Pierwszy dzień wiosny

Francisco Castro

                                                            malował Francisco Castro

 

 

Kazimierz Wierzyński

 

ZAPISANY

 

Nauczcie mnie liści,

Nauczcie mnie drzew,

Jeszcze raz proszę,

W górach są pnie prostopadłe,

Wzrost i szyje wyniosłe

I karkonosze.

 

Mówicie: wiosna.

A ileż to pracy

Muszą wykonać lasy!

Zapiszcie mnie w słoju dębowym

Pomiędzy stare i nowe

Niewyczerpane czasy.

 

Zapiszcie na brzegu,

Nożem pod korą

W palimpseście istnienia:

Liście, góry i człowiek,

Wszystko, wszystko

Jest pochwałą stworzenia.

 

(z tomu Kufer na plecach, Paryż, 1964)

 

 

Francisco Castro

                                                          malował Francisco Castro

147 przemyśleń nt. „Pierwszy dzień wiosny

  1. Magdaleno, bardzo dziękuję za Twoje „punkty”!- wpisałaś się pod „Z dzidziusiem”, ale odpowiadam z rozpędu tutaj, i już lecę z wpisem Palmowym!

  2. Och!
    A więc to nie Ty prosiłeś o nagietkowe ściany…

    (Na pewno był to młody a miły czytelnik, stąd pomyłka)

  3. Dobry wieczór :)
    Pani Małgorzato, ja nic nie wiem o żadnych nagietkowych ścianach w kuchni. :D Spełniła Pani marzenie jakiemuś innemu szczęśliwcowi, który chciał ten kolor w książce. Ja bym pewnie wolał jakiś inny, mniej wyszukany, ale takie szczegóły osobiście nie są dla mnie ważne. ;) Byłem dziś na rowerze w Ojcowie, nie zdmuchnęło mnie, udało się też nie uświerknąć, ale mało tam jeszcze wiosny. Straszne rzeczy tu piszą, zaraz się dowiem jak się „Ciotka” kończy więc uciekam.

  4. Ufff, jako że wschodnia Małopolska tonęła dziś w słońcu umyłam wszystkie okna (8 sztuk), wyprałam firanki i zawiesiłam je z powrotem (podczas zamaszystego wieszania firanek omsknął się lekko jeden karnisz, więc Mąż się również przyłączył do porządków i przykręcił go ;)). A teraz relaks przy Eduardo Mendozie i/lub Heinrichu Boll.

  5. Kochana DUA!
    Dziękuję, pięknie dziękuję za bardzo mądrą, rodzinną i z dużym ładunkiem humoru Ciotuchne.
    Skończyłam wczoraj do poduszki i znów mam ochotę do niej wrócić.
    Takie sa właśnie Pani książki, działają na nas jak magnes :)))

    Pozdrawiam z wiosennego dziś Rzymu!

  6. Charlotko, rzeczywiście lubię muzykę barokową (koncerty obojowe i na trąbkę także!). Tyle w niej blasku, bogactwa i radości.

    Obój lubię zresztą w każdej muzycznej epoce. Cudowny instrument.

  7. Dzięki za przypomnienie. Dawno temu to oglądałam, więc nie pamiętam.
    Historia znajomości profesora Raszewskiego z G. Spiro – w jego „Listach”.

  8. Dzień dobry.
    „Nie lubię ptactwa” mówił kilka (dwa?) razy Łomnicki jako Bogusławski.
    Chodziło o posiłek, jaki dyrekcja teatru w Wilnie zamówiła mu z gospody.
    A potem ta kwestia nabrała nowego znaczenia (to lubię, to lubię), kiedy
    przychodzili interesanci (może zlatywali się jak ptactwo?) i przeszkadzali mu w posiłku.

    Mam zresztą wrażenie, że Spiro przyjechał do Profesora na konsultacje podczas pisania Szalbierza.

    Aglutynacyjny jest chyba też japoński. Chyba sufiks „ni” oznacza „w kierunku”?
    Być może języki ałtajskie, cokolwiek to oznacza.

  9. Ho, ho, Wannabe!
    Dzięki za przyjemną wiadomość z podróży!

    Dojedziesz zaraz do mamy, a tam na pewno jajecznica już czeka.
    Pozdrawiam!

  10. Jeśli chodzi o okna, to właśnie zdejmuję firanki, chociaż okno umyję chyba w poniedziałek rano. Ale na szczęście wypogodziło się już, od razu przyjemniej!

  11. Cześć i czołem!
    Jak Nutria, a jednak nieskuta, jadę sobie pociągiem, a po mojej lewicy zielona okładka z Gaudentym też jedzie.
    To pasażerowie IC Sukiennice zaczytują się w „Ciotce”! A ja tylko pogryzam serniczek.
    Co nie przeszkadza mi wcale snuć marzeń o jajecznicy.

  12. ElkoM, dziękuję za informację. Jeszcze tylko proszę kogoś u wyjaśnienie sprawy Koszyc w wersji węgierskiej. Czy są tu jacyś miłośnico Sandora Marai’a?
    A węgierski jest bardzo ciekawym językiem, tzw. aglutynacyjnym, czy się nie mylę?

