Kwiecień – plecień

IMG_7565 fot. KC Atena

 

I już po Świętach! Ale nie żałujmy: szybko  co prawda minęły, lecz pozostawiły nam poczucie odrodzenia. Wiosna z nami także zostaje.

Powoli w tym roku nadchodzi, wolniej niż zwykle, ale przecież już jedną nogą jest w Polsce!

A na przykład w Branson Missouri , gdzie tydzień temu była nasza KC Atena, już ją mają, już się nią cieszą, wybucha im triumfalnie z każdej gałązki, raduje oczy, zachwyca.

 

IMG_7526

 

Kazimierz Wierzyński

JENO RADOŚCI

 

Jeno radości, radości, radości

Dla serc, i piersi, i oczu, i uszu,

Byśmy się wszyscy, pokorni i prości,

Stali jak ogród w wiosny pióropuszu.

 

Nic się nie zmieni. Będziemy legendą

Tych, co minęli, miłującym echem,

Tylko że odtąd całować się będą

Dusze z duszami, jak uśmiech z uśmiechem.

 

(z tomu „Wiosna i wino”, 1919)

 

148 przemyśleń nt. „Kwiecień – plecień

  1. Tak, Madziu, i z tego to powodu rezygnujemy z tradycyjnej autorskiej gadki na początku, zostało tylko podpisywanie plus indywidualne przy nim rozmowy.
    Dużo Was!:)

    Cieszę się, że Was zobaczę, a także – że ujrzę słynny warkocz Bożej Krówki.

    Bożenko (wiad.pryw.)- co do Mamy: w pełni rozumiem. Miałam tak samo. Dzięki za dobre słowo!

  2. Och, Jas ostatnio było tyle czytelników i czytelniczek, że spotkanie trwało chyba z 5 czy 6 godzin, a Ulubiona Autorka podpisywała i podpisywała. :)

    Tym razem, po namyśle też się skusiłam perspektywą spotkania i już kupiłam bilety.

  3. Bardzo się cieszę, że już niebawem zobaczę Miłe Grono Księgowych!
    Uśmiechy przesyłam!

  4. Nasza córunia przypomniała nam przy śniadaniu o spotkaniu 21 kwietnia w empiku. Wybiera się na nie. Chyba pojedziemy z nią. Takie spotkanie trwa godzinę czy raczej dwie?
    Książka będzie prezentem od mojej chrzestnej na I Komunię córki. Tak to się ułożyło.

  5. Kochana Zuziu, zawsze się zachwycam Twoją rodziną. Nic dziwnego, że wyrosłaś na taką wspaniałą osobę. Masz to zaplecze, masz!
    Na kopercie Twego listu był adres zwrotny i obejrzałam sobie z satelity Twoją okolicę: dużo lasów, a nieopodal wioska, której nazwa brzmi tak samo, jak Twoje nazwisko. To nie może być przypadek! A więc jeszcze i mieszkasz w rodzinnej osadzie! Coś wspaniałego.

    Wiadomość o nowej nici porozumienia z Panią Polonistką ogromnie mnie ucieszyła. Proszę, przekaż moje serdeczne pozdrowienia!

  6. W takim razie Pani droga ciotunia jest z tego samego roku co moja prababcia! Zawsze żałowałam, że nie dane mi było jej poznać. Ponoć była bardzo bezpośrednia, zaradna i nigdy nie miała na nic czasu. Ale życie od niej tego wymagało. Z kolei pradziadek był bardzo spokojny, listonosz, to on chodził na wywiadówki i nigdy nie podniósł głosu, a wszystkie dzieci go uwielbiały. I miał służbowy rower.
    Co ja bym zrobiła, gdybym nie miała tak wspaniałej babci, która mi to wszystko opowiada?!

  7. Dobry wieczór w ten piękny wieczór!
    Od paru dni po powrocie ze szkoły nie robię nic innego, tylko biorę książki pod pachę, siadam na ławeczce, słucham koncertu, który każdorazowo serwują mi ptaki i się delektuję, i rozpływam w błogości. A ze mną „Ciotka” – przed spotkaniem trzeba przeczytać kolejny raz!
    Mam dla Pani bardzo miłą wiadomość! Otóż ostatnio na lekcji polskiego z ust mojej polonistki padło pytanie:
    „Czy któraś z dziewczyn ma najnowszą Musierowicz?” (Zawsze mnie śmieszy ten skrót myślowy)
    Ja się zgłosiłam, na co pani się bardzo ucieszyła i zaraz wyraziła prośbę o pożyczenie. A dwa dni później poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwracam się i widzę uśmiechniętą twarz nauczycielki, która z dumą donosi, że już przeczytała, że wiedziała, że jak usiądzie na to na raz i że te książki ją przy życiu trzymają. Wczoraj doniosłam jeszcze „Feblik”, pani chciała sobie przypomnieć i odbyłyśmy krótką rozmowę, choć obie mówiłyśmy jednocześnie, więc zbyt konstruktywna to rozmowa nie była. Ale wiem, że się pani uśmiała przy określeniu Agnieszki siekierą.

  8. Racja! Moja własna ciotunia skończyła w styczniu 104 lata.
    No, ale do ślubu małej Mili jeszcze daleko.

  9. A nuż się jeszcze okaże, że Mila i Ignacy ZDĄŻĄ zobaczyć swoją pierworodną prawnuczkę w sukni ślubnej (młoda ma już prawie 14 lat, a jej pradziadkowie 82 i 83 – teraz coraz więcej ludzi dożywa 90-ciu i więcej lat, także…hmmm..)

  10. Historynko (wiad.pryw.)- dziękuję za takie dobre nowiny, brawo! Dałaś radę aż miło, wszystko poukładałaś! Dumna jestem z Ciebie!
    Zuch dziewczyna!
    No i – do zobaczenia!

  11. Dzień dobry!
    JusiuK, cieszę się bardzo. Piosenki Romci i Tomcia rozbrzmiewały najpierw w naszym domu, oczywiście, układane seryjnie przez najstarszego synka. Ja wymyśliłam też kilka, na potrzeby „Kłamczuchy” (ale nie spotkały się u synka z większym uznaniem). Kolejne zwrotki? Zawsze mnie korciło, żeby jeszcze parę napisać , ale przecież nie dałoby się więcej wcisnąć do powieści.
    Pomysłu ogólnopolskiego czytania Jeżycjady należy gratulować „Akapitowi”. Wspaniały odzew, i to spoza Polski także!

    Do zobaczenia!

  12. Droga Pani Małgorzato! Znów meldujemy z SP2 w Lesznie, że czytamy i omawiamy „Kłamczuchę”. Dzisiaj tworzymy kolejne zwrotki piosenki Tomcia i Romci i śmiejemy się do rozpuku :)
    We wtorek czytaliśmy „Szóstą klepkę” w ramach II Ogólnopolskiego Czytania Jeżycjady! Przyszły Mamy, Babcie i Nauczycielki z naszej szkoły! Starsze pokolenie przypomniało sobie książkę, młode – zaczyna przygodę z Jeżycjadą. A ja wybieram się na spotkanie z Panią w przyszła sobotę! Do zobaczenia!

