Już październik

zachod_czerwony_mgla1_maly

                           (ilustracja do książki Emilii Kiereś „Miedziany listek”  – mal. Małgorzata Musierowicz)

 

 

Kazimierz Wierzyński

WIÓRY

 

Wióry lecą po niebie, postrzępiona jesień,

Wino więdnie na drutach i powój zanika,

Po ukośnej łodydze jeszcze w górę pnie się

Czerniejącą patyną zegar słonecznika.

 

Rdzewieje połysk ziemi, pożółkniały klony,

Pająk zapadł w badyle i nitki rozkrzewia,

Jeden tylko się komin płomieni natchniony

Śród jedlin granatowych: złoty słup modrzewia.

 

Najtkliwsza zjawo leśna! Żal mi twego światła,

Żal iskier, co popiołem ci z włosów opadną!

Porywisty wiatr nagle warkocze pogmatwa,

W milczącą zimę razem pójdziemy, jak na dno.

 

Stanę wtedy przy tobie, rozsypię pospołu

Igły, którymi szyłem pajęcze bogactwo.

Patrzę na czarny zegar, czuję woń popiołu,

Wióry lecą po niebie: obłoki i ptactwo.

 

( z tomu „Róża wiatrów”, Nowy Jork, 1942)

 

 

 

O lasach

las_zielony1_maly

                                                         (ilustracja do książki Emilii Kiereś – mal. Małgorzata Musierowicz)

 

Kazimierz Wierzyński

KANTATA O LASACH

 

Nie było nas, nie będzie nas,

A w lasach mnogi, przeogromny czas

Wciąż będzie szumiał w mrowistych listowiach,

Sprawy swoje rozważał,

Słowiczył, sępiał i sowiał

I brzuchaty od śmiechu się trząsł,

I zataczał się w prawo i lewo

Od wiatru, od śpiewu

Każdy dąb

Każdy grab,

Każdy wiąz.

 

Czerwone sarny przyjdą raniutko nad wodę,

W południe jastrząb uderzy w pułap, zawiśnie,

Polany, sienniki pachnące miętą i miodem,

I kwaśne usta, czereśnie dzikie i wiśnie,

I kora buków z pieszczotą kobiecej skóry,

I południce i czarownice,

I żar od dołu i z góry,

I paź królowej – cień,

Las cały w jeden się warkocz nad światem zaplecie,

Wszystko się puszczą miłosną rozpleni po świecie,

Miłością w drzewach, na trawie, na ziemi

Potoczy się wielki, gorący dzień.

 

Na drzewach, na trawie, na ziemi

Ustami stutysięcznemi.

Rękami w gałęziach wysokopiennych,

W ptakach zielonych, zwierzętach,

Na sarnich świętach,

Na mchach miękkosiewnych,

W snach nieodziewnych –

Nagi, szczęśliwy dzień.

 

Wielki śpiew

Na ziemi, w trawie, śród drzew

I szumy dumne, nadrozumne,

Dźwięki leśne, nadjęzyczne,

Sprawy liści niebotyczne,

Przeogromny, mnogi czas,

A w tym czasie – mrowiste listowia,

Wiatr się zatrząsł ze śmiechu i powiał,

Spadła bukiew i spadły żołędzie,

Złotym grochem o grunt zadzwoniło,

Jak wtedy gdy nas tu nie będzie,

Jak wtedy gdy nas tu nie było.

 

(z tomu Tkanka ziemi, Instytut Literacki, Paryż 1960)

Od Ateny

IMG_9969

 

Ponieważ nowy projekt związany z pracą rzucił mnie na Florydę na kilka dni,  postanowiłam odwiedzić Sanibel i Captiva, wysepki na zachód od Fort Myer, na których już wcześniej byłam.  – pisze nasza niezastąpiona KC Atena.- Wtedy nie wiedziałam, że Clifton Fadiman wraz z małżonką mieszkali na wyspie Captiva, a jego syn mieszka na Sanibel. Piękne miejsca, na Sanibel jest Muzeum Muszli, w którym byłam i tam są najpiękniejsze na świecie muszle, nie trzeba ich nawet szukać, leżą niezliczone ilości, wystarczy się schylić.

Napisałam do Anne Fadiman (adres znalazłam w internecie), już będąc w Naples, z nadzieją, że znajdę czas na to, żeby pojechać na Sanibel i Captiva i znajdę miejsca, które ważne były dla niego.

