okładka, tu pod obwolutą niewidoczna, ozdobiona jest wytłoczonym, granatowym rękopisem Marii Antoniny!

Cały tom zawiera niezwykłe skarby, pochodzące ze zbiorów – co mówię, z największej na świecie kolekcji autografów!!! – brazylijskiego historyka sztuki, byłego dyrektora brazylijskiej Biblioteki Narodowej, Pedro Corrêa do Lago. Cudowna historia! Zapalił się do tego zbierania kiedy był nastolatkiem, a kiedy się przekonał, że istnieje wielki rynek autografów, że można je zdobywać także drogą kupna, poświęcił majątek i całe lata życia, by zebrać jak najwięcej tych bezcennych obiektów. W rzeczy samej, zawartość kolekcji zapiera dech w piersiach! Kogo tam nie ma! Pisarze, malarze, politycy, królowie, papieże, kompozytorzy, podróżnicy, naukowcy! – i Mata Hari, i Al Capone, i Roosevelt, Napoleon – i nawet król Henryk VIII!

Jest i cenny autograf ośmioletniej Victorii, która później zostanie wielką królową Anglii. Pisze ona do swego wujaszka, Fryderyka, księcia Yorku:

 

vic1

 

vic2

 

Tu zaś – sześcioletni Henri de Toulouse-Lautrec!  Podyktował on mamie list do swej matki chrzestnej, pod którym się sam podpisał i w dodatku ozdobił swój podpis wspaniałym zawijasem!

Moja kochana matko chrzestna! – ściskam Cię z całego serca i powiedz mi, czy Panna Julie czuje się dobrze, i czy Arnaud, Justine i Antoine czują się dobrze. Ściskam Cię jeszcze raz i to już koniec.

Henri.

 

henri

 

Tangible Time – czas dotykalny, czas namacalny – taki tytuł nosi pierwszy z interesujących esejów, otwierających książkę. Bardzo celne! Czas zostaje właśnie uchwycony w tych skrawkach listów i zapisków, a wielka układanka historii zyskuje nowe i nieoczekiwane  elementy.

Natychmiast zaczęłam cenić jeszcze bardziej swoją o ileż skromniejszą kolekcję autografów. Jest ona przynajmniej niemała! Nie znałam co prawda żadnej królowej, ani nawet  polityka, ale gromadzę w specjalnych teczkach wielkie ilości listów, ręcznie pisanych, że już nie wspomnę o licznych tomach z dedykacjami od wspaniałych autorów oraz o rodzinnych pamiątkach!

W „Na Jowisza2”, którą to książkę właśnie mam na ukończeniu, będzie specjalne hasło, poświęcone sztuce pisania listów. I zaprezentuję tam niektóre perełki swojej kolekcji!

Książka ta ukaże się – takie są plany – jesienią tego roku.

A potem to już naprawdę siadam, nie ruszam się z miejsca i piszę „Chucherko”! Biedne Chucherko, poszkodowane przez absurdy rzeczywistości, ciężka jego dola. Ani szkoły nie ma, ani zabawy, ani kawiarenki, ani sportu, ani spotkań towarzyskich, ani podróży… i wszyscy w maseczkach! Konia z rzędem temu, kto wymyśli żywą i zabawną akcję przebiegającą w takich okolicznościach! Ja nie znajduję w nich nic, ale to nic zabawnego…

Jednakże świta mi już pewien pomysł na rozwiązanie tej patowej sytuacji. A więc – cierpliwości!

Tymczasem przesyłam Wam pozdrowienia i witam nowe w Księdze Gości osóbki: AśkęD (ukłony dla wzruszonej babci!), OluK, Agatę, Wisienkę, Z topazem, Grażynę, Weronikę i Ewę.

Wszystkim zaś gościom bardzo dziękuję za tyle serdecznych słów i miłych wyrazów wraz z pochwałami. Serce rośnie! Pochwały te wszelako należą się także i Wam wszystkim, po połowie ze mną. Gdybyście mnie tak stale nie dopingowali, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, gdybym tak stale nie słyszała od Was, że jestem Wam potrzebna – pewnie bym już nie pisała, tylko zajmowała się wyłącznie sztuką ogrodniczą. A więc – dzięki za owocną współpracę!

Dziękuję też za liczne, miłe i często wzruszające wiadomości prywatne. Mario Anno, raz jeszcze uściski dla was wszystkich! Weroniko, pozdrów ode mnie Gabrysię i Basię!

Aha, Mamo Isi, Adminki mówią, że awaria jest u Ciebie, u nas wszystko wzorowo działa. Radzą, byś usunęła historię przeglądania w swoim komputerze i odświeżyła stronę. Powinno pomóc!

Wisienko! Pytasz, jak wyszukuję te wszystkie piękne obrazy. Cóż, internet jest ich pełen, trzeba tylko wiedzieć, czego się szuka i gdzie. Mam zwyczaj spędzać mile godzinki na oglądaniu internetowych galerii sztuki (wszystkim polecam!). Znajduję istne cuda! Co piękniejsze obiekty zapisuję sobie w komputerze, gromadzę też sporo zapisków odręcznych – w razie potrzeby tylko sięgam do zasobów i już wszystko mam!

Gorące uściski ze śniegowych zasp

od Waszej

MM

 

Dzień Babci!

