Oczko do korekty

dzwonek-nowy-maly

 

Przyszła tu w niedzielę wieczorem – ożywiona po pobycie na targach Książki w Poznaniu – autorka „Srebrnego dzwoneczka”, a że jest przede wszystkim moją młodszą córką (proszę zajrzeć na emilia.kieres.net), podzieliła się natychmiast swoją dobrą nowiną. Mianowicie, ta właśnie jej debiutancka książka rozeszła się w bardzo porządnym nakładzie; dzieci ją lubią, bo jest miła i ciekawa, a mamusie chwalą, bo porusza ważny problem dziecięcych obaw przed pójściem po raz pierwszy do szkoły.

Wydawczyni zaś podjęła szybką decyzję o kolejnym nakładzie „Srebrnego dzwoneczka”!

Ponieważ tym razem zmieni się format, postanowiłyśmy, że autorka ilustracji do tej książki (czyli ja) namaluje projekt nowej okładki.

Dobrze, że wszystko, czego potrzeba, mam w zasięgu ręki, na stole lub regale. Ciach!

Oto nowa Marysia w wianku z chabrów, i wszystko byłoby dobrze, tylko oczko oczku nierówne. To po prawej stronie nie ma odrobiny cienia pod powieką.

Się poprawi jutro.

Ale na razie pokazuję obrazek Wam, bo to zawsze ciekawe, jak się twórca zmaga,  dyszy i sapie, a z nosa pot mu rzęsisty kapie.

Po korekcie i wykończeniu okładki też Wam wszystko zademonstruję.

(Chabry zadowalające).

Coś się ruszyło

tulipki

Karel Čapek – „Rok ogrodnika”.

Marzec ogrodnika.

„Jeśli mamy zgodnie z prawdą i stosownie do prastarych doświadczeń przedstawić marzec ogrodnika, musimy przede wszystkim pieczołowicie rozróżnić dwie sprawy: a) co ogrodnik czynić powinien i pragnie, b) co rzeczywiście czyni, nie mogąc robić więcej.
a) A więc namiętnie i usilnie pragnie, to rozumie się samo przez się: zdjąć choinę i odkryć kwiatki, ryć, kruszyć, kopać, przerywać, spulchniać, wyrównywać, podlewać, rozmnażać, podcinać gałązki, preparować, przesadzać, podwiązywać, kropić, gnoić, pleć, wysiewać, czyścić, ciąć, odpędzać wróble i kosy, wąchać ziemię, wygrzebywać z niej palcem kiełki, radować się kwitnącymi przebiśniegami, ocierać pot z czoła, rozprostowywać plecy, jeść jak wilk i pić jak smok, kłaść się do łóżka z łopatą i wstawać ze skowronkiem, wielbić słońce i niebieską rosę, obmacywać twarde pąki, wyhodować sobie pierwsze mozoły i pęcherze i w ogóle szeroko, wiosennie i bujnie po ogrodniczemu żyć.
b) Zamiast tego klnie, że gleba jest nadal jeszcze albo znowu zmarznięta, rzuca się w domu jak lew w klatce, gdy ogród znajdzie się pod śniegiem, wysiaduje pod piecem z katarem, musi chodzić do dentysty, zwala mu się nieoczekiwanie na głowę ciotka, prawnuk, stryj i diabli wiedzą kto jeszcze, w ogóle traci dzień po dniu, prześladowany wszelkimi możliwymi i niemożliwymi dopustami bożymi, klęskami, sprawami i przeciwnościami losu, które dziwnym trafem gromadzą się właśnie w marcu; bo trzeba wam wiedzieć, że ‘marzec jest najbardziej pracowitym miesiącem w ogrodzie, który winien się przygotować na nadejście wiosny’.
(…)
Dla nas, ogrodników, ogromnie ważne są ludowe przepowiednie; my jeszcze wierzymy w to, że ‘święty Maciej lody łamie’, jeśli on sam tego nie uczyni, oczekujemy, że sprawi to św. Józef, niebiański lodołamacz, wiemy, że ‘w marcu jak w garncu’ i wierzymy w trzech zimnych Ogrodników i w to, że ‘ jeśli się rozsierdzi Serwacy, wszystko zmrozi, przeinaczy’, i w inne takie przepowiednie, z których wynika w sposób niezbity, że ludzie od pradawnych czasów mają smutne doświadczenia z pogodą. (…) Krótko i węzłowato, ludowe przepowiednie wieszczą nam w większości sprawy niemiłe i pochmurne. A zatem trzeba wam wiedzieć, że sam fakt istnienia ogrodników, którzy mimo tych złych doświadczeń z pogodą rokrocznie witają entuzjastycznie wiosnę, jest świadectwem bezmiernego i cudownego optymizmu rodzaju ludzkiego.
(…)
Gdy stanie zegarek, rozkłada się go na elementy pierwsze i następnie odnosi do zegarmistrza; gdy nagle zatrzymuje się auto, podnosi się maskę, zaczyna się tam pchać palce, po czym wzywa się montera. Ze wszystkim na świecie można coś zrobić, wszystkim można pokierować i wszystko można zreformować, ale z pogodą nic nie da się zrobić. Żadna gorliwość ani wielkie gesty, ani nowatorstwo, dociekliwość ani bluźnierstwa nie pomogą; pąk się otworzy i kiełek wzejdzie, gdy wypełni się jego czas i prawo. Tu z pokorą sobie uświadamiasz bezsilność człowieka; zrozumiesz, że cierpliwość jest matką mądrości.
Poza tym nic innego nie da się zrobić.”