(Dodajmy tu  informację, że nieżyjący już Clifton Fadiman był błyskotliwym pisarzem, sławnym w swoim czasie twórcą radiowym i telewizyjnym, autorem wielu literackich antologii, wydawcą i krytykiem literackim, wielkim miłośnikiem i popularyzatorem książek.  Kolekcjonował też wina i tej właśnie pasji poświęcona jest książka wspomnieniowa jego córki Anne – „The Wine Lover’s Daughter”) – MM

 

41YmnKvZ9gL._SX331_BO1,204,203,200_

 

Napisałam bez nadziei na odpowiedź – pisze dalej KC Atena – i proszę sobie wyobrazić,  ona mi prawie natychmiast odpisała. Powiedziała mi gdzie mieszkali jej rodzice, ważne były dla nich biblioteki na obu wyspach, podała mi ich dwie ulubione  restauracje, w jednej zjadłam Key lime pie i do tej pory mam na pewno podwyższony cukier ;).

 

KeyLime Bistro Key Lime Pie

 

Powiedziała, że powinnam iść na piękne plaże, i że jej tato nie doceniał tego piękna.

 Kupiłam eseje Cliftona Fadimana,  Anne powiedziała że akurat te są jej ulubionymi esejami. Opowiedziałam jej pokrótce o naszych zagadkach i że była popularna i chyba jej się to spodobało, miło jej było z tego powodu, że jest w Polsce lubiana.

(Z oryginału maila:
Thanks for telling me about that lovely game. I’m delighted to hear my work is read in Poland. )

 

Ha! Jak miło!

I jeszcze kilka słów od Anne Fadiman, ze zdjęciami Ateny:

My parents lived at South Seas Plantation on Captiva,

 

Miejsce zamieszkania CF

 

but the places that might best contain my father’s „spirit,” as you put it, were his favorite restaurants. Most are now closed, but I believe that the Old Captiva House at „Tween Waters”, where they often dined, is still open. Also Key Lime Bistro.

 

KeyLime Bistro2

 

You could at least drive past one of those. Two other places that were important to him until he lost his sight were the libraries on both Sanibel and Captiva. He spoke at both.

Good luck.

Anne Fadiman

 

Atena zrobiła zdjęcia jednej z tych ulubionych bibliotek pp. Fadimanów – oto ona:

 

Sanibel Biblioteka

 

A co do bistra Key Lime – nietrudno nam będzie wyobrazić sobie siedzącą przy tym stoliku rodzinę Nałogowych Korektorów:

 

KeyLime Bistro3

 

Odwiedziwszy niedawno z bratem rodziców mieszkających na wyspie archipelagu Florydy, wybraliśmy się z nimi do eleganckiej restauracji. Gdy – wszyscy prócz ojca, który nie widzi – wetknęliśmy nosy w kartę dań, zdałam sobie sprawę, że podobnie zmieniony wyraz naszych twarzy nie miał nic wspólnego z namysłem, co chcemy zjeść.

– Przestawili „e” i ”a” w sosie madera – zauważył brat.

– Zrobili z Bel Paese jedno słowo – powiedziałam – I napisali to z małej litery.

– I tak są uważniejsi niż tam, gdzie byliśmy w zeszły wtorek – stwierdziła matka. – Tam podają kaczkę po rekińsku.

(…)

Wiem, co możecie sobie pomyśleć: cóż za nieznośna rodzina! Co za paczka małostkowych, zrzędliwych, drobiazgowych, nędznych intrygantów! Prawdą jest – zdaję sobie sprawę, że to koronny dowód – że pewnego razu, gdy zamówiłam tort czekoladowy dla uczczenia blisko sąsiadujących ze sobą urodzin trójki Fadimanów, odebrałam formularz zamówienia pracownikowi piekarni, w którym zanotował napis jako HAPPY BIRTHDAY’S i poprawiłam go. Wiedziałam, że uwagi mojej rodziny nie zwrócą srebrne przybranie ani różowa różyczka z cukru; gdybym w ostatniej chwili nie zapobiegła interpunkcyjnej katastrofie, wszyscy chórem wykrzyknęliby: „O! zbędny apostrof!”