Nikolaos Gysis - Tutt'Art@ - (13)

mal. Nicolaos Gyzis (1842 –  1901) 

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Tak, wiem oczywiście, że wcale nie muszę Wam przypominać o tym Dniu – sami pamiętacie, kto Was kocha najbardziej bezwarunkowo i to na zawsze. Prawda?

Więc też nie przypominam! – tylko spieszę z najserdeczniejszymi pozdrowieniami i życzeniami dla bywających tutaj Babć.

Nie zapominam też o Dziadkach! – już niebawem przypada i ich święto.

 

Γεώργιος-Ιακωβίδης-Ο-Χαϊδεμένος-1890

mal. Nicolaos Gyzis

 

Kochane Babcie i drodzy Dziadkowie!

Życzę Wam zdrowia, siły i nieustającej radości życia oraz prawdziwej dumy z wnuków.

Należą się Wam gorące podziękowania i czuła pamięć – za Waszą miłość i troskę. Ich wspomnienie zostaje z wnukami na całe życie, choćby już Was zabrakło. Miłość zawsze się pamięta, a wdzięczność za doznaną dobroć i  troskliwość opromienia lata, kiedy musimy już sami dorosnąć, zestarzeć się i kiedy przychodzą na świat nasze własne wnuki. Wtedy od razu wiemy, jak je kochać (bezwarunkowo, oczywiście!) i jak je wiernie wspierać! – ktoś nas tego przecież nauczył…

Sztafeta miłości… Czy zdajecie sobie sprawę, jak ważni jesteście?

Nie tylko dla wnuków.

Dla świata!

 

Te czerwone róże także namalował znakomity grecki artysta, Nicolaos Gyzis. Jak dobrze rozumiał on serca babć i dziadków, widać na obrazkach powyżej.

Na pewno chętnie by Wam podarował taki bukiet!

 

image

 

Jeszcze słówko miłego powitania dla nowych osób, które odwiedziły ostatnio naszą Księgę Gości. Są to: Ania z Sulejówka, eufuizm, Agnieszka z Warszawy, Ania, wierna czytelniczka z Torunia (z mamą Lidią!), Ania eR z Kielc (uściski dla dziewięciolatki!), Ania MM z Puszczykowa, Marta z Jona (uściski dla córki!), Agnieszka z Rzeszowa, Katka z Sosnowca, Agusia-gapusia, Maja z Pruszcza Gdańskiego, Dorothy (dawniej dorole), Kasia z Gdańska, mysza spod regału, Basia Or., Wandzia z Poznania (miłego pobytu życzę!), Tom z Krakowa ( który tak miło pyta o „Chucherko”, a ono wciąż w fazie obmyślania), Kamila z Warszawy (hej, no kiedyś będę musiała przestać pisać!…), Szkodnik (który pyta o dziadka – Grzegorza i któremu już odpowiedzieli inni Goście), Donata (której bardzo dziękuję za poruszający wpis i której chcę tylko przypomnieć: „Nie lękajcie się!”) oraz Kamila (pozdrawiam męża!). Jest wreszcie i Małgosia z Kostrzyna, która zaprasza mnie do współpracy i której już z góry, niestety, muszę odmówić, bo… mam już czas tylko na pracę własną. Przepraszam za zawód!

Kochanej Kris z Sardynii dziękuję za przesyłkę z „miłymi życia drobiazgami”! Dotarła nareszcie i ucieszyła!

A wszystkim dziękuję za jakże miłą pamięć i jakże wzruszające życzenia urodzinowe!

Mocno ściskam –

Wasza

wdzięczna za tyle życzliwości i serca

MM

 

Prezent

plant

 

 

Tę wielką, grubą, barwną, wspaniale wydaną księgę przywiózł mi pod choinkę syn. Prosto z Londynu!

Nie mogę się nią nasycić. Jest fascynująca! Bardzo angielska, można powiedzieć, biorąc pod uwagę typowo brytyjskie zainteresowanie i podziw dla przyrody, a także szacunek i wnikliwość, z jaką się traktuje jej poszczególne okazy. Książka zawiera dziesiątki reprodukcji zdjęć, obrazów, tkanin, obiektów, a nawet rzeźb – wszystko, co dotyczy roślin! Są tu rysunki, akwarele i drzeworyty japońskie, są arabskie, ręcznie spisane, strony podręcznika zielarstwa, są francuskie gobeliny, są grafiki i obrazy, stronice starych zielników i stare sztychy – ilustracje do dzieł naukowych i podręczników botaniki. Ale dla mnie najciekawsze okazały się zdjęcia, wykonane z pomocą aparatury medycznej!

Oto na przykład przekrój poziomy pnia sosny na świetlnym mikrografie, wykonanym w roku 2011 przez Lauren Piedmont w Harvard Medical School, z użyciem dodatków fluorescencyjnych. Fluorescencja – objaśniają autorzy podpisów pod reprodukcjami – daje zaskakujące efekty, gdy się ją zastosuje pod mikroskopem elektronowym: oto niespodziewanie powstaje dzieło sztuki! 