 
Iskry, Warszawa 1986
Przełożyła z jęz. czeskiego Halina Janaszek-Ivaničková

 

Dzień Kobiet jest co dzień

hanu

 

I tak ma być.

Dobrze jest być kobietą!

Młodziutką, dorosłą i całkiem dorosłą.

Dobrze jest być kochaną, a jeszcze lepiej jest – kochać.

Wszystkim  Czytelniczkom, oczywiście niezależnie od wieku,

przesyłam zielone i wiosenne życzenia: rozkwitajcie!

 

– MM

 

PS To śliczne zdjęcie jest dziełem naszej KC Marple.

 

Od Sowy Przemądrzałej

musurgia-birds2

Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy, oto wiadomość prywatna, przesłana (w kawałkach) , wraz ze stosowną ilustracją, przez KC Sowę Przemądrzałą, która jest muzykologiem:

 

DUA, chciałam się podzielić pewną ciekawostką-zagwozdką ornitologiczno-muzyczną.

Jak wiadomo, śpiew ptaków jest jednym z powszechniejszych motywów muzycznych, chociaż zazwyczaj traktowanych przez kompozytorów dość konwencjonalnie (tryle i inne ozdobniki). Czasami jednak pojawia się próba bardziej wiernego oddania ptasiego śpiewu w zapisie muzycznym.
Znakomitym przykładem jest tu francuski kompozytor Olivier Messiaen, ale pionierem w tej dziedzinie wydaje się niemiecki jezuita i teoretyk muzyki Athanasius Kircher, który w traktacie „Musurgia universalis” (1650) podjął się transkrypcji śpiewu słowika, w sposób zaskakująco metodyczny i naukowy (oczywiście na miarę swoich czasów).
Ilustracja pochodząca z tego traktatu jest bardzo ładna. Oprócz zapisu śpiewu słowika znajdują się na niej również głosy innych ptaków – koguta, kury (świetna!), kurczaków, kukułki, przepiórki i mówiącej po grecku papugi.

Jednak bardziej niż sam słowik zaintrygowała mnie na tej ilustracji kukułka, gdyż przyjęło się najczęściej oddawać jej głos za pomocą opadającej tercji małej (tak też jest u Kirchera), a jakoś kukułka, która pojawia się czasem w moim ogrodzie uparła się kukać w tercji wielkiej.

Ciekawa byłam , skąd ta rozbieżność się wzięła – czy poszczególne kukułki różnią się skalą głosu, czy też są to różne gatunki – i tak rozpoczęłam internetowe śledztwo w tej sprawie.