(Anne Fadiman „Ex libris” , wyd. Świat Literacki 2004, przekład Hanny Pustuły i Pawła Piaseckiego)

 

(Dodam nawiasem, że znalazłam smaczny błąd składniowy w powyższym przekładzie;  ale przecież każdy, nie tylko Maniakalny Korektor,  widzi, że powinno być: „odebrałam pracownikowi piekarni  formularz zamówienia, w którym zanotował napis jako…” etc.  MM).

Oczywiście, jeśli sami jesteście nałogowymi korektorami – a jeśli jesteście, wiecie o tym, gdyż dla naznaczonych to odruch równie nieuchronny, jak kichnięcie – wasze myśli biegną odmiennym torem: jaką porządną, obywatelsko zaangażowaną rodziną są Fadimanowie! Jakże wspaniałomyślnie dzielą się w tych niechlujnych czasach swą wnikliwością z nieoświeconymi! Gdybyście żyli w 1631 roku, nie posiadalibyście się z radości, natrafiając na siódme przykazanie z wydrukowanego specjalnie dla Karola I egzemplarza Biblii, które brzmiało: „Będziesz cudzołożyć”.

(…)

George (…) nie pojmuje dreszczyku towarzyszącego takim odkryciom. Nie uważa mnie za cudowną towarzyszkę życia, gdy przy spojrzeniu na ekran jego komputera czuję, że moje palce, jakby poruszane przez wewnętrznego chochlika, same wstawiają drugie r w embarras. Jestem jednak pewna, że  gen przekazany został naszej sześcioletniej córce. Nie zna jeszcze na tyle ortografii, by poprawiać pisownię, ale z pewnością odziedziczyła korektorski temperament. Gdy miała dwa i pół roku, George zwrócił się do niej, wskazując na karmnik: „Patrz, Zuzanko, drozd!”. Zuzanka odparła z miażdżącą pogardą: „Nie, tatusiu, drozd  r d z a w o b o c z n y”. Pozostaje tylko kwestią czasu, kiedy sama zacznie wstawiać brakujące ”r”.

(Anne Fadiman „Ex libris” , wyd. Świat Literacki 2004, przekład Hanny Pustuły i Pawła Piaseckiego)

 

 

Kochana Ateno, dziękuję za kolejny, ciekawy  reportaż z Miejsc  Literackich!

A szanowny Lud Księgowy zachęcam do czytania uroczych, dowcipnych i pouczających książek Anne Fadiman (w przekładach mamy już  dwie: Ex libris oraz  W ogóle i w szczególe – eseje poufałe) .

 

Książki  jej sławnego i wszechstronnego ojca, Cliftona Fadimana, niestety, nie zostały jeszcze w Polsce wydane, ale kto wie, może się ich doczekamy.

Tymczasem – czytajmy w oryginale! Gorąco do tej praktyki zachęcam!

 

Uściski od

MM

 

 

Słonecznej drogi!

1.9.2018

 

Tym, którzy dopiero zaczynają wędrować,

tym, którzy jeszcze wędrują,

tym, którzy  już docierają do celu,

a także tym, którzy wędrującym przewodzą, radzą i wspierają ich trudy –

 

słonecznej drogi do wiedzy

życzy

– na cały nowy rok szkolny i jeszcze na potem –

MM

I po lecie!

mlody

 

Cześć i czołem! Już jestem! Nie wytrzymałam do 1 września!

No, jak tam, Ludu kochany? Jak minęło to okropne, afrykańskie lato?

Wypoczęliście? Naleniuchowaliście się?

To teraz – do roboty!

Czeka już szkółka ukochana, a jakże, a kto odwykł od pracy, będzie musiał boleśnie się przyzwyczaić. Dlatego dobrze jest mieć pracę, którą się kocha. Wtedy człowiek nie musi się od niej w wakacje odrywać, i to właśnie było moim udziałem. Co prawda kręgosłup mi się buntował, lecz cóż to dla chcącego, nieprawdaż? Nie dali mi pisać, to malowałam. A ponieważ dużo myślałam o „Chucherku”, od razu mi się namalował chłopiec na tylną stronę okładki. To ten powyżej (oczywiście jest to nieobrobiony jeszcze szkic). Ciekawam, czy zgadniecie, kto to. Uważam, że jest bardzo sympatyczny (ale wyrósł, co? A jak zmężniał!) i dobrze mu z oczu patrzy. Chucherku się spodoba!