A ja dodam z zachwytem: doskonale ponadto widać, jak zmyślne, jak cudownie precyzyjne, jak doskonale zaprojektowane jest wnętrze takiego zwyczajnego pnia! Arcydzieło konstrukcyjne!

plant1A

 

A oto romantyczny, zwiewny, subtelny portret róży: doktor Dain L. Tasker zrobił jej (w roku 1926) zdjęcie rentgenowskie!

 

plant4

 

Tu zaś – lilia amazońska (Eucharis+grandiflora) na radiografie z roku 2011. Zdjęcie zrobił doktor Gary Yeoh, histopatolog z Hongkongu, używając aparatu rentgenowskiego do wykonania (jak je nazywa) „florografii” – czyli obrazów ukazujących niewidzialne piękno kwiatów. Rzeczywiście! Zdjęcie rentgenowskie na papierze metalicznym ukazuje całą subtelną a mocną strukturę lilii, wdzięk i urok jej konstrukcji, wibrujące w niej życie i energię, skumulowaną w napiętych, gotowych do eksplozji pąkach:

 

 

plant2

 

To zaś, co widzicie poniżej, to wcale nie jest projekt kostiumu do jakiejś baletowej baśni scenicznej, tylko zwyczajne nasionko skabiozy (Scabiosa crenata) na powiększonym obrazie mikrograficznym. W naturze ma ok. 7,2 mm średnicy!

Brytyjski artysta Rob Kesseler przez ponad dekadę działał na pograniczu sztuki i nauki, produkując mikroskopowe obrazy nasion i pyłków kwiatowych. Preparaty swoje pokrywał cienką warstwą platyny i skanował je pod bardzo silnie powiększającym mikroskopem elektronowym. Otrzymywał obrazy czarno-białe, które następnie ręcznie kolorował, by odkryć i uwydatnić tajemnicze kształty i delikatne struktury wewnątrz tych maleńkich, niepozornych cząstek roślin. Rezultaty jego pracy przyprawiają nieomal o metafizyczny dreszcz, o zdumienie i zachwyt: oto człowiek XXI wieku widzi świat tajemniczy i nieznany, zagląda w jakiś nieskończony mikrokosmos, i może tylko bezradnie się zastanawiać, jak wielkie są obszary wiedzy, do których jeszcze nie dotarł, i jakie jeszcze odkrycia tych mikroświatów przyniesie rozwój techniki? A także – i przede wszystkim: kto to wszystko tak cudownie zaprojektował?!

plant3

A mnie przy tej okazji przypomina się ulubiony fragment pięknej książki Władysława Zambrzyckiego „Kwatera  bożych pomyleńców”. To rozmowa z Quadratusem i Tatarem, który

„podobno pragnął, lecz nie mógł uwierzyć w zajmującą opowieść pana Wincentego o zapylaniu kwiatów rośliny Yukka gloriosa.

– To nie może być – mówił – żeby robaczek znał taki sekret.

– Nie robaczek, tylko owad – poprawił Quadratus.

– Dobrze, niech będzie owad, i tak nie uwierzę. (…)

– W interesującym nas przypadku roślina umówiła się z motylkiem, że będą sobie wzajem pomagać w rozmnażaniu. Stało się to dawno, przed milionami lat, a umowa obowiązuje do dziś. Motyl w nadzwyczaj pomysłowy sposób zapyla roślinę, ta zaś wychowuje mu dzieci. Zrozumiałeś?

– Nie.

 – No to skup uwagę i słuchaj. Pewnego wieczoru, kiedy Yukka zakwitnie i porozchyla płatki, motyl-samica wlezie do jednego z jej kwiatów i złoży jajko. Gdyby się na tym miało skończyć, źle by było, gdyż nie zapylony kwiat szybko by zwiądł i odpadł, a wraz z kwiatem jajko też by zginęło. Co wobec tego robi motyl? Sięga ku pręcikom, zbiera z nich pyłek i ugniata łapkami kulkę.

 – Już sobie przypominam, mówił pan o tym. Że w kwiatku jest słupek, a w słupku jest wklęsłość.

 – Tak, bardzo mi miło, że pamiętasz. Kiedy motyl zrobi już kulkę, bierze ją pod brodę mniej więcej tak, jak ty być wziął pod brodę kulę od bilardu.

– A to heca!

– Potem motyl gramoli się na słupek i przednimi łapkami wpycha kulkę do zagłębienia, które ma kształt wydrążonej półkuli. Tak się odbywa zapylanie. (…) Po zapyleniu kwiatu samica-motyl odwiedza drugi kwiat, znosi w nim jajko, lepi kulkę, wpycha, gdzie trzeba, przelatuje na trzeci kwiat, na czwarty, na piąty, póki nie złoży wszystkich jajek. I wówczas ginie.

 – Czyli umiera?

– Tak, umiera. Wszystko, co ci opowiedziałem, dzieje się w ciągu jednego wieczoru. Po śmierci samiczki opiekę nad jajkami i nad gąsienicami, które się szybko lęgną, obejmuje roślina. Odtąd motyli potomek ma zapewnioną ciszę, spokój, odpowiednią do rozwoju temperaturę i odpowiedni pokarm. Młoda gąsieniczka pożera część zalążków kwiatu, a część zostawia, bo gdyby zjadła wszystkie, kwiat by zmarniał wraz z gąsienicą. Rozumiesz teraz?