  13. O, tak, mam tę stareńką książkę – rodzinka opisana cudownie. Ale później zupełnie o Allingham zapomniano i teraz pojawili się „Tancerze”. Ciekawe czy będzie tak jak z Ellerym i czy poprzestanie się na jednym tomie, czy jednak wyjdą kolejne tłumaczenia. Miłej wieczornej lektury!

  14. Ann (wiad.pryw.)- po polsku wyszła kiedyś (w serii z kluczykiem) powieść Margery Allingham „Jak najwięcej grobów”. Teraz kupiłam ją sobie w oryginale i cieszę się, bo podobała mi się kiedyś (świetnie opisana z lekka niesamowita rodzina ekscentryków, którzy z zapałem rozwiązywali krzyżówki po łacinie, tyle pamiętam).

  15. Ago, i mnie to śmieszy.
    A internet to przełomowy wynalazek, chociaż… powiadają, że w internecie nic nie ginie, ale to nieprawda. Ginie z oczu, w każdym razie. Poza tym – cóż dorówna starym pocztówkom, pożółkłym listom i rozsypującym się liścikom?

  16. Nasze wpisy dowodzą, że naprawdę nam, czytelnikom, bardzo potrzebny jest kontakt z Twórcą. Czasami aż człowiek MUSI coś od serca powiedzieć, podzielić się jakąś myślą, a teraz umożliwia nam to internet. Jeden klik i już wiemy, co nasza Autorka dzisiaj robiła. Pozdrawiam miło wszystkich.
    PS Też lubię Ignaca, bardzo (wcale nie jest starym snobem Borejko!-zawsze mnie śmieszy to zdanie, hehe)

  17. Ja również mam kartkę od Pani z serii Art Unlimited Amsterdam! Miałam wówczas 17 lat, gdy w odpowiedzi na mój list pocieszała mnie Pani, że książki, będące najlepszymi i najwierniejszymi przyjaciółmi, doprowadzą mnie do prawdziwych, ludzkich przyjaźni. I życzyła mi Pani tego z całego serca :)
    PS. Prawdopodobnie uda mi się być 21.04 w Poznaniu na spotkaniu!!!

  18. Jest nas więcej, którym marzenia kontaktu z panią Małgosią się spełniły :)
    Listeczki na ananasie berżenickim ruszyły pełną parą.

  19. Tak, to ja:) Chwalić Boga, na tyle zmądrzałam, że nie wylądowałam w ramionach jakiegoś nerwusa. Zresztą, z dużą uwagą śledziłam proces dojrzewania Natalii (chyba jest mi osobowościowo najbliższa).

  20. Wydaje mi się, że kiedyś pod wpływem lektury „Kalamburki” napisałam do Pani list na adres wydawnictwa wychwalający zalety tej książki :D „Kalamburkę” zresztą uwielbiam po dziś dzień (jedna z najlepszych powieści spod Pani pióra), a najbardziej Gizelę i rudego Ignaca. Ignac to w ogóle moja wielka słabość, młody czy stary, każde spotkanie z nim wzbudza we mnie ogromne pokłady ciepła w okolicy serca i dobrego humoru.

  21. A dochodziły do mnie nawet listy zaadresowane: „M.Musierowicz, mieszkanie pp. Borejków, Poznań”. Poczta miała poczucie humoru.

  22. Ach, pamiętam to błaganie, Dewajtis! A więc to Ty byłaś!
    Kartkę też pamiętam, miałam takich leśnych całą serię – z poznańskiego sklepiku Art Unlimited Amsterdam. Właściciel sklepiku, plastyk zresztą, odkładał dla mnie najpiękniejsze pocztówki, a ja kupowałam je po prostu setkami.
    Internet uwolnił mnie od tych zakupów, a sklepiku zresztą już nie ma.

  23. A ja jako bardzo wczesna nastolatka napisałam do Pani Małgorzaty list, w którym między innymi błagam, żeby Nutria wybrała Nerwusa (na szczęście od tego czasu zmądrzałam). Kilkustronicową epistołę wysłałam na adres Roosevelta 5, ale odpowiedź i tak przyszła, na pięknej kartce, przedstawiającej las bukowy jesienią. Byłam przejęta, wzruszona i uradowana, a kartkę mam do dziś jako cenną pamiątkę.

  24. Asiu, spoznione zyczenia urodzinowe.
    Pamietam biblioteke, z ktorej pozyczylam „Szosta klepke”.
    Wtedy posiadanie ksiazek na wlasnosc graniczylo z cudem, czasem rzucali jakies, ale szybko znikaly. Pamietam jakas ksiegarnie wysylkowa, cala rodzina wypelnilismy kwit czy kupon, i po kilku latach ku naszej uciesze i wrecz rozbawienu ksiazki zaczely naplywac.
    Moja najulubiensza Gienusie dostalam od kolezanki, bo i tak czesciej u mnie byla i zabralam ja ze soba i wciaz mam. A od tamtego czasu pojawilo sie wiele ulubionych postaci.

  25. Tak, tak rozumiem Cię Jane. Bo Starosta to taki nieosiągalny ideał pięknej Polszczyzny i pięknych treści, więc jest lekka trema.
    A płyta chwyta za serce – wielka tęsknota w całym przekazie.

  26. 17 lat temu Starosta nie był jeszcze takim Starostą.
    Był młodszy!
    Uwaga: trema? Ależ niewskazana!

  27. Słoneczne dzień dobry!
    Kochane dziewczyny, podobnie ja, 17 lat temu, na ławce w parku pisałam do Starosty. Mały synek spał smacznie w wózeczku, a ja przelewałam na papier podziękowania i zwierzenia. Czemu nie wpadłam na pomysł, żeby wysłać list do wydawnictwa??? Choć chyba rozumiem dlaczego – nawet teraz mam tremę przy każdym wpisie. A tu DUA teraz taka bliska. Powtórzę za Wójcikiem – marzenia się spełniają.

    Psianko – słuchaliśmy tej płyty w drodze do rodziny na Święta. Polecam również. W pewnym sensie odkryliśmy Mickiewicza na nowo ( mąż od razu zaczął przypominać sobie „Dziady”). A w ubiegłe wakacje, podróżując w Bieszczady całą rodziną słuchaliśmy „Pana Tadeusza” (interpretacja Krzysztofa Kolbergera) – różnymi drogami wkracza wieszcz w nasze życie
    Uśmiecham się do Was. Dobrego dnia.

  28. Ha! A więc przegapiłam ich złote gody!

    Ago, mnie samą zdumiewa, że podałam w gazecie swój adres. Chciałam ułatwić czytelniczkom korespondencję, a tymczasem ułatwiłam wizyty. Drzwi przy Słowackiego 18 wprost się nie zamykały, a kiedy zaczęły przyjeżdżać całe wycieczki szkolne, zwiedzając miasto „szlakiem Borejków” rodzina mi się zbuntowała. Ostatnią kroplą była wizyta dziewczęcia z dalekiego Rzeszowa, czy też Lublina, które zadzwoniło do drzwi, mówiąc: „przyszłam na obiadek”, po czym wyznało przy talerzu pomidorowej, że chciało popełnić samobójstwo przez zeskoczenie z wieży, ale w ostatniej chwili się rozmyśliło i postanowiło raczej uciec z domu, by zamieszkać u mnie.
    Był to naprawdę zręczny szantaż emocjonalny, bo jak tu wyrzucić szesnastolatkę, która cudem nie skoczyła, ale przecież jakoś daliśmy radę. Przenocowała u nas, opowiedziała życiorys, a my zadzwoniliśmy do jej rodziców i poprosiliśmy o odbiór dziecka. Któremu chyba o to właśnie chodziło, bo pojechało dziwnie chętnie.

