Z dzidziusiem

nora

 

Z tej ilustracji do „Ciotki Zgryzotki” jestem najbardziej zadowolona.

Porządnie narysowana, ale ma jeszcze ładunek emocjonalny – dokładnie pamiętam własne uczucia, kiedy to, będąc mniej więcej w wieku Nory, wzięłam na ręce malutką kuzyneczkę. (Nazywano ją: Kociubka). Byłam wtedy na wakacjach u jej mamy, czyli mojej kochanej cioci, i tak się przywiązałam do tego dzidziusia, że musiano mnie siłą nakłaniać do powrotu w poznańskie pielesze. Płakałam jak bóbr przy rozstaniu, jakbyśmy miały nigdy się już nie zobaczyć, ona i ja! Ale coś w tym rozżaleniu  było, bo kiedy przyjechałam na kolejne wakacje, z Kociubki zrobiła się Kociuba, bardzo zajęta osóbka z charakterkiem, która nawet mnie nie rozpoznała!

Teraz bliższa jestem (nieco, nieco!) takiej wersji przytulania  (i to jest ilustracja druga w rankingu):mila

 

Ale, co ciekawe, siła uczuć jest ta sama co za młodu, choć nie ma już onieśmielenia, tylko sam zachwyt i czułość.

Wszystkim Czytelniczkom, które  oczekują  na przybycie siostrzyczki, braciszka, kuzynki, albo wręcz własnego dzidziusia (lub już się doczekały!) – przesyłam wyrazy cichej zazdrości i serdeczne gratulacje!

Wasza

MM

 

321 przemyśleń nt. „Z dzidziusiem

  1. Casciolino, jeszcze co do róż: koniecznie kup sobie grube, najlepiej skórzane rękawice!
    Ja właśnie operowałam w podgumowanych i teraz mam całe ręce w plasterkach oraz niewydłubanych jeszcze kolcach pod skórą. Yyyh. Ta miłość kosztuje.

    Justysiu kochana, mnie się nie chce wierzyć, że Ty specjalnie przylatujesz! No, naprawdę???!!!

  2. Kotliku87, dziękuję Ci bardzo za te miłe słowa – dobrze jest dostawać takie sygnały o pożytkach z Jeżycjady! Od razu intensywniej myślę o „Chucherku”!
    Warto zobaczyć w Poznaniu to miejsce – Stare Miasto jest bardzo ładne.
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej i też ściskam!

  3. Zgredziku (wiad.prywatna/ściśle tajna)- a to masz szerokie pole do nadinterpretacji!:)))
    Ja zaś, dla pełnego obrazu, potrzebuję tylko wiedzieć: czy wszyscy noszą w pracy takie bluzy, czy tylko on jeden?

  4. Jako mała dziewczynka przeczytałam Małomównego i prosiłam mamę o inne książki ,,tej Pani co tą napisała”. Jeżycjada jest dla mnie bardzo ważna. Jest jak drogowskaz dla zagubionych, lek dla znerwicowanych, przytulenie przez kogoś bliskiego. Książki te zawsze przypominają mi o tym co jest w życiu ważne. Siedzę właśnie w pociągu do Poznania i wyobrażam sobię że jadę na Roosvelta 5 i że cała rodzina tam jest. Cudownie byłoby usłyszeć rozmowę nestora rodu. Często myślę, że świat byłby lepszy gdyby oni istnieli naprawdę. Nie może Pani zakończyć Jeżycjady nie i nie. Zgryzotka jest super. Przy okazji wróciłam do Kalamburki, Tygrysa i Róży i Pulpecji-dzięki nim przymusowy pobyt w domu spowodowany przeziębieniem był cudowny. Kiedyś zrobię sobię wypad do Poznania śladami Jeżycjady, muszę zobaczyć miejsce w którym Laura pierwszy raz zobaczyła Adama. Ściskam z głębi serca najmocniej.

  5. Pani Małgorzato, dzień dobry i wesołych Świąt!

    Skończyłam (z wypiekami na twarzy) „Ciotkę Zgryzotkę” w wielkim pośpiechu (i na jednym oddechu, więc wrócę do książki za kilka dni, żeby rozsmakować się bardziej)… I już niecierpliwie czekam na „Chucherko”.
    Dziękuję za wszystkich bohaterów – oczywiście także, jak wielu Czytelników, dorastam z nimi – kocham Borejków z ich pociotkami, przyjaciółmi i znajomymi (wiekowo chyba najbliżej mi do Gabrysi?)
    Zmykam teraz na rodzinne święta do mamy.
    Serdeczności!!!

    Reda, Wielkanoc 2018 godz. 8:45 :)

  6. Dziękuję, Magdo i Krzyśku, jak miło czytać takie słowa!
    I dobrze się będzie pisać „Chucherko”, ze świadomością, że takie życzliwe osoby czekają!
    Pozdrawiam serdecznie całą rodzinę!

  7. Pani Małgosiu,
    Ciotka Zgryzotka jest rewelacyjna, czytając ją z mężem (najpierw on, potem przyszła moja kolej) na przemian i płakaliśmy i się śmialiśmy, ku uciesze naszych trzech córek!
    Piękna, rodzinna książka, której nie sposób przestać czytać a przy ostatniej kartce żal, że to już koniec!
    Cała Jeżycjada oraz pozostałe Pani książki przeczytane i to niektóre wiele razy, teraz czekamy na Chucherko!
    Bardzo dziękujemy,
    Magda i Krzysiek z MA

  8. Kasiu z Gdańska, dziękuję. To zresztą także moje emocje. Dzielimy je, jak widzisz.
    Chyba nic lepszego się pisarzowi nie może przytrafić nad taką wspólnotę dusz.

  9. Pani Małgosiu
    Bardzo, bardzo, z całego serca dziękuję. Za zmaterializowanie i uwiecznienie, również moich, emocji i uczuć towarzyszących przy narodzinach dzieci (ja mam dwie córeczki :)). Uzmysłowienie Obecności Boga w tych pięknych momentach (człowiek niby wszystko czuje, ale rzadko się nad tym zastanawia).
    Od ładnych kilku lat towarzyszy mi też strach i ciągla myśl o odchodzeniu kochanych najbliższych, jak u sióstr, córek, wnuczek Borejko do nestorów rodu…. Takie życie… pięknie Pani zawarła moje emocje w książce :) Dziękuję

  10. Kaha, bardzo dziękuję.
    A więc złapałam Cię na ryk krowy? Popatrz, człowiek sam nie wie, dlaczego mu się coś udaje.:)))
    Dobrze wyczułaś, zamierzałam skończyć Jeżycjadę na „Zgryzotce”, tak jak kiedyś – na „Kalamburce”. Ale mi się na to nie pozwala. Każe mi się pisać dalej! Używa się nieodpieralnych argumentów!
    Też dobrze.
    Rilla duchową ciotką? Zaprzeczam. Nawet nie pamiętam, która to była Rilla.
    Pozdrawiam serdecznie!

  11. Dzień dobry,
    to drugi raz, gdy piszę na forum (pierwszy był parę lat temu, u Pani, w zagadkach). A piszę, bo (przeczytałam wszystkie komentarze) też się przestraszyłam, że zbliża się koniec „Jeżycjady”.
    Czytam Pani książki od czasu, kiedy… zaczęła je Pani pisać. Pierwszy był „Małomówny”, kupiony ( w antykwariacie) ze względu na pierwsze zdanie – tak mnie zaskoczyło, takie było obrazowe i tak usłyszałam ten ryk, że po prostu musiałam.
    I potem wszystkie te kolejne książki – dorastałam z ich bohaterami (jestem parę lat młodsza od Idy). Czekanie na każdą następną, jak na spotkanie z kimś naprawdę miłym.
    Kiedyś tak mi się sformułowało, że to są książki dla ludzi, którzy nie przestali być dobrzy.
    Potem przestraszyłam się, że coraz bardziej są o przemijaniu, ale okazało się, że młode czytelniczki widzą coś innego – i że to po prostu ja przemijam. Jak to w życiu.
    „Ciotka” świetna. Dziękuję!
    p.s. nie mogę się oprzeć wrażeniu, że duchową ciotką Nory jest Rilla (córka Ani z Zielonego Wzgórza)
    p.s.2 tęsknię za rodziną Bobka-Floriana, , mam nadzieję, że Dziadek dopiero przy, powiedzmy, „s”.

  12. Mam, mam, mam! Czytam, czytam… już 10 raz! „Smakuje” za każdym razem coraz lepiej…
    Dziękuję za:
    1. Norę (nie „Norkę”, „Norcię”) – wspaniała „z krwi i kości” postać, jej dobry smak do filmów, smsów itd., czytając o jej „wybrykach” chichrałam się w autobusie tak głośno – że pani z siedzenia obok też się do mnie w końcu uśmiechnęła (ESD zadziałało!);
    2. Podeszwę – piękny w sercu młody człowiek, jak ładnie ma poukładane z mamą…;
    3. Floriana – Baltonę – powrót jako ojca, już ładnie wracać próbował w poprzednich tomach, ale tak dyskretnie, brakowało mi go, taki „mięsisty” charakter, dobrze, ze po trosze wraca też w córce;
    4. Bobka (psiego syna Bubka) – super pomysł z wprowadzeniem zwierzaka w kontekście Nestora Rodu :);
    5. że Aga JEDNAK nie wyrzuciła tablicy!!!!! straciła na 5 sekund w moich oczach wiele za ten straszny gest… (tak ja polubiłam), a tu… jej rysunek na tablicę… pysznie Pani wybrnęła, Pani Małgosiu!
    6. ślicznie poprowadzony wątek ojcostwa…;
    7. jeżyka – stukacza nocnego – mamy takich kilka w ogródku, nasz Azor (takie nie rasowy Bobik) uwielbia je straszyć wiosną;
    8. dalszy ciąg (i to konsekwentnie kontynuowany) Dorotki i Józinka – za nich szczególnie dziękuję.
    Kończąc dodam, ze jest więcej „Dziękuję za…” – ale tu za mało miejsca…
    Czekam na następne „Jeżycjady” :D

  13. Pawle, bardzo dziękuję za zrozumienie moich intencji..
    I za wzruszenie – też.
    Pozdrawiam najserdeczniej Ciebie i Mamę.
    (A Hemara i ja bardzo lubię!)

  14. Jak zwykle pozdrowienia od mojej mamy z Sochaczewa, która po lekturze ostatniego tomu powiedziała, że książka wygląda nieco jak przygotowanie do finału serii, choć samo zakończenie przesuwa przyszłość bohaterów hen za rok 2020, co daje mojej mamie nadzieję, że ma po co czekać. A to ważna sprawa, bo jest wszak rocznikiem 1945. I zacytowała ukochanego, choć nieco zapomnianego Hemara:
    „Gdy płomień jak blachę lichą
    Słowa poskręca i pognie,
    Ty znasz tajemnicę słów,
    Których nie tknęły ognie,
    Które się rodzą z płomieni,
    Słów – łez, słów – soli, słów – chleba,
    Co wyrastają jak z ziemi
    I powracają – jak z nieba”.
    Dla mnie wybieg w przyszłość to wielki dar nadziei, że ciągle wierzymy, że będzie zawsze gdzieś i chłopak i dziewczyna i będzie trwało Roosvelta 5.
    Wzruszony jak zawsze w czasie lektury.
    Paweł

  15. O nie!
    Z rozpędu nie napisałam nic o tym poście, a już opublikowałam poprzedni komentarz :(
    Więc tak tylko króciutko, to uważam, że rysunki w tej książce są obłędne! Bravo dla Pani!

  16. Co prawda jeszcze nie przeczytałam całej książki, ale już jestem nią zachwycona!
    Moim skromnym zdaniem świetnie dopracowała Pani akcje… Napisała Pani ciąg dalszy,dosłownie identyczny jaki ja sobie „wymyśliłam”, ale w najmniej przewidywalny sposób.
    Nie mogę przeżyć tego, że Aga i Ignacy wzięli ślub, bez przedstawienia go nam w książce!
    Dlaczego wszyscy nagle się przeprowadzają?
    Nie wiem co myśleć o tym, że jeszcze przed chwilą bohaterowie będący w moim wieku, są już dziadkami albo rodzicami. Co się dzieje z tym nieokiełznanym czasem?
    Doskonale rozumiem Norę, ponieważ sama jestem aktualnie w jej wieku, też mam starszą siostrę i talent do pakowania się w kłopoty, oczywiście robiąc to kompletnie niechcący.
    Naprawdę miłe jest, że ten tom ma ponad 300 stron, gdyż tak długo na niego czekałam…
    Aż boję się go skończyć, chyba nigdy nie przeczytam go do końca, jeśli nie obieca Pani, że pojawią się kolejne części serii?
    Nie potrafiłabym się pogodzić z końcem Jeżycjady bez względu na wszystko!
    Aczkolwiek nie wiem czy będzie to wykonalne, bo pisze Pani w taki sposób, że nie da się przerwać lektury do końca rozdziału. Dosłownie płynę po wszystkich Pani książkach (tak szybko się je czyta, że człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że dopiero zaczął a tu już koniec) i wiecznie do nich wracam, gdy ich potrzebuję.
    Jednak chciałam tylko napisać, że „Ciotka Zgryzotka” to iście cudna sprawa i dziękuję za to Pani bardzo!

  17. Karolciu, dziękuję za radosną wiadomość prywatną!
    Wszystkiego najlepszego!
    Łukaszkowi oddaję całuska.

  18. Włóczykiju radosny, dzień dobry! U nas pierwszy dzień wiosny (ech, chyba jednak go uczczę nowym wpisem!) przypudrowany został śniegiem. Ale mimo to jest wiosennie!
    Ucz się do matury, ucz! „Ciotka” poczeka. Nota bene, ściany w kuchni są nagietkowe, wedle życzenia!

  19. Tak jest w istocie, MadziuZ. Przełamuję. Lecz zarazem w pełni panuję nad sytuacją.:) Próbuję nowych kruczków, dbam o to, żeby każda kolejna książka była inna, choć oczywiście zarazem musi być utrzymana w konwencji całej serii.
    Tworzenie serii- jako całości – to też jest pyszna zabawa!