– Rozumiem i zaczynam dygotać ze strachu. To są jakieś czary. I co się dzieje dalej z gąsieniczką?

–  Ano rośnie, rośnie, Tatarze. Po kilku dniach zdrowa i silna gąsienica wygrzebuje się spośród płatków kwiatu, pełznie w dół po łodydze, schodzi na ziemię, potem już jako poczwarka zimuje w ziemi i na drugi rok staje się motylem. Jeżeli jest samiczką, to pewnego wieczoru zacznie składać jaja i lepić kulki. Powiedz mi, kto nauczył motyla lepienia kulek?

–  Straszna heca!

– Nie nauczyła go matka, bo zmarła w chwilę po złożeniu jaj, nie nauczył ojciec, bo nigdy nie oglądał swych dzieci, kto więc nauczył?”

 

***

 

Zostawiając was z tym fascynującym pytaniem, spieszę teraz powitać nowe osoby w Księdze Gości. Są to: Ewa z Działdowa, Renata K, Anna, Agnieszka Haack, Sylwia, Kinga, s. Marysia, Mar., Agnieszka Smithothska z Londynu, Klaudia Piątek, Jolanta, Maria(Ma), Alicja, Lorelai, Miłka, Anna Łucja, Tysia, Monika, Wanda, MarTusia, DoBa, Dariusz, Tatiana, Barbara, Asia (mama Marcinka), Iwona Kwiatkowa z córeczką, Eululia, Paulina, Magdalena (całusy dla Stasia!), Tosieńka, Wioletta, Magda z Radomia, Kasia, Maciej (Jejek), Izabela, Dorota, Monik, Anastazja, Rockandrollka, Anonimowa 05, Małgosia, Tatiana, Agnieszka K, Agnieszka O, Ania wierna czytelniczka, Joanna,  Marta (najmilsze życzenia urodzinowe dla córki!) oraz Ania MM.

Anonimowa 05 – cieszę się, że obie lubimy i mile wspominamy Brzóstków! – jak i Śmiełów zapewne.

Wioletto i Niebieska Żabko – mnie również żal naszych Galerii Piernika, lecz niestety, latka lecą, kręgosłup figluje, muszę oszczędzać siły i ograniczać czas, spędzany przed komputerem. A takie galerie – wierzcie mi – to było OGROMNIE dużo żmudnej dłubaniny, a więc wiele długich godzin na siedząco!

Anastazjo: Toruń lubię bardzo i wraz z bliskimi często go odwiedzam. Nic więc dziwnego, że i miasto, i jego niegdysiejszy wspaniały antykwariat (byłam jego stałą bywalczynią) znaleźć się musiał w którejś z powieści! Więcej o tym – w „Na Jowisza!”.

Anette pyta o „Jowisza 2” – tak, wszystko na to wskazuje (choć umowy jeszcze nie podpisałam), że ukaże się on w tym roku. Wydawnictwo HarperCollins, które zadowolone jest z powodzenia „Na Jowisza” (książka miała dwa solidne dodruki od maja do września 2020) celuje z „Jowiszem 2”  na jesień 2021! A ja mam termin do maja. Nadążam, a jakże.  

Izabelo, sprawiłaś mi uciechę wiadomością, że trafiłaś na „Jeżycjadę” dzięki temu, iż córka miała ją w lekturach. Zwykle kolejność jest odwrotna – to mamy dzielą się z córkami. Tak czy inaczej – wspaniale!

Macieju (Jejku) – dziękuję za wiadomość prywatną, która bardzo mnie poruszyła. Przesyłam Ci krzepiący uścisk!

Kochany Zgredzie z rodziną, myślę o Was i Waszych sprawach i trzymam kciuki za wszelką pomyślność!

Joanno z Kielc – najlepsze życzenia urodzinowe dla Mamy!

 

A jako finalny akord zostawiam sobie Wielkie Podziękowanie dla wszystkich, którzy pospieszyli z życzeniami w tę niespecjalnie zachwycającą liczbowo rocznicę mych urodzin. Bardzo mnie te wszystkie dobre myśli i serdeczne życzenia pokrzepiły oraz ucieszyły. Dziękuję z całego serca!

Beatuszko, właśnie doszły Twoje przepyszne ciasteczka. Dziękuję najserdeczniej!

A wszystkich razem – mocno ściskam!

Wasza

MM

Szczęśliwego Nowego Roku…

IMG_20201230_122149

 

…życzy Wam Genowefa Bombke, a z nią i ja, oczywiście.

Ten nowy rok – choć z różnych względów wydaje się to mało prawdopodobne – może przecież być szczęśliwy. Szczęście jest wszak stanem ducha, a duch szybuje wysoko ponad przyziemnymi trudnościami, ponad przykrościami, absurdami i ponad codziennym mozołem.

Czyż nie wtedy jesteśmy najszczęśliwsi, kiedy przestajemy myśleć o sobie? Myślmy o innych, o naszych bliskich i kochanych, lecz także o obcych, którym potrzebna jest nasza pomoc, lub choćby – nasza siła i radość, nasza pogoda ducha i wsparcie. 

