Wrzesień

Pissaro-Apple-Picking-1888

Camille Pissaro (1830-1903) Zrywanie jabłek

 

 

Robert Frost  (1874-1963)

 

PO ZRYWANIU JABŁEK

 

Jeszcze drabina w niebo podwójnie wystrzela

Poprzez drzewa koronę

I stoją jeszcze u jej stóp nie napełnione

Kosze i jeszcze gałąź gdzieś z dwoma czy trzema

Jabłkami sama prawie do rąk mi je kładzie.

Ale na dzisiaj dość już mam roboty w sadzie.

Sen zimowy wieczorne niebo przyrumienia

Zapachem jabłek: senność przybliża się skrycie.

Nie mogę przetrzeć oczu z dziwności widzenia,

Którą się zaraziły, kiedy dzisiaj rano

Przez szybkę, zdjętą z wody w drewnianym korycie,

Spoglądały na trawę szronem obsypaną.

Lód zaczął topnieć, wymknął się, roztrzaskał. Ale

Było już dla mnie jasne

W chwili, gdy z rąk wypadał, że niebawem zasnę,

I moje własne

Sny ujrzałem zawczasu w tającym krysztale.

Wyolbrzymione jabłka płyną, wyraziste,

W oczach; widoczna jest każda drobina

Pyłu, ogonek, skaza skórki, uschły listek.

W obolałym podbiciu trwa ćmiąco i stale

Nacisk prężnego szczebla. Ciało czuje drżenie

Drabiny, chwiejność, kiedy gałąź się ugina.

A w uszach wciąż się piwnicznie panoszy

Głuche dudnienie

Jabłek, wysypywanych z przydźwiganych koszy.

Za dużo było dziś tego zrywania

Jabłek: tak, jestem przemęczony,

Choć sam liczyłem  na obfite plony.

Te tysiące owoców, te ciągłe starania:

Ująć w dłoń, nie upuścić, złożyć na szczyt góry

Innych. Bo każdy, który

Upadł na ziemię, nawet całkiem zdrowy,

Nie otłuczony, nie nakłuty źdźbłem ,

Szedł na stertę odpadów o groszowej cenie,

Z których można wycisnąć tylko sok jabłkowy.

Wiem już zawczasu, jakie przywidzenie

Przetrwa pod powiekami, kiedy zasnę – wiem.

Gdyby nie zniknął w norze,

Jedyny chyba suseł potrafiłby orzec,

Czy zasnę jego długim snem, gdy się położę,

Czy tylko ludzkim snem.

 

(przełożył Stanisław Barańczak)

 

 

 

Robert Frost
.
AFTER APPLE-PICKING
 .
My long two-pointed ladder’s sticking through a tree
Toward heaven still,
And there’s a barrel that I didn’t fill
Beside it, and there may be two or three
Apples I didn’t pick upon some bough.
But I am done with apple-picking now.
Essence of winter sleep is on the night,
The scent of apples: I am drowsing off.
I cannot rub the strangeness from my sight
I got from looking through a pane of glass
I skimmed this morning from the drinking trough
And held against the world of hoary grass.
It melted, and I let it fall and break.
But I was well
Upon my way to sleep before it fell,
And I could tell
What form my dreaming was about to take.
Magnified apples appear and disappear,
Stem end and blossom end,
And every fleck of russet showing clear.
My instep arch not only keeps the ache,
It keeps the pressure of a ladder-round.
I feel the ladder sway as the boughs bend.
And I keep hearing from the cellar bin
The rumbling sound
Of load on load of apples coming in.
For I have had too much
Of apple-picking: I am overtired
Of the great harvest I myself desired.
There were ten thousand thousand fruit to touch,
Cherish in hand, lift down, and not let fall.
For all
That struck the earth,
No matter if not bruised or spiked with stubble,
Went surely to the cider-apple heap
As of no worth.
One can see what will trouble
This sleep of mine, whatever sleep it is.
Were he not gone,
The woodchuck could say whether it’s like his
Long sleep, as I describe its coming on,
Or just some human sleep.

Już!!!

kolekcja_zdjecie

Już je mam!

Egzemplarze (a raczej ich zbiory) autorskie przybyły wczoraj wieczorem, przywiezione osobiście przez uradowaną panią Iwonę Pakułę, szefową wydawnictwa „Akapit Press”.