To jest, przypomnijmy, Chucherko:

 

Szosta klepka_okladka.indd

 

 

Namalowałam też dwa komplety ilustracji do nowych książek córeczki lubej, czyli Emilii Kiereś. O szczegółach, tyczących jej twórczości, dowiecie się z jej strony internetowej i/lub z jej Facebooka. Ale tu powiem, że już szóstego listopada, dzięki wydawnictwu Akapit Press,  ukaże się najnowsza książka Emilii.  Jej tytuł brzmi: „Złota gwiazdka”! A jak zapewne wiecie – napisana została na życzenie PT Publiczności,  która bardzo polubiła bohaterów „Srebrnego dzwoneczka” i domagała się odpowiedzi na pytanie „I co było dalej?”.

Ten chłopczyk, który tu biegnie przez śniegi, w „Srebrnym dzwoneczku” był zaledwie noworodkiem!

 

8_cala_mala

 

Miło i odświeżająco się malowało zimowe pejzażyki w te okrutne upały, ale potem trzeba było się zabrać za obrazki do kolejnej książki Emilki („Miedziany listek”- jeszcze w pisaniu!) – i proszę, ledwie je skończyłam, a już gwałtownie przyszła jesień, i to w sierpniu!

Jeszcze niedawno nad naszym jeziorem było zielono – co z przyjemnością uwieczniłam –

 

jezioro

 

– a już nagle zrobiło się żółtawo, rudawo i mgliście:

 

pejzaz_ksiezyc

 

Słowem, zima już blisko, ale to nie szkodzi, bo mamy mnóstwo wspaniałej roboty! Mnóstwo do napisania, do namalowania, do narysowania – i  mnóstwo do czytania!

No i mamy siebie! Cieszmy się nawzajem swoim towarzystwem, swoimi  żartami, gawędami i wspomnieniami, wspólną sympatią do księżyca, przyrody, sztuki i – przede wszystkim – do książek!

Miło mi bardzo, że zaglądaliście tu nawet podczas trzech miesięcy mojej nieobecności, to bowiem znaczy, że ta strona jest Wam potrzebna, a tym samym – śmiem przypuszczać –  jej autorka też!

Otwieramy więc nowy sezon – oto już wstęga przecięta, wejście szeroko otwarte, zapraszam serdecznie!

I na powitanie ściskam każdego i każdą, gorąco i energicznie!

Wasza –

MM

 

Dziesięć lat?!…!!!

eff154eb4caeaf06ac977eb73bd8

 

No, kto by to pomyślał?! – w głowie się nie mieści!

Dziesięć lat – od 16 czerwca 2008 – istnieje już ta moja autorska strona, a przez ten czas odwiedziło ją niewiarygodne mnóstwo ludzi. Jak wskazywały statystyki tej pierwszej strony „z regałem”, zaglądało tu od 800 do 1000 nowych osób dziennie, a wielka z nich część wpisywała się do Księgi Gości. Potem – w grudniu 2014 – kiedy formułę strony trzeba było zmienić na bezpieczniejszą i obszerniejszą, już nawet przestaliśmy sprawdzać i liczyć, tylko się cieszyliśmy – Adminki i ja – tą nieustannie rosnącą, barwną bujnością. Tylu serdecznych nowych i starych znajomych, tyle przyjaciółek i przyjaciół! Tyle miłej wymiany myśli i uczuć, tyle radości z bycia razem, tyle wspólnej zabawy – w dobrej atmosferze, w pogodzie ducha i z poczuciem humoru oraz radości życia!

Kto by pomyślał, że jest Was – takich świetnych istot – aż tyle! Jakie to krzepiące!

Dla Was, o Świetne Istoty, zawsze Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, moi wyjątkowi, dobrzy i mili, porządni i kulturalni ludzie w wieku od dziecięcego po dojrzały i bardzo dojrzały, przeznaczam dziś, z podziękowaniem, dwie spośród  najpiękniejszych  róż.

Ta powyżej  to Eden Rose, a ta poniżej to oczywiście śliczny Graham Thomas:

 

grahamtrose

 

Gdybym mogła, zasypałabym Was różami!