  29. Czytam „Kalamburkę” i właśnie sobie uświadomiłam, że Mila i Ignacy w tym roku będą świętować 60-lecie ślubu! Diamentowe gody :)

  30. Co do szkolnego przymusu polecam młodzieży i nie tylko płytę: Mickiewicz – Stasiuk – Haydamaky
    Chyba spodobałaby się Baltonie … :)

  31. A ja czytałam „Filipinkę”, gdzie nasza Autorka miała swoją rubrykę. Czułam się wtedy, jakbym z Nią rozmawiała, gazetę zawsze zaczynałam czytać od wypowiedzi naszej UA. Chętnie wróciłabym do dawnych egzemplarzy „Filipinki”, ale gdzieś zniknęły podczas licznych przeprowadzek (no tak, jak teraz mam duży strych, to gazet nie ma). Pamiętam, jak pani Małgosia podała na łamach gazety swój prywatny adres ( z dopiskiem, że Mama chyba ją za to udusi, albo coś w tym stylu). Dzisiaj byłoby to niemożliwe, inne czasy. Ale za to teraz mamy kontakt codzienny, ot co!
    Wiosna u nas rozgościła się na dobre. Wczoraj było 27 stopni w słońcu! Biedne dzieciaki muszą się uczyć w taką pogodę. Wytrzymajcie chwilkę, już zaraz wakacje (muszę to powtarzać synowi z pięć razy dziennie, inaczej trudno byłoby mi zagonić go do obowiązków, a nauczyciele nie odpuszczają!).
    Pozdrawiam wszystkich sadzących, pielących, nawożących trawniki, to ci dopiero przyjemność po tych zimnych miesiącach.
    A może DUA coś zacytuje z Capka, cały czas o nim myślę, jak pracuję w ogrodzie?
    No, o „Chucherku” też myślę, może to o Łusi będzie, uwielbiam Łusię!

  32. Ja też pisałam listy i nawet się udało :) Pamiętam, że napisałam, kiedy wyszedł „Język Trolli”. I najpierw na brudno, potem dopiero na czysto, żeby wszystko było idealnie.

  33. Starosto, Gio, Wójciku, ja też marzyłam „(żeby napisać list do Ulubionej Autorki)” i nawet napisałam, gdy już wiedziałam gdzie wysłać! Otóż przyszło mi na myśl, że skoro Ulubiona Autorka publikuje opowiadania w „Małym Gościu Niedzielnym”, a wszelkie czasopisma i gazety posiadają tzw. stopkę redakcyjną, w której opublikowany jest adres, to jeśli tam wyślę – na pewno list zostanie przekazany. A jakaż była moja radość gdy dostałam odpowiedź (i zdziwienie, że adres zwrotny to kamienica Żaków!) w ślicznej kolorowej kopercie, jakich się wtedy (rok 1984) nie widywało często w sklepach. Pamiętam do dziś jak skakałam pod sufit.

    A teraz następne marzenie – spotkać Ulubioną Autorkę osobiście. Może się spełni…

  34. Starosto, Gio, a ja marzyłam ( żeby napisać list do Ulubionej Autorki) i nawet pisałam, ale nie wiedziałam gdzie wysłać, więc tylko tak sobie rozmawiałam z DUA jednostronnie. Tak, marzenia czasami się spełniają :)

  35. Kotliku, Gio, pozdrawiam Was mile w dzień słoneczny i ciepły!
    Burza przyniosła nam prawdziwą wiosnę!

  36. Dzień dobry!
    Lejdomel, bardzo dziękuję za miłe życzenia! Co do lektur szkolnych: na pewno do wielu jeszcze powrócisz, kiedy skończy się już ten szkolny przymus (skądinąd konieczny). Pamiętam swój bezgraniczny zachwyt przy czytaniu „Pana Tadeusza” po raz pierwszy nieobowiązkowo!(Było to już na studiach).
    Taka powtórka „świeżym okiem” odkrywa zupełnie nowe strony znanych utworów.

  37. Dzień dobry!
    Asiu, moja imienniczko, poczułam się trochę tak, jakbym czytała siebie 35 lat temu… :-) Z tym że ja wtedy nawet nie marzyłam, żeby napisać list do Ulubionej Autorki. Teraz to mamy dobrze!!! Luksus po prostu!

  38. Asiu jesteś cudowną młodą osobą. Jak dobrze widzieć, że jest taka młodzież. Pamiętam jak ja czytałam Sprężyne i płakałam z tęsknoty za wielkim uczuciem. I wiesz co, zupełnie nieoczekiwanie ta miłość przyszła. I Ciebie ona odnajdzie, jestem tego pewna. Piękne rzeczy jeszcze przed Tobą. To brzmi ekscytująco, prawda ? :)

  39. Asiu, jak miło przeczytać takie piękne słowa młodej dziewczyny. Najlepsze życzenia z okazji 17. urodzin :)
    Pamiętam, jak dostałam na 18. urodziny od Przyjaciółki świeżo wtedy wydaną „Pulpecję” (kiedyż to było…) – czułam wtedy taką samą radość i zachwyt :)

  40. Miła Asiu, przeczytałam jako pierwsza i bardzo się ucieszyłam. Zawsze mnie ciekawią szczegóły Waszej – Czytelników – percepcji. Dobrze wiedzieć, co spotyka się z tak żywym odbiorem!
    Dziękuję za wszystkie uwagi, cieszę się, że rysujesz sobie przy czytaniu.

    I najważniejsze: przesyłam najlepsze życzenia urodzinowe!