Są śliczne! I bardzo eleganckie!

Duża, duża satysfakcja!

Nakład niewielki (bo wydanie specjalne!): zaledwie 2000 pakietów.

Oficjalna premiera w Empiku: 18 września.

Przeznaczenie: wyjątkowe prezenty dla wyjątkowych osób, z wyjątkowych okazji!

Teraz wspólne słówko od autorki i od pani Iwony do kolekcjonerów: wydając Jeżycjadę w tym pakiecie, z opracowanymi na nowo okładkami, w innym, mniejszym formacie (wszystko to według finezyjnego projektu Emilii Kiereś!) i z inną, ujednoliconą, starannie dobraną czcionką, dopuściłyśmy do istnienia dwóch kolekcji.

Napływa wiele pytań w tej sprawie, więc spieszymy wyjaśnić, że Chucherko (które zapewne wyjdzie w roku 2020) oraz kolejne powieści  z serii Jeżycjada będą najpierw wydawane w tej samej formie graficznej i tym samym formacie, co dotychczas. 

Kolejne tomy, które  dopiero (daj, Boże) napiszę, złożą się jednak także na zawartość kolejnego ekskluzywnego pudełka – nazwiemy pakiet np. Jeżycjada 2. A może Bukoliada? (Pani Iwona opowiada się raczej za Jeżycjadą 2.)

Ale to będzie  nieco później, kiedy wyjdzie już przynajmniej kilka powieści w zwykłym  formacie a-5 i w dotychczasowej szacie graficznej.

Taką informacją powinni zostać uspokojeni kolekcjonerzy serii w obu formatach.

Ściskam wszystkich serdecznie i idę się cieszyć dziełem życia!

Wasza

MM

PS Róża za oknem to Graham Thomas! Właśnie mi kwitnie po raz drugi.

„Biegniemy do szkółki!”

1_maly_strona

(mal. Małg. Musierowicz – ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany Listek”)

 

Kochane Czytelniczki i drodzy Czytelnicy!

 

Wszystkiego najlepszego w nowym roku szkolnym,

dobrej, udanej  nauki,

sprawiedliwych ocen,

mądrych, szlachetnych  i odpowiedzialnych nauczycieli,

nieprzeciążania pracą,

ale i satysfakcji z pracy,

wielu nowych przyjaźni i pięknych wydarzeń,

a przede wszystkim – radości z kąpieli w oceanie wiedzy i myśli –

 

życzy Wam najserdeczniej –

Wasza

MM

 

Pani Hanna Borejkowa

borejkoo_cala_mala

(mal. M.Musierowicz)

 

Tak sobie, pisząc, wyobrażałam matkę Ignacego i Józefa Borejków, czyli teściową Mili i Felicji. I udało mi się namalować jej dokładny portret „z wyobraźni”. Zadowolona jestem!

Pani Hanna – niegdyś piękność kresowa, potem powojenna repatriantka – pojawiła się na dobre w „Kalamburce”. Lecz nie została nigdy przeze mnie narysowana. Podobnie zresztą jak inne postacie, występujące w tej powieści. Uznałam – i nadal tak uważam – że skoro traktuje ona o sprawach tak poważnych, jak wojna i poznański Czerwiec’56, nie powinna otrzymać ilustracji zabawnych i skrótowych, takich jak te, które zdobiły poprzednie tomy „Jeżycjady”.

Ale jakie? Otóż tego właśnie nie umiałam wówczas rozstrzygnąć i dlatego zilustrowałam „Kalamburkę” skromnie: była to tylko gałąź kasztanowca w czterech różnych wersjach.

A teraz, kiedy pracuję nad nową książką („Na Jowisza!- uzupełniam Jeżycjadę” – taki ma tytuł roboczy), mam sposobność namalować te portrety w zupełnie innym stylu.

Życzcie mi miłej zabawy!

Następny w kolejce czeka Kazimierz Trak, mąż Gizeli (Gizelę już namalowałam!).

Uściski!

MM

PS – Skaner trochę mi zmienił odcienie: w oryginale włosy pani Hanny nie są aż tak bardzo płomienne.

 

 

 

Już niebawem!