Co do tej ślicznej, kolorowej figurki szklanej – dostałam ją w prezencie gwiazdkowym od Kochanej (i jakże wiernej) Czytelniczki, Magdy Z. Paczka przyszła jeszcze przed Wigilią, ale nie wytrzymałam i otworzyłam ją wcześniej. Musielibyście słyszeć te okrzyki!!! – moje oraz asystujących przy rozpakowywaniu członków rodziny. Ha!

Figurka Geniusi wykonana została w hucie szkła, a odlał ją, wedle wskazówek Madzi, która tam pracuje (oprowadza wycieczki po wystawie), mistrz, pochodzący ze Lwowa.  Dziękuję z całego serca i Magdzie, i mistrzowi! Efekt ich współpracy jest nadzwyczajny, a radość moja – ogromna!

Jak widać, uszczęśliwić może nawet kawałeczek szkła. Chodzi tu bowiem nie o sam przedmiot (choć uroczy), a o to, co się wokół niego unosi jak świetlista mgiełka: o dobroć, przyjaźń, serdeczność i troskę, o uczucia i dobrą wolę, o radość tworzenia i darowywania, słowem, o to wszystko, czego Wam w Nowym Roku najgoręcej życzę!

Madziu, ściskam Cię mocno, z wielką wdzięcznością!

I Was wszystkich, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy – także!

Dużo szczęścia w Nowym Roku!

Wasza –

MM

 

Życzenia świąteczne

swieta-1

Mozaika z XII wieku „Miasto Betlejem” – (Bazylika San Clemente, Rzym)

 

Taką oto kartkę świąteczną otrzymałam właśnie od zaprzyjaźnionej rodziny Kochanych Czytelników z Warszawy. A na jej odwrocie te słowa:

 

swieta-3

 

Choć więc raz już składałam Wam życzenia, musiałam przecież podzielić się z Wami, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, ową prostą i mocną prawdą, którą tak pięknie sformułowali moi przyjaciele.

Tak, pojutrze znów wszyscy znajdziemy się w tym samym, co zawsze Betlejem, a Narodziny znów dodadzą nam sił i radości. A może też przypomną, że przecież bywały i gorsze, i bardziej dziwne czasy, a przecież żadne moce nie były i nie są nadal w stanie odpędzić nas od tej Stajenki z Dzieciątkiem. Zawsze będziemy się do niej garnąć.

Radosnych – mimo wszystko i dzięki wszystkiemu – Świąt Bożego Narodzenia!

życzy Wasza

MM

PS A ja już dostałam prezent pod choinkę (można przeczytać o nim TUTAJ). 

I bardzo się cieszę!

Pięknych Świąt!

Georges_de_La_Tour_-_Newlyborn_infant_-_Musée_des_Beaux-Arts_de_Rennes

Georges de La Tour (1593-1652)  Nowo narodzony

 

Święty Jan Paweł II:

Boże Narodzenie jest świętem człowieka. Rodzi się człowiek. Jeden z miliardów ludzi, którzy się urodzili, rodzą się i będą się rodzili na ziemi. Człowiek, element składowy wielkiej statystyki. Nie przypadkiem Jezus przyszedł na świat w okresie spisu ludności, kiedy cesarz rzymski chciał wiedzieć, ilu poddanych liczy jego kraj. Człowiek, przedmiot rachunku, rozważany w kategorii ilości, jeden wśród miliardów.

I równocześnie jeden, jedyny, niepowtarzalny. Jeżeli tak uroczyście obchodzimy narodzenie Jezusa, czynimy to dlatego, aby dać świadectwo, że każdy człowiek jest kimś jedynym i niepowtarzalnym. Jeżeli nasze statystyki ludzkie, ludzkie katalogowania, ludzkie systemy polityczne, ekonomiczne i społeczne, zwykłe ludzkie możliwości nie potrafią zapewnić człowiekowi tego, aby mógł się narodzić, istnieć i działać jako jedyny i niepowtarzalny, wówczas to wszystko zapewnia mu Bóg. Dla Niego i wobec Niego człowiek jest zawsze jedyny i niepowtarzalny; jest kimś odwiecznie zamierzonym i odwiecznie wybranym, kimś powołanym i nazwanym własnym imieniem.

(Watykan, 25 grudnia 1978 roku).

 

IMG_20201128_231042

 

Ten wielkiej piękności obraz  francuskiego malarza przedstawia, jak się sądzi, Marię z maleńkim Jezusem oraz świętą Annę, która osłania dłonią świecę (symbol Chrystusa).  Choć przepojony mistycyzmem, obraz ten ukazuje przecież zarazem zwyczajną, domową scenę: dwie troskliwe, zachwycone, czułe kobiety zapatrzone w nowo narodzonego człowieka. W ten zwyczajny cud. Właśnie  dlatego dzieło to wydało mi się tak bardzo pasujące do powyższego, wspaniałego  cytatu z orędzia Jana Pawła II.

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Właśnie teraz, kiedy zło zdecydowało się pokazać  swe oblicze publicznie, a dobro wydaje się nam tak bezbronne i ukryte,  warto pamiętać, że jest ono przede wszystkim –  ciche. Nie sądźmy, że jest w odwrocie; ono nigdy nie jest w odwrocie. Ono po prostu JEST. Wciąż się odradza. 

Poznacie je po tym, że przynosi prawdziwą  radość.