  13. Ha! Ponieważ od 3 niemal tygodni nie mogłam wyleźć z zapalenia oskrzeli, na wczorajszej kontroli pani doktor przestrzegała mnie, żeby mi nie przyszło do głowy mycie okien na święta. No cóż „a doktora chora słucha – mam być sucha, będę sucha!” Pierwszy raz w życiu nie będę myła okien ze wskazań lekarskich…
    Pani Małgosiu, węgierski z pewnością jest łatwiejszy od chińskiego, koreańskiego czy japońskiego. Proszę sobie wyobrazić, że nie ma rodzajów gramatycznych i nie trzeba się uczyć, że jest ta „drzwia” czy ta „okna”, jak np. we włoskim. Za to (o ile się nie mylę) podobnie jak we włoskim zamiast zaimków dzierżawczych używa się w nim końcówek dzierżawczych np. kutya -pies, kutyam -mój pies, kutyaja – jego pies, kutyank nasz pies… A y (igrek) jak w polskim i zmiękcza poprzedzającą głoskę (ly=j, gy=d’, ny=ń). Pozdrawiam serdecznie i biorę się za robienie zupy ogórkowej, bo przyjeżdżają moi młodzi z Joasią.

  14. Jak miło tu zajrzeć w przerwie od pracy!
    Ciekawa jestem, czy lubi Pani szczególnie właśnie koncerty obojowe barokowe? Bo pamiętam, że kiedyś (oj, już ileś lat temu) była też mowa o Marcello.

  15. Co to było z tym ptactwem, Zgredziku? Nie rozpoznaję.
    Dzień dobry (i pochmurny)! (Co z tymi oknami?)

    ElkoM, mam wrażenie, że to o węgierskim mówią, że jest najtrudniejszym z języków świata.

    Krysiu, dzięki Tobie spędziłam miły wieczór, buszując po internetowych sklepach z nasionami. Jak to dobrze, że można je znaleźć, nie wychodząc z domu!
    Wczoraj, pisząc tu do Ciebie, miałam na myśli fakt, że klarkia występuje w różnych odcieniach. Skoro sobie tak ładnie wyhodowałaś nasionka, można by się pokusić o uzupełnienie ich innymi tonacjami. Jest ich sporo – od bieli, przez róże, aż po czerwień. W sklepie Świat Kwiatów mają nawet torebeczki z mieszanką barw.

  16. Spiro napisał wspaniałego „Szalbierza” i był też gościem profesora Raszewskiego.
    Bardzo lubię „Szalbierza” z Łomnickim w roli Bogusławskiego.
    Odświeżam sobie Abigail po 40 latach.

  17. Nawiasem mówiąc, dziś jest dzień przyjaźni polsko-węgierskiej (kompletnie zapomniałam – usłyszałam o tym dopiero w wieczornych wiadomościach)… Racja, Wójcie, że książki różnie na nas działają w różnych momentach naszej biografii, dlatego lubię do nich wracać co jakiś czas. Jak starsi państwo Borejkowie :)
    Rozmarynie, wymowę węgierską trudno przedstawić fonetycznie, ale mniej więcej tak, ew. Maroji. Ojej zęby mnie bolą od takiego napisania, tym bardziej że to ostatnie o właściwie nie jest o, tylko taki dźwięk pośredni , usta jak do a wymawiają o. Okropne, co? Ale z pewnością łatwiejsze od japońskiego!
    Dobranoc wszystkim!

  18. Wygląda na to, Wójciku, że wszystko, co przełożono z dzieł Magdy Szabo, czytałyśmy!
    Mamo Zuzanny, dziękuję za życzenia, a ze swoimi pośpieszę w Niedzielę Palmową!

  19. Elko, czytałam także książki Szabo dla dzieci i młodzieży, to znaczy ” Powiedzcie Zsofice” i ” Bal maskowy”, no i oczywiście ” Tajemnica Abigel”.
    Co do „Sarenki” i „Fresku”, to chyba nie tylko kwestia tłumaczenia, po prostu „Sarenka” bardziej do mnie przemówiła niż ” Fresk”, o czym świadczy też fakt, że z ” Sarenki” pamiętam sporo, a z ” Fresku” prawie nic. Ale przeczytam jeszcze raz, bo to z jaką siłą książka do nas przemawia, zależy też od momentu życia, w którym ją czytamy. Teraz pewnie spojrzę na ” Fresk” już inaczej.

  20. Mama Zuzanny „od omdleń”
    Bardzo dziękuję za recenzję tekstu. Pozdrawiam świątecznie życząc wielu niezapomnianych chwil z najbliższymi.

  21. Brawo za trafny osąd, Lis!:)

    Mamo Zuzanny „od omdleń”, bardzo mi miło, że to o Jeżycjadzie napisała Zuzanna (na konkurs literacki „Gdybyśmy mogli zamieszkać w książce”), wielkie brawo i gratulacje dla niej z powodu sukcesu! A załączony tekst naprawdę dobry, proszę uściskać córkę ode mnie!
    Zuch Zuzanna!

  22. Dobry wieczór!
    Widzę, że sporo osób pisze o „Ciotce”, więc i ja się dopisuję :-) Cieszę się, że kiedyś będzie kolejna część, ponieważ zakończenie bardzo uroczyste, jak już kiedyś ktoś napisał – jakby miało dalej nie być „Jeżycjady”. Od razu, gdy zaczęłam czytać, czułam, że to August będzie prawdziwym przyjacielem Nory, i jak się później okazało – miałam rację! :)
    Serdecznie pozdrawiam!

  23. DUA, MagdoZ, oczywiście Sandor Marai (narzuciła mi się wersja fonetyczna, jeśli się nie mylę w mojej skąpej wiedzy o języku węgierskim). ElkoM, czy nazwisko tego pisarza wymawia się Maroj (lub podobnie)?
    Bardzo go cenię, choć znam niewiele jego książek.
    W Koszycach (dawniej Kassa – czy wymawia się Koszszo?) jest jego pomnik czy raczej figura siedzącego pisarza, a naprzeciwko krzesło dla miłośnika, towarzysza, kolegi czy turysty. Mam z nim zdjęcie i jestem z tego bardzo dumna. W Koszycach spędził młodość i opisał ją we „Wspomnieniach patrycjusza”. Od tej książki zaczęła się moja z nim znajomość.