Cóż to bowiem byłoby bez Was przez tych 10 lat! Możliwe, że gdybym nie była dopingowana tak żywiołowo i gorąco, tak bezpośrednio, codziennie i wręcz od rana do nocy, tak zasypywana pomysłami i postulatami, tak naglona oraz  poganiana, popadłabym w rozleniwienie i nie napisałabym pięciu ostatnich powieści. A tak – nie miałam wyboru! I oto są – począwszy od „Sprężyny” (2008) aż po „Ciotkę Zgryzotkę” (2018) – i tworzą, w pewnym sensie, wspólne nasze dzieło i dokument Księgowej Bliskości. To chyba dosyć unikalna sprawa, taka symbioza autorsko-czytelnicza, prawda?

Dziękuję za tę dziesięcioletnią, niezastąpioną bliskość!

Dziękuję wszystkim, właśnie za to, że jesteśmy tak bardzo RAZEM!

To naprawdę wielki dar.

Mocno i jubileuszowo ściskam wszystkich absolutnie!

Wasza

– uszczęśliwiona doprawdy ponad miarę i ponad zasługi –

MM

 

PS Cudownych wakacji życzę po raz drugi i – do zobaczenia od nowa we wrześniu!

Cudownych wakacji!

gordon hunt a quiet read

A quiet read, mal. Gordon Hunt

 

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy,

zamieszczając kolejny wizerunek wdzięcznej istoty pochłoniętej czytaniem, chcę Wam przekazać, że najlepsze wakacje to wakacje z książką i że sama zamierzam tak właśnie, jak na obrazku, spędzić najbliższe miesiące. Jeśli czytaniu towarzyszy ogród, jest cudownie. Jeśli zaś woda, to jest to już po prostu raj. Tu oto widzicie, jak świetnie czuje się w okolicy malowniczych akwenów Ciotka Zgryzotka (akweny znajdują się w Kostaryce, gdzie powędrowała nasza KC Justysia, jej też dziełem są oba zdjęcia):

 

DSC_7190

 

 

DSC_6177

 

Żegnam się z Wami po intensywnym okresie pracy i trudach ostatnich miesięcy, dziękuję raz jeszcze za wspaniałe, niezwykle tłumne i serdeczne, niezapomniane spotkanie w poznańskim Empiku, a przy okazji spełniam prośbę pani Iwony Pakuły, mojej wydawczyni, która zaprasza na Warszawskie Targi Książki, gdzie ma przygotowane całe komplety „Jeżycjady” z autografami.

Niniejszym ogłaszam przerwę wakacyjną – bawcie się wspaniale!

Do zobaczenia we wrześniu!

MM

Delicious solitude

O, tak, takiej samotności nam potrzeba i takiej każdemu życzę!

Tak  mniej więcej może wyglądać  raj, prawda? (Przyznajcie, że z czytnikiem e-booków nie byłoby to równie rozkoszne!)

 

Frank_Bramley_-_Delicious_Solitude_1909

Delicious solitude  – mal. Frank Bramley (1857-1915)

 


O, albo i tak może być w raju (choć przydałby się fotelik):

 

grace-reading-at-howth-bay-sir-william-orpen

Grace reading at Howth Bay  –  mal. William Orpen (1878-1931)

 

Albo tak:

 

On the Porch, Reading

On the Porch – mal. Dennis Perrin

 

I równie świetliście:

 

photo

The Reader – mal. Frank Weston Benson (1862-1951)

 

Byle nas w tym raju błogiej samotności otaczały nasze najprawdziwsze przyjaciółki!

A ponieważ maj jest Miesiącem Książki, przypomnę raz jeszcze jeden z najpiękniejszych wierszy, jej poświęconych, a zaraz potem zniknę w  kwitnącym ogrodzie.

 

*

 

Marian Hemar

 

Nauczyciel, co stokroć naukę powtórzy

I jeszcze cierpliwego spokoju nie straci,

Wierzyciel niepamiętny, kto mu dług odpłaci,

Przewodnik wszystkich przygód i każdej podróży.

Przyjaciel twej młodości i szkolny kolega,

Wróżbita, który prawdy nieprzekupne wróży

I Siostra Miłosierdzia, gdy ci co dolega,

Zawsze czujna, na każde skinienie gotowa

Czy noc głucha, czy gorzka samotność poranka –

Ostatnia miłość twoja i pierwsza kochanka,

I towarzyszka życia. Książka. O niej mowa.