  20. Jestem już po drugiej lekturze.
    August Piechota przypomniał mi jakoś Jacka Lelujkę (odrzuconego niegdyś).
    Zdaje się, że na dobre zweryfikowałam swe sobotnie wątpliwości na temat konstrukcji (odrzucam, odrzucam). Przeciwnie, doszłam do wniosku, że Pani tak ładnie przełamuje własne schematy fabularne. :)

  21. Hej hej, hop hop Księgowi i Kochana Dua!
    Pierwszy dzień wiosny! I tak sie cieszę, mimo że matura za pasem. Wywracam czapeczkę na druga stronę, ale niestety jest jednokolorowa :( Harmonijka ustna schowana za stosem książek, nawet nie ma czasu pograć, albo przeczytać „Ciotuni” :D polecam posłuchać dziś piosenki Marka Grechuty „Wiosna ach to Ty” z pozdrowieniami od maturzysty :) Lecę na lekcje, zostawiając we wpisie radość poranną :)

  22. Dzień dobry!

    I ja dodam swój komentarz króciutko. Uczucia, które miałam patrząc na rysunki, przed powstaniem książki jeszcze, lub w trakcie powstawania – potwierdziły się. Bohaterka z okładki sama okazała się być ciotką dla kogoś; w oczach i postawie Gaudentego odczytałam kpiący uśmieszek, zbytnią pewność siebie i lekceważenie płci przeciwnej; a August był moim faworytem od pierwszego wejrzenia jako ten jedyny właściwy kandydat do serca głównej bohaterki. I chociaż początkowo chyba miał nim zostać G., to cały czas w duchu, a czasem i wpisując się, optowałam za Augustem. BARDZO wielką radość sprawiło mi odkrycie, że to jego w końcu zaakceptowała Nora. To był balsam na moją duszę!!! :-) Nie lubię „rozkładać” książek na szczegóły, napiszę tylko, że ulubionym zdaniem z „Ciotki” jest: „Fatum nie dało rady”. Spełniło się moje życzenie i z okładki uśmiecha się August. Czego chcieć więcej? Wolnego weekendu w kwietniu na spotkanie z Autorką. Walczyłam o niego z szefem, w odpowiedzi usłyszałam, że: „Nie jestem dyspozycyjna”, ale wolne, zdaje mi się, dostanę. He, he.

    Serdecznie pozdrawiam :-)
    Dobromiła

  23. Witajcie w pierwszy dzień wiosny!
    Wiem, że tutaj juz wszyscy jesteście po lekturze Cioteczki, a ja dopiero zaczynam.
    Tak, wiosna zapukala dziś i do mnie :)))

  24. Kochany Starosto, też ze zgrozą wspominam lata młodości. Wszystkie tragedie były uprzejme właśnie wtedy się wydarzyć.

  25. Ponieważ Isia zasiadła nad „Ciotką” i się delektuje, więc nabyłam drugą i też się delektuję. A co!

  26. Jaśminka! Jakie piękne imię kwiatowe!
    Gdyby Tatuś Kapucynki tak stanowczo zniechęcał ją do Gaudentego, to chyba szybko wydałaby się za niego za mąż.
    Ponieważ śmiałam zasugerować mej średniej, że może będzie bardziej zadowolona kupując okładkę z Augustem (przeczytałam pierwsza), wyczuła pismo nosem i zaparła się, że bardzo polubi Gaudentego (jest w połowie). Kapucynka:”Lubię łobuzów”. Ja: „Już się boję!:)))”

  27. Magdaleno, dziękuję za ten wpis!
    Oto zupełnie nieoczekiwany trend: zaczęłam pisać książki dla dziewcząt, kończę na pisaniu książek dla ich rodzin!
    I właściwie, jest to wspaniałe!
    Bardzo się cieszę, a szczególne pozdrowienia przesyłam Twojej córeczce, Magdaleno!

  28. Wychodzi na to, że mam coś wspólnego z seniorem Borejko – tak pomylić imię Pyziaka!

  29. Dzień dobry!
    Od kilku dni myślę sobie, by do Pani napisać, ale nie znalazłam maila, więc napiszę tutaj… zwłaszcza, że taki uroczy post akurat mi się trafił. Chciałam Pani z całego serca podziękować za wszystkie części Jeżycjady! Uwielbiam je odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po znalezione gdzieś na półce u babci stare wydanie „Kwiatu Kalafiora”. Pewnie miałam wtedy około 14-lat. Obecnie mam 29 (Ciotkę Zgryzotkę dostałam w piątek na urodziny od kochanego Męża, który doskonale wie, jak dużo dla mnie te książki znaczą) i z roku na rok jesten pod coraz większym wrażeniem całej serii. „Ciotka Zgryzotka” w kilku miejscach spowodowała, że płakałam ze wzruszenia, a moja 4,5 miesięczna córka patrzyła się nieco jakby zdziwiona, o co mi chodzi… dużo się śmiałam czytając ją, dużo refleksji mnie naszło… w ramach lektury, wypełniona tym dobrem i ciepłem rodziny Borejków, kilku osobom napisałam, że ich Kocham… Pani dziękuję za te chwile! Napisałabym więcej, ale moja Jaśminka śpiąca sobie smacznie przy piersi, lada chwila pewnie się obudzi, a chciałabym skończyć pisać ten komentarz. Nawet ten mały Dzieciaczek wie chyba jaką świętością są dla mnie te książki, bo choć już dawno powinna się obudzić (śpi już cztery godziny! A na ogół na drzemka zajmuje jej maksymalnie 2), to pozwoliła mi przeczytać spokojnie ostatnich czterdzieści stron i dobrnąć do końca ocierając łzy szczęścia i wzruszenia… Muszę zacząć kompletować całą serię, czytać wspólnie z mężem (nasi przyjaciele już to robią! Obecnie są na Imieninach, tak przyjaciółka wciagnęła swojego męża w wydarzenia na Roosevelta 5), a za jakieś 13 lat przekazać księgozbiór Jaśmince
    Pozdrawiam Panią bardzo serdecznie, życząc dużo zdrowia, miłości i wszystkiego, co dobre na co dzień!

  30. Ktoś wspomniał o scenie na drzewie. Mnie się bardzo, bardzo podobało to kierowanie Norą przez Augusta i takie spokojne, bez paniki prowadzenie jej. A co do SMSów, moim ulubionym jest: „Zdecydowanie G. jest w pożądku, ale na pewno nie jest w porządku…” Ileż można pisać o tej Pani książce!
    PS: Jakie okna, jakie okna? Chyba, że od wewnątrz. Śniegu u nas tyle, że hej! I jeszcze sypało w południe.

  31. A Kaligulę, wojacy rzymscy zwali – Bucikiem. Okna wczoraj myłam i zepsułam tylko termometr. Ciągłe psucie, oto co mnie łączy z Norą. Jeszcze chciałam zaprowadzić do schroniska bezpańskiego psa ( bo go źli ludzie wyrzucili w lesie!!!!!:)) ale nie zdążyłam bo pojawił się właściciel.

  32. JoAnno, „komunikacja na poziomie zaawansowanym” bardzo mi się podoba! Ładnie to ujęłaś.
    Bardzo się też cieszę z Twojego odczytania Florka i jego relacji z Norą. Jakże trafnie!- tak jest, nie uciekniemy od tych, którzy nas kochają. Zawsze są z nami.
    I to wcale nie przeszkadza w tworzeniu nowych powiązań uczuciowych! Taka jest już właściwość ludzkiego, serca: pomieści każdą ilość miłości.

  33. Mamo Isi, Wójcie, no żal mi Was, że nie możecie umyć okien;)!
    Ale sama też poczekam. Za zimno jednak.

  34. Oj, nie weszło… :( Nie jestem najmocniejsza w tw klocki, przyznaję. Czyli to pewno też nie zadziała :

    Ale się krzaczków narobiło! Przepraszam. Innego pomysłu nie mam. :)

    A wiosna istotnie zimna… U mnie wczoraj śniegu dopadało jak w zimie, i całe 10 na minusie! Roślinom to nie zaszkodzi, ale ptaszęta biedne, wyczerpane po zimie, a tu ani muszki, ani pąka nabrzmiałego…
    A bywało, że na Krystyny już mi tulipany kwitły! W ogródku znaczy. Ale też bywało, że i zasypane śniegiem były…

  35. Gdybym miała napisać wszystko, co mi podczas lektury przyszło do głowy, zyskalibyśmy pewnie tom grubości mniej więcej połowy „Ciotki…”, więc może ograniczę się do kilku szczegółów. Opinia Marka na temat absztyfikanta Łusi: „Uważam, że w takiej sytuacji wypadałoby zdjąć czapkę” – pyszne! Te kilka maili wiele powiedziało o relacji Marka i Idy, choć przecież wiemy, kto tam mówi więcej. Piękne było zdanie Idy, że wystarczy jej „Kobieto”, żeby zdała sobie sprawę z tego, że przesadziła – komunikacja na poziomie zaawansowanym ;)
    Tak mi krąży po głowie podobieństwo między Tygrysem i Norą: jak Gabrysia „ścigała” Laurę aż do Torunia, tak Florek był z Norą na każdym kroku. I to wcale nie ze złośliwości, nie dlatego, że chciał nią rządzić, a ona musiała się na niepodległość wybić, ale po to, żeby odkryła coś w sobie, żeby sama siebie poznała, akceptując to, że ojciec zawsze będzie jej częścią – gdzie by przed nim nie uciekła, zabierze go ze sobą. Dobrze, że porozmawiali. Miło było usłyszeć, co sobie Florian myślał za czasów „Pulpecji” i czego chce dla córki. W ogóle cudnie się Pani ta Nora udała, a już to, co powiedziała Augustowi na temat małej Norci…
    Dziękuję za mnóstwo śmiechu i wiele wzruszeń. Coś mi ta „Ciotka…” w sercu poruszyła i chociaż jeszcze nie do końca wiem, co i dlaczego, jestem pewna, że było to coś ważnego. Ściskam mocno!

  36. Starosto! Czyż możliwy jest tak niesprawiedliwy pogodowy podział kraju? Ależ idę za chwilę odśnieżać samochód, a nie będzie łatwo z tą biedną, bolącą ( niż,niż i opady śniegu) głową. Ach, chyba się przeniosę na zachód. Chociaż z kolei do nas wszelkie wichury letnie i kataklizmy zwykle dochodzą już mocno rozrzedzone.

  37. Myć okna! My tam możemy sobie najwyżej ulepić bałwanka.
    No chyba, że Starosta wyraził się sarkastycznie.;)

  38. Dzień dobry! Mamo Isi, po prostu grałam wczoraj w literaki.
    Sowo (wiad.pryw.)- ahaaaa. Tych sposobów nie znam, pewnie są. Ale ja tylko przychodzę na krótko i zaraz do roboty!

  39. DUA, tak sobie z radością nadinterpretujemy Pani dzieło. Jak poezję.
    Dzień dobry, Pani Małgosiu!
    Dzień dobry, Księgowi na różnych etapach Zgryzotki!

  40. Też do takiego wniosku doszłam. Musiało tak być, skoro imię Adam już zajęte.

  41. Jeżynowy Ludku, ależ dowiozą. Dużo nadrukowali.

    Dobrywieczorku, cześć i czołem! Pamiętaj, że ojciec Laury to Janusz, a tylko dziadek B. uporczywie się mylił, zwąc go Juliuszem.
    Tymczasem, moim zdaniem, imię dziecku Adama nadano na cześć Słowackiego.:)
    Bardzo się cieszę tym, że tak ładnie rozgryzłaś moje sztuczki. Tak, szykowałam tego Podeszwę po cichutku, od początku, i dodawałam mu po odrobince zalet w każdej kolejnej scenie.
    Jak miło, że wszystko to zauważacie!

  42. O, mnie też się wydała nadzwyczaj potrzebna, dlatego kazałam ją zbudować i tak ładnie urządzić. Jestem praktyczna!
    Zgredzie, pytasz w wiadomości prywatnej co mnie tak rozbawiło i w następnej sam sobie odpowiadasz. Tak, to właśnie sprawa tego rozproszenia myśli. Wiewiórki też.
    Kaligula? Pomyliło się biednemu Podeszwie, bo go dziadek B. zasypywał wiedzą. Guścik chciał podać przykład tężyzny jakiegoś wspaniałego Rzymianina, a przypomniał mu się akurat zwyrodnialec. Stąd śmieszek Nory.

    Znów znadinterpretowałeś.:)

  43. Ach, no i jeszcze dziękuję za drugą łazienkę. Bez niej odczuwałem w stosunku do mieszkańców Roosevelta 5 coś w rodzaju podziwu pomieszanego z politowaniem.

  44. No tak, ale dlaczego Kaligula? Mam o cesarzach rzymskich dość mgliste pojęcie. Jeden chyba się jąkał, jeden zrobił senatorów w konia, jeszcze inny miał Idy (nie – chyba każdy z nich miał jakieś Idy), a z kolei jeszcze jeden piroman był jednym z prekursorów obarczania mniejszości narodowych i religijnych winą za swoje szalone pomysły.
    Z początku myślałem, że ten Kaligula to taki ot frywolny żarcik. Zajrzałem do internetu i dowiedziałem się, że jego imię, to przydomek, który był zdrobnieniem od nazwy sandałów rzymskich żołnierzy.
    A wiadomo z czego głównie składa się sandał.
    No, krótko mówiąc – podeszwa piechoty. Rzymskiej piechoty.

  45. W sobotę pojechałam do rodzimego Empiku po odbiór paczki z prezentem na chrzest. Chciałam zapoznać się z Ciotką ale jej nie było! Pani z działu powiedziała, że wszystkie zeszły na pniu po kilku godzinach od dostawy. Chyba to rzeczywiście musiała być jedna z ciekawszych części. Ponoć zaistniała tam jakaś urocza scena z pieskiem i Tatą Borejko. Wolę użyć określenia z wczesnej Jeżycjady.

  46. Zwróciłem uwagę na fragment, kiedy August odpowiada na pytanie, skąd ma numer telefonu Nory.
    Tyle emocji i ich opanowania. W pewnym sensie ten fragment mnie bardziej porusza, niż wiszenie na kablu
    nad psem. No bo kiedy byłem, ekhem, ekhem, młody, to nie wisiałem na kablu nad psem i przez to, tego rodzaju doświadczenie wydaje mi się jednak bardziej abstrakcyjne i dlatego mniej ewokuje.

  47. DUA! Kupiłam, przeczytałam, zachwyciłam się! Dziękuję!
    Cieszę się, że trafiłam na okładkę z Podeszwą – bardzo przypomina mi jednego z moich uczniów :-)
    Scena pod drzewem wspaniała! A fakt, że zawozi ją do swojej mamy jest znaczący – naprawdę dobry kandydat!
    Fantastycznie opisała Pani, jak zmienia się podejście Nory do treści sms-ów – widać, jak zaufanie do Podeszwy powoduje, że coś, co odbierała jako obrazę, zaczyna rozumieć zupełnie inaczej.
    Zastanowiło mnie imię synka Laury i Adama (trochę mi było brak jego obecności – ciekawiło mnie, jak sobie radzi z trudnym charakterem żony) – można wnioskować, że coś ważnego w Tygrysku się zmieniło w stosunku do swojego ojca i własnej historii. Choć to już daleko idące wnioski.
    Odnośnie Fryderyka: pamiętając jego grafik zawierający ściśle określone godziny na spotkania z ukochaną w czasach licealnych, to do naprawy sytuacji powinien podejść metodycznie – biedna Róża…

    Wspaniale się czyta wszystkie komentarze – przedłuża to przyjemność przebywania w świecie Jeżycjady!
    Pozdrowienia dla Ludu!