  24. Pawle R., zapewne przez pomyłkę umieściłeś swoją miłą wiadomość pod wpisem poprzednim („Z dzidziusiem”). Tam też Ci odpowiedziałam.:)

  25. Uroczy ogromnie! :) Poznałam go dzięki Pani („sieję całe zagony klarkii”) – i znalazłam nasiona tylko u jednego dziadziusia, handlującego na ryneczku, jego własne, z resztkami płatków… :) Nasion też była resztka, swoich własnych zagonów dorobiłam się potem z moich własnych nasion. :)

  26. Ileż benefitów z zaglądania tutaj!… :) Przypomniałam sobie ”Mądrość i cuda świata roślin” i wróciłam do niej. Jane Godall uwielbiam w ogóle, a tę książkę czytało mi się „jak moje” – podzielam wszystkie jej botaniczne i zoologiczne zachwyty. :)
    Ale przy tej okazji nasunęło mi się takie pytanie, Pani Małgoniu : czy wysiewa Pani jeszcze klarkię? :)))

  27. Na YT jestem stałym gościem, Kapucynko. Nałogowo oglądam, w kolejności, od lat 50-tych po70-te, cykliczny cotygodniowy program amerykańskiej telewizji „What’s My Line”. Znającym język polecam gorąco! Jury (dowcipne) zgaduje, jaki jest zawód zaproszonych gości. Jeden – bardzo sławny – gość jest „zgadywany” na oślep (jury nosi maseczki). Tak więc obejrzałam młodą Avę Gardner i Liz Taylor, był i Gary Cooper, i Eartha Kitt, i dziesiątki innych gwiazd filmowych, słynni śpiewacy, słynni architekci i reżyserzy, był Salvador Dali, młodziutki wówczas pianista Van Cliburn – i tak dalej. Program zabawny i pełen wdzięku. A jaki ciekawy!

  28. Oo, to się nie spodziewałam! Bo teraz szczególnie młode pokolenie (tzn. moje, hehe, taka stara nie jestem) przepada na You Tubach. Ale nasza DUA zacofana nie jest! :D

  29. To tak jak ja. Przypomniała mi się taka sytuacja przy remoncie mojego mieszkania. Wtedy podczas kładzenia płytek w kuchni pan majster jednoznacznie stwierdził, że mój przyszły mąż będzie miał, delikatnie mówiąc, przechlapane, bo jestem zbyt apodyktyczna i przekonana o słuszności swojego zdania. Ale pomimo tej uwagi, położył płytki „po mojemu”, więc ostatecznie punkt dla mnie.

  30. Będzie kolejny tom, żyć się chce:)
    PS Węgierski jest jak tajemna mocna melodya, a proza taka przyjemnie nieśpieszna- po mojemu.

  31. Mirrorko, u nas też mężczyźni remontują. Ja tylko służę koncepcją i dozorem.

  32. Kapucynko, no jasne, że Gaudentego nie można skreślać z powodu zwykłej burzy hormonów. Ogarnie się bidulek, pewnie.
    Slow Mo Guys sama znalazłam na YT (idąc tropem doświadczeń z falami dźwiękowymi i wodą- arcyciekawe rzeczy!), a jak mi już wyskoczyli, to obejrzałam wszyściutko. I dopiero pokazałam wnukom! Podzielam zdanie Wannabe: trochę te ich doświadczenia są „dla draki”, brak jakichś konkluzji, oni dwaj – chwilami irytujący, ale zabawa jest!

  33. U mnie od takich prac był Tata. Wszystko spod jego ręki wychodziło idealnie i nikt nawet nie próbował z nim konkurować. Był niezrównany pod tym względem. A ja to traktowałam jako coś oczywistego i wydawało mi się, że każdy mężczyzna taki jest.

  34. Ale się cieszę, że tak uaktywniłam czytelników Magdy Sz. Ta historia, którą cytowałam jest z (niestety u nas nie tłumaczonej) jednej z ostatnich powieści „Fur Elise”. Tak tak, skojarzenie z utworem Beethovena właściwe i zamierzone. To miała być w założeniu kontynuacja Staroświeckiej Historii.
    Wójcie, ja wolę Fresk niż Sarenkę, a już zwłaszcza Anzsu jest moim ulubionym bohaterem, ale to też być może kwestia tłumaczenia. Pani Magda napisała też kilka wspaniałych książek dla dzieci, ale nie są tłumaczone. Zaczęłam tłumaczyć jedną z nich, ale po 9 rozdziałach doznałam załamania wiary w siebie i na razie czeka w pliku… Natomiast może jeszcze gdzieś można dostać „Powiedzcie Zsófice” (tłumaczył w 1964 r.! Andrzej Sieroszewski), bardzo wzruszająca historia a dla starszego pokolenia interesujące też niektóre relikty słusznie minionego ustroju. Bardzo polecam.

  35. Chciałabym Pani bardzo podziękować za kolejną książkę, która wciąga od pierwszej kartki i zostaje w sercu na zawsze. Borejkowie i ich liczne potomstwo są jak moja rodzina. Trochę zamuliłam z czytaniem, bo miałam paskudnie zawalony czas, ale w końcu nie wytrzymałam. Moja energia i chęci do nauki są teraz na poziomie ujemnym…
    No, ale co do „Ciotki” to ja jednak pozostanę przy Gaudentym. Takiemu trzeba dać kopa w tyłek i się ogarnie. Ufam… Auguścik do mnie nie przemawia.
    Ciekawa jestem skąd Pani zna Slow Mo Guys? Czyżby wnuki coś Pani zapuściły?? Obejrzałam sobie kilka ich filmików po lekturze i się ubawiłam :’D

  36. A nawet Márai (przez i). :)
    Bardzo sobie chwalę, że dzięki zagadkom przeczytałam książki i Maraia, i Szabo.
    Mogę polecić jeszcze opasłą powieść „Iksowie” napisaną przez György Spiró, (także z zagadek, zadawała Pani Małgosia).