  41. Dobry wieczór wszystkim! Jestem po lekturze „Ciotki”, którą w końcu otrzymałam jako prezent na moje 17 urodziny. Nie mogłam się doczekać! Nie zawiodłam się- jak każda część „Jeżycjady” ta też wzbudziła we mnie tyle dobrych emocji, zalała falą ciepła, którą po prostu muszę się podzielić, dlatego jestem tutaj. Nie wiem, jak to się dzieje, ale za każdym razem czuję się lepszym człowiekiem, inaczej patrzę na świat, zachwycam się małymi rzeczami, ogarnia mnie niesamowita błogość i przepełnia mnie miłość do wszystkiego, co mnie otacza, a słowa buzują we mnie i potrzebują znaleźć ujście, wręcz czułam wewnętrzną, silną i nieodpartą potrzebę, aby tu coś do Pani i drogich czytelników napisać. Wiem, że tu zostanę wysłuchana, zrozumiana i spotkam się z ciepłymi słowami. Niesamowite miejsce w internecie. Ale do rzeczy. „Ciotka” oczarowała mnie i pochłonęła całkowicie (powinnam się uczyć, a spędziłam dwa najpiękniejsze w tym roku, pełne słońca i budzącej się do życia przyrody popołudnia, całkowicie zagłębiona w lekturze. Jakże błogie, dobre, swojskie, ciepłe i bezpieczne odczucia wzbudzają we mnie pani książki! Niemal czuję kojące i mądre słowa bohaterów wypowiadane wprost do mnie. I te przepiękne opisy, szczególnie kuchni przy Roosevelta, nagietkowej, żółto-białej, z Agą, Ignasiem i Różą i ta harmonia jesiennych barw. Obrazy Agi, stragany z owocami i warzywami, poddasze remontowane przez Józinka, Anię i Łucję siedzące wieczorem w jednym pokoju, ale tak bardzo ze sobą kontrastujące. Poczciwych Florka i Pulpę, Idę dopieszczającą Ruinkę, Gabrysiów pijących szampana nad morzem. Aż sama przed oczami mam wizję scenek, które aż proszą się o narysowanie, a ja chwytam za ołówek i tworzę, tworzę, tworzę. Wątek Babi i Ignacego nestora- złoto. Cudownie, plastycznie opisany urok wsi! W ogóle bardzo się cieszę, że wydarzenia zostały przeniesione na obszary na wsi, wiadomo, to nie to samo, co w starej, dobrej kamienicy na Roosevelta, ale zmiany są potrzebne, prawda? Te akurat są bardzo udane i dodają dużo świeżości, czaru i powabu. Co jeszcze? Wzbogaca pani moje słownictwo, dzięki wypowiedziom bohaterów, dziękuję! Rzadko spotykam powieści, powiedzmy, że dla młodzieży, w których bohaterowie posługują się naszą ojczystą mową w tak barwny sposób. I może na koniec- wątek Łusi zapowiada się obiecująco!!! Ta dziewczyna potrzebuje swojej części, jest niesamowicie intrygująca. Józinek nadal jest moim ulubionym męskim bohaterem. Gdzie takich można znaleźć? W moim 17- letnim życiu jeszcze takich nie spotkałam, czekam i moje serce też z tęsknoty się rozrywało, jak Nory, gdy czytałam o tych, cudownie zakochanych, Dorotce i Józinku. Ojejku, to chyba tyle, bardzo chaotycznie, ale jestem na świeżo i wszystkie przeżycia buzują we mnie mocno. Jeszcze: jak miło było zobaczyć, że kolejna część w przygotowaniu, czekam już na „Chucherko” (Oby Łusia!) Pozdrawiam bardzo gorąco, przesyłam uśmiech do wszystkich, którym chciało się przeczytać ten jakże obszerny wywód. Będzie mi miło jeśli ktoś się odezwie, zostawi jakiś ślad :)

  42. Kotliku, a więc do zobaczenia!

    U nas też ciepło i ślicznie, cebulica syberyjska już „na całej połaci”.
    Mamo Isi, a ja pamiętam młodziutką Kaję Danczowską – kibicowałam jej, kiedy startowała w Konkursie im. Wieniawskiego. Już wtedy imponowała siłą i precyzją.

  43. A w Szczecinie pięknie i ciepło (gorąco). Za chwilę, chwileczkę wszystko się zazieleni, cudownie ! Oby pogoda dopisała nam na spotkaniu w Poznaniu :)

  44. W dawnych, dawnych czasach, kiedy były jeszcze w użyciu magnetofony szpulowe kasetowe, cudem dorwałam sonaty skrzypcowe Mozarta w wykonaniu Kai Danczowskiej i puszczałam je sobie na okrągło.

  45. Cylpepsy! Zachwycające słowo. I istnieje, mimo że brzmi tak, jakby nie mogło. Mielniki żeliwne.
    Wciąż wieje chłodny wiatr i się waham, czy już wynieść rośliny domowe, którym by dobrze zrobiły wakacje w ogrodzie.
    A front burzowy doszedł do pomorskiego i wyzionął ducha. A już miałam nadzieję na pierwszą wiosenną burzę. Albo choćby deszczyk, żeby świat zaczął się zielenić.
    Za to kwiatków w ogrodzie całe dywany; głównie krokusy i przylaszczki. I powoli zaczyna kwitnąć cebulica syberyjska.

  46. Wczoraj byliśmy na koncercie charytatywnym Antoniny Krzysztoń. Uczta dla ducha i ucha. Uprzejmie donoszę, że napisała ona, zilustrowała książkę dla dzieci pt.: „Przeźroczysty chłopiec”.

  47. Dzień dobry!
    Katarzyno, metoda z okularami wydaje się dobra, jednak nie dla astygmatyków. Ci zawsze ujrzą, choć jednym okiem!

    Aaależ dziś zielono w ogrodzie po tej ciepłej ulewie!

  48. Oczywiście sprawdziłam, faktycznie ślicznie się Wielkopolska błyska pięknymi kolorami na tej szarej mapie! A do Krakowa burze dotrą, jak tylko znajdę czas, żeby wjechać z autem do myjni (to chwila nieskromnej pewności). Zatem w najbliższe dni chyba jesteśmy bezpieczni. Bo uczę jak szalona i nie mam czasu na drobiazgi w postaci myjni (a w domu przezornie ściągam okulary i już mi zupełnie nie przeszkadza lekki kurz – wszystkim KC polecam tę metodę!).
    I dziękuję DUA za wszystkie cudownie miłe słowa, do mnie i nie tylko. Skrzydła się rozprostowują, przeciągają. I ślęczą nad komputerem. Z nowymi siłami.

  49. Sondelani (wiad.pryw.), tak, kurczaczki dostałam, zapomniałam jednak podziękować w gwałtownym ogniu wydarzeń świątecznych (synuś przyjechał etc).
    Dziękuję teraz!

  50. Warto tam kliknąć w „szukaj burzy”, Wójciku. Pokażą Ci, ile km ma burza do Ciebie i ile wyładowań doziemnych było w Twojej okolicy w ciągu ostatniego kwadransa. Uwielbiam to!

  51. Także jestem fanką tego portalu. Właśnie sobie zajrzałam i faktycznie, burze w Wielkopolsce jak byk! Idą na północ, szkoda, nie będzie burzy w Lublinie. Ach, wiosenne burze, jak potem wszystko pachnie. Petrichor i geosmina.

  52. Cylpepsy!
    Podoba mi się to słowo.
    Pani Katarzyno, polecam mój ulubiony portal burze.dziś, będzie Pani miała stuprocentowo pewne wiadomości (jedne z nielicznych stuprocentowo pewnych w dzisiejszych czasach!) podane z wielką dokładnością.
    Informuję Panią, że na burzowej mapie Europy jesteśmy – Wielkopolska – absolutnym wyjątkiem. Miło spojrzeć. Front burzowy jest niewielki i moim zdaniem do Krakowa nie dotrze, tak jakby ku Wybrzeżu się rozciąga.
    Co do wiad.pryw.- ależ to Pani zasługa! Ja tylko zareagowałam.:)

  53. Acha, a ja przed burzą zazwyczaj myję auto. Jako mieszczanka (zapomniane, a takie przyjemne przecież słowo) nie mam co podlać, balkon się nie liczy w tym względzie. I coś czuję, że i do nas burze się zbliżają! Ukłony i cylpepsy (jak pisał mój nieżyjący już profesor).