  48. Wpadam na moment, aby podziękować za Zgryzotkę :). Pierwsza myśł, gdy Charlotka mi ją wręczyla do poczytania: „Jaka gruba, super”. :) Mam w planach więcej refleksji, może uda mi się je spisac, ale to trochę potrwa (terminowa a nagła praca, święta), więc na razie tylko ogólne podziękowania. Bardzo serdecznie pozdrawiam, z dzisiejszym mroźnym słońcem i ciepłym usmiechem. (A księżyc taki fukuśny dziś, cieniusieńki rogaliczek jak maźnięty pędzelkiem ;)

  49. Nie, K8 miła, pseudo Zumbaba wymyślił ktoś dowcipny, by określić pewną szczególną instruktorkę tej dziedziny ….eeee… sportu? Rozrywki? Tańca? W każdym razie czegoś bardzo głośnego.

    Mamo Elu i córko Zuziu (wiad.pryw.), dziękuję za zdjęcie, które dopiero do mnie dotrze, pewnie wieczorem lub jutro, a które tak ładnie opisujecie.
    I za miłe uwagi o „Zgryzotce”. To, co odczuwasz, Mamo Elu, odczuwasz trafnie. A odczucie to jest i moim udziałem!

    Do Krakowa nie pojadę.
    A do Poznania zapraszam!

  50. Dobry wieczór! DUA, ciekawość mnie zżera, czy Zumbaba ma związek z japońską Yubabą? Pozdrawiam znad drugiego czytania.
    PS. Zarysowała mi się pętla rysunkowa…To znaczy ilustracje zgryzotkowe przypominają mi te szóstoklepkowe. Czyli bardzo mi się podobają. A właściwie najbardziej.

  51. A, to wycofuję swą pochopną uwagę, nie jestem wszak znawcą, choć też mieszkam na wsi.
    Kierowałam się uwagą, którą usłyszałam wczoraj przy mocnym mrozie, po ciepłych, wiosennych dniach: „drzewa już puściły soki, owoców znów nie będzie”.

  52. Dziękuję za wspaniałą książkę! Przeczytałam ją jednym tchem jednej nocy… A teraz zacznę czytać od początku, żeby podelektować się lekturą. Wszystkiego dobrego dla cudownej Autorki!

  53. Fluid, Aleksandro. Miałam w tej chwili napisać dokładniuteńko to samo w sprawie malinówek.

    Kwiatki jabłoni jeszcze roztropnie śpią, nic im nie będzie.

    Charlotko, uściski! Dla Mamy-Agai też!

  54. Jeżeli miałoby nie być malinówek, to raczej z innych powodów. Kwitną dopiero w maju, a do tego czasu, to miejmy nadzieję, zima sobie pójdzie na dobre.
    Ciekawiło mnie, czy nadając imię Norze była Pani świadoma, jak to połączenie może zabrzmieć – już wiem. Też tego wcześniej nie zauważyłam :)

  55. Kasztanowłosa, Twój punkt 8: dokładnie tak samo pomyślałam przy tej ilustracji Idy!

    Ja też przeczytałam od razu drugi raz :) To prawda, że już inne rzeczy się zauważa.

    Nie pisałam jeszcze, że bardzo dziękuję za Różę! (To znaczy jej obecność w CZ) To jedna z moich ulubionych bohaterek.

  56. Znowu może nie być malinówek, z podobnych powodów, o których pisze Ida w pierwszym mailu do Patrycji.
    Podczas drugiej lektury po raz pierwszy zwróciłam uwagę na tego ptaka, co zachwyca się odbiciem chmur i drzew, a może swym własnym, kto go tam wie. Celne, zapada mi w pamięć od teraz.
    Nadal nie płaczę, sporo się za to uśmiecham.

  57. Coś podobnego!!!
    Fluidy, Fluidy.
    Oczywiście, Norę na okładce od razu malowałam podobną do Patrycji, obawiając się wszelako, że natychmiast ją rozpoznacie.
    No, ale dobrze.

  58. Dobry wieczór. Pani Małgosiu – z serca dziękuję za odpowiedź. Czuję się uradowana oczywiście, ale przede wszystkim – zmotywowana, aby ciągle dorastać do takiej oceny. Dziękujemy zresztą oboje, bo pokazałam, rzecz jasna, wpis Panu Piotrusiowi. Asia i Zosia wyściskane i ucałowane.
    Jeszcze co do Nory – od pierwszych chwil niemal, zaraz po zobaczeniu okładki „Ciotki…” pomyślałam – jako żywo, znam ten uśmiech. Pomyślałam i przypomniałam sobie – „Pulpecja”, usta Patrycji są tylko nieco większe. Wtedy obstawiłam Norę jako bohaterkę i przy tym trwałam. Słusznie, jak widać.
    Juliusz! Ha!!
    A Piotr miał na swoim hełmie rycerskim wytrawiony na mosiężnej lamówce napis: „Amor vincit omnia”…

  59. Krysiu, nie weszło! Mamy tu różne czujne urządzenia.
    Dzięki za wyjaśnienie kocianek. „Kotki”- słyszałam w okolicy taka nazwę. U nas w domu zawsze jednak były bazie. Właśnie już mamy kupione śliczne ich wiązaneczki.

    Popatrzcie, jaka chłodna w tym roku wiosna, nie ułożę na Palmową Niedzielę takiej palemki z kwiatów i trawek, jak w zeszłym roku.

  60. Aaa! U nas dziś piękna, chłodna pogoda, mnóstwo słońca!
    Wróciłam z rowerowej wyprawy.

    Kasztanowłosa, dzięki za punkty! Nie pamiętam, skąd mi się przed laty wziął pomysł na imię młodszej Górskiej. Czysty przypadek. dopiero pisząc „Ciotkę” zobaczyłam, jaki to zabawny zestaw i ile daje możliwości.
    Zdaje się, że zrobiłam masłu niezłą promocję, co?

  61. Skończyłam.. no i oczywiście się poryczałam wielokrotnie.. za Dmuchawcem.. z powodu dziadków i małej Nory.. ech czuję niedosyt ale właśnie teraz czytam mojej trzylatce calutką Jeżycjadę (obecnie czytamy Kłamczuchę) i za niedługo przeczytam Ciotkę jeszcze raz :) i chyba będę do niej często wracać…

  62. To ja jeszcze napiszę kilka przemyśleń. Tym razem w punktach:
    1. I jeszcze: patrz, jak się odnosi do rodziców. I do rodziców potencjalnej żony. I do rodzeństwa.
    2. Scena z babcinką urocza. Skojarzyła mi się trochę z babcią z „Awantury o Basię”.
    3. Za każdym razem, gdy widzę masło, to zaczynam chichotać. A o pieczywie chrupkim sądzę to samo, co Nora.
    4. Ubiór Augusta bardzo ciekawy, próbowałam go sobie wyobrazić i musiał wyglądać śmiesznie. Dobrze, że Nora w końcu doceniła jego poświęcenie oraz wszystko to, co dla niej zrobił.
    5. Skąd Pani wziął się pomysł na imię Nora, kiedy ją Pani powołała do życia (literackiego, ale jednak)?
    6. Denty okazał się okropny, a tak miło wyglądał na wcześniejszym rysunku. Za co Guścik tak za nim przepada?
    7. Dziękuję za rady Florka. Bardzo przydatne. Właściwie, to ja to wiem, ale warto to sobie przypominać i czytać/słuchać w różnych miejscach.
    8. Obcięta Ida przypominała mi dawną obciętą Idusię, a z kolei Ania podobna jest bardzo do Patrycji. I podoba mi się bardzo rysunek Łusi. Jest taka tajemnicza.
    Lubię punkty. Dziękuję jeszcze raz za książkę!

  63. Proszę pamiętać, że były wpisy, pod którymi mieściło się i ponad 1000 komentarzy. :)
    Stron jest bardzo, bardzo dużo. :)
    Beatuszko – dziękuję.

  64. „Taka piękna, spokojna i pachnąca była ta przestrzeń księżycowa! Nora zatrzymała się nagle i zamarła w bezruchu. Niespodziewanie ogarnęło ją dziwne wrażenie, że płynie. Że noc ogarnia ją jak woda, a potem przenika na wylot i że ona sama rośnie, rozprzestrzenia się, rozpuszcza w ciemności. Co to było? Co się stało? Poczuła wspaniałą, niezwykłą, radosną jedność ze światem „.

    Dziękuję.

  65. Pani Małgoniu,
    „kocianki” w Małopolsce to bazie. :) (kotki, kocianki…) Chociaż pewnie jako gwarowe określenie odchodzą powoli w niepamięć… A takie słodkie, prawda? Miękkie, puchate, przytulne i śliczne. Słowo – bo bazie same w sobie naturalnie też.
    Kolejnym naszym „miejscowym” słowem botanicznym, które bardzo lubię, są żabie oczka. :) To niezapominajki po naszemu. Prawda, że urocze? :)
    A w ogóle to chciałam napisać, że ja także lunofil, i to od bardzo dawna. Księżyc uwielbiam, fascynuje mnie, szukam go zawsze i nie mogę oczu oderwać. Swego czasu namiętnie poznawałam jego geografię i zrobiłam ściągę dla przyjaciół (nie wiem, czy widać ten załącznik; mam nadzieję, że tak) :

    k -oznacza krater, M – morze. Prawda, że te nazwy, mórz zwłaszcza, fascynujące są?… :)

    Pozdrowienia najserdeczniejsze i uściski!

  66. Ciasno tu i gwarno. Pewnie powinnam pomyśleć o nowym wpisie, ale chyba jednak poczekam: Palmowa Niedziela już bliziutko!

  67. Isiu, dziękuję za interesujące (i serdeczne) wypunktowanie! Zawsze mnie niesłychanie cieszy, że czytelnicy potrafią tak bezbłędnie wyłapać wszystko, co poukrywałam w tych krzaczkach literek. Właśnie wyłapałaś kolosalne znaczenie ojcostwa! I jak pięknie o tym piszesz: „Wszystko procentuje, wszystko ma znaczenie”. Jesteście z Panem Piotrusiem jedną z moich ulubionych par rodzicielskich! Wy to możecie powiedzieć: „Amor vincit!” z całym przekonaniem.
    Całuję maluszki.

  68. MadziuZ (wiad.pryw.)- aż tyle stron??? O rany!
    Dziękuję Beatuszce i Tobie za zwrócenie uwagi: odpowiadając Asi na temat „Córki Izebel” (wpisała się pod Marcem), przyłączyłam za jednym kliknięciem odpowiedź dla Cascioliny.

  69. Już przeklejam odpowiedź dla Cascioliny!

    Oto ona:

    Dzień dobry!
    Casciolino, z przyjemnością stwierdzam, że doceniłaś kostium Guścika, tak starannie przeze mnie wypracowany.
    Dziękuję za wszystkie miłe uwagi (dowodzące uwagi!)

    Co do tej „całej wioski”: kiedyś, w latach raczkującego dopiero w Polsce kapitalizmu, tłumaczyłam dla chleba wielotomową encyklopedię dla dzieci, o zwierzętach. Uderzyły mnie szczegóły z życia lwów (nygusy jedne!) a zwłaszcza lwic (obdarzyłam je nagle szacunkiem). Otóż mają one – lwice – rozbudowany system wzajemnej pomocy przy dzieciach, od pierwszych chwil ich życia. Młode matki korzystają z doświadczenia i porad lwic starszych. Ustala się specjalne, wymienne dyżury matek, które codziennie prowadzają stadko dziatwy do wodopoju. Kiedy młode i silne matki udają się na polowanie (bo to one polują, samce tylko przychodzą na gotowe i, trzymając łowczynie na odległość, zabierają swoją „lwią część”, resztę zostawiając samicom i lwiątkom), te starsze organizują żłobek dla dzieci, zapewniając im nie tylko opiekę, ale i obronę. Gdyby któraś matka zginęła, jej dziecko przechodzi pod dozór innej samicy, która wywiązuje się z niego bez wahania i bez zarzutu.
    Czy bardzo się różnimy od lwic?
    Może tylko na naszą niekorzyść….;)

    A Tygrysiątko to Juliusz. Znów mnie wyczułaś.
    Podobnie jak ze sprawdzianem dla absztyfikantów. Tak jest, właśnie! (między innymi): „Jak się odnosi do osób starszych.” I- uwaga – do słabszych! To też bardzo ważne.

  70. Dzień dobry!
    Ach, jak u nas śnieg skrzy i skrzypi w tym marcowym słońcu!
    Dzisiaj Józefa.

    PS Jaka ładna odpowiedź dla Cascioliny znalazła się pod poprzednim wpisem.
    Adam też docenił przebranie Guścika przed poszukiwaniem telefonu w pokrzywach. :-)

    Ps 2. Madziu, nie szukaj „Mc Dusia” str. 163 :-)

  71. Kochana Pani Małgosiu. Czytam już „Ciotkę” po raz drugi, wolniej, wracając po kilka razy do ulubionych fragmentów. Nie powstrzymam się i chyba też wypunktuję to, co utkwiło, wzruszyło, rozśmieszyło:
    1. Nawiązanie do mojej ulubionej sceny z „Sagi Rodu F.”, którą nb. poznałam kiedyś właśnie dzięki zagadkom literackim. I ja kiedyś przy scenie z Jolyonem wzruszałam się, niewykluczone, że także do łez (i to pomimo, że nie jestem rodzinnym nestorem). I dziadek Borejko z Bobusiem – Baltazarem drzemiący z pełnym słońcu. Cudowne spiętrzenie emocji – od wzruszenia po rozbawienie: „O! Co widzę? Znów dziecko?”. Mistrzostwo!
    2. „Concordia domi, foris pax”, przemyślenia Patrycji i jej niestrudzone staranie.
    3. Florian (moja ulubiona postać męska z Jeżycjady) jako ojciec. Zwłaszcza scena z Gaudentym na weselu i rozmowa z Norą. Wszystkie momenty, gdy Nora słyszy o ojcu od osób, którym pomógł lub przypomina sobie jego słowa. Wszystko procentuje, wszystko ma znaczenie. Kiedy będziemy córeczki wypuszczać z gniazda oby też miały dobrą „bazę startową”.
    4. Wielokrotnie już tu przytaczana rozczulająca, ale i przezabawna (kanarek!) scena z babcinką. W podobny sposób rozczulona i rozbawiona czułam się przy „Czy pani rzuca oszczepem?”. Kochany zakłopotany dziadek Borejko.
    5. Do łez wzruszyłam się Milą z woreczkiem z lekarstwami i wspinającą się dzielnie, żeby dotrzeć do Ruinki. Podobała mi się też jako pełnokrwista kobieta rzucająca (przypuszczalnie) książką w drzwi.
    6. „Górska Pieczara”,„W wakacje uczył ich łaciny.”, „…mówię „psiakrostka” jak taki jeden staruszek z parafii”,”tak właśnie wygląda noworodek”, (o Annie Kochanowskiej) „Kto, kto? Znam ją?”… I wiele innych
    7. Wszystkie architektoniczne i wnętrzarskie szczegóły. Bardzo mi się podoba kuchnia Agi, a cieszę się też, że obszerna kuchnia Patrycji, zaprojektowana na wzór tej z Roosvelta, jest nowym centrum życia rodzinnego. Podoba mi się też bardzo poddasze u Józków.
    8. „Szkoda, że Cię tu nie ma” mrukliwego Marka chwyciło mnie za serce.
    9. Ilustracje: ta z Anną, Mila z Norcią. Ale wszystkie są piękne.
    10. Za wszystko po prostu DZIĘKUJĘ!!! I cieszę się na „Chucherko”.