  37. Oni są zawsze modni, Babciu Gapciu droga.
    Tylko niektórzy czytelnicy o tym nie wiedzą!

  38. Jak to dobrze, że „Cioteczka” jest taka bardziej „w sobie” , będzie dłuższa uciecha :) Wielkie podziękowanko!
    Czemu tak kochamy tych romantycznych poetów najbardziej, tych niemodnych, zeszłowiecznych ?

  39. Bardzo warto, Krzysztofie!
    Rozmarynie, Sandor Marai?

    Mirrorko, uwielbiam remonty, przemeblowania i przemalowywanie wszystkiego na nowe kolory. Jak Ida!

  40. O, świetnie, dziękuję za tyle tytułów, nic Magdy Szabo nie czytałem, a widzę, że warto. Serial wspomniałem, bo pamiętam go jako bardzo dobry, w dodatku nierozerwalnie w moich wspomnieniach związany ze stanem wojennym, więc mocno utrwalony.

  41. A propos literatury węgierskiej: szczególnie podziwiam Sandora Maroy. Magdy Szabo nie znam. Ileż jeszcze przede mną ciekawych rzeczy! Tylko czy życia starczy?
    Pani Małgorzato! Jeszcze raz przeczytałam „Ciotkę”. Wypisałam kilka trafnych uwag i pięknych i mądrych myśli. Ta na przykład o błędach wychowawczych: „tak bardzo chcemy uniknąć tych, które popełniali nasi rodzice, że natychmiast popełniamy swoje, całkiem nowe”.
    Albo o porządkującej roli teściów – detektorów na str. 289!
    A jak to jest z tym eskapizmem? Czy „robienie rzeczy małych, za to z wielką miłością”, kiedy nie potrafimy robić rzeczy wielkich, jest nim czy nie jest? Często mam wyrzuty sumienia, że nie lecę na pomoc ofiar wojny czy osób dotkniętych chorobą zamiast tkwić przy rodzinie i spełniać jej doraźne potrzeby. Czy Wy też tak macie?
    Wrócę jeszcze z cytatami z C.Z., ale na razie lecę do Mamy (88 lat) pobyć z Nią, póki czas.

  42. Czytam sobie niespiesznie „Ciotkę Zgryzotkę” i dociera do mnie, za co tak lubię Pani książki. Pokazują jak się zachować w różnych życiowych sytuacjach, tak że człowiek nie musi już uczyć się na błędach, ale poprzez naśladownictwo. Pani książki zawierają gotowe recepty i wzory do naśladowania. Po przyjęciu tak solidnej dawki życiowych mądrości jakoś łatwiej jest mierzyć się z życiem, jest się przygotowanym na różne ewentualności. Może dlatego ktoś powiedział, choć nie pamiętam już kto, że ktoś kto czyta książki, żyje wielokrotnie. W „Ciotce” wszyscy coś remontują i jestem pełna podziwu, że posiada Pani wiedzę praktyczną nawet na taki temat. Czyli pisarz może być w wyobraźni prawdziwym majstrem, co w wypadku Pani, jako kobiety, świadczy o bardzo dużej wszechstronności. A to przecież tylko jeden z przykładów na to, że musi się Pani znać na wszystkim, a przynajmniej na bardzo wielu rzeczach. I to jest bardzo trudne zadanie. Chyba już łatwiej jest być poetą. ;)

  43. A ja jeszcze” Sarenkę” ( bardzo dobra) i ” Fresk” troszkę słabszy, ale i tak świetny. Właśnie odkryłam, że jest jeszcze jedna przetłumaczona książka, której nie czytałam, więc lecę zamawiać.

  44. „Staroświecka historia” znakomita! Także „Zamknięte drzwi”.
    „Piłat” poruszający do głębi.
    Czytałam jeszcze „Świniobicie”.
    Świetna pisarka. Bardzo wiele zostawiła po sobie książek.
    Trzeba by chyba nauczyć się troszkę węgierskiego.

  45. „Z kobietami trzeba postępować stanowczo i umiejętnie. Babi przewróciła oczami.”
    Tu się zaśmiałem.

  46. O, Krzysztofie, pamiętamy, ale książka o wiele lepsza!!! A w ogóle proza Szabo jest wspaniała. Sam zobaczysz. Swego czasu wpadłam w nałóg poznawania jej twórczości, miałam z nią to samo co Starosta z W.Collinsem.
    A po Abigail koniecznie przeczytaj ” Zamknięte drzwi”.
    A ” Piłat”!
    A ” Staroświecka historia”!
    Hoho!

  47. A ja nie widziałam serialu (i nie chcę widzieć), a książka jest bardzo dobra!
    Lubię węgierską powieść, a tak mało jest tego po polsku.

  48. Fluid a propos Magdy Szabo – dopiero co zakupiłem jej książkę „Tajemnica Abigel”. Pamiętacie serial?

  49. Czy koncert Albinoniego, którym zachwyciła się Nora, to koncert obojowy opus 7 nr 3?

  50. Cześć i czołem, Klaudynko!
    Widziałam podobną blondynkę ze „Zgryzotką”, bardzo była zaczytana, ale to nie było w Lublinie, tylko w pociągu Poznań – Gniezno.
    Magnolie: w maju!