  54. Wiwat Wielkopolska! Tylko my z całej Polski mieliśmy właśnie pierwszą wiosenną burzę! I to jaką!

    Nie muszę dodawać, że bardzo starannie podlałam dziś cały ogród. To jest niezawodny sposób na wywołanie obfitych opadów.

  55. O tak, już zdecydowanie wiosennie! Chciałoby się cały dzień spędzać na dworze, a tu obowiązki trzymają wewnątrz… Ale może jutro się uda choć trochę. Pozdrawiam serdecznie i dobrej nocy!

  56. Pani Katarzyno M., dziękuję za ogromną i ciekawą, a przy tym jakże miłą, wiadomość prywatną/tajną/poufną!

    Bardzo, bardzo interesującą i potrzebną rzecz Pani pisze, będę chętną czytelniczką! (A pisze Pani naprawdę pięknie i zajmująco)
    Cuda historyczno-muzycznego jestem bardzo ciekawa i zachodzę w głowę, co by to mogło być (ale lubię niespodzianki, więc poczekam cierpliwie aż do Wydarzenia Roku).
    Przesyłam wiele serdeczności!

  57. Witam slonecznie! Na Sardynii wiosna tez juz zawitala i dzis widzialam piekne, ogromne krzewy zolciutkich mimoz! Pieknie pachna. W Polsce chyba takich nie ma… Wiosna to najpiekniejsza tutaj pora roku, jest kolorowo i pachnaco, a temperatura jest „w sam raz”.

  58. Ryśku (wiad.pryw.)- dzięki, ale na razie nam się zapchał nadmiarami. Chyba już nie warto zresztą, niedługo czerwiec i przerwa wakacyjna!
    Pozdrowienia serdeczne!

  59. A w dodatku to już czas przeszły, Mamo Isi: część kolekcji powędrowała do ogrodu córki Zofii. Moja prawa ręka mi kazała to zrobić.
    Najgorsze to przycinanie!

    Kotliku87, możesz mieć rację.;)

  60. Nawet jeśli przez lata, to i tak te trzysta róż to jest dla mnie istne rozarium i liczba niewyobrażalna.;) Mamy w ogrodzie jakieś dwadzieścia krzaczków, ale wskutek zakwaszenia gleby i zacienienia mimo zasilania mają się tak sobie.

  61. Dobry wieczór, miła Pani Katarzyno! Pozdrowienia od cudownej skrzypaczki po prostu mnie uskrzydliły. Pamiętam doskonale, jak miło zareagowała ona na obecność Mozarta w „Sprężynie”- nie posiadałam się z radości (swego czasu chodziłam w Poznaniu na wszystkie koncerty z udziałem młodej Kai Danczowskiej i nadal bardzo ją podziwiam). A tu takie nowiny! („CiotkęZ.” też przeczytała!!!)
    Najserdeczniej dziękuję Cudownej Pani Skrzypaczce za pamięć i pozdrowienia. A Pani (Cudownej Klarnecistce? Prawda?) dziękuję za ten wpis, bardzo dla mnie radosny!

    Jeśli chce się tu zostawić wiadomość prywatną, należy po prostu to wpisać: „wiadomość prywatna”, albo ” uwaga, ściśle tajne” czy jak kto woli (przed chwilą zrobił to Zgred). Wiadomość zachowam oczywiście dla siebie, a odpowiem dyskretnie.

  62. Mamo Isi, ale tych 300 to było nie za jednym zamachem, tylko przez lata.:)

    Zgredziku (wiad.pryw.)- przebóg, już za dwa tygodnie poznański Empik? Zatraciłam poczucie czasu wśród tych róż i siania trawy.
    Lepiej się zastanów, może nie być czasu na pogawędki. No, ale chociaż Cię uścisnę.

  63. Dobry wieczór Pani Małgorzato! Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia z Krakowa – od siebie oraz od Kai Danczowskiej, od której właśnie dostałam w prezencie Ciotkę Z., z dedykacją (i to ach, jaką!). Obie oczywiście przeleciałyśmy książkę jednym haustem, obie znamy Panią (z książek) od dawna, podziwiamy i pozdrawiamy jak najcieplej. Chętnie napisałabym do Pani kilka słów na tzw. priv, ale nie bardzo wiem jak – a tutaj nie o wszystkim mogę pisać (zwłaszcza o osobach trzecich), jednak. Więc tymczasem tylko przesyłam ukłony podwójne i wiernie zachwycone. I dziękuję za całą Jeżycjadę!

  64. Casciolino, Starosta dobrze radzi, a z różami ma znacznie, ale to znacznie większe doświadczenie. Ja tam po głębokim namyśle kupuję trzy sadzonki róż. A Starosta trzysta! To jest rozmach, który robi wrażenie.
    Mam nadzieję, że niedługo będziecie znów w kraju i wtedy się spotkamy całorodzinnie w naszym ogrodzie, bo się za Wami wszystkimi stęskniłam. Czy Wilk Morski jeszcze przebywa w kraju, czy już Go wyniosło na przestwór oceanu? W Wigilię paschalną nasz chór śpiewał w kościele pod wezwaniem św.Andrzeja Boboli i biskup Zbigniew Zieliński w pierwszej części swego kazania o zawierzeniu Bogu zapodał przykład Waszej wspaniałej rodziny.

  65. Skoro nie przycięłaś wcześniej, Casciolino, to już teraz ich nie niepokój. Ja przycinałam teraz dlatego, że u nas jest zimniej, wiosna dopiero nadchodzi, do niedawna były mrozy. Do magnolii nam daleko!
    Wzrusz ziemię wokół krzewów i podsyp dobrej granulowanej odżywki do róż, przysyp ją lekko ziemią i obficie podlej.
    Co do reszty: mnóstwo porad jest w internecie. Róże są naprawdę wymagające, warto się zapoznać z warunkami i wymogami uprawy.

  66. Melduję, że u zachodnich sąsiadów również zakwitły już magnolie, co odnotowałam w czasie krótkiej rowerowej wycieczki do pobliskiej księgarni.
    Czuję, że już niedługo zakwitną też moje róże, a ciągle nie wiem czy powinnam im jakoś pomóc, przycinać, użyźnić ziemię? Mamo Isi, czy mogę się zgłosić mailowo po rady co do ogrodowych zabiegów?

  67. Na Jowisza, Justysiu! Już nie musisz robić zdjęć, już dokładnie obejrzałam Benares Historic House! Jakże go Mazo de La Roche wspaniale opisała, jest to właśnie TA powieściowa siedziba, co do szczegółu. A opis domu w sadze jest tak precyzyjny, że nie można sobie wyobrazić innej Jalny. Toteż zdjęcia przedstawiają dokładnie to, co mam w wyobraźni. Tak, weranda! Taka sama. Może tylko drzewa są u mnie liczniejsze i starsze.

    Widzę, że tam się odbywają wesela! Co za pomysł!

  68. Beatuszko, wyobraź sobie, że nawet nie wiedziałam o zbliżającej się premierze „Życia mrówek” Maetterlincka! W tym samym wydaniu mam jego „Inteligencję kwiatów” i „Życie pszczół”. Dziękuję więc Zajączkowi za znakomity prezent do kompletu!