  72. „Amor vincit omnia”, Dewajtis!
    To są słowa bardzo prawdziwe. Nazywają po imieniu potężny proces globalny i historyczny.

    Karikari, dziękuję za odzew! Cieszę się! I proszę ucałować oraz poprzytulać Kozia ode mnie!

  73. Dla mnie bardzo bliskie były myśli Pulpecji o rodzicach – seniorach rodu, jej lęk przed ich śmiercią i bolesna świadomość jej nieuchronności. Często czuję podobnie wobec swoich rodziców, którzy są wprawdzie znacznie młodsi od Borejków, ale chorują na serce. I ten moment, kiedy Patrycja z trudem powstrzymuje słowa: „boję się, że umrzecie”.
    Porusza mnie też miłość Mili i Ignacego i to, że dzięki dorastaniu w jej cieple cztery córki Borejko nauczyły się, jak budować dobre małżeństwa. Przyszło mi do głowy, że nas, czytelników, też to ciepło trochę ogarnia. Dziękuję.

  74. Pani Małgosiu! Dziękuję ogromnie za kolejną dawkę ciepła, pokrzepienia, magii rodzinnej, miłości wszechmocnej. Szczególnie dziękuję za ten opis maleńkiej Norci jeszcze w szpitalu – od razu przypomniałam sobie mojego Kozia, który tak niedawno po raz pierwszy pokazał wszystkim swoją „perfekcyjną twarzyczkę o drobnych, a już harmonijnych rysach, z pięknie sklepionym czółkiem pod kosmykami ciemnych włosów” (Kozio też urodził się jako „cesarz”). I to o przytulaniu jako leku na samotność dzidziusia, i o groźnym świecie, na którym trzeba się tym ufnym maleństwem zaopiekować -ech, łapie za serce.
    Urzekła mnie też rozmowa Grzegorza z synem – taka pełna niedomówień, pełna niewypowiedzianych emocji, ale jednocześnie taka intensywna i głęboka.
    No i miałam intuicję, kiedy przy zamawianiu książki w wydawnictwie wybrałam tę z sympatycznym blondynkiem na tylnej okładce.
    Dziękuję jeszcze raz!
    Idę poprzytulać Kozia :)

  75. Dziękuję!
    Chyba nie zarażę – nie słyszałam o takim przypadku. A z resztą trudno się od tych moich kleszczy opędzić – rozpieściłam. A mąż w pracy, więc nie ma komu surowo zakazać włażenia na łóżko.
    A i mnie już trochę lepiej, bo głowa przestała boleć – i mogę dziergać! Skończyłam lekką czapkę (merino z bawełną) dla Romka: robioną od góry, na pięciu drutach, bez szwów. Uparłam, że się nauczę – gotowe. ;-)

  76. Magpie, zdrowia życzę!(Czy nie zarazisz psów?)
    Mamie dziękuję i wzajemnie pozdrawiam!

  77. Nadrabiam zaległości od soboty. Ile tu wspaniałych przemyśleń! I ten opis relacji Asi z babcią – wyciska łzy w oczach. Szczególnie, gdy pomyślę o swojej babci…

    Po obieganiu w chorobie wszystkich członków rodziny, w końcu i ja się rozłożyłam w sobotę i tak do tej pory leżę w łożu boleści – razem z psami. Gończy tak się rozwalił, że już prawie brakuje dla mnie miejsca.

    Ps. Mama prosi, żeby panią pozdrowić i podziękować za książkę – przeczytała w jeden wieczór, bardzo się podobała!

  78. „Wspaniałe to jest doświadczenie: takie współodczuwanie, z tak wielkim gronem bliźnich. Czasem myślę, że to nagroda za przetrwanie smutnych i samotnych lat wczesnej młodości. Teraz dostaję z nadwyżką to, czego mi wtedy tak brakowało”. Chcę napisać, że to nie tylko nagroda – rekompensata, to nagroda za wieloletnią dobrą pracę wykonywaną w maksimum dobrej woli.
    ” Książki tej pani każdego człowieka MUSZĄ zostawić lepszym, nawet jeżeli on sam o tym nie wie” – święte słowa. :)

  79. Najbardziej zaczytane mam Kalamburkę i Noelkę – rozsypały się poniekąd, musiałam pokleić taśmą.
    Przyznam się, że myślę jeszcze o potomstwie Elki i Tomka, i już byłam skłonna czytać wszystkie tomy począwszy od Imienin (ślub Elki był w Córce Robrojka) i choć byłoby to na pewno przyjemne, może nie dojdzie do tak wzmożonego wysiłku. Obudziłam się w środku nocy i znienacka przypomniało mi się, że o Elce w Japonii chyba mowa była w McDusi. Jeśli pamięć nie płata mi figli, sprawdzę to po powrocie z pracy.
    Od lektury CZ jestem wciąż mocno rozradowana… :)

  80. Dodaję jeszcze:
    „Matkoido”: genialne.

    Jedna z najzabawniejszych dla mnie scen to poszukiwanie telefonu w pokrzywach. „Kostium” Guścika! Na co to się nie zdobędzie zakochany młody człowiek!
    A jego relacja z Babcią! Ujmująca scena! Przyszło mi do głowy, że to niezły sprawdzian dla potencjalnych absztyfikantów: nie tylko „patrz, czy on jest odpowiedzialny”, ale też „zobacz, jak odnosi się do osób starszych”.

    Tygrysiątko to Julian czy Juliusz? Podejrzewam to drugie.

    Cieszy mnie bardzo wspomnienie o tym, jakiego wsparcia mogą sobie nawzajem udzielać młode mamy. Kiedyś bardzo się oburzałam na słowa, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. Dzisiaj wiem, że ta wioska potrzebna jest matce, nie dziecku. Dobrze, że Agnieszka ma Różę!

    A co do Fryderyka…Ciekawa jestem kiedy się zreflektuje. Czasowa rozłąka nie musi mieć jednak tylko negatywnego wpływu na relację małżeńską. Marynarskie rejsy często trwają nawet pół roku, a mimo tego da się w tym czasie podtrzymać a nawet rozwinąć duchową i mentalną bliskość! Trzeba tylko chcieć. Wiem coś o tym. Z obserwacji :)

  81. Droga Ukochana Autorko!
    Właśnie skończyłam czytać „Ciotkę Zgryzotkę”. Tyle już pojawiło się tutaj podziękowań! A jednak ja też pragnę do nich dołączyć.
    Dziękuję za osobistą dedykację, która ogromnie mnie wzruszyła! Zupełnie się nie spodziewałam takiego prezentu!
    Dziękuję za słowa Grzegorza o domu i Róży o macierzyństwie. Czuję tak samo.
    Dziękuję za „Wyłącz strach. Włącz miłość.”
    Za poczucie humoru Idy. Za prostotę ślubu i wesela. Za to, że Laura jest aktywną zawodowo mamą-śpiewaczką.
    Za nasycenie tej książki barwami, zapachami, smakami, a przede wszystkim dobrymi wspomnieniami. Czytając, miałam nieustająco wrażenie wszechogarniającego porządku w tych wszystkich splątanych ze sobą ludzkich życiorysach.
    „Wszystko jest tak, jak być powinno.”

  82. Ach, no tak, Gaudentego!
    No to jego stajnia też to nie jest.

    Poplątało mi się przez to,że August tam też był. I przez późną godzinę. I otępienie przedegzaminowe.
    Dobranoc, już na serio.

  83. Marcelino harcerko, wiedz, że w stodołach spędziłam sporą cześć dzieciństwa, w stajniach też zresztą. I w kuźni.
    A więc oczywiste jest, że realia takich budynków powieściowych muszą mi się zgadzać z zapamiętanymi.

    Uwaga: to nie była stodoła Augusta, tylko Gaudentego.:)

    Dobranocek!

  84. Ta stodoła w której spała Nora bardzo mi się kojarzy ze stajnią którą ma rodzina mojej przyjaciółki.
    Otóż ta stajnia wygląda tak: jest to podłużny budynek, na dolnym piętrze są boksy dla koni i dziura w suficie. Na piętrze górnym (nazywanym „nad stajnią”) jest zwykłe przechowywane siano, czasem kartony z rolkami (raz na tym sianie nawet spałam z przyjaciółką i jej siostrą), dziura w podłodze i na jednym końcu jest okno (znaczy się dziura w kształcie okna) a na drugim… Otwór trochę większy od zwykłych drzwi i kamienna platforma do której jest przystawiona drabina. Tamtędy jest zrzucane siano dla koni. Tak bardzo mi się to kojarzy ze stodołą w „Ciotce”, że prawie nie mogę sobie tego przeobrazić. Ale trochę jednak próbuję, bo w końcu stajnia mojej przyjaciółki to nie stodoła Augusta :) (chyba…)

  85. Dzięki, ludziska kochane!
    Agnieszko, dobrze, że już Ci lepiej. Czy zauważyłam analogię z punktowaniem? A jak! Sama punktuję nałogowo. Muszę się powściągać. Ech, autodyscyplinowanie niezdyscyplinowanych!

    Zgredziku, coś ty nakręcił, z tym rysunkiem Norci? Chyba jesteś mocno niewyspany, biedaku.
    Oj, nie, nie prowokuję PRL-em. Nie po nocy.
    Tak, korki okrutne.
    Synonimy? Czytanie słownika wyrazów bliskoznacznych (frazeologicznego też) mą ulubioną rozrywką od kolebki. Każdemu polecam.
    Spać, spać, strudzony Ludu!
    Dobranoc!

  86. Szanowna Pani Autorko!
    Serdecznie dziękuję za odpowiedź i życzenia zdrowia. Po „Zgryzotce” od razu lepiej.
    To moje wypunktowanie zauważyłam tuż po napisaniu, uśmiałam się sama z siebie i byłam ciekawa czy ktoś zauważy analogię. Nie należało się nawet zastanawiać- ach, ten zmysł obserwacji!
    Niezmiernie raduje mnie reakcja na punkt 2:)))))
    Co do trójki- w miłości żyje się dłużej…
    Co do Agi – rozumiem, to wszechogarniająca tendencja, nawet realnej osobie czasem trudno się jej oprzeć.
    A co do „Kalamburki” jeszcze – to ja już w trakcie pierwszego czytania doceniałam ogrom pracy, który musiała Pani włożyć. To jest najczęściej czytany przeze mnie tom; więcej- ja ją nawet przeczytałam „od tyłu ” i to też było niesamowite. PO-DZI-WIAM.

  87. Erratum: napisałem „rysunek Norci”. Chodziło mi o rysunek narysowany przez Norcię.

  88. Wszystko tu już napisano więc dodam tylko.

    1. Szkoda Róży, że cierpi. Szkoda, że Frycek nie umiał jej tego oszczędzić.
    2. Dla Frycka obciążeniem psychicznym może być nie tylko ojciec, ale także i matka, która, jak bardzo niepedagogicznie obwieszczała, poświęciła karierę artystyczną dla dzieci. On w ogóle miał trudno w domu.
    3. Ja jednak nie mogę mieć pewności, że wykąpany.
    4. Casus canaris.
    5. Wiele książek popularnonaukowych z mojej, he he, młodości miało rozdział „Już starożytni Grecy”.
    6. Gwoli ścisłości, rysunek Norci jeszcze nie powstał.
    7. Starosta mnie prowokuje tym PRL-em, a ja się powstrzymam i nie będę trawestował jego haseł, bo to byłaby woda na młyn określonych sił, działających z określonych pozycji. Ale tę rękę, która nie będzie mogła pisać Jeżycjady – podtrzymamy. Tzn. nie chciałem napisać „Pomożemy!”.
    8. Pyszna historyjka z zakupem mercedesa dla żony.
    9. Ciągi synonimów naprawdę super! Długie, cętkowane, kręte. I nie z obcych wyrazów, krew jego dawne bohatery.
    10. To było na Litwie! Jak ty zawsze możesz mnie pocieszyć (zbójcy na drodze).
    11. Dzięki za kilkakrotne przypomnienie, że w Poznaniu są korki. To się przyda, jak tuszę.
    12. Wannabe, nieszczęsny kto dla ludzi głos i język trudzi.

    Dobranoc, Starosto!

  89. Mamo Elu z Zuzią, wiadomość odebrana! Adminki się odezwą.

    Piętaszku, dobrej nocy!

  90. Ciekawe, z Podeszwą miałam identycznie jak Sowa .

    Ulubione powiedzonko: „leżakowała gniewnie” (str.6);)

  91. Mamo Elu i córko Zuziu, wpiszcie tu swój adres mailowy jako wiadomość prywatną, a Adminki odezwą się do Was.

    Kaś.!- trafiłaś jak najlepiej. Dziękuję!
    Agnieszka? Tak, już teraz miała być przestrogą, ale i owszem, jeszcze ją wezmę w dydaktyczne obroty.
    Tak, Grzegorz ma dwóch wnuków, o ile mi wiadomo.;) No i teraz pierwszą wnuczkę. Chyba będzie ją uwielbiał.
    „Parada postaci z dawnych lat”!- dokładnie to zamierzyłam. Słowo „parada” też mi przychodziło na myśl przy pisaniu.

    Pozdrawiam serdecznie i cieszę się bardzo!

  92. Dobry Wieczór Pani Małgorzato,
    w jaki sposób możemy Pani przesłać zdjęcie, ponieważ próbowałyśmy i wklejenie jest to niemożliwe.
    Serdecznie pozdrawiamy.

  93. Dobry wieczór!
    Właśnie skończyłam czytać „Ciotkę” i szukam sobie miejsca do wylania refleksji… mam nadzieję, że dobrze trafiłam…
    Bardzo, bardzo wzruszająca książka Pani wyszła. Skończyłam i pobiegłam przytulać mojego malucha (siedmiomiesięcznego) i wzruszać się tym, że starsza córka to już taka wielka pięciolatka, a też dopiero co ją kołysałam na rękach.
    Świetnie też Pani wyszedł opis wesela, z tą paradą nadciągających postaci z dawnych lat! Cały czas mi się to z czymś kojarzy, ale nie mogę uchwycić tego tropu… a może po prostu trochę z ostatnią księgą Pana Tadeusza? W każdym razie przepadam za Dorotą i Józinkiem.
    Tylko co z tą Agnieszką? Przyznam, że i mnie zirytowała, i trochę przestraszyła wizja takiego unikania lekarzy przy komplikacjach… ja rozumiem, rys charakterologiczny postaci, ale błagam, błagam, niech ją Ida weźmie porządnie w lekarskie obroty w kolejnym tomie, walor dydaktyczny dla młodych czytelniczek byłby nie do przecenienia!

    Ach, i przecież Norcia nie jest pierwszą wnuczką Grzegorza? Chyba że Elka to mama tylko jego wnuków, chłopców?

    Ściskam, pełna emocji.