  51. Szkrabie, spokojnie. Już się tłumaczę. Myślę, że dali jej na imię Nora pod wpływem sztuki Ibsena pod takim właśnie tytułem.
    Ale, jak widać, to człowiek zdobi imię, nie odwrotnie. Co było do udowodnienia.
    Elka i Tomek mają synków.
    W niedzielę! A dlaczego nie? Przecież wesele było bezalkoholowe. Można było iść nazajutrz do pracy.
    Na weselu byli wszyscy. Wystarczyło zasygnalizować ten fakt, nie trzeba było wymieniać tych ponad stu osób, ani też zamieszczać pełnej listy obecności.
    Laura w całej okazałości też się nie zmieściła. Za to ładnie zaśpiewała i ładnie wyglądała. W tym kapelusiku.

    Słowem, Szkrabie, rozumiem Cię, lecz się nie godzę.

    Dokup parę hektarów! To jest dobra myśl.
    Pozdrawiam Cię oraz panią Szkrabową. Przekaż jej, że moim zdaniem to ona Ci daje prawdziwego powera, a Florek i Józek zadziałali Ci po prostu na wyobraźnię.
    Wyrazy szacunku dla kota.

  52. Dobry wieczór! Śpieszę donieść, a raczej się pochwalić, że dorwałam wreszcie „Ciotkę Zgryzotkę” (oczywiście w formie książkowej, a nie jako personę) i planuję ją pochłonąć w tempie zatrważająco szybkim. A co! Przywilej piątków wolnych od zajęć. Chociaż znając mnie, nawet jakby były zajęcia, to i tak bym czytała. Tylko chyłkiem. A tak to nie muszę się przed nikim kryć i z podniesionym czołem wszędzie obnoszę się ze swoją zdobyczą. Hu, hu! Chrzest bojowy był już w trolejbusie nr 151, tak więc jeśli ktoś widział dziś kręconowłosą blondynkę w okularach zaczytaną w jakiejś książce, są szanse, że to byłam ja.

    W temacie wiosny – Lublin jeszcze kilka dni temu był zasypany po samo niebo, ale na KUL-u pojawiły się już jej pierwsze zwiastuny. Otóż krokusom nagły powrót zimy niestraszny. Takie maleństwa, a jakie dzielne! Nie mogę się doczekać, aż zakwitną magnolie. To dopiero będzie widok. Wiosno, przybywaj!

  53. Dobry wieczór ! Przeczytałem i ja „Ciotkę Zgryzotkę”. Jednym tchem. I dzielę się wrażeniami. Zacznę od tych złych, a później będę wychwalał Panią pod niebiosa.
    Pani Musierowiczowa jak Pani mogła tak skrzywdzić córkę tych romantycznych Strybów dając jej na imię Nora… Rozumiem kwestię pomocy przy narodzinach itd… Ale nie, zupełnie mi nie pasuje.
    – „podekscytowany wujek Grzegorz (…) powitać swoją pierwszą wnuczkę!” A Ela i Tomek nie mają dzieci? W tym bodajże córki?
    – piękny ślub Józefa i Doroty… Ale w niedzielę? A gdzie na weselu Józef, Felicja i Joanna Borejko? Wiem, że przez te wszystkie lata bohaterów nazbierało się od groma i opisywanie życia wszystkich byłoby ponad siły. Ale na wesele mogliby wpaść :)
    – coś mało Laury, gdyby nie wzmianka w liści nie wiedzielibyśmy co tam urodziła… Juleczek – cudowne imię. (Na cześć Słowackiego?)
    A teraz ta przyjemniejsza część :)
    Dla mnie bomba, że akcja przeniosła się na wieś. Znów w trakcie czytania, miałem ochotę wszystko rzucić i dokupić parę hektarów i zająć się sadzeniem, sianiem i uprawą:) Niestety mojej połowicy wystarczy 1000 m2. I kot.
    List Marka do Idy (o pocałunku Łucji) mistrzostwo świata.
    Remonty, remonty i remonty wpływają na mnie pozytywnie. Mam więcej motywacji, zapału i twórczych pomysłów. Ściągam już do domu różnego rodzaju potrzebne materiały, tworzę plany i listy. Zazdrosna żona twierdzi (półżartem, półserio), że Pani opisy potrafią bardziej zmotywować mnie do działania niż ona. Ale fakt em jest, że Florek, Józek i Ida dali mi powera do działań gospodarskich.
    Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejny tom i na małego Pałysa :)
    Pozdrawiam Panią serdecznie :)
    PS Gaudenty – strzał w 10. A nawet w milion.

  54. A propos łaciny, to moja ulubiona węgierska autorka Magda Szabó potrafiła mówić po łacinie jak żywym językiem (ojciec ją nauczył), na lekcjach tłumaczyła z łaciny na węgierski a vista, ku niemałej irytacji swoich nauczycielek… Kiedy poszła do gimnazjum, nowy nauczyciel, który już o niej słyszał – na pierwszej lekcji spytał: Est-ne hic quaedam puella, quae sicut dicitur latine loci potest? Na co ona zachwycona: Ecce me, domine professor, quem cognoscere vis! Klasa osłupiała a nauczyciel głośno się roześmiał. Uwielbiam tę historię…

  55. Świetnie!
    Życzę Wam miłego czytania tych ślicznych pajączków. Będzie troszkę łatwiej, jak się mniej więcej wie, o co w tych książkach chodzi.;)
    Pomyślności!

  56. Droga Pani Małgosiu, przyszły książki! Rozpakowałyśmy japońskie tomy i rzuciła się zgraja wygłodniałej młodzieży. Są to osoby dobrze wychowane, więc obyło się bez wyrywania sobie książek z rąk, zastąpiono to jednak nabożnym spojrzeniem. Z drugiej strony wiem, że niektórzy aż się oblizywali na myśl o lekturze.