Tej radości właśnie życzę Wam na Święta Bożego Narodzenia. Niech będą jak najpiękniejsze! A jeśli w wieczór wigilijny nie uda Wam się spotkać ze wszystkimi, których kochacie, połączcie się z nimi dobrą myślą i serdecznym wspomnieniem.

Pięknych, pełnych miłości Świąt! – właśnie takich, jak co roku –

życzy Wam

Wasza

MM

 

IMG_20200112_142148

 

Na koniec jeszcze kilka słów powitania do nowych Gości w Księdze. Są to:  Renata K (pozdrawiam dzieci!), Anna z Radomińska, Kinga, Ducholuszka, s. Marysia, Kasia, Mar., eufuizm, Agnieszka z Londynu, Agnieszka Haack z Freibrurga, Reema, Klaudia Piątek, Józefina z Doliny Muminków oraz Aneta. Najserdeczniej dziękuję za wszystkie miłe słowa, dobre myśli i pozdrowienia – łączę uściski dla Was!

Na prośbę  Anety dodaję specjalną dedykację dla jej młodszej siostry. Karolciu miła! Bardzo się cieszę, że mam w Tobie nową czytelniczkę –  ale też i z tego, że tak lubisz czytać! Życzę Ci wspaniałych książek pod choinką i mocno ściskam!

Anno z Radomińska: byłoby mi bardzo miło skorzystać z Twojego zaproszenia i przyjechać do sympatycznych harcerek. Niestety!- zdrowie nie pozwala. Już nie jeżdżę: kuruję sfatygowany kręgosłup!  Naprawdę, po tych wszystkich pracowitych latach muszę teraz zwolnić tempo. Zresztą, wiesz, jak to powiadają: „albo się jeździ, albo się pisze!”. Sama rozumiesz…

Mar. – tak, tak, pomysł z „inną strefą czasową” w Chucherku już dawno mi przyszedł do głowy i zamierzam go wykorzystać!

Magdo Z, dziękuję za tyle miłych słów i pochwał dla gawędy  Emilii Kiereś o kolędach. Uważam, że ta książka jest naprawdę śliczna pod każdym względem i miło mi się dowiadywać, że dzieło córeczki  i  innym się podoba.

Sondelani – dziękuję za pamięć i za wiadomość prywatną. Zgredzie, Tobie także (przejęta, bardzo trzymam kciuki…i przesyłam także pozdrowienia dla Mamy)!

Niebieska żabko, niestety, nie zdołam w tym roku się zdobyć na kolosalny trud związany z urządzaniem Galerii Piernika. Może w przyszłym roku się uda!

Zuziu 12, pytasz, czy nigdy, w żadnych okolicznościach, nie traciłam pogody ducha i nadziei.  Ależ traciłam oczywiście pogodę ducha, kiedy to spotykały mnie nieszczęścia, a także choroby i śmierć bliskich. Nie można być wiecznie pogodnym, mamy prawo do smutku, bólu  i żałoby. Ja tylko nie lubię ich uzewnętrzniać.

Natomiast nadzieja – co stwierdzam po dojrzałym namyśle – właściwie mnie nie opuszcza.

I tak chyba ma być…

Uściski dla wszystkich!

MM

 

 

 

Adwent

IMG_20201128_230704

Fot. MM

 

 

Gerard Manley Hopkins (1844-1889)

ŚWIECA WE WNĘTRZU

 

Płomień świecy za szybą mijam pośród mroku,

I śledzę, jak krąg błogi żółtawej wilgoci

Wstrzymuje czarny napór ćmiącej wszystko nocy,

Jak się migot promieni miękko mieni w oku.

 

Jakich to palców pracę ukrywa ten pokój,

Pytam sam siebie, z braku odpowiedzi oczy

Tym chętniej tam kierując, gdzie czyjeś się toczy

Życie/ na chwałę Boga, na świadectwo Bogu. –

 

Wejdź w dom, we wnętrze: świecę życia popraw swoją

Wpierw – niech ciemną komorę serca rozpłomienia.

Jesteś tu panem, żyj więc zgodnie ze swą wolą;

 

Cóż? Czyś jest ślepcem, który nie widzi promienia,

A błąd bliźniego karci? obłudnikiem? solą

Zwietrzałą, wyrzuconą z nakazu sumienia?

 

(przełożył: Stanisław Barańczak)

 

IMG_20201128_231025

 

Gerald Manley Hopkins

THE CANDLE INDOORS

 

Some candle clear burns somewhere I come by.
I muse at how its being puts blissful back
With yellowy moisture mild bight’s blear-all black
Or to-fro tender trambeams truckle at the eye.

By that window what task what fingers ply,
I plod wondering a-wanting, just for lack
Of answer the eagerer a-wanting Jessy or Jack
There/ God to aggrandise, God to glorify. —

Come you indoors, come home; your fading fire
Mend first and vital candle in close heart’s vault;
You there are master, do you own desire;

What hinders? Are you beam-blind, yet to a fault
In a neighbour deft-handed? Are you that liar
And, cast by conscience out, spendsavour salt?