  94. Cieszę się z Twojego komentarza Sowo i chętnie zachowam go sobie jako słowa wsparcia.
    Albowiem tak właśnie się zadziało, że zarzucono mi banalność i nieoryginalność. I próbowałam mówić o wyczerpaniu tematyki przez Greków i o tym, że ja ten banalny sposób mówienia świadomie sobie wybrałam, żeby nie stracić kontaktu ze światem. No ale nie wysłuchano mnie, a potem to już w ogóle ratowano się ucieczką po odkryciu nazwiska mojego promotora. I dobrze jest być miło schowanym pod opieką mądrego profesora, ale jakie to bolesne, że przy jego nieobecności świat ma dwie twarze! (Choć i tak oczywiście nie rzuciłabym pierwsza kamieniem).

    Jeszcze co do tego arbuzika i spowolnionych filmów: mam takiego kręćka na punkcie pożytecznych materiałów do nauki, że wyobrażałam sobie Dentego tłumaczącego przed kamerą zachodzące na filmikach zjawiska fizyczne i szerzącego tym samym naukę o fizyce w całym swoim liceum. Teraz obejrzałam sobie oryginały nagrań na YT i wygląda to bardziej na wielce kosztowną działalność, która wnosi 0 (słownie: zero) dla świata i jeszcze narusza godność tego prawdziwego Augusta.
    Duże marnotrawstwo potencjału – to mógł być materiał edukacyjny!!

  95. Wiadomo.
    Zresztą, Podeszwie też wyrosło. Od balonika do arbuzika i nagle doktorat z bioelektroniki molekularnej.:)))

  96. Oczywiście. Tylko że to coś własnego najczęściej wyrasta na gruncie rzeczy już odkrytych lub wynalezionych.

  97. Zgadzam się z Tobą, Wannabe. Oryginalność skończyła się w starożytnej Grecji (albo wcześniej, tylko źródeł brak). Poza tym, by dojść do własnych odkryć w nauce, najpierw należy przejść po śladach innych.

  98. Jolu droga, jasne, że można uściskać!
    Krzepko odściskuję!
    Bardzo dziękuję za te uwagi – nie wątpię, że obecni tutaj też sobie chętnie porównają wrażenia. Dla mnie to bardzo ważne – wiedzieć, w których momentach „łapię” z Wami łączność. I dlaczego!
    Wspaniałe to jest doświadczenie: takie współ-odczuwanie, z tak wielkim gronem bliźnich. Czasem myślę, że to nagroda za przetrwanie smutnych i samotnych lat wczesnej młodości. Teraz dostaję z nadwyżką to, czego mi wtedy tak brakowało.
    Za wszystko to bardzo dziękuję!

  99. Wójcie, Sowo,
    No ja już drugi miesiąc siedzę pod kołdrą i nic nie mam zrobione, bo ci wszyscy ludzie na konferencjach jak nie mają nic dobrego do powiedzenia, to mówią: „Plagiat!″. Kiedy opowiedziałam o wielkim naukowcu, który pracował z całych sił całe życie i uzupełniał swoje książki wciąż na nowo, powiedziano: „Ha! Czyli popeniał autoplagiat!!″.
    Mnie atak Nory na Podeszwę raczej zraził. Myślę, że ona złagodnieje, kiedy zaprojektuje już swój pierwszy budynek i usłyszy pierwsze oskarżenia typu: „Bo bloki z PRL-u miały takie same okna!!″.

  100. A to ja się w pewnym sensie połapałam. Tzn. nazwisko Podeszwa wydało mi się tak groteskowe (szczególnie w zestawieniu z imieniem), że trwałam w silnym przekonaniu, że to się jakoś musi wyjaśnić. A jak August zwrócił Norze uwagę, że go wyzywa od podeszwy (małą literą) to już byłam pewna. Czekałam tylko jakie będzie to prawdziwe nazwisko.

  101. Dobry wieczór, Blablubo! Aaa, ucieszyłam się Twym przybyciem z dobrym słowem na ustach!

  102. Jasne, że damy radę, Monik.
    Po pierwsze: potrafimy.
    A po drugie: my to przecież bardzo lubimy.

  103. Droga Pani Małgorzato,

    już jestem po lekturze. Przede mną teraz „drugie czytanie”, a potem trzecie etc., żeby za każdym razem wyłowić coś nowego. Nie zawiodłam się. Cudna jest Nora, polubiłam ją od pierwszej chwili, spodobała mi się ta jej wybuchowość, która świadczy o gorących uczuciach. Najbardziej chyba wzruszył mnie fragment jak tłumaczyła, dlaczego zalała się łzami na widok noworodka. Zrozumiała i pięknie to wyraziła. Mądra dziewczyna. I dzielna, ja bym nie dała rady zostać nawet godziny w stodole pełnej myszy, nie mówiąc już o spaniu.
    Pani książki działają jak plasterek Borejków. Stworzyła Pani postacie, które traktujemy, jak żywych, bliskich ludzi. Jakże się przeraziłam, że dziadkowi Ignacemu coś się stało i jak mi ulżyło, że tylko głęboko spał. Jak mnie zirytowało i oburzyło zachowanie Agnieszki, kiedy zdjęła tablicę. Potem złagodniałam czytając jak na to zareagowała Gabrysia i zrozumiałam, że trzeba ustąpić miejsca nowemu. A jak się ucieszyłam, kiedy Agnieszka przywiozła rysunek Norci, żeby został przypięty na „pręgierzu” hehe. Jak się wściekłam na Fryderyka, że znowu Róża przez niego płacze!
    Sporo było fragmentów do wzruszeń: czułość z jaką mama Agnieszki witała się z wnuczką i to, że przeprosiła Ignasia, rozmowa ojca z dorastającą córką (wspaniały ten Florian), zdanie Patrycji, że to takie trudne, kiedy dobre i czułe dziecko musi zmienić się w dobrą i czułą kobietę, szacunek z jakim August traktuje babcię i tyle tyle innych, nie wymienię wszystkich. August P. – co za przyjemny człowiek. Nie to co Gaudenty, bubek jeden! Zamawiając książkę zdałam się na los, co do tylnej okładki i dostałam tę z Augustem, całe szczęście!
    Wszystko przeplecione humorem najwyższej jakości, takim jaki najbardziej lubię, w żadnych innych książkach nie znalazłam podobnego, Pani jest jedyna. („Wyciągniemy Różę z dołka” – genialne!). Ida nie traci formy!
    Jestem zachwycona imieniem Tygrysiątka. Najpiękniejsza ilustracja: Dorota w sukni ślubnej.
    I to zaskakujące wybiegnięcie w przyszłość na samym końcu, aż mi tchu zabrakło.
    Bardzo, bardzo Pani dziękuję za ten kawał dobrej roboty i za ubranie w słowa tego, czego wyrażenie mnie zawsze przychodzi z trudem. Jest Pani GENIALNA – takie jest moje zdanie. Jak dobrze, że będzie jeszcze co najmniej „Chucherko”. :) Ściskam Panią serdecznie, jeśli można.

  104. DUA, dziękuję za odpowiedź. Nie wątpię, tylko czasem ciężko. Szczególnie brykające nastolatki i przesilenie wiosenne ze śniegiem za oknem to niekoniecznie miły koktail. Chociaż dziś było nareszcie dużo słońca i spacer po lesie. Idzie wiosna, bezapelacyjnie, krokusy w trawie wystawiły zielone łebki, takoż tulipany. Mam nadzieję, że mróz im nie zaszkodzi.
    Nam przecież też różne brudy tego świata nie zaszkodzą, damy im radę. A Fryderykowi trzeba dać szansę.

  105. Dobry wieczór! Pani Małgosiu, właśnie skończyłam! Piękna książka! Gratuluję! I dziękuję!

  106. WioluM, aaa! To dobrze, że piszesz o podeszwie. Ja się zastanawiałam, pisząc, nad tą sceną z pokrzywami i Augustem: czy czytelnik się nie połapie, że tu leci jakaś gruba omyłka Nory. Ale Emilka, córka i redaktorka w jednym, uspokoiła mnie. Sama się nie połapała, do czasu.
    Nawiasem mówiąc, ta dokładnie pomyłka zdarzyła się nauczycielce naszej starszej córki. Zwróciła się do uczennicy per Podeszwa, podczas gdy biedne dziecko nazywało się oczywiście Piechota. Pękaliśmy ze śmiechu.

  107. Wisienko, no i nie ukrywajmy, że sporo było w „Ciotce” o Wisience!
    Lubię wisienki w każdej postaci.
    Jak to miło, że zdecydowałaś się zamieścić tu słówko od siebie. Dziękuję!

  108. Hmm do Poznania? Kto wie kto wie, a może? :) Do 21.04 (bo zdaje się wtedy spotkanie w Empiku?) jeszcze trochę czasu, a, że ja mam coś wspólnego z Idusią (podobny rodzaj szaleństwa) to nigdy nie wiadomo :) Poznań mi się marzy od lat więc byłaby to słuszna okazja do zwiedzenia tego i owego.
    Tymczasem wznoszę za Pani zdrówko toast herbatą w filiżance z Bolesławca, coby „Chucherko” i inne cudeńka literackie czym prędzej nadciągnęły. Gratulacje CZ <3

  109. No bo ja się tak rozczulam, gdy jest tak pięknie, ładnie, dobrze, gdy wszystko się jako tako układa, wg konkretnych wartości żyje i to mnie tak wzrusza, bo wiem i znam różne osoby, które są też tak dobre, ciepłe, kochane jak rodzinka B. I jakoś to tak wzrusza.
    A że mnóstwo uśmiechów i chichotów nieopanowanych było, nie zaprzeczam!
    I ta Nora, która ciągle mówiła „Podeszwa, Podeszwa”. A przecież on sam ze dwa razy zwracał jej uwagę, by się nie przezywała, ale i we mnie, jak w Norze, jakoś to nie wzbudziło niepokoju, he he. A tu taka pomyłka!

  110. Pani Małgorzato!
    Książka absolutnie cudowna! Tak kojąca i pocieszająca, od razu poprawila humor :) Obecność i wzmianki o starych, dobrych, ulubionych bohaterach bezcenne. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, podziwiam (ją i jej Autorkę, rzecz jasna, również) oraz dodaję ją (Norę) do mojej listy ulubienic (zaraz obok Kreski, Patrycji, Idy oraz Belli). Ależ miałam niezły zawał w scenie z dziadkiem B… Chociaż może takie sceny są potrzebne, trzeba sie powoli przygotowywać na najgorsze i nieuniknione…
    Piękne, liczne ilustracje i wiele wzruszających scen, szczególnie cudowne, inne od wszystkich zakończenie!
    Jedna z najbardziej poruszających części,
    DZIĘ-KU-JĘ!

    PS Odczuwając żal po połknięciu Ciotki w dwa dni i już z niecierpliwością czekając na Chucherko poczułam sie jak stara, wierna fanka, mimo że Jeżycjadę czytuję od 3 zaledwie lat (co nie przeszkodziło mi przeczytać już każdą z części po kilka razy). No więc zdecydowalam się tu coś po raz pierwszy napisać, chyba ze wzruszenia i tej ogromnej świadomości, jak bardzo pani twórczość mi pomaga. Serdecznie pozdrawiam i ściskam!

  111. Monik (wiad.pryw.)- jak to dobrze, że się bliżej przedstawiłaś!- och, piękne masz życie, piękny zawód i piękne osiągnięcia.
    Ileż Ty dobrego robisz i jaki ślad po Tobie zostanie!
    Trzymam kciuki za wszelkie powodzenie, w każdej dziedzinie!
    I dziękuję za żywą reakcję na stronę 175 oraz inne.

    Ależ oczywiście, że „dobro i miłość wciąż istnieją”! Czyżbyś wątpiła? Istnieją całkiem niezależnie od naszych zwątpień, a jeszcze bardziej istnieją, kiedy im pomagamy!
    Ale Ty to przecież wiesz doskonale.

  112. Jagodo, witam Cię serdecznie, dziękuję za dobre słowo i oświadczam, że z Ziutka naprawdę będzie ziółeczko! Specjalnie mu taką sprytną gębusię narysowałam!
    Nie kończyć Jeżycjady? No, kiedyś trzeba będzie… Ale może poczekam na jakąś sklerozę czy coś w tym rodzaju.
    Tak mi miło, że ją lubisz!
    Ściskam serdecznie!

  113. WioluM, te łzy mnie wzruszają, ale zarazem zastanawiają. Ja przy pisaniu się ciągle śmiałam!- i ani jednej łezki.
    Aha, no i klęłam kwieciście, ale to z wysiłku twórczego.

  114. Małgosiu z Krakowa, ja też wsi doświadczam i choć nie jestem jeszcze w wieku dziadków B., to jednak równie chętnie nie opuszczam najbliższej okolicy.
    Zapraszam na spotkanie w Poznaniu!(He, he, zobaczysz, że to jednak kawał drogi i zaraz mnie zrozumiesz!)
    Dziękuję za miły portrecik Parskającej Mamy!
    Uśmiecham się do Was.

  115. Jakiś doktorat Asieńka pisze! W dalekim kraju!
    Bardzo ciekawa osoba.:)
    Jedno wiemy na pewno: że ma serce.

  116. Anonimie Asieńko, jakie to cudne, co napisałaś. I masz Ty pióro! Jeśli można zapytać, czym się zajmujesz zawodowo?

  117. Pani Małgosiu,

    Mama dziękuje za pozdrowienia i również pozdrawia, tym bardziej, że teraz jej kolej na książkę (doręczyłam przed południem wraz z Feblikiem więc ma dwie najświeższe). Tuż po obiedzie zasiadła ze Zgryzotką, co jakiś czas parskając ze śmiechu.
    I teraz tak – jak to twierdzi Podeszwa (pardon Piechota), dziadek Borejko (niczym Kaligula) wraz z Babcią koniecznie (koniecznie!) częściej niech bywają na salonach (kartkach) skoro siły jeszcze są i jak Królowa-matka do setki, a nawet dalej, bo przecież czytają, wsi doświadczają i na pulpecjowych frykasach. Tak w ogóle ciekawa też jestem co u Pyziaka??? Kwiat Kalafiora i Imieniny to absolutny mój top, ale każda historia sprawia, że moje serce zalewa fala szczęścia. Tylko niech ten Fryderyk się w końcu ogarnie! Ile można za granicą siedzieć dla dobra świata?
    No i pytanie najważniejsze – czy będzie z Panią spotkanie w Krakowie w sprawie „Ciotki” i nie tylko?

    Ps. Rysunki urocze (jak zawsze)

  118. No, przecież wiem, że Starosta wolałby w ogóle nie napisać niczego niż cokolwiek naśladować : ” … bierzecie cudzy, sprawdzony pomysł, a przedstawiacie jako swój. To plagiat. …. Nie czujesz? To jest żałosne przyznanie się do niemocy.” – C.Zgr
    Tak że się wie.
    Tylko się droczę:) No i trochę żartuję sobie z amerykańskich komedii romantycznych, które zresztą bardzo lubię, w rozsądnych ilościach i w dobrej jakości.