    Jeszcze raz dziękujemy za paczkę – książki i liścik. Pozdrawiam gorąco!

  57. Kajugo, dziękuję za wiad. pryw.- jak miło!
    Podaj tu, proszę swój adres pocztowy, znów jako wiadomość prywatną oczywiście. Zobaczymy, co się da zrobić.:)

  58. Moja zieleń, Nini, była zbyt surowa w stosunku do tej, którą osiągnął pan Castro. Ale też on ma swoje mistrzowskie sposoby.
    Na YT jest film, pokazujący go przy pracy. Arcyciekawe! (Zawsze wpisuj Francisco Castro, aquarelist, bo Googla zdominował piłkarz o tym samym imieniu i nazwisku).

  59. Bardzo dziękuję, to było dla mnie naturalne, chociaż długo się zbierałam:)

    Planuję być w Poznaniu 21 kwietnia. Nie mogę się doczekać!

    PS A tak trochę na temat wiosny, kwiatów, drzew ( w Warszawie na razie słońce próbuje się przebić zza chmur), chciałabym polecić książkę Jane Goodall (słynna badaczka szympansów) ”Mądrość i cuda świata roślin”. Myślę, że treść lepiej oddaje angielski tytuł ”Seeds of hope”. To lektura dla wszystkich, którzy choć trochę interesują się roślinami, ale też ekologią i historią. Poruszył mnie rozdział o cynamonowcach, które przetrwały zrzut bomby atomowej w 1945.

    Trochę się rozpisałam, ale przypomniałam sobie teraz tę książkę, a wśród znajomych nie mam komu jej polecić. Może ktoś tutaj się nią zaciekawi:)

    Pozdrawiam H.

  60. A mu?

    Na każdym dostępnym monitorze zieleń wygląda inaczej! Ciekawa też jestem, jaką zieleń Pani osiągnęła?
    Gdyby w tej wodzie odbijał się błękit nieba, zupełnie inny byłby koloryt całości. Na kaczeńce chyba za wcze

  61. Haniu Okruszek, dziękuję za te życzenia! I ogromnie się cieszę, że Jeżycjada Ci jakoś pomogła. Jak to dobrze tak się przydawać! Bardzo lubię być pożyteczna.
    I dziękuję też za ten miły gest: że przyszłaś tu podziękować. Świadczy on nie tylko o dobrych manierach, ale i o przyjemnym charakterze!
    Życzę Ci wielu radości i jak najmniej trudnych lat!

  62. A, już nie ma po co, KokoszaNel.
    Poszło!

    Olko, cześć i czołem!
    Bardzo się cieszę, że rówieśniczka Nory potwierdza mi – niejako – autentyczność jej problemów.
    Cieszy mnie to, co piszesz o „wymyślonym” przez Ciebie ciągu dalszym: że mój jest identyczny, ale w sposób najmniej przewidywalny. Nie chciałabym być przewidywalna!
    „Chucherko” (tak, będzie kolejny tom) też Was zaskoczy!
    Dzięki za dobre słowo, ściskam serdecznie!

  63. Dzień dobry,
    właśnie skończyłam czytać kochaną ”Ciotkę Zgryzotkę”. Ucieszyły mnie bardzo szczególnie dwie rzeczy. Po pierwsze Nora ma tyle lat co ja. Po drugie Łusia ( jedna z moich ulubionych bohaterek, choć trudno mi wybierać) studiuje japonistykę, a ja od pewnego czasu sama uczę się j.fińskiego. Niesamowite są dla mnie te zbiegi okoliczności.
    Nie mogę pogodzić się tylko z tym, że starzeją się Borejkowie…

    Przede wszystkim piszę, żeby Pani bardzo podziękować za tę książkę, ale też za całą serię, która w zeszłym roku (trudnym dla mnie) bardzo mi pomogła. Dziękuję!

    Życzę dużo zdrowia i uśmiechu:)
    Hania

  64. Ajajaj – nie przydatna tylko prywatna. Znikam ze wstydem. Ach te smartfony, poprawiają, wymądrzają się a kto się wymądrza ten się wygłupia. Trzeba uważać!

  65. To mi przypomniało jak dawno temu rozważałam z koleżanką studiującą łacinę, jak powiedzieć w tym szlachetnym języku „kij mu w oko” ;) Niestety nie pamiętam, co ustaliłyśmy.

  66. Ach, rzeczywiście, w komórce zieleń soczysta, energetyczna, buzująca, a w komputerze poszarzała nieco.
    Kaczeńców mi brakuje w tym błotku, pewnie lada chwila się wyklują.
    U nas ziąb, wiatr, deszcz ze śniegiem, masowy powrót ptasząt do karmnika, 6 kg słonecznika łuskanego dokupiłam, bo mi czereda marzła głodna. Ha, a jak było cieplej to szpak z kulawą nogą nie zajrzał.
    Okna nieumyte( zimno, brr) a tu Palmowa Niedziela się zbliża.
    Ciotkę Z czytam po raz drugi i to mi nastrój poprawia. Zleciłam zakup siostrze, niech i ona ma lepiej.
    Pokasłując i smarcząc wracam do pracy. Może by maskę na twarz założyć, bo wirusy rozsiewam.
    PS. A Wierzyńskiego chyba zapisywać sobie będę, bardzo mi on pasuje, choć słaby ze mnie odbiorca poezyj.