 

(wiersz Dla Polskiej Fundacji Kulturalnej

z tomu Kiedy znów zakwitną białe bzy – WL 1991)

 

 

 

 

 

Wysoki wiatr

popopopo

malował: Kurt Jackson, ur. 1961 (Wielka Brytania)

 

 

Kazimierz Wierzyński

O MŁODYCH  I  ZAKOCHANYCH

 

Wyrwidąb, wysoki wiatr,

Przy młodej stanął czeremsze.

Młoda zadrżała. Zadrżał świat.

Zapachniał, szemrze.

 

Dalej mokry, rzęsisty las,

Kłąb dzikich róż i kostrzewa

I chorał liści. Każdemu z nas

Zielona panna w nich śpiewa.

 

Romans zatacza szeroki krąg

I nagle w spazmie śpiewnego hałasu

Ptasi w powietrzu wykluwa się ciąg

Warkoczem przestrzeni i czasu.

 

Kołują, lecą, świecą wśród drzew

Te moje ptaki śród drzew ukochanych

I jednym zachłystem jest wszystko: śpiew

I kolor i płacz i poranek.

 

I usta w ziołach i znowu wiatr

I uszy dzwoniące od szumu

I piękny, ach jakże piękny świat,

Szczęśliwy, niespełna rozumu.

 

( z tomu Tkanka ziemi, Paryż 1960)

 

Vivat Maj!

- (chaty przy księżycu) Jan Stanisławski

(Chaty przy księżycu- mal. Jan Stanisławski)

 

Kazimierz Wierzyński

MOWA I ZIEMIA

 

Wyczesali ją z buków i brzóz,

Potem furman karpacki ją wiózł

A potem przyłożyli mi ją do ucha,

I poszliśmy razem, mowa i ja,

Szerokim gościńcem jasnego dnia

I zdawało się — świat nas wysłucha.

 

Igliwie i zieleń, smoła i chrust,

Powoje miłosne od stóp aż do ust

I wielojęzyczne listowie —

Wszystko zmówiło się w jeden szept,

Potoczył się wiernie za nami i szedł,

Aż ziemia zaczęła śpiewać w tej mowie.

 

Ogromne obszary wiosen i zim

I jesień z jałowcem w ogniu i dym

I ręce pracą pożarte do czarna,

Spocone konie z pianą u grzyw,

Pogoda i deszcze nagłe śród żniw

I w chłopskiej wialni lecące ziarna.

 

I poszliśmy razem, chleb ten i ja,

Na służbę wesołą dobijać się dnia

Kiedy otworzą nam drzwi do gospody.

I podzieliliśmy to co kto miał

I wtedym długo, szczęśliwie spał

U szynkarki zmęczonej i młodej.

 

Szynkarka nie była skąpa i zła,

Cyganka wróżyła: dojdziesz do dna

I tam swej prawdziwej dopatrzysz się doli,

Na harmonii w karczmie ktoś płakał i grał,

Zielony kogut na dachu piał

I drzwi się zamknęły za mną powoli.

 

Więc poszliśmy razem, przyszłość i ja,

Pytać proroków którego dnia

Prawdę nam o nas powiedzą.

Słota pluskała. Ze wszystkich stron

Poganiał nas kaszel jesiennych wron,

Żołnierze z nami szli wąską miedzą.

 

Ktoś w łupkach kości przekładał, ktoś padł,

Żołnierz czy przyszłość, czy cały świat,

I spostrzegliśmy nagle, że nie ma wyjścia,

Że furman już dawno przejechał i zwiózł

Co pozostało z buków i brzóz

Do ostatniego liścia.

 

Więc poszliśmy razem, zguba i ja,

Na ciemną służbę ciemnego dnia

I stało się jeszcze puściej,

I tylko jeden ocalał nam szept,

Idzie za nami jak dawniej szedł

I nigdy nas nie opuści.

 

Zbieramy w kniejach nasz dziki miód,

Zapachy dereni i chmielny słód

I napełniamy ule i dzbany:

O tej słodyczy, objętej snem,

Niedocieczonej, to jedno wiem,

Że jestem w niej zakochany.

 

Miłość niezmienna, zasiana w krew,

Opiłość senna, wezbrana w śpiew:

Za światem, za światem ktoś nas wysłucha —

I tak idziemy, mowa i ja,

Do ostatniego przed nami dnia

Z ziemią przyłożoną do ucha.

 

 

(z tomu Siedem podków, Nowy Jork 1954)