  119. Wójciku Wiewiórko, ja też dziś chichotałam, czytając o być może umytym Chrobocie. Jeju! Tyle w tej „Ciotce” takich genialnych tekścików, jak ta krótka rozmówka Józefa i Ignasia o kurze („- Jaja. I kura. … – A jest żywa? – Kura? – A kto). A jak wyobraziłam sobie tę Norę dyndającą na kablach, och!!! I te teksty Auguścika, jakże odkrywcze!
    Bardzo też cenię te relacje ojciec-dziecko (to już wspominałam) i te małżeńskie wszystkich córek dziadków Borejków (no, Rojków było niewiele).
    Przeczytałam „Ciotkę” dwukrotnie i nadal się nie nasyciłam. Ale – przyznaję, kiedy czytałam pierwszy raz to wszelkie emocje górą, o wiele, wiele silniejsze, gwałtownie przechodzące od jednych w drugie – i śmiech, i wzruszenia, i współczucie, jakaś nostalgia, znów radość, i łzy jak grochy. Jednak radość czytania tego pięknego dzieła taka sama.

  120. Dzień dobry! Cóż za zabawna sytuacja, właśnie zaobserwowałam, że na zakładkach dołączonych do „Ciotki” „McDusia” i „Wnuczka do orzechów” zamieniły się miejscami!
    (Pięknego gila dziś widziałam, tak na marginesie)

  121. Dzień dobry Pani Małgosiu. Czasem wpadam tu na stronę, ale dopiero dziś odważyłam się coś napisać. Ciotka Zgryzotka już przeczytana, a raczej połknięta, chociaż na koniec starałam się zwolnić tempo – każde słowo było na wagę złota. Mam Pani tyle do powiedzenia! Ale przede wszystkim- DZIĘKUJĘ. Za Borejków, w szczególności- za Idę ( jest to moja absolutnie ulubiona postać! Uwielbiam jej relację z Józinkiem, Łusią i Markiem. Tak samo między Józinkiem a Łusią, w ogóle są cudowni, dlatego jestem niesamowicie ciekawa jaki to będzie ten Ziutek ( troszkę mi go zabrakło w Ciotce, ale czuję, że się rozkręci i będzie z niego niezłe ziółko! po matce! ). Zresztą nie ma co dziękować za poszczególne postacie, każda z nich jest niepowtarzalna i cudowna. Do Pani książek wraca się jak do rodzinnego, kochającego domu. Pani Małgosiu! Proszę nie kończyć Jeżycjady! Nigdy! Ciotka wspaniała, ciepła, pełna tylu emocji. Troszkę zabrakło mi rozmów Nory z babcią Milą, jestem niesamowicie ciekawa, co Mila by jej na to wszystko odpowiedziała, co by doradziła. Bardzo ucieszyło mnie imię pieska Nory i dziadka- Bobek! ( po ojcu! ! ! ” Czy jest taki dom jak dłubalnia?” ;)) ulubiony moment? Kłótnia między Milą a Ignacym, zdecydowanie. Zawsze wydaje mi się, że znam Milę, a potem i tak mnie wciąż zaskakuje, niesamowita jest ta kobieta! Róża, Róża, kochana Róża. Ja też czuję, że Fryderyka nie wolno wyrzucać, nie jest on wszak Januszem, chociaż już go zdążyłam zwymyślać. Oj tyle jeszcze bym chciała napisać.. ale jak na początek – to i tak zdecydowanie za dużo. Dopiero co skończyłam Ciotkę, ale muszę sobie jeszcze wiele popodkreślać. Dlatego też, zabieram się za ponowną lekturę. Pozdrawiam Pani Małgosiu i jeszcze raz DZIĘKI. Małomównego przeczytałam zaraz po nauczeniu się czytać i do tego dnia Jeżycjada jest ze mną, uczy mnie, bawi i wzrusza. Gabrysia nauczyła mnie jednej bardzo ważnej rzeczy: cieszyć się z każdego dnia, przyjmować każde niepowodzenie z pokorą i akceptować wszystko co życie daje. Jest wtedy o wiele łatwiejsze :)) Pozdrawiam, J

  122. Pani Małgosiu Droga, przed godziną skończyłam czytać „Ciotkę”, a refleksji przyszło do głowy tak dużo, że napiszę do Pani list, jak Zuzia, i dam go Pani na spotkaniu. Na razie tylko, albo aż, dziękuję! Bardzo dziękuję.

  123. Dziękuję, Moniko z Agatką!
    Miło mi o Was pomyśleć.
    No, świetnie to wróży na przyszłość, że Agatka ma takiego stanowczego tatę!
    Pozdrawiam Was serdecznie!

  124. Droga Pani Małgosiu!
    Ilustracje są przepiękne! Sprawiają, że nie mogę się doczekać, kiedy przytulimy w końcu z Mężem naszą córeczkę.
    Ileż wzruszeń wywołała lektura! Tym bardziej, że podczas czytania mała Agatka milutko wierzgała w brzuchu:) czasem mam wrażenie, że to istny kangurek tam sobie fikołki urządza.
    A propos żony Ignasia! Cóż za kompletny brak odpowiedzialności! Zgroza! I piszę to nie tylko jako kobieta ciężarna, ale też jako lekarz. Dobrze, że Nora ma zdecydowany charakter swojego taty (swoją drogą Florka uwielbiam od czasu, kiedy był jeszcze Bobciem; bardzo przypomina mi mojego Męża). Aż się dziwię, że Ida tak to spokojnie przyjęła- jak na Idusiowe możliwości oczywiście.
    Nic, pozostaje cierpliwie czekać na kolejny tom. Pozdrawiam z całego serca!

  125. Eviku, ty Chucherko! Malutkim dobrze.
    Pozdrawiamy Kropkę.

    MadziuZ (wiad.pryw.)- my już wiemy, że to na zlecenie!

  126. Adamie, zapewne nawet ci najbardziej zainteresowani.;)

    Ach, więc uścisk mam! No, jak miło!

  127. Dzień dobry
    Moje miasto zasypało śniegiem i tylko Kropka [pies] ma uciechę :)
    Jak dowiedziałam się, jaki będzie mieć tytuł kolejna część Jeżycjady to pomyślałam sobie, że to książka o mnie ;) .
    Bo ja jestem takim chucherkiem – niezbyt wysoka i szczupła. Mogę sobie ubrania w sklepie dziecięcym kupować w niektórych sklepach. W sklepie na R., pełnej nazwy nie podam, byłaby to jawna reklama :) .

  128. Jan uśmiecha się i odwzajemnia uścisk!

    Wójcie – ja też myślę, że pomimo niedoskonałości dzisiejszych czasów, nikt rozsądny nie chciałby powrotu do tamtych.

  129. Sowo, jasne, w związku z czym się nie martwimy. Czas przyniesie dobrą radę, jak mawiano w dawnych baśniach, i słusznie.

  130. Ta relacja bez wątpienia ma ogromny wpływ na Różane dzieci. Jak również przeprowadzka i zmiana szkoły. Ile one mieszkały w Oksfordzie? Całe życie? Wciąż istnieje potencjalna młodzieżowa perspektywa, która pozwoli poznać rozwiązanie konfliktu. Nie ma czym się martwić.

  131. No, właśnie , Anno B, a powiem Ci, że w pierwszej z trzech wersji powieści Elka z rodziną przewijała się przez weselny tłum, ale ostatecznie dla dobra zwartości kompozycji usunęłam ich, podobnie jak jeszcze kilka osób. Sekwencja byłaby z nimi za długa i zbyt szczegółowa. W obecnej formie parada znajomych z poprzednich tomów jest tylko zasygnalizowana (przez wymienienie kilku ważniejszych) i pozwala się domyślać, że WSZYSCY PRZYJECHALI. Czasem lepiej powiedzieć za mało, niż za wiele.

  132. Adamie, nawet nie śmiałabym teraz startować z przytulaniem! Pamiętam, jak moi synkowie wycierali się ukradkiem po całusach różnych cioć i babć!

    Jasiowi przesyłam męski uścisk dłoni!!!

  133. A jeszcze mi się pomyślało o tych, co ich było mało, że o Elce dawno się nic nie pojawiało.

  134. Nie będzie się niczego naśladować, proszę Wójta, a już zwłaszcza licznych filmów amerykańskich.:)
    U nas jest trudniej. I to trzeba opowiedzieć.
    Masz rację, nie zlikwiduję Frycka. Popracuję nad nim.
    A więc śmiałaś się dzisiaj, powiadasz?:)))) No, pardon.

  135. Nie, nie, Fryderyk chociaż głupieńki, nie zasłużył na likwidację! A Róża na wdowieństwo.
    Ja mam taki pomysł, że on jest jak ten bohater licznych filmów amerykańskich o podobnej tematyce: facet dojrzewający z opóźnieniem, co to myśli, że kariera jest najważniejsza, a potem nagle zdaje sobie sprawę, że jednak rodzina i wraca i przeprasza i żona mu wybacza i dzieci też i wszyscy żyją długo i szczęśliwie :)

  136. „Ciekawe jak dzisiaj młode pokolenie odbiera szarą socjalistyczną rzeczywistość z blokowisk, mroczne czasy „zielonej wrony”, trudną i burzliwą transformację, na którą dzisiaj patrzymy zupełnie inaczej.”
    Adamie, odpowiem Ci, bo mam dużo do czynienia z młodzieżą, z racji zawodu. Otóż coraz częściej słyszę:
    ” Chciałabym/ chciałbym wtedy żyć”
    ???!!!
    Odpowiadam wtedy: ” Uwierz mi, nie chciałbyś”. Bo mimo, że teraz inaczej patrzę na tamte czasy, to jednak pamiętam dobrze, że to był smutny okres, bardzo smutny. Ale oni tego nie mogą pamiętać, więc budzi się w nich tylko sentyment do przeszłości. A może wyczuwają też trochę i wyczytują między wierszami w literaturze, że wtedy czarne było czarne, a białe było białe, może za tym tęsknią?No i moda! Czy wiecie, że teraz jest moda na stare walkmany, kasety przewijane na ołówku i płyty analogowe? Młodzież majątek na to wydaje na allegro.

  137. Ach, wiem, wiem, droczyłam się tylko, przepraszam, jeśli zbyt wisielczo. Lubię kryminały i w nich uśmiercanie zupełnie mi nie przeszkadza, ale Jeżycjada to insza inszość: tętni tam życie w najróżniejszych przejawach.

  138. Różnych wersików przy których się uśmiałam było wiele i praktycznie na każdej stronie, ale ostatnio bawią mnie te dwa ( i to w kółko mnie bawią, co sobie przypomnę to się śmieję, dziś – o zgrozo- w kościele:
    ” siostra Agnieszki dziś nagle wydała się Ignacemu zdumiewająco miła i nawet wręcz kobieca, może dlatego, że ona też była zamaskowana.”
    Hahaha, niezły sposób na różne mało sympatyczne osoby, zamaskować ich.
    ” … Chrobot w nowym garniturze, wyraźnie umyty, a kto wie nawet, czy nie wykąpany..”
    Hihi haha, kto wie? Całkiem prawdopodobne.

  139. Dzisiaj ta czternastoletnia chłopina Jasiu, o przepraszam Jan, ma 184 cm wzrostu i rozmiar stopy 47, a pod nosem coraz ciemniejszy puszek. Branie na ręce nie wchodzi w grę, ale przytulić się jeszcze czasem pozwoli :-)

  140. O, uśmiercenie nie wchodzi w grę, Dewajtis (choć byłoby to rozwiązanie problemu, kuszące łatwością!) – tylko popatrz, co nasz dobry Adam postuluje!

    Adamie, dziękuję za obszerną wiadomość. Zawsze miło mi się wspomina kolejne nasze spotkania, kiedy to z Beatuszką pojawialiście się na Targach we Wrocławiu, w różnym zresztą stanie, niekiedy błogosławionym.
    Miły ciężar Jasiowego ciałka pamiętam do dzisiaj!(Czy już się chłopina goli?)
    Ściskam i pozdrawiam serdecznie cała przyjazną rodzinę! Dziękuję za tyle sympatii!

    Tak, lubiłabym pisać kryminały, jeden tylko kłopot: uśmiercać nie lubię, nawet na niby.

  141. Dzień dobry Pani Małgosiu!

    W pierwszych słowach bardzo dziękuję za wspaniały prezent z jak zawsze miłą dedykacją :-)
    Przyznam, że w zabieganym tygodniu ciężko było mi usiąść spokojnie do lektury, a książka to zbyt piękna, żeby czytać ją byle jak. Aż wreszcie przyszedł weekend i poszła „na raz”. Gdy skończyłem u Górskich już pewnie parowała herbatka na śniadanie, a może kawa zbożowa?
    Oj było sporo śmiechu i wzruszeń i świetnie zbudowanego napięcia. Z całego serca za wszystko dziękuję.
    Zawsze miło wkraczam do jeżycjadowego świata, w którym wiem, że czeka ta głęboka mądrość prawdziwych wartości. Bez sztucznego moralizatorstwa, za to podanych z humorem, werwą, wciągającą akcją i barwnością charakterów, ale też z łagodnością i ciepłem.
    Czytając o przygodach Nory w gospodarstwie Czekałów przypomniały mi się sensacyjne wątki z „Małomównego”. Ubawiłem się z niecierpliwością czekając na finał. Myślę, że Pani kryminały cieszyłyby się dużym zainteresowaniem. Oczywiście z ciekawością śledziłem uczuciowe dylematy adolescencyjne Nory, choć od początku miałem swojego wybrańca i nie zawiodłem się. Dobrze, że choć w telegraficznym skrócie, mogliśmy poznać ich dalsze losy.
    Prawdziwe wzruszenia przyszły w chwili gdy mała Nora postanowiła zobaczyć otaczający świat własnymi oczkami. Te wszystkie, jakże znajome, niepokoje, wzruszenia i radości udało się tak wspaniale przekazać czytelnikom. Myślę, że zwłaszcza u tych starszych niejedna łza pojawiła się w oku…
    A później huczne wesele Doroty i Józinka, na którym od mnogości gości, aż się w głowie zakręciło. Pojawienie się tylu bohaterów w jednym miejscu i czasie uruchomiło całą falę jeżycjadowych, i nie tylko, wspomnień. Ile to się przez te ponad trzydzieści lat wydarzyło. Pomimo nieprzespanej nocy ciężko mi było zasnąć :-)
    Ciekawe jak dzisiaj młode pokolenie odbiera szarą socjalistyczną rzeczywistość z blokowisk, mroczne czasy „zielonej wrony”, trudną i burzliwą transformację, na którą dzisiaj patrzymy zupełnie inaczej. To całe jakże ważne i pięknie opisane tło wydarzeń, na którym pokazane są ponadczasowe wartości.
    Jeszcze raz dziękuję!

    PS 1 Trochę długo wyszło, ale rzadko tu pisuję więc mam nadzieję, że DUA i czytelnicy mi wybaczą.

    PS 2 Stoi u nas w domu ramka z fotografią ze spotkania we Wrocławiu, na którym jesteśmy całą rodziną, a nasz malutki wówczas Jan jest przytulony przez Panią prosto do serca tak samo jak mała Norcia na ilustracjach.

    PS 3 Cieszę się, że obietnica „nieuśmiercania” bohaterów jest realizowana. Śmieję się, że od tego mam książki Ćwirleja (lubię w nich zwłaszcza poznańską gwarę).