  67. Clarus helix – świetne!

    Coś mocno zimową mamy pogodę tej wiosny… Ale chociaż na dworze (przynajmniej chwilowo) raczej zimowo, to wewnątrz (w sercu? umyśle?) zdecydowanie wiosennie! (co objawia się głównie wiosennym poczuciem humoru)

  68. Papula to grudka. Pustula krosta. Różnica jest taka że pustula zawiera treść ropną. Oblałam sromotnie egzamin z dermatologii, a podręcznik z sentymentu i nie tylko trzymam do dziś. Powiem tylko, że solidnie powtórzona wiedza, przydała mi się w praktyce wielokrotne.
    P.S. To może być wiadomość przydatna. A ostatnio myślałam o Pani w kontekście dysplasia fibrosa (Krzysiu, szczęka, Ida Sierpniowa), ale moja pacjentka miała niestety coś gorszego. Miło, że w swoich książkach odtruwa Pani zły wizerunek lekarzy, w mediach kierunek raczej odwrotny i to od lat.

  69. Chyba pustula canina. Albo razem: Pustulacanina. :D
    Jestem entuzjastką słowa zumbaba.
    U nas piękne słońce.
    Palma gotowa, czeka w wazonie.
    Wiosna rychło!

  70. Prawda to jest, kochana Ateno. Dobrze powiedziane.

    Dzień dobry wszystkim!
    Znów jest za zimno na mycie okien.

  71. Przeczytałam książkę i wszystkie komentarze.
    Oglądałam ostatnio nastolatkę tańcząca tak pięknie, lekko i subtelnie jak gdyby prawa fizyki zupełnie jej nie dotyczyły. Łatwo się ogląda krótki taniec, okupiony przecież godzinami treningu.
    Tak samo jest z wartościową książka. Szybko się czyta, a przecież to godziny pisania, przepisywania, poprawek i ileż zarwanych nocy ma w sobie takie 307 stron.
    Taniec jest ulotny a książka, na szczęście, będzie cieszyć i wzruszać i zostanie już na zawsze.
    Reszta potem.

  72. Aniu (wiad.pryw.)- dziękuję i bardzo się cieszę, że się podobała. „Chucherko” będzie, a jakże.
    Frycek już jest w Jeżycjadzie!- Fryderyk Schoppe!

  73. Dobranoc, Zgredziku.
    Rusz wyobraźnią. W każdym słowniku, nawet tym dla języka martwego, można znaleźć soczyste zwroty i potem już tylko automatycznie sobie przekładać. Na przykład „jasne z modrym” mogłoby brzmieć (chyba): ” clare cum cyaneus”, a znów „lues!”- to będzie coś jak „cholera”(bo oznacza to słowo: zaraza), ale przecież „cholera” w łacinie występuje dosłownie. A może chciałbyś ciskać pioruny? (fulgura emittere?)
    No, sam widzisz. Tylko chcieć.
    To mnie natchnęło do sporządzenia podręcznego leksykonu malowniczych przekleństw po łacinie (dla Idusi) i w związku z tym oddalam się, biorąc do łóżka słowniki.

  74. Ależ ja nie klnę, Starosto. To nie leży w mojej naturze.
    A ciekawość – leży.
    Dobranoc!

  75. A to ciekawe, z tymi kolorami.

    Kalu, zapisuj. Wiele z tych wierszy Wierzyńskiego można znaleźć tylko w jedynym jak dotąd powojennym wydaniu kompletnym (dwa tomy, wyd. „Łuk”).
    Zdumiewa mnie, że nie ma więcej wydań.
    A jak w głowie zostanie (a zostanie!), to pan Wierzyński w niebie się ucieszy.

  76. O, Wiosna!
    O, Wierzyński!
    (Chyba sobie zacznę przepisywać tutejsze wiersze do jakiegoś zeszytu – łatwo będzie znaleźć, a i w głowie może coś zostanie).
    P.S. U mnie na komputerze obrazy też raczej w szarościach… Za to na telefonie taka „mokra”, wiosenna zieleń, że nie mogę się napatrzeć.

  77. Pani Małgosiu, bardzo dziękuję za pozdrowienia i czuję się zaszczycona adopcją.
    Dobranoc :)

  78. Iskro, dziękuję za ogromną i arcyciekawą wiadomość prywatną. Szkoda, że tylko dla moich ona oczu – ale mogę chyba zdradzić naszym muzycznym duszom, że Ty także śpiewasz w chórze?
    Mama Isi zaraz się ożywi, zobaczysz.
    A wszystkie Twoje dzieci grają na instrumentach, i to zapewne świetnie!

    Ależ absolutnie, nadajesz się do adopcji, natychmiast Cię przytulam!:)
    Pozdrawiam całą piękną rodzinę.
    (Kundelka też!)

  79. W takim razie, nie będę ukrywać, że scena, w której dziadek Borejko kładzie Bobusia do swojego łóżka i otula go kołdrą oraz to co po niej następuje, należą do moich ulubionych. Będę na pewno często do niej wracać.

    Moja Babcia miała dawno temu Bobusia. Bobuś był białym, puchatym szpicem :).

  80. 1. Palimpsest istnienia skojarzył mi się z tą odwrotną stroną gobelinu, którą widzimy.
    2. Ciekaw jestem, jak mianowicie przeklinała Ida po łacinie. Czy istnieje odnośny słownik lub leksykon?
    3. Dzięki za metaforę Idy o piłowaniu gałęzi. Niestety trafna.
    4. Powtórzę – Matkoida jest genialna.

  81. W ogóle Bobuś daje się lubić. Ma prototyp: naszego gończego polskiego. Przemiły! Choć dla obcych bywa groźny.

    Kundelki też lubię. Są bystre!

  82. Właściwie to mieszaniec. Kundelek. Na pewno miał w rodzinie ratlerka. :) Muszę przyznać, że Bobusia w „Ciotce” od razu polubiłam, gdy tylko poznałam jego imię.