20190807_094959

 

Ciężka paromiesięczna orka matki i córki  opłaciła się: drukarnia już przysłała „Akapitowi” próbne wydruki tego wyjątkowego, jednorazowego wydania specjalnego (tylko 2000 pakietów!), które otrzyma jeszcze  piękne pudełko z portretem Geniusi. I już!

Tymczasem ta właśnie Geniusia znalazła się na specjalnej pocztówce, którą ustawiono obok tomików, by pokazać, jak są nieduże i poręczne. Pocztówkę tę, nawiasem mówiąc, w ilości 2000 sztuk, podpisałam tyleż razy, bowiem każda z nich zostanie dołączona do pakietu. Uff!

Jakie są miłe i grubiutkie, co?

Bardzo jestem rada  z tego wydania zbiorowego, będzie to naprawdę  udany prezent. A wiem skądinąd (bo wpisywałam dedykacje!), że powstała miła moda na jeżycjadowe prezenty ślubne, osiemnastkowe, lub z okazji I Komunii nawet! To ostatnie zjawisko bardzo mnie cieszy: naprawdę będzie mi miło, jeśli „Jeżycjada” zdoła pokonać takie pierwszokomunijne dary jak: rowery, komputery, zegarki i smartfony, czy wręcz żywa gotówka (sic!). Książka jest najbardziej  odpowiednia, zawsze mówiłam! – a jeśli to będzie ta bardzo elegancka i wytworna  „Jeżycjada”! – hej, no wspaniale!

Okładki wyglądają tak:

 

06-Brulion Bebe B-całość.

 

Każda ma swój własny motyw graficzny, taki ornamencik, powtarzający się w formie rzuciku, a występujący także na stronie tytułowej.

Projekt graficzny serii (niech się pochwalę córeczką!) – jest dziełem Emilii Kiereś.

Inne okładki tej edycji można zobaczyć w poprzednich  moich wpisach.

Premiera we wrześniu!

No, co tu dużo gadać! Cieszę się!

Wasza –

uśmiechnięta od ucha do ucha (jak żaba) –

MM

Zielna

15_8_2019_2

Czy lubisz podbiał żółty
lipce z koźlakami
konwalie w kłączach stulone pod ziemią
lubczyk co miłość przywraca a częściej nadzieję
księżyc chodzący za nami jak cielę
ceremonialny lecz bez rękawiczek
poziomki te najniższe kminek najpodlejszy
i lato pół niebieskie gdy kwitną ostróżki
co przyjdą jak leniwa mądrość od niechcenia
żołędzie co się dłużą w październiku
zwykły chleb co wie zawsze ile bólu w hostii
kota niewiernego ale z zasadami
bo najpierw myje prawą nogę przednią

Ale ty Matko nie myślisz źle o nas
zawsze tych co się potkną gotowa obronić
między prawdą a szczęściem najłatwiej nos rozbić
pragniesz spraw ostatecznych wybierasz najbliższe
i szukasz pewnie jednej mrówki w lesie
tak bardzo spracowanej jakby miała umrzeć
najzabawniej jak człowiek
wśród wszystkich osobno

 

Ks. Jan Twardowski – Rozmowa z Matką Bożą

1972

 

Do zobaczenia we wrześniu!

H-Screen Shot 2015-05-14 at 7.24.21 PM

                                                                  (mal.  Carl Larsson, 1853-1919)

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy!

Udanych, niezbyt upalnych wakacji (z promiennymi, świeżymi porankami, sennymi południami i łagodnymi, pachnącymi wieczorami, a czasem, rzecz jasna, z orzeźwiającym deszczem i nawet burzą, dla urozmaicenia), wspaniałych miesięcy wolności, wypełnionych najpiękniejszymi lekturami i błogim spokojem (no, chyba żeby ktoś bardzo pragnął przygód i awantur, to proszę bardzo, niech ma!), słowem – doskonałego odpoczynku po pracowitym roku szkolnym i po wszelkich nerwowych sytuacjach

życzy Wam najserdeczniej –

Wasza

MM

– która oto właśnie znika w zieleni na czas odpowiednio długi, by wreszcie na dobre ruszyć z pisaniem „Chucherka”. (W zeszycie, w ogrodzie! Oderwana kategorycznie od internetu!)

 

Do zobaczenia we wrześniu!