Jak dotąd dotarłam jedynie do bardzo interesującego komentarza poczynionego przez tajemniczego pana Mitforda do pewnego listu Gilberta White’a of Selborne o śpiewie kukułek i sów (!), zawartego w „The Natural History of Selborne” (wyd. z 1878):

„The cuckoo begins early in the season with the interval of a minor third, the bird then proceeds to a major third, next to a fourth, then a fifth, after which his voice breaks without attaining a minor sixth”. (Kukułka zaczyna śpiewać na początku sezonu, w interwale tercji małej, następnie kukanie ptaka przechodzi w tercję wielką, dalej w kwartę, później w kwintę, po której jego głos załamuje się, nie dochodząc do seksty małej – przekład MM).

Ha! Bardzo to intrygująca teoria, ale niestety nie mam jak jej potwierdzić – kukułka jest u mnie rzadkim gościem, a ja w lesie też często nie bywam. Internet też na ten temat milczy. Sam G. White poczynił jedynie obserwację, że zarówno kukułki jak i sowy nie odzywają się zawsze na tym samym tonie (jak niektórzy sugerują), a w jego okolicy kukułki kukają wokół tonacji D-dur lub C-dur . A może DUA jest w stanie potwierdzić tę zadziwiającą właściwość kukułki co do rozszerzania skali głosu wraz z upływem wiosny?

Natomiast jeśli chodzi o definitywne zamilknięcie kukułki z początkiem lata, jak dobrze wiemy moment ten został określony precyzyjnie przez ks. Twardowskiego.

Okazuje się jednak, że istniał i inny poeta, który uwiecznił w swojej twórczości ten fakt. Był to John Heywood, który w 1587 roku opublikował zbiór epigramów, a wśród nich znajduje się ten oto:

„Of Use”

„Use maketh mastery: this hath been said alway;
But all is not alway, as all men do say,
In April the cuckoo can sing her song by rote
In June, out of tune, she cannot sing a note.
At first, cuckoo, cuckoo, sing still can she do,
At last, cuck, cuck, cuck- six cucks to one cu.”

„The Proverbs, Epigrams, and Miscellanies of John Heywood” ed. John S. Farmer, London 1906, s.294.

Koniec ciekawostki.

 

Wielkie dzięki, kochana Sowo Przemądrzała!

Nadzwyczaj to ciekawe.

Dziatwo, zapis nutowy  śpiewu słowika (Luscinia luscinia ) znajduje się oczywiście w górnej części tej pożółkłej kartki.

Nie, Sowo, nie wnikałam dotąd specjalnie w muzyczne niuanse kukułczych wołań , ale postanawiam to zrobić na wiosnę. ( Aha, pamiętajmy, że kuka pan kukułka, podczas gdy samice ” ochryple chichocą”- jak podaje przewodnik ilustrowany „Ptaki Europy”).  A profesor Jan Sokołowski w słynnym i wspaniałym dziele „Ptaki ziem polskich” pisze:

Głos kukułki jest tak powszechnie znany, że nie potrzeba go bliżej opisywać, a wystarczy zaznaczyć, że druga część „kuku” jest nieco niższa od pierwszej, i to o małą tercję. Kukanie ma w biologii ptaka znaczenie śpiewu i jest właściwością tylko samca. (…) Na widok nadlatującej samicy, samiec dodaje jeszcze jedną sylabę i woła „kuku-kuk”. Samica odzywa się o wiele rzadziej  zupełnie inaczej, a głos jej brzmi jak wysoki chichot „bribribribribri”.

Chichocząc ochryple, kończę z kukułkami, by przejść do małej niespodzianki, treść której zapewne jest doskonale znana Sowie Przemądrzałej, ale nie musi być jeszcze znana naszej Dziatwie. W grubym tomie „Listów” W. A. Mozarta jest taki zapis, uczyniony po majowym spacerze:

mozart

A więc, tak jak już kiedyś  pisała nasza Sowa P., wszystko jest muzyką, a ta jest  odbiciem harmonii sfer.

Czy będzie nadużyciem, gdy stwierdzę , że ptaki przybliżają nas do nieba nie tylko przez swój lot, lecz i przez śpiew?

Wiosenne uściski dla wszystkich

od

MM

Skrzacik

wiktoria

Krasnoludki przyniosły nam w nocy portret Skrzacika w zielonym kapturku.
Jest to nasza najmłodsza aktualnie Księgowa (przybyła 2 dni temu).

Serdecznie witamy!