 

IMG_20201128_231033

 

A teraz jeszcze dopiszę kilka słów do Was, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy! Pojawili się w Księdze  nowi Goście: Nellie z Łagowa, Miłka, Agusia, Nina z Warszawy, Tosieńka z Poznania, Królewna, Justyna TR, Ania z Zielonego Wzgórza, Dominika Now. z Wrocławia, Dominika i Magdalena z  Częstochowy, Madduszka, Małgorzata z Poznania, Kasia D-P, Mirka z Rybnika, a także Paweł ze Stargardu Gdańskiego. Wszystkich witam, przytulam i wszystkim dziękuję za tyle życzliwości i dobrych słów. Sprawiają mi niezmiennie ogromną radość! Dziękuję! Dobrze jest, dochodząc do wieku, hm, powiedzmy: późnodojrzałego, widzieć, że – będąc z natury beztroskim szałaputem – zdołało się jednak (z Bożą i ludzką pomocą) zrobić w życiu coś dobrego i pożytecznego.

Małgorzata z Poznania prosi o więcej; chciałaby, mianowicie, bym wydała „Chucherko” jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Jest to żądanie miłe, lecz całkowicie nie do zrealizowania. „Chucherka” jeszcze nie ma – z powodu nienormalnych okoliczności pandemicznych, co już tłumaczyłam w poprzednich wpisach – i nie wiadomo, kiedy je w ogóle napiszę. To zależy od rozwoju sytuacji, a ta raczej się pogarsza.

Paweł ze Stargardu Gd. szuka „Łasucha literackiego”. Proponuję zapytać o niego w wydawnictwie Akapit Press! Może im jeszcze coś zostało. Pozdrawiam Twoją żonę, Pawle!

Joannie z Kielc serdecznie dziękuję za pochwały dla „Kalamburki”!

Królewno! – żałujesz, że ograniczyłam „interakcje z czytelnikami”, Ania z Zielonego Wzgórza zaś wręcz sądzi, że znalazła się na forum dyskusyjnym. Otóż, Księga Gości to nie jest forum, co wyraźnie zaznaczono na jej wejściu, a zmiana jej formuły wynikła z prostego powodu: już nie nadążałam z obsługą poprzedniej wersji komentarzy. Cieszę się, że – mimo zastrzeżeń – rozumiecie moje pobudki. Mam strasznie mało czasu! Teraz KG obsługuje znów Administracja, a ja zaglądam tam rzadziej, dzięki czemu mam więcej wolnych chwil na pracę. Czytam jednak z uwagą wszystko, co w KG piszecie, i oto moje odpowiedzi:

Madduszko, tak! To bibliofilia. Przypadłość nieuleczalna. Ten wielki regał to zaledwie 1/3 moich zbiorów…

Weroniczko, ależ tak! Monika Pałys także była na weselu Józka. Tak się dobrze bawiła, że ani na chwilę nie usiadła – dlatego umknęła opisowi.

Mirko z Rybnika, pozdrawiam Twoje córki, a moje Kochane Czytelniczki!

Anette, tak jest, zgadłaś, świeca w „Noelce” ma związek bezpośredni z tym wierszem Hopkinsa. Rozmawiałam o nim z bratem-tłumaczem  przez telefon, a ściślej: mówiliśmy o symbolice, zawartej w tym obrazie. I zaraz potem wstawiłam świecę w okno powieściowe, niejako w odpowiedzi. Nota bene wiersz Blake’a („Boski wizerunek”), kończący tę powieść, też tam umieściłam na cześć Braciszka. Cieszył się z tego!

Prochi z Poznania – nie podajesz adresu zwrotnego, więc odpowiadam tutaj: nie, dziękuję, nie jeżdżę już na spotkania i inne występy. Ale dziękuję za pamięć!

Mimi M, „Baśń i dziecko” to zbiór referatów z sesji naukowej warszawskiego oddziału ZLP, zebranych przez Halinę Skrobiszewską. Bardzo interesująca książka, kupiłam ją w antykwariacie. „Pana Tadeusza” mam w zbiorach aż cztery sztuki; to wydanie, o które pytasz (z ilustracjami Tadeusza Gronowskiego) pochodzi z roku 1984. Mam też piękny reprint wydania lwowskiego, ilustrował je sam Andriolli!

Olu z Lublina, pytasz o moje ulubione filmy. Mam ich tyleż, co ulubionych książek: tysiące!

I tyle odpowiedzi na Wasze pytania.

Na koniec jeszcze chciałabym się pochwalić córką: znakomicie odpowiedziała na zamówienie od nowego, ciekawego i ambitnego wydawnictwa „Kropka”! Napisała tę oto książkę:

 

okladka_o-koledach-gaweda_malamala

 

Czyta się to wspaniale, z ciekawością i wzruszeniem – miłe, żywe gawędy przybliżają współczesnym dzieciom słownictwo, dziś nie zawsze zrozumiałe, a przy tym odkrywają  tajemnice kolęd i niosą potężną  dawkę ciepła oraz pokrzepienia, nie mówiąc o wiedzy! Śliczne, pełne wdzięku, werwy i humoru ilustracje Marianny Oklejak doskonale współgrają z tekstem. Książka właśnie się ukazała – w sam raz pod choinkę, bo zawiera także słowa i nuty najważniejszych kolęd: można będzie sobie razem pośpiewać, tym razem wiedząc dokładnie, co które słowo znaczy!

Przy okazji: nasza Emilia zmieniła adres swojej strony autorskiej. Teraz jest taki:

www.emiliakieres.pl

 

Pozdrawiamy Was radośnie – obie, matka i córka!