  142. Piętaszku, bardzo ładnie to ujęłaś, jestem pod wrażeniem.
    W ogóle – wspaniale jest mieć takie mądre czytelniczki!
    Co do wiad.pryw.: nasi mieszkają za Harendą, a właściwie – mocno powyżej, w stronę Zęba (czy Zębu?). Ale ta rodzina jest bardzo rozgałęziona i stara. Pozostałe szczegóły rzeczywiście – PODOBNE!

  143. Znakomicie powiedziane, Dewajtis!
    Wezmę pod uwagę.

    Mamo Isi, Twoja analiza też jest świetna!

  144. Zaczynam czytać drugi raz CZ. Za pierwszym razem pochłonęłam, teraz czytam powoli i uważnie.
    Co do egotyczno – kostycznego F, nigdy go nie lubiłam, ale też jestem przeciwna wymianie (już prędzej widzę uśmiercenie ;). To nie byłby styl Róży, ani Borejków w ogóle. Poza tym to jest czysta prawda o życiu, że prawych, kochających i dobrych osób, jak Róża, nie omija też cierpienie (ani egotycy). Można się od niej uczyć, jak z klasą je znosi, nie pozwalając, by przysłoniło jej innych ludzi i ich potrzeby. A co do F.; antycypuję, że wróci na dobrą drogę, a Róża go oczywiście przyjmie, gdyż tak przysięgała.

  145. Dzięki za życzenia spokojnej nocy. Niestety, niespełnione;)
    Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Skoro spać nie mogłam, to sobie myślałam. O „Ciotce”. Tak sobie myślę, że Fryderyk ugina się pod brzemieniem wielkich nadziei, jakie pokładał w nim jego ojciec. Który właśnie umarł, co oznacza, że syn poczuwa się do konieczności spłaty tego obligu w trybie natychmiastowym.
    A tak w ogóle, to Róża jest moja ulubioną bohaterką: wierna, cicha, kochająca. Zawsze budująca i dająca oparcie. To jest oczywiste, że Fryderyk wróci; sama myśl, aby Róża wymieniła go na nowy, lepszy model jest potworna. On po prostu zakłada, że ona to wszystko rozumie.

  146. Gwar ucichł. Mamy głęboką noc, ale ja po fascynującej lekturze i odrobieniu komentarzowych zaległości, dopiero teraz mogę dodać coś niecoś od siebie. Dla mnie „C.”, to powieść przełomowa w całej serii „Jeżycjady”, a symbolem tego przełomu jest TABLICA lub inaczej pręgierz mentalny. Muszę przyznać, że ciężko było mi się pogodzić z faktem, iż epicentrum J. przeniosło się na wieś, a pogodziłam się z tym w momencie zabrania przez Gabę właśnie tego zbioru wspomnień. Nowi mieszkańcy kamienicy przy Roosevelta 5 muszą teraz przecież stworzyć swój nowy rozdział, swoją tablicę. Myślę, że wcale nie w dosłownym znaczeniu. Może tą symboliczną tablicą będą np. obrazy Agnieszki…Oprócz tego poruszyła Pani kilka wątków tak mi bliskich, że pozwolę sobie o nich wspomnieć w wiadomości prywatnej :).

  147. 2. Wysłać Frycków na Dialogi Małżeńskie. Tam im odpowiednio przewałkują relację.

  148. Agnieszko!
    Bardzo mi przykro, że jesteś tak mocno chora. Zdrowiej!

    1. To świetnie, że Ci Nora przypomina Ciebie! (Widzę, że też lubisz pisanie w punktach…)
    2. A i owszem, droczę się.:)
    3. No wiesz, oni mi się starzeją… a obiecałam kiedyś czytelniczkom, że NIKOGO WIĘCEJ nie uśmiercę! Zaś obietnic staram się dotrzymywać.
    4. Pardon za Agę. Wszyscy tak mówią,więc – choć sama nie przepadam za tym skrótem – użyłam go w „Febliku”, no i już jest za późno! Skrót wszedł do obiegu. Ale postaram się pamiętać, by go używać jak najmniej.

    Dziękuję za dobre słowo o „Kalamburce”. Ta to mnie kosztowała pracy! I zdrowia!

    OK, będzie więcej.:)

  149. Ach, jak mi dużo i ładnie tu piszecie! ( Ciekawe to! Bardzo!)

    Jane, dzięki za całkowite zrozumienie. Tak jest, nic się nie kończy, tylko się zmienia. Nowe etapy- tak!
    Dziękuję za wymienienie szczegółów poruszających i śmieszących. Wciąż się uczę! Wszystko się przydaje!

    I jak miło, że polubiłaś Norę.
    Ściskam z równą serdecznością!

  150. Szanowna Pani Autorko!
    Leżę z zapaleniem oskrzeli. Niby niedobrze. Ale nie trzeba pracować wtedy.W południe wzięłam „Zgryzotkę” do ręki i …już się skończyła. Jak zawsze za szybko. Nie będę powtarzać pochwał innych osób co do Pani książek, bo już zostały sformułowane, a poza tym inaczej być nie może. Niczego innego niż tego za co je kocham nie spodziewam się: ) Ale chcę się podzielić kilkoma wrażeniami z lektury.
    1 Nora – świetnie opisana postać. Trochę mi przypomina mnie samą sprzed…wielu lat.
    2 Fryderyk – jemu trzeba jakoś pomóc, a nie pozbywać się go. Z powodów wielu, a główny to Róża. Zresztą mam takie wrażenie, że Autorka trochę się tu z nami droczy wysyłając go hen od rodziny co jakiś czas.
    3. Ja chyba podejrzewam jeden z powodów, dla których myślała Pani o zakończeniu Jeżycjady – czy to jest to czego ja się boję od kilku już tomów?
    4. Uwaga zgryźliwa- czy naprawdę na Agnieszkę trzeba mówić „Aga”? To jest dopiero imię dla psa! I ona się nie buntuje? Mając taką ładną podstawową formę imienia? Bo ja się zawsze buntuję jak mi ktoś tak imię paskudzi. Ale może w tym jest jakiś cel….
    I chciałabym dodać jeszcze – jako komentarz do całego cyklu- uwielbiam wszystkie części, ale gdybym miała zostać tylko z jedną, bez dostępu do reszty to byłaby to Kalamburka – jest WYBITNA.
    Za wszystko dziękuję i poproszę o wiele więcej: )

  151. Dobry wieczór!
    Pani Małgorzato, Kochana Autorko! Przeczytałam CZ już wczoraj, ale z powodu choroby w domu dopiero teraz usiadłam do komputera, żeby podziękować i podzielić się wrażeniami.
    Tyle rzeczy chciałabym napisać. Uśmiechałam się na przemian i wzruszałam. Łzy też były – przy odjeździe G.i G. z Roosevelta, przy rozmowie Nory i Floriana, przy chwili grozy w sadzie, no i oczywiście na końcu.

    Bardzo mnie poruszyła scena z tablicą – ale też jak pięknie Pani pokazała, że nic się nie kończy, raczej tylko zmienia. Szampan Gaby i Grzegorza to, dla mnie, wstęp do nowego etapu w ich życiu, a Aga przypomina mi w pewien sposób apodyktyczną i stanowczą Milę (plus niedokrwistość -„Kalamburka”). Będzie inaczej, nie ma na to rady, ale będzie dobrze, tak jak ma być.

    Ogromnie podoba mi się Nora – dziewczyna z charakterem, która ma do siebie pewien dystans, analizuje swoje uczucia, stara się kształtować siebie. Ciekawe jest, że Nora traktuje jako niesprawiedliwość, to że jest inaczej traktowana niż siostra, choć z perspektywy rodzica jest zupełnie naturalne, że każde dziecko wymaga innego podejścia (jeśli chodzi o mnie to bardzo trafiła Pani, Pani Małgosiu z kwestią relacji rodzice-nastolatkowie, dziękuję, choć przecież wiem, że to nie było wyłącznie dla mnie :))

    Listy Idy są absolutnie genialne, śmiałam się cały czas. Z ulubionych wyrażeń w „Ciotce” (między innymi oczywiście, bo wymienić wszystkich nie sposób): pręgierz mentalny (boskie), krwawy zgryz, kobieta z mopem na głowie, Zumbaba. Sympatyczne jest też to, że Florian mówi o Grzegorzu „Grzechu” (szwagrowie – kumple).
    Dziękuję za wymalowane kolorami wnętrza, za cudowne ilustracje (najbardziej za serce chwyciła mnie smutna twarz Róży), dziękuję za WSZYSTKO.
    Ściskam Panią najgoręcej i pozdrawiam Kochany Ludek.
    Dobrej nocy.
    PS
    Zaintrygowała mnie rada Idy – ironia lekarstwem na każdy dramat – muszę wypróbować.
    PS 2
    Mnie też upadła obrączka ślubna (odjeżdżając po ceremonii, entuzjastycznie machałam do gości, ale szczęśliwie było to w zamkniętej przestrzeni samochodu (i tak zostałam obśmiana )

  152. Dziękuję, Kalu, miło mi to czytać! Dużo pracy mnie kosztowała ta „Ciotka”, bo też i opasła taka.
    To, że się prędko kończy (przy tej tuszy) może autorkę tylko radować. Znaczy bowiem, że udało się osiągnąć wartkość i potoczystość.
    O Tygrysku? O Natalii? Za mało? Ależ, nie zmieściliby się wszyscy! I powieść pewnie zrobiłaby się przeładowana, a przez to – ciężkawa.
    Ale uwaga!- wszystko notuję i „Chucherko” już się formuje pomału. Nie zasypujemy przysłowiowych gruszek w przysłowiowym popiele, jak kiedyś powiedział pewien PRL-owski dygnitarz.

  153. Ja słóweczkiem do Gio – dokopałam się przez komentarze i dziękuję bardzo za miłe słowa. Moje płynęły prosto z serca, w dodatku na fali uniesienia tuż po przeczytaniu książki.

    Gorąco pozdrawiam wszystkich,
    Agata

  154. O gdyby tak ktoś mógł mi wyjaśnić dlaczego „Ciotka…” się tak prędko skończyła?
    Dziękuję DUA za ogrom przemyśleń (przemijanie), wzruszeń (bez łez, bo ja z reguły nie płaczę – jak Nora – a już na pewno nie jak ktoś widzi! No dobra… zdarza się czasami, że oczy mi się pocą albo usuwam nadmiar soli z organizmu, jak krokodyle), i niekontrolowanych wybuchów śmiechu. Za scenę z Babcinką (swego czasu rozmowy z moją babcią były w tym samym klimacie) i oczywiście za tango Mili i Ignacego. Za wszystkie e-maile – Ida jest niepowtarzalna! I tylko trochę mi smutno, że tak mało było o Tygrysku… Cieszy mnie, że małe Tygrysiątko to Juleczek (może przydałoby się jakieś rodzeństwo?), zaskoczyła mnie Aga (pręgierz mentalny!), a Nora znalazła się w ścisłej czołówce moich ulubionych bohaterek. Całe szczęście, że nie jest to jednak ostatnia część Jeżycjady! A na „Chucherko” już nie mogę się doczekać!
    Jeszcze raz – z całego serca – DZIĘKUJĘ! :D

  155. Wszystko, co napisałam, to myślę!
    Jestem wielkim wrogiem uświęcania cierpienia.
    Niech nikogo nie zwiedzie myśl, że w chorobie i w bólu to najgłębiej i najfajniej!!
    Naprawdę można przeżywać równie głębokie emocje czując się bezpiecznym i kochanym.

    Liczę wielce na komitywę dziewczyn: Agnieszki i Róży. Oddzielnie nieidealne, razem mają wszystko to, co najpiękniejszego kobieta może dać drugiej kobiecie. Na pewno wymienią się trochę delikatnością i umiejętnością stawiania granic.

  156. Proszę!
    I fajansik zauważą!
    Pozdrawiam, Anno, a o Natalii jeszcze coś będzie.

    Mamo Isi, spokojnej nocy Wam życzę!

  157. Uch. Nie mam siły doczytać komentarzy do końca. Muszę kategorycznie się wypowiedzieć.
    Wyjazd za granicę i pozostawienie żony i dzieci bez odpowiedniego wyjaśnienia sytuacji to tylko i wyłącznie marny sposób manipulacji relacją rodzinną. Jest w tym pewna głębia, ale nie taka, za którą odpowiedzialność ponieść ma żona. Po to własnie rozwija się nauka i prawa człowieka, żeby to nie musiała być ona.
    Przepraszamy też Mareczka, ale gdyby tylko stworzył ku temu warunki, od razu ktoś pięknie by go zastąpił na dyżurze. Dlatego, że to wiem, Ida jest dla mnie największą bohaterką Ciotki. Jest tak samodzielna i dzielna, jak nikt!
    A Agnieszka: dla mne to taka osoba, która – ze wględu na swoje własne relacje rodzinne – musi wnieść pewien bagaż agresji własnej w swój związek, ale za to z jakim impetem chroni innych przed nadużyciami! Bardzo inspirująca jest ta „siekiera”. Cały ten komentarz piszę zresztą w imieniu Agnieszki. Przypadek, że to ona teraz da wycisk Fryckowi?

  158. Jaka piękna historia Asieńki z godziny 4:01; dzięki, Starosto kochany, że zwróciłeś na to uwagę, bom nieczasowa. I Beatuszce dziękuję za to samo. No i nade wszystko Asieńce. Że też potrafiła tak celnie ująć w słowa to wszystko, co sama czuję.

  159. Właśnie skończyłam. Od Sprężyny ta będzie moją ulubioną, m. in. za wspomnienie moich rodzinnych klimatów, czyli fajansów z Bolesławca. No i za to, że jest w niej duuużo Borejków, choć Natalii mało ciut. Pozdrawiam i już czekam z niecierpliwością na kolejny tom opowieści.

  160. Ano dobrze:)))
    No i tak, zapomniałam o Ignacym G. , jak mogłam? Może mam jakiś maleńki ubytek matematyczny, zwłaszcza gdym rozemocjonowana. Dziękuję Nini, Kasi, KrzysztO za korektę.
    I dziękuję za udostępnienie ślicznej wiadomości Asieńki, podpisanej jako Anonim.
    A teraz idę poczytać, a wszystkim życzę jak najmilszego wieczoru!

  161. O, Beatuszka przeczytała. Wszystkich zachęcam!- trzeba cofnąć się o kilkanaście komentarzy, do godziny 04.01 Warto!

  162. Oczywiście, że może. Wydaje mi się jednak, że i naukowcy, i marynarze, a nawet szpiedzy oddalając się do samotniczej pracy na pół roku mogą to załatwić tak, by rodzina nie myślała, że to już na zawsze. A przynajmniej zabezpieczyć jakoś byt swoich bliskich na ten czas. Nie wspominając już o takim drobiazgu jak druga wiązanka kwiatów dla żony w furgonetce międzynarodowej kwiaciarni. Wyglądało to na działanie z premedytacją. Róży zaskakująco poprawił się od tego humor, a dla mnie było to jakoś przykre.
    Swoją drogą to ciekawe doświadczenie, tak bardzo emocjonować się zachowaniem fikcyjnej osoby. ;)

  163. A pewnie, Asiu.
    Czasem słaba konstrukcja psychiczna skrywa istne skarby intelektu! A i serca…
    Damy mu szansę. Zresztą już tam coś się poprawiło, kwiaty przysłał etc.
    Dzięki za miłe słowa.
    PS. Jestem wierna nie sobie, tylko dziesięciu zasadom dobrego życia:)
    Każdy może.