  69. Justysiu, a to sensacja! Zaraz poszukam w sieci. Tak, jedź koniecznie! (Marzyłabym o takiej wyprawie). A zdjęcia zrobisz? (Schody, pamiętaj o rzeźbionej balustradzie schodów! To jeden z tych cudownych literackich detali, które zapadają czytelnikowi we wdzięczną pamięć na zawsze).

    Mamo Isi, dziękuję, ale nie, nie przysyłaj. Muszę się brać za „Chucherko”, a mam do przeczytania całą serię o Albercie Campionie, Margery Allingham, która okazuje się znakomitą pisarką. Teraz czytam „Look at the Lady” (trzecia z kolei). Lubię tak, całościowo i po kolei, poznawać pisarzy.
    „Whiteoaków” w oryginale zdobędę – na przykład na e-bay lub w którejś z anglojęzycznych księgarni internetowych, a można przez nie zamawiać także za granicą – i to oczywiście w całości! Niekompletna saga doprowadziłaby mnie do załamania nerwowego!

  70. Dzień dobry!
    Tamar, witam Cię serdecznie i dziękuję za tę Twoją serdeczność. Cieszę się zwłaszcza z przyjęcia Wierzyńskiego. To jeden z najwspanialszych polskich poetów, w PRLu celowo zepchnięty w cień za poglądy i za walkę. Dbajmy o niego.

  71. Dzień Dobry.
    Jeśli o „Whiteoakch”mowa, to właśnie odkryłam, że mieszkam rzut beretem od domu, który jest pierwowzorem Jalny. Nazywa się Benares Historic House, adres – 1507 Clarkson Road North, Mississauga. Jak tylko zrobi się ładnie i zazieleni w maju, pojadę tam pospacerować i pozwiedzać co nieco. Może nawet znajdą się jakieś tomy w oryginale;)

  72. Znalazłam! Jednak nie jest to komplet 16 tomów. I podwójny akurat „Young Renny”. Brakuje „The Building of Jalna”, „Jalna”, „Finch’s Fortune” i „Morning at Jalna”. Mimo to podesłać?
    Znowu zimno. I gdzie to globalne ocieplenie, którego wyglądam jak kania dżdżu? A swoją drogą, po co tej kani dżdż?

  73. Pani Małgorzato najdroższa!
    Dziękuję za Jeżycjadę i wiersze Wierzyńskiego, za piękne zdjęcia i obrazy, które zawsze tu można znaleźć.
    Wielkanoc była zimna, ale jest przecież oktawa, jeszcze wiosna pokaże, na co ją stać!
    Pozdrowienia spod kopca Krakusa.

  74. W oryginale mam. O ile nie pożyczyłam. Muszę sprawdzić. Rzeczywiście, w polskim wydaniu co tom to inny tłumacz. I najwyraźniej niczego ze sobą nie uzgadniali. Ale i tak się cieszę.
    Ach, doszła paczuszka! Mam „Woman in White” i to z przeadresowanym ekslibrisem! No to już jest rarytas, jakiego świat nie widział! Dziękuję! :)

  75. A! Co za wspaniały nabytek!
    Mam też, caluteńką sagę. Kupiłam też po angielsku „Young Renny” i chciałabym mieć wszystkie tomy w oryginale, bo te przekłady są nierówne.

  76. U mrówek też przez przewód pokarmowy to ziarenko musi przejść. Potem w tym przewodzie zostaje tłusta otoczka ziarenka, a ono same zostaje wydalone i dopiero wtedy, bez tej tłustej otoczki może zakiełkować. Ta natura jest niezmierna, jak zauważyli starsi panowie dwaj.
    Na ścianie bluszczu kłębią się już ptaszki wyżerające jagody.
    Ha, to czeka mnie miłe oczekiwanie na listonosza. Lubię.
    A ja wciąż w robotach ogrodowych porządkowych. Ale powoli się kończą. Nawiedziłam też dziś cmentarz, bom nie była od Wszystkich Świętych. No i mycie okien kontynuuję z nadzieją, że kiedyś się skończą. A poza tym codzienny młyn. A, dorwałam w bibliotece na półce z książkami do oddania kompletną „Rodzinę Whiteoaków” i czytam.

  77. Mrówki miałyby kawał drogi, Mamo Isi. Dlaczego nie zarzuciłyby grzybni smardzów gdzieś bliżej?
    Już bym prędzej ptaszki podejrzewała o rozsiewanie (przez przewód pokarmowy, że tak powiem).
    Książki (obie) poszły paczką, więc dłużej się wloką, a Moneta po prostu zapomniałam włożyć do środka.

    U nas wiosna na całego! Cały dzień rozkosznie przycinałam i grabiłam, a także czytałam na dworze (nareszcie można!) „Mystery Mile” Margery Allingham (całkiem może być).

  78. Kochana Małgosiu, doszła od Ciebie kartka z wistarią Moneta zapowiadająca, że idzie do nas „Woman in White” i to w darze! Dzięki wielkie! Wygląda na to, że mogę sobie założyć półkę książek od Ciebie, które za pół wieku w charakterze relikwii wnuki będą okazywać co bardziej szacownym gościom. Jako żywo przypomina mi się psiapsiółka, która już ze cztery razy opowiedziała mi, jak to sam Sienkiewicz gościł w dworze jej teścia podczas pisania „Krzyżaków”, żeby się wczuć w opisywane okolice. Tak to się tworzy legenda.;)
    Nie wystaję spod robót wiosennych, szczególnie że wreszcie się ociepliło. Krokusy wyłażą w przedziwnych miejscach, jako że, podobnie jak rozsiewanie przylaszczek i fiołków, to też robota mrówek. Dzielne stworzonka. Co do dziwnych pomysłów smardzy u Ciebie, pojęcia nie mam, ale może to też one?

  79. Michale, naprawdę jestem pełna podziwu dla Ciebie. Osobiście nie znam nastolatka, który by przyznał, iż spędza za dużo czasu przy komputerze. Zazdroszczę Twojej Mamie :).

  80. Wiolu, tym razem to nie ja. Moi uczniowie musieliby zamieścić swoje wrażenia po „Szóstej klepce”, którą omawialiśmy, może jeszcze ich tu skieruję :)
    Wiosna piękna i uczniowie wyciągają mnie na lekcje na dwór, ale się nie daję, pomna tego, o czym pisze Zuzia ;)

  81. Zuziu, i u nas dziś wiosna na całego. Od razu zakwitły szafirowe cebulice i wszystko na grządkach pnie się w górę. Żal mi Was, uczniów, masz rację, że w taką pogodę nauka gorzej wchodzi do głowy (pamiętam to dobrze). Cieszę się, że już nie muszę tkwić przy komputerze, książka na czas skończona, teraz mogę bez końca zajmować się ogrodem.