  83. Aleksandro, a pobieliłaś już jabłonki?:)
    Masz pewnie rację z tą zielenią, co komputer, to inny odcień.

  84. Ta zieleń to znowu zależy od ekranu. W telefonie jest jej znacznie więcej.
    Okna jeszcze czekają. Na razie porządkuję wnętrza :)

  85. Co do nowej książki, to muszę przyznać, byłam zaskoczona, gdy okazało się, że pies w „Ciotce Zgryzotce” nazywa się tak samo jak mój! :-)

  86. Obejrzę je ponownie jutro… Może dostrzegę wiosnę w tych obrazach. Bo zieleń widzę, ale jakąś taką… szarą właśnie.
    Może to taki dzień – siedzę sobie i słucham Starego Dobrego Małżeństwa. I nic innego nie robię, choć niebawem deadline’y dwóch zleceń, więc powinnam pracować.
    Dziękuję za pokrzepiające słowa. Jutro rozgonię chmury i poszukam słońca, ale dziś chyba jeszcze pobędę sobie gburem, żeby wyczerpać limit gburowatości na ten kwartał ;).

  87. Zuziu12, właśnie dostałam śliczny list od Ciebie – ucieszyłam się bardzo i serdecznie Ci dziękuję! Za wypunktowanie szczegółów też!

  88. Też mi się zdaje, że aż pachną wiosennym wiatrem! A ten drugi nawet mokrą ziemią!

    Trzeba mieć prawdziwie mistrzowską i niesłychanie pewną rękę, żeby szybko (bo to MUSI być szybko) „machnąć” akwarelą taki żywy pejzaż. Spróbujcie skopiować! Uuu, ciężka sprawa.

  89. Moim zdaniem obrazy kojarzą się z początkiem wiosny i końcem zimy, kiedy jeszcze nie jest tak słonecznie i zielono, ale czuje się już w powietrzu wiosnę :)
    Pozdrawiam

  90. Ono u nas już dziś świeciło, Agatko.
    Świeci nawet u Ciebie, ale ponad chmurami.
    Zawsze miej to na względzie.:)

    PS – widzisz szarość? A tam jest przecież tyle zieleni!
    Zabawiłam się dzisiaj w malowanie kopii tego pierwszego obrazka mistrza Francisco Castro. Zużyłam całą buteleczkę zielonego tuszu akwarelowego, a i tak mi nie wyszło tak ładnie. Ale było przynajmniej podobnie. Daję Ci więc słowo, że to zielone obrazki!

  91. To może ze mną coś dziś jest nie tak. Nie wiem. Nie odnajduję w tych szarościach wiosny… a w tym pierwszym obrazie nie umiem nawet znaleźć nadziei na to, że jutro zaświeci słońce. Nawet to zimowe.

  92. Smutne te obrazy. Zwłaszcza pierwszy, bardzo przygnębiający…
    Ale wiesz piękny. Lubię słowa, które niosą ze sobą coś konkretnego… a zarazem tak ulotnego.

  93. Aleksandro, tylko okna myć!

    Elu, ale nie ma pośpiechu.
    Do róż jeszcze trochę czasu:)

  94. Pani Małgosiu,
    postaramy się ją zeskanować, serdecznie pozdrawiam
    Ela

  95. Malarstwo i poezja. I nie trzeba nic dodawać.
    Pięknej wiosny dla Wszystkich :)

  96. Lis, miło, że się odezwałaś.
    Tak, myślę, że Nora da się lubić. No i bardzo się cieszę, że książka się spodobała!
    Pozdrawiam serdecznie!

  97. A moja osobista Wiosenka, jutro kończy 18 wiosenek i, ojej wzruszyłam się i ucieszyłam bardzo, ponieważ właśnie Miły Pan z Urzędu Gminy przywiózł dla Niej życzenia z tej okazji :).

  98. Dzień dobry!
    Właśnie skończyłam czytać „Ciotkę”. Cudowna! Wesoła i wzruszająca jednocześnie. Bardzo polubiłam Norę i jej charakter. Wiersz i obrazy również bardzo mi się podobają. Nie mogę się już doczekać, aż wiosna przyjdzie na dobre.
    Pozdrawiam

  99. Mirrorko, dziękuję za wiad.pryw. – za tak piękną i osobistą ocenę Nory.
    I za to Twoje wzruszenie!

    Pozdrawiam serdecznie.

  100. Elu i Zuziu, dziękuję za przesłane zdjęcie ślicznej starej pocztówki z zakonnikiem wąchającym różę. Szkoda, że nie zeskanowałyście jej, można by ją pokazać Ludowi. Teraz jest nieostra, żałuję.
    Ciekawy był ten dawny obyczaj dopisywania dalszego ciągu wiadomości na zewnętrznej stronie pocztówki. Widziałam już wiele takich obrazków, pokrytych częściowo pięknym kaligraficznym pismem, które tworzy nową jakość kompozycji. Swoją drogą – jak ładnie i starannie kiedyś ludzie pisali!

  101. Dzień dobry! Za oknem resztki śniegu, ale słońce pięknie świeci, śpiewają ptaki, pies sąsiadów szczeka i tak już czuć wiosnę. Niestety muszę się uczyć (w końcu kiedyś trzeba zdać te wszystkie egzaminy…).

  102. Ach, ten nasz ulubiony Wierzyński. Zawsze trafia w sedno. A ja pierwszy dzień wiosny obchodzę w Hiszpanii. Niestety, bez ,,Ciotki” bo przyszła dopiero wczoraj, a jestem tu już od czwartku. Nie mogę się doczekać powrotu!

Dodaj komentarz