 

He, he, spełniam życzenia!

pies_cala_strona

 

Przekład powyższego opisu:

George Underwood (ur.1940) – LEON (2006)- olej na płótnie, 23×31 cm

kolekcja prywatna

 

Wspaniały Leon z tego obrazu jest niemieckim pointerem krótkowłosym i ukochanym zwierzęciem artysty. Przejmujące to dzieło przewyższa zwykłą, malarską podobiznę psa, gdyż Underwood obdarzył to stworzenie obliczem heroicznym i soulful (to znaczy: smutnym, ale ja bym raczej wolała to przełożyć na: „uduchowionym”). Mądry wyraz zwierzęcia jest ukazany tak wnikliwie, że pies staje się niemal ikoną, symbolem jakiejś wyższej prawdy.

Obraz jest nieduży, ale jego temat w kategoriach metafizycznych staje się wielki, tak że zdaje się, iż pies i jego dusza sięgają poza granice ramy obrazu.

Jest w tym dziele poczucie historii i tradycji; interesujące jest porównanie go z Portretem Młodego Człowieka (ok. 1500, po prawej) Giovanniego Belliniego. Chociaż nie  jest to być może porównanie, które  Bellini mógłby zaakceptować, to jednak istnieje niewątpliwie uderzające podobieństwo w wyrazie i uduchowieniu tego młodego człowieka – i młodego psa Underwooda.

 

No, cóż. Ja bym tak  nie powiedziała; Młody Człowiek jest dużo brzydszy od Leona.

Książka zaś, Mamo Isi, wygląda z bliska tak oto:

 

IMG_20201120_134640

Jest tak piękna, że stoi zwykle frontem do pokoju, zamiast, jak wszystkie, na półce, w ścisku. Co na nią spojrzę, to się zachwycam, i tak już od trzech lat (wtedy najmłodszy syn  przywiózł mi  z Londynu to cudo pod choinkę).

Obejrzyjcie  sobie kilka rozkładówek:

 

IMG_20201120_132530

 

IMG_20201120_133340

 

IMG_20201120_133231

 

IMG_20201120_133217

 

IMG_20201120_132640

 

IMG_20201120_132713

 

Teraz będzie coś dla Madzi Z, żeby sobie nie psuła wzroku dopatrywaniem się, co stoi na tych regałach. Tak, dobrze widziałaś, jest to Racine,  w przekładzie Antoniego Libery, z piękną dedykacją tłumacza – obok wszystkie inne dary od niego, a stoją one na jednej z kilku pólek, zawierających liczne książki z dedykacjami autorów. Stąd obecność czterech książek Erwina Axera – bo z dedykacjami – podczas gdy pozostałe jego dzieła mają miejsce w dziale teatralnym.

 

IMG_20201120_132107

 

O, tu na przykład, na tej dolnej półce, po lewej od książek prof. Zbigniewa Raszewskiego, widać podniszczony plik dużego formatu: to wydruk „Androklesa i lwa” w przekładzie Stanisława Barańczaka, którą to sztukę Erwin Axer reżyserował w poznańskim Teatrze Nowym. Tekst przekładu pełen jest odręcznych notatek reżysera, niezwykle ciekawych i istotnych – cenne świadectwo wytężonej pracy. Dostałam tę pamiątkę po uroczystej premierze  od samego Axera (bywał w tym okresie naszym częstym gościem na poznańskich obiadkach i kolacyjkach, on i pani Ewa Starowieyska, która robiła scenografię do tej sztuki).

 

IMG_20201120_132032

 

Regał (projekt i wykonanie: art.plastyk Stefan Hoffmann) jest pojemny, więc nie będę tu robiła szczegółowej prezentacji, dodam tylko, że – z wyjątkiem dwu półek z nadwyżkami literatury angielskiej w oryginale, które to nadwyżki nie zmieściły się na właściwych sobie regałach – wszystkie inne zawierają dzieła niebeletrystyczne. Beletrystyka, dramat i poezja zajmują całe piętro naszego domu (włączając korytarz i podest schodów). Wygospodarowaliśmy  tam jeszcze jakimś cudem trochę miejsca na łóżka oraz na  stoły do pracy. Trochę to chorobliwe, przyznaję, ale Ty, Madziu, jak sądzę, świetnie mnie rozumiesz. Przyjaciół nie wyrzuca się z domu.

 

IMG_20201120_130717

Po lewej na dole – dodajmy – widać fragment pięknej patchworkowej narzuty, jednej z kilku, jakie zrobiła nasza starsza córka, Zosia.

(Aha!-  Zgred miał oczywiście rację – po lewej od portretu Papieża stoi encyklopedia Glogera)

Oto fragmenty fortyfikacji – z bliska:

 

IMG_20201120_130450

IMG_20201120_130628

IMG_20201120_131943

IMG_20201120_131206

IMG_20201120_130904

IMG_20201120_130856

IMG_20201120_132128

 

I na koniec jeszcze coś dla Dewajtis: zbliżenie portretu, który chciałaby mieć (przepraszam, że taki krzywy! Widzę, że muszę go oprawić na nowo!) – i już uciekam  do roboty!

Wasza

MM

 

IMG_20201120_130552