  82. Może Puchałka, a może inna miła Pani Polonistka.
    Michale, Pysiu, Koniaro, witam Was i pozdrawiam!

  83. Dzień dobry Pani Małgorzato!
    Mam na imię Michał. Jestem uczniem klasy 6. Na lekcji j.polskiego przerabiamy lekturę p.t. „Kłamczucha”.
    Zaciekawiło mnie jak młodzież dawniej spędzała wolny czas. Spotykali się i recytowali wiersze.
    My spędzamy za dużo czasu przy komputerze.
    Książka bardzo mi się podobała.
    Pozdrawiam

  84. Dobry wieczór!
    Ostatnio przeczytałam pani książkę pt.”Kłamczucha”. Bardzo mi się ona spodobała, ponieważ można chodzić śladami bohaterów, a Poznań jest mi bardzo bliski. Książka jest ciekawie napisana i miło się ją czyta. Zachęciła mnie ona do sięgnięcia po kolejną z serii „Jeżycjada”. Pozdrawiam i dziękuję za Pani twórczość.

  85. Entuzjastycznie witam się ze wszystkimi! Ach! Jakże inaczej się odczuwa, gdy do szkoły idzie się wraz z świergotem ptaków, a wraca z ciepłym wiatrem we włosach! Jedna wada tylko w tej wiośnie – coraz ciężej nauka wchodzi do głowy, coraz mniej się chce ją tam wkładać.
    Bazie już mają zielone pączki (sporo rozwinięte)! Zaraz wszystko wybuchnie! Ach, jak „zielono mam w głowie”!

  86. Bardzo się cieszę, Alko i Antku!
    Tworzyć dla Was książki – to czysta przyjemność!
    Pozdrawiam Was serdecznie!

  87. Dzień dobry Pani Małgorzato!
    Jestem uczniem klasy 6. Właśnie przerabiamy książkę Pani autorstwa pt. „Kłamczucha”. Lektur ta zainteresowała mnie ze względu na historię Anieli. Podobają mi się też Pani ilustracje szczególnie okładki do serii”Jeżycjada”.

    Pozdrawiam Antek

  88. Dzień dobry! Na wstępie chciałabym panią bardzo serdecznie pozdrowić. Na dzisiejszej lekcji języka polskiego zaczęliśmy omawiać pani książkę pt: ,,Kłamczucha”. Nie ukrywam, że książka ta stała się moją ulubioną lekturą. Wątki, które są w niej poruszone dla mnie są bardzo interesujące. Zrozumiałam, że miłość jest bardzo dziwnym ,,schorzeniem”. Dziękuję, że tworzy pani dla nas tak piękne książki.

  89. Paulinko, bardzo się cieszę z tego entuzjazmu!
    Pozdrawiam najserdeczniej!

    Wojtku, to wspaniały poeta, ten Kazimierz Wierzyński. Wiersz, który przytoczyłam, pochodzi z jego pierwszego tomiku poetyckiego. Potem było ich wiele. Niezwykłej wprost piękności. Warto się zapoznać z całą jego twórczością.

  90. Dzień dobry Pani Malgorzato Musierowicz. Jestem uczennicą 6 klasy. Jako lekturę mieliśmy przeczytać drugi tom Jeżycjady pt ,,Kłamczucha„. Lekturę przeczytałam z dużym entuzjazmem i będę dalej śledziła losy bohaterów.

  91. Chcialam, z zalem, sprostowac, ze to nie w Chicago kwitna drzewa, o nie. W Chicago jest bardzo zimno i nawet spadlo troche sniegu, wystarczajaco zeby go odmiatac z samochodu.
    Te szczesliwe kwitnace drzewa sa w Branson Missouri, gdzie bylam dokladnie tydzien temu.

  92. Wyrzucałam grzybnię borowików (odcięte podstawy nóżek), pod iglaki i dęby, na próchniczą glebę.
    A wyrosły czarne łebki oraz maślaki, aleć w zupełnie innym miejscu, pod sosną i śliwą.
    Coś zagadkowego stało się także ze smardzami, których zarodniki przywędrowały wraz z przyczepą urodzajnej gleby. Szlachetne te grzyby obficie sobie obrodziły na rabatach kwiatowych, a w kolejnym sezonie zanikły tamże, by znienacka pojawić się na drugim końcu wielkiego ogrodu, na trawniku, pod sosną czarną.

  93. Trzymam kciuki za niebieskie groszki. Tak mi się przypomniało jak kiedyś DUA wrzucała skrawki grzybków w jednym kącie ogrodu a coś innego rosło w drugim ;)

  94. Jak tam u Ateny już wiosennie! Ale przecież i u nas właśnie się zaczyna… wiosna. Niedługo w całej swej pełni rozkwitu, ach! Dziękuję Wam za dzielenie się pięknem.

  95. Ależ oczywiście, wolę niespodziankę!
    Ach, miałam ci ja kiedyś groszki prawie niebieskie, niespotykanej wprost wśród groszków barwy. Może i teraz takie wzejdą? Spróbuję na nie podziałać siłą mej woli!

  96. Kolor groszka. Mam powiedzieć czy DUA lubi raczej niespodzianki i chce poczekać aż wzejdzie?

  97. A u nas już dzisiaj wiosna! Słońce i ciepło. W Parku Jordana wielkie połacie fioletowych krokusów :)
    Poświąteczne życzenia nieprzemijającej Radości płynącej ze Zmartwychwstania.
    Obiecałam wrażenia z CZ na gorąco, ale życie biegnie i nie mogę zdążyć :(
    przepraszam buczyna

  98. Zośko, poznałam, że groszek (pomysł śliczny!). Teraz tylko czekam na kolor.
    Ptaki też u nas dziś pięknie śpiewały.

    Iskro, to prawda. I tyle nadziei.

  99. Cudny jest ten wiersz. Zdjęcia też bardzo optymistyczne, wydaje się, że jak spojrzymy za okno to też będziemy widzieć to co Atena. Jednak jeszcze trochę trzeba poczekać, zima ciągle zazdrosna.
    Święta mijają szybko, ale jaki ogrom dobrych chwil i ile radości w nas zostawiają. Niech ona trwa razem z wiosną !

  100. Pani Małgorzato, groszek pachnący U mnie krokusy jeszcze nie kwitną ale wiosnę już czuć (powietrze) i słychać (ptaki).

  101. No może faktycznie to są zdarzenia niezależne.
    Przyznaję niechętnie, no bo dlaczego miałbym się tak łatwo poddawać?

  102. Byliśmy dzisiaj z Szarotką na filmie z liczebnikiem w tytule, ale tam, mówiąc językiem Wiecha – nereczki.
    Chociaż jest motyw z McDusi. Zmarły zostawia listy. I nie tylko.

    Jest też u Tuwima fragment Kwiatów Polskich nawiązujący do Wiecha („A polski bez jak pachniał w maju
    w Alejach i w Ogrodzie Saskim…”).

  103. Zgredzie, książki Wiecha wciąż są cudownie zabawne, wcale się nie starzeją. A ile tam cennych realiów minionego czasu!
    Miłego odrywania się życzę.