Piękna Wiktorio, pamiętaj: w nocy lepiej czytać, niż wrzeszczeć wniebogłosy.

A jak ktoś czytać przypadkiem nie umie – niech po prostu kontempluje (nie kątem pluje, tylko kontempluje, to znaczy: zatapia się w myślach na temat tego lub owego. Może być własna ręka lub noga).

Po jakimś czasie daj dorosłym do zrozumienia, że trochę Ci się nudzi i że mile widziane byłoby głośne czytanie. Na razie wszystko jedno, co Ci poczytają.

Może być choćby Plutarch albo i coś Woltera. Nawet rozkład jazdy PKP.  Nieważne. Byle czytali ze zrozumieniem, z przejęciem i intonacją nawet nieco przesadną. Chodzi o obudzenie zainteresowania. Na razie tyle.

Po pewnym czasie zaczną do Ciebie docierać słowa. I to już będzie właściwy początek Twego życia jako Czytelniczki.

My tymczasem przygotujemy tu jakąś prozę, jakieś zagadki literackie, i w ten sposób zadbamy o Twój dalszy rozwój.
Rozwijaj się chwilowo bez nas!
Ale czekamy.

Uściski!

MM

Galanthus

przebisnieg

 

Koniec, koniec złej zimy!

Oto dowód niezbity: kwitną przebiśniegi!

Te kwiatki to prawdziwe cudo, istoty  doskonałe.

Ich nazwa łacińska: Galanthus.

Trzy zewnętrzne płatki przebiśniegów są śnieżnobiałe, trzy mniejsze, wewnętrzne, zakończone są uroczymi zielonymi kropkami. Gładkie, wąziutkie liście przypominają małe sztyleciki – to one niezawodnie, pewnie i z potężną siłą, jaką tylko tajemnicze Życie nadaje swoim nośnikom, przebijają zmarzniętą skorupę ziemi, śniegi i nawet lód.

Przybywają, kwitną, przemijają.

Ale przecież tak naprawdę nic nie przemija, a już zwłaszcza – piękno.

Tak je sobie namalowałam po wczorajszej wyprawie rowerowej; ale oczywiście ten obrazek jest dalekim echem prawdziwego obrazu, bowiem to Natura jest doskonała.

Pędźcie na spacer!

PS. Można też wysłać komuś e-kartkę z przebiśniegiem.

Od Marple

Od Marple

Rozgrzewającym zdjęciem od naszej KC Marple spróbuję uratować sytuację spod wpisu „Okładka”. Coś nam się tam zablokowało i komentarze od Was, widoczne na stronie administracyjnej, nie chcą wyskoczyć na widok publiczny.

Zaraz je przekleję.

A zdjęcie piękne, prawda? W sam raz dla Zagrypionych i Przeziębionych.

Uściski!

MM

 

Okładka

feblik-W

 

A oto i gotowa okładka, Kochane Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy. Potrzebna była wydawcy do katalogu wiosennego, jako zapowiedź. Ale powieści jeszcze, rzecz jasna, nie ma, toteż proszę o cierpliwość.

Bardzo dziękuję za wszystkie uwagi pod wpisem poprzednim – jakie to inspirujące, poznawać Wasze oczekiwania i nadzieje! Naturalnie, i tak zrobię wszystko po swojemu; a może raczej – tak,  jak mi podyktują sami bohaterowie powieści. Nie przestaje mnie to zadziwiać: jak to być może, że nie mam zupełnej kontroli nad postaciami, które sama wymyśliłam? Brykają, postępują wbrew moim oczekiwaniom, płatają figle i niespodzianki. Muszę nieposłusznych siłą przywoływać do porządku, ale czasem nie robię tego, bo widzę, że to oni mają rację!

Tajemnicza sprawa; zobaczymy, co będzie tym razem!

Zimowe uściski przy sobocie od –

MM

Feblik

Kochane Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy,

ostatecznie tak to wygląda – szkic głównej bohaterki „Feblika”.

feblik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To jeszcze nie jest gotowa okładka, zaledwie materiał do niej, ale chętnie Wam ją przedstawiam, bo ta oto istota da się komuś nieźle we znaki. Zgadnijcie, komu.

Uściski

MM