 

carl-larsson-woman-lying-on-a-bench-with-her-dog

                                                      (mal. Carl Larsson)

Zielone Świątki!

anna markiewicz

(fot. KC Ann)

 

Ks. Jan Twardowski

ANKIETA

 

Czy nie dziwi cię

mądra niedoskonałość

przypadek starannie przygotowany

czy nie zastanawia cię

serce nieustanne

samotność która o nic nie prosi i niczego nie obiecuje

mrówka co może przenieść

wierzby gajowiec żółty i przebiśniegi

miłość co pojawia się bez naszej wiedzy

zielony malachit co barwi powietrze

spojrzenie z nieoczekiwanej strony

kropla mleka co na tle czarnym staje się niebieska

łzy podobno osobne a zawsze ogólne

wiara starsza od najstarszych pojęć o Bogu

niepokój dobroci

opieka drzew

przyjaźń zwierząt

zwątpienie podjęte z ufnością

radość głuchoniema

prawda nareszcie prawdziwa nie posiekana na kawałki

czy umiesz przestać pisać

żeby zacząć czytać?

1969

 

 

 

Radosnego Dnia Dziecka!

2afbb0ca49835ecd4d0130226c198dbe

                                    Wróżka Kerstin na łące – Mal. Carl Larsson, 1899

 

 

Kazimierz  Wierzyński

TRYPTYK

 

                   Marysi i Jędrkowi

 

 

1. DZIECI W PARKU

 

Przez długie, proste, lipowe aleje

Próżniacze słońce ciepłym złotem świeci.

Jest miło. Sennie różami wiatr chwieje.

W dali się bawi dwoje białych dzieci.

 

Próżniacze słońce ciepłym złotem świeci,

Esy floresy kreśląc w ścieżek żwirze,

W dali się bawi dwoje białych dzieci:

Dwie jasne plamy w powietrza szafirze.

 

Esy floresy kręcąc w ścieżek żwirze,

Słońce wciąż liczy drobne ziarnka piasku;

Dwie jasne plamy w powietrza szafirze:

Dwa białe życia w opiekuńczym blasku.

 

2. DZIECI W MAKACH

 

W czerwonych makach chodzą dzieci białe;

Kręcone włosy po kwiatach się wloką,

Jak pajęczyna, na nich lśnią rozchwiałe,

Oblane słońcem stojącym wysoko.

 

Kręcone włosy po kwiatach się wloką,

Ni to motyle, drgają kapelusze;

Oblane słońcem stojącym wysoko

Wśród maków chodzą dwie maleńkie dusze.

 

Ni to motyle, drgają kapelusze,

Drga blask i wszystko jest bajką błękitną…

Wśród maków chodzą dwie maleńkie dusze

I zda się, z nimi po cichutku kwitną.

 

3. DZIECI SIĘ KĄPIĄ

 

Dzieci się kąpią! O, wodo i słońce!

Srebrzyste pluski i swawolne skoki,

Dołem jaskółki, a w górze skowrońce,

Na żywej rzece dwa żywe obłoki!

 

Srebrzyste pluski i swawolne skoki!

Śmiechem, jak pianą, operla się dusza;

Na  żywej rzece dwa żywe obłoki,

Woda je kąpie, a słońce osusza.

 

Śmiechem, jak pianą, operla się dusza,

Młodemu szczęściu nic więcej nie trzeba,

Woda je kąpie, a słońce osusza

Pocałunkami i ziemi i nieba.

 

( z tomu „Wiosna i wino”, 1919)

 

 

Dzień Matki

boznanska182

Macierzyństwo – mal. Olga Boznańska (1865-1940)

– reprodukcja ze strony artyzm.com

 

Ján Zambor

MATKA

 

Matka jest domem –
milczący ptak z opuszczonymi skrzydłami,
który nie może wzlecieć.

A jednak nieustannie otwiera w dal
skrzydła drzwi
i okien.

Na krzyżu tych okien
mnie, dalekiego
obejmuje ramieniem.

Otwieram jej list –
wytężają się do mnie
jej dwa ciche skrzydła

 

Tłum. ze słowackiego  – Bohdan Urbankowski

 

Wszystkiego najlepszego i najpiękniejszego,

drogie Mamy-Czytelniczki,

Szanowne Mamy Czytelniczek

i Wy, kochane Czytelniczki, które dopiero kiedyś zostaniecie Matkami

w dniu Waszego pięknego święta

– życzy Mama MM.