  104. To magnolia, Lisie.:)
    A co do projektów okładek: oczywiście, że maluję je ręcznie, akwarelą, kredkami i czasem temperą.
    Potem projekt zostaje zeskanowany, a pomoc komputera okazuje się konieczna przy komponowaniu odpowiedniego liternictwa, lub, jak w przypadku portretu Nory Górskiej, lekkiej korekty krzywego pierwotnie oczka. Ponadto, dziś najczęściej oddaje się projekt graficzny w wersji cyfrowej, w odpowiedniej rozdzielczości, gotowy do druku. Po namalowaniu więc okładka musi „przejść” przez komputer, ilustracje zresztą także.

  105. Zdjęcia są przepiękne – szczególnie to przedstawiające białe drzewo. Te cudne kwiaty! Choć i rozkwitnięty krzew (jeśli się nie mylę i w rzeczy samej jest to krzew) jest bardzo ładny. Chciałabym takie mieć u siebie.

  106. Wiosna… Jak ja bym chciała ją już mieć za oknem!
    No, ale trochę cierpliwości. Słońce natomiast dzisiaj wyjrzało. :)
    Mam do Pani pytanie, trochę nie na temat, za co przepraszam – już raz je zadałam, ale zostało chyba pominięte, niezauważone etc. więc zadam je raz jeszcze. Jak Pani maluje okładki? Ręcznie czy komputerowo? Bo słyszałam, że szkice odręcznie. I zastanawiałam się jak Pani tworzy okładki „Jeżycjady” (i nie tylko! :))
    Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo słońca! Mam nadzieję, że już niedługo wszystko rozkwitnie. :-)

  107. Dzień dobry!
    Na Święta postanowiłem się trochę oderwać od Jeżycjady.
    W Niedzielę Wielkanocną byliśmy u rodziny.
    Wielki regał z książkami. Zgodnie z postanowieniem udałem się
    nie do tej jego połowy, na której stała Jeżycjada.
    Wzrok mój padł na kilkanaście tomów Wiecha.
    Wybrałem „Ksiuty z Melpomeną”. Kartkując, trafiłem na recenzję
    baletu „Romeo i Julia”. Okazało się, że opiekunkę Julii grał przebrany za kobietę tancerz.
    Coś zaczęło mi świtać. Opiekun amantki w damskim ubraniu? Co mi to przypomina?
    Zajrzałem na poprzednią stronę, gdzie był tytuł rozdziału.
    „Romeo i Bittnerówna”. No i tak zakończyła się moja próba oderwania się.

  108. Aha, rozumiem. Cha, cha, Rillo, no to już pozostańmy w zamkniętym gronie fanek pana Rochestera.
    Pozdrawiam!

  109. DUA
    Bardzo dziękuję za chęć pomocy, ale koncepcja to nieco karkołomna, obawiam się…:-) :-) :-)

  110. Tak, tak, Zuziu, u nas też się on zrodził. Mówiło się, że jestem zbyt impulsywna, a nawet – że moje oczy są zbyt wymowne! A przecież to było tylko dobrze postawione hasło ogólne, zadane odpowiednim tonem.

    Dorobienie karteczek staje się w pewnym momencie palącą koniecznością. Sama zobaczysz! W wersji oryginalnej „Tajniaków” haseł jest pięć razy za mało.

  111. Cóż za wspaniały pomysł z dorobieniem karteczek! U nas zrodził się bunt przeciw dawaniu znaków przez dziwne odgłosy i spojrzenia, więc szefowie (czy jak to się tam nazywa) po wypowiedzeniu hasła, przykrywali się kocem. A stamtąd już tylko śmiech dolatywał.

  112. Anne of Green Gables – dziękuję za długą wiadomość prywatną.
    Cieszę się, że moje książki pomagają choć trochę w Twoich zmartwieniach.
    Jedno musisz wiedzieć: one nie omijają absolutnie nikogo. A ta świadomość – że cierpimy razem z milionami innych istot – uczy nas pokory i, rzecz dziwna, tym samym pozwala mniej cierpieć.
    Ściskam Cię serdecznie, życzę powodzenia w szkole, a Mamę i przyjaciółkę mile pozdrawiam!

  113. Miłośnikom „Tajniaków” melduję, że graliśmy w te Święta nowym zestawem kart. Nowe hasła (ponad 600!) wymyśliłam ja, komputerowo złożył je (tak, żeby dało się je czytać z obu stron i jeszcze na odwrocie karty) pan Musierowicz, on też załatwił druk w wytwórni wizytówek! Wyszedł z tego wielki stos smakowitych hasełek.
    Ależ była zabawa!

  114. Aleksandro, Dobrywieczorku, u nas też dzisiaj wiosennie, ciepło, choć nadal pochmurno. Już wyszły niebieściutkie łebki cebulic, widać czerwone pędy piwonii.
    No, teraz już z górki!

  115. Bardzo pięknie odczytałaś tę symbolikę, Zuziu.
    A jest w niej jeszcze aspekt Światła.
    Trochę się pobawiłam światłem w „Noelce”, właśnie symbolicznie. Motyw światła przewija się tam przez wiele scen. Jest też i świeca za szybą.

    Nutko, i dla Ciebie (właściwie: dla Was) – najlepsze moje myśli i życzenia!

    Ach, Zuziu!
    Bardzo Ci dziękuję za piękny list.

  116. Dzień dobry w ten piękny dzień! Słońce, choć rano przygrzewało, teraz się schowało, ale uważam, że świat jest tak samo piękny. Krokusy się rozwinęły!
    Z jednej strony szkoda porzucić rodzinną atmosferę świąt (graliśmy w „Tajniaków” – ileż było śmiechu!), z drugiej miło powrócić do spokojnej codzienności. Tym bardziej, że dziś jeszcze wolne.
    Nie złożyłam życzeń przed świętami, lecz cóż szkodzi zrobić to teraz? W Wielką Sobotę uświadomiłam sobie, dlaczego Paschał symbolizuje Jezusa. Przecież jego płomień, tak samo jak miłość, a wiec Jezus, mnoży się, gdy się go dzieli. To pewnie dla wszystkich bardzo oczywiste, ale do mnie dotarło dopiero teraz. A więc życzę wszystkim tego jasnego płomienia w sercach.
    I miłego dnia!
    PS Przepiękny wiersz! (Jak zawsze) Widząc pierwsze zdjęcie, pomyślałam, że to śnieg i wcale mnie to nie zdziwiło. Trochę zimy, trochę lata.

  117. Droga Ukochana Autorko, Najmilsi Księgowi!
    Przesyłam najserdeczniejsze życzenia poświąteczne. Niech radość („Jeno radości”!) i łaska płynące ze zmartwychwstania Pana, tak piękne i świeże jak dzisiejsze promienie słońca, pierwsze kwiaty i zielone pąki na drzewach towarzyszą nam już każdego dnia!
    Z najserdeczniejszymi uściskami i ukłonami –
    Nutka

  118. I o taką wiosnę chodzi! Przynoszącą radość, radość, radość :) U nas też już będzie niebawem. Za oknem słońce, choć wiatr jeszcze hula, to robi się coraz cieplej. Wyruszam na wiosenny spacer :)

  119. O! Jaki piękny wiersz i jaki prawdziwy! Cieszę się przedłużającym się przedwiośniem, bo dla mnie ten moment rozwijania pąków ma największy urok – daje tyle nadziei! Pozdrawiam ciepło DUA i drogi Ludu!

Dodaj komentarz