  164. Dobry wieczór!
    Pani Asieńko, Starosto, dziękuję za opublikowanie tej pięknej historii.
    Wzruszyłam się. Bardzo!
    Ślę serdeczne pozdrowienia.

  165. Fryderyk, bardzo Tatę kochał i chyba spłaca jakiś dług. Jego Tata tak chciał żeby był „kimś” i on się chyba załamał po jego śmierci- dosyć słabą konstrukcję ma ten naukowiec- psychiczną oczywiście. Ale i jemu trzeba dać czas. :)

  166. Pani Małgosiu, przeczytałam. No i jak zwykle z emocji nie mogę się ogarnąć. Śmiech i łzy na przemian. Powstrzymywanie się żeby nie zaglądać do Księgi i nie pisać i nie zawracać głowy, kiedy tu wciąż taki ruch.
    Cieszę się, z Agnieszki i jej Mamy ( chociaż wiem, że kłopoty mogą być ), uśmiecham się do Augusta P. – za Babcinkę.
    Wiem, że krytyka Pani nie omija, że niektórzy twierdzą, że jest Pani za mało radykalna w swoich poglądach. W życiu nie widziałam takiego radykalizmu, konsekwencji, wierności sobie, jak u Pani!!!
    Pisze Pani tak lekko, ma Pani tyle wyrozumiałości dla bliźnich- i to cudne poczucie humoru.
    Dziękuję, dziękuję. Pozdrawiam.

  167. Moi trzej (9-6-3) czekają na wyjście do ośnieżonego ogrodu, więc tylko krótko, choć myśli mam „na długo” :). Trzy ostatnie części czytałam z ogromnym wzruszeniem. „Ciotkę Zgryzotkę” odebrałam wczoraj. Obiecałam sobie, że nie zarwę nocy jak przy „Febliku”. Tylko będę sobie dawkować, żeby starczyło na dłużej. Prawie wyszło. Czytanie ostatniego rozdziału „Zgryzotki” – w podmiejskim pociągu KM :) – musiałam przerwać, bo siedzące obok nastolatki dziwnie patrzyły na moje szlochy. Dokończyłam w domu. Trzej panowie obsiedli mnie natychmiast, pytając, czy się śmieję czy płaczę (średni), co było takie wzruszające (najstarszy) i co ta za dzidzia (najmłodszy).
    Z dzidziowych obrazków najbardziej poruszył mnie ten z Gabrysią, z czułością patrzę na jej zmarszczki, wciąż śmiejące się oczy, dziarską sylwetkę. Że tylko się trochę „kostium pomarszczył”. Ale reszta niezmienna.
    I mam wiele niepoukładanych jeszcze myśli; osoby, która dorastała z Borejkami, w dorosłość wkraczała z Borejkami i teraz wkracza z nimi w wiek średni.
    Bardzo dziękuję. (z wykrzyknikami w sercu)

  168. „A mi wychodzi 13! Dziewięcioro wnucząt i 4 prawnuczątek. Laura , Róża, Jozef, Łusia, Ziutek, dwóch braci Rojków i dwie siostry Górskie. I – Miła, Karolek, Julek, malutka Nora. :) ”

    Brakuje Ignacego Grzegorza. Czyli 14.

  169. MagdoZ (wiad.pryw.), Madzią przecież nazwać Cię nie mogłam, bo już nam tu inna Madzia przybyła! Tuż obok Ciebie!
    Porządek musi być.

  170. Asieńko (wiad.pryw.)- dziękuję za zgodę, a Wspaniałe Damskie Trio czule pozdrawiam!

    Opublikowałam, ale ho-ho, jak już w tyle zostało!

  171. Czytelnicy liczący wnuczęta zapomnieli o Ignacym! Chociaż nie jest moim faworytem, czuję się w obowiązku o nim przypomnieć.

  172. Krupnik bossski! I zapoznał się już ze Zgryzotką. ;o)

    Magdo Z, a Ignacy G.?

    A nini ma Srebronia! Srebrzynek ładniej brzmi.

  173. A ja nastawiłam obiad i wpadłam tutaj do Was, a dopiero teraz wyszło, że nie osoliłam ziemniaków. Ida byłaby zadowolona!
    Zaczęłam czytać wczoraj po raz drugi, próbuję się teraz podelektować, bo noc wcześniej połknęłam wszystko na raz. (I tak się przyswoiło, w całości!) Jestem nadal jakaś rozanielono, rozczulona. Mam nadzieję, że św. Józef podziała w sprawie dobrego męża, Józinkowo podobnego. : )
    A może „Chucherko” to będzie Mila?

  174. O, Krzysztofie, jak pięknie to powiedziałeś.
    Tak, o tym też wspomniałam w „Ciotce”- o tej „fanaberii”.

  175. Iskro, jak bardzo Cię popieram! I cieszę się, że sprawa Fryderyka została przegłosowana i przypieczętowana przez Autorkę. Przyznaję, że karierowicz to było trochę na wyrost, więc się nie upieram i wycofuję, mimo że w tym wypadku Fryderyk znów przedłożył pracę i karierę nad życie rodzinne. No, ale jeśli ktoś szanuje swoją Pracę i traktuje ją z oddaniem, to nie znaczy że jest karierowiczem, źle się wyraziłam.

  176. Obfitość myśli taka, że trudno nadążyć. Było coś o tacie przy narodzinach – miałem ten przywilej przy dwóch najmłodszych córkach (kiedy starsze dzieci się rodziły nikomu taka fanaberia nawet by do głowy nie przyszła). Były więc dwa porody razem – i są to dwa najpiękniejsze momenty mojego życia. I nic już tego nie zmieni.

    Dzień spędziłem na szlaku turystycznym w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym – widziałem wiewiórkę, taką naszą, swojską, z dużą kitą, rudą jak należy (bo nie wszędzie takie są). Oczywiście pomyślałem o naszym Wójcie, którego niniejszym serdecznie pozdrawiam.

  177. Iskro (wiad.pryw.) dziękuję. Wiesz, już jej nie ma.
    Bardzo chętnie ujrzę taką wiadomość prywatną od Ciebie! Lubię tak „adoptować”!

  178. Czytałam Ciotkę mocno rozkojarzona co prawda, a teraz nie mam jej w łapce, ale wydaje mi się, że u Józinka też się kolejne prawnuczę wykluwa (ta zamiana intensywnego urlopu na slowlife). Czy dobrze wyłapałam?

  179. Iskro, co do Fryderyka: też uważam, że nie można się go pozbywać. Macie rację! A ElkaM dodała argumentów, i to niepodważalnych.

  180. Nie wiem dlaczego, ale ja zrozumiałam, że Mamuna mówi o swojej rodzinie.

    Fryderyka trzeba naprawić, nie wyrzucać, to jasne. Trochę też nie rozumiem, co to za instytut naukowy, który nakazuje rodzinie pozostać w kraju. Instytuty, szczególnie amerykańskie mają swoje standardy. Chyba że Fryderyk został kosmicznym szpiegiem.

  181. Dobrze, że ktoś to umie porachować.
    MagdoZ, odpowiadam na wiad.pryw. – „Srebrzynek i ja. Elegia Andaluzyjska” (Jimenez Juan Ramon).
    Za resztę bardzo dziękuję. Dobra robota to jest coś!

    Ann (wiad.pryw.) oczywiście, trzymaj „Headlong” jak długo trzeba. Na razie mam mnóstwo innego czytania, więc może pobyć u Ciebie. Ale potem do tego wrócę i tym razem oddam się całkowicie wnikliwym studiom nad Breughlem (teraz nie mogłam, z powodu pisania „Zgryzotki”).
    Co do Austina: he, he, sam mi przysyła katalogi róż! Jestem już wszak Klientką!

  182. Nie, nie wyrzucajmy Fryderyka! On musi taki być, naukowcy tak mają, idea za którą idą jest tak dominująca, że zasłania często domowników… Nie wierzę że jest karierowiczem!
    Kiedy byłam znacznie młodsza i znacznie bardziej pryncypialna niż teraz, twierdziłam kąśliwie, że naukowcy nie powinni mieć dzieci, ale teraz kiedy rodzice już nie żyją, wiem że zostali mi dani może też po to, żebym coś zrozumiała. Np. że ludzie owładnięci jakąś pasją są solą ziemi. Ale jak wiemy, soli wystarczy szczypta…

  183. Pozbyć się Fryderyka?! To byłoby straszne, przesympatyczna, dobra, miła Róża miałaby wymienić na lepszy model człowieka, któremu ślubowała w obliczu Boga, że go nie opuści aż do śmierci?! Mam nadzieję, że nam tego DUA nie zrobi.
    Tak, współczesny, zepsuty świat pełen jest mięczaków, którzy przy pierwszym poważnym kryzysie rozstają się i wymieniają na inny model. Ale to przecież nie są standardy Borejków.
    Nawet dziadek Borejko mam wrażenie dopingowałby raczej terapię, uzdrawianie relacji pomiędzy Różą a Fryderykiem, bo jest on już ( może pogubioną) ale częścią ich tkanki rodzinnej.
    Tak sobie myślałam czytając Ciotkę, że Róża też nie jest bez winy. Poślubiła „marynarza” a chciałaby mieć w domu ” chałupnika”. Może ona też powinna zrozumieć specyfikę naukowca, mam projekt, nie będzie mnie pół roku ale wiesz, że nawet wtedy kiedy mnie nie będzie jestem z Tobą i zawsze do Ciebie wrócę, bo Cię kocham.

  184. A mi wychodzi 13! Dziewięcioro wnucząt i 4 prawnuczątek. Laura , Róża, Jozef, Łusia, Ziutek, dwóch braci Rojków i dwie siostry Górskie. I – Miła, Karolek, Julek, malutka Nora. :)

  185. Sowo(wiad.pryw.) właśnie zakupiłam, stare wydanie PAXowskie, a więc ten przekład, który wolisz.
    Za 6 złotych!
    Ale trudno wyszukać, wszędzie niedostępne.

  186. Już spakowane.:)

    Sowo (wiad.pryw.), podobało się na wyrost. Sprawdziłam, skąd cytat – ależ nie czytaliśmy tego! Dzięki za trop!

  187. A u nas ogród biały jak w bajce. Mały sąsiad radośnie tarza się w śniegu. Idziemy na sanki!

  188. OK, Madziu, już zapisałam, wydrukowałam sobie i pójdę zrobić paczkę. W poniedziałek jadę na pocztę do miasteczka, to od razu i to wyślę.
    Niech Wam wyjdzie na zdrowie! Dzielcie się, jasne!

  189. Kochana autorko, serdecznie dziękuję! Adres już podaję:

    (…)

    W ogromnym szczęściu i radości zapiszczałam i podzieliłam się informacją z moją współlokatorką, również studentką tegoż kierunku. Rozdziawiła buzię w zdziwieniu i tak pozostała, ale ja wiem. To jest właśnie sygnał dobra – większy niż uśmiech, zdecydowanie cięższy, ale tak się buduje dobry świat, wyciągając rękę jeden do drugiego, pomagając w ten czy inny sposób, jak się ma możliwość. My tego nie zapomnimy, mogę gwarantować, poślemy dalej!

    Jeszcze raz serdecznie dziękuję i ściskam w gorącej wdzięczności <3

  190. Tak jest, Agato. Wulgarność jest dla wulgarnych.;)
    Właściwie wszystko, co dotyczy człowieka, może być piękne i dobre. Ale tylko jeśli on sam tego chce.

    Madziu, a to z przyjemnością przyślę! Podaj mi tu tylko, proszę, jako wiadomość prywatną, stosowny adres pocztowy. U mnie to zalega i się kurzy, a wam może się przydać!

  191. To ja dziękuję – Pani książki zmieniają człowieka.
    Odczułam wielką ulgę, gdy przeczytałam ten fragment o prymitywnej, ohydnej, wulgarnej wszechobecności seksu – a więc nie tylko mnie to razi i męczy! W tym samym momencie uświadomiłam sobie też, dlaczego tak kocham „Jeżycjadę” – jest CZYSTA. Dobra. Złe zachowania są tam piętnowane. Nie epatuje chamstwem, skandalem. Daje wytchnienie, pozwala odpocząć od brudu medialnego, skomercjalizowanego świata.
    A nawiązując do wcześniejszych komentarzy pod tym wpisem – ja uwielbiam dzidziusiowe stópki. Stopy dorosłych mnie brzydzą. Stópki Łusi mogłabym całować godzinami, są takie drobne, śliczne, różowiutkie i ruchliwe. Jak cała Łusia :). A trzy dni temu byliśmy podglądać drugiego maluszka. Ma 6 tygodni i mierzy 5 mm, ale już widać bijące serduszko!

  192. Kochana Autorko!

    Jak pięknie Pani Kazuko ujmuje te porę roku, chociaż ja patrząc za okno trochę zwątpiłam w wiosenny powiew. Niemniej, wierzę, że wiosna w końcu przyjdzie, a w międzyczasie rozgrzewam się myślą o kwitnących sakurach.

    Myślę, że nie tylko ja, ale i moi drodzy koledzy-studenci z sekcji japońskiej z wypiekami na twarzy przyjęliby japońską Jeżycjadę w każdych ilościach! Jeśli byłaby taka możliwość, nie wahalibyśmy się ani minuty!

    Jacek Tanaka, myślę, w japońskiej wersji zrobi furorę. Jestem tego pewna!

    Pozdrawiam gorąco w dzień chłodny, acz u mnie w Warszawie – promienny!

  193. Madziu, dzień dobry!
    A więc mamy tu już dwie japonistki! (Pierwsza to Wannabe)
    Cieszę się bardzo.
    A jaki miły ten obraz rodziny z genem ISBN!:)))

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
    A jeśli będą potrzebne inne japońskie przekłady jeżycjadowe – proszę dać mi znać. Mam sporą ilość egzemplarzy autorskich i nie wiem, co bym miała z nimi zrobić!
    Nawiasem mówiąc, pani Kazuko Tamura, tłumaczka Jeżycjady, właśnie dziś napisała: dostała „Ciotkę Zgryzotkę”, która jej posłałam i zapaliła się do jej przekładania!(Jacek Tanaka).

    (Pani Kazuko pisze dalej: ” Nareszcie wyszlismy z tunelu wyjatkowo surowej i ciemnej zimy. Raczej ta wiosna przychodzi szybciej niz zwykle. W poludniowej czesci Japonii juz rozkwitaja kwiaty wisni.
    labedzie, tuz przed powrotem do Syberii, spoczywaja spokojnie tu i tam na polach ryzowach.”)

  194. Ach, to dopiero rozczulenie,
    Jeszcze przed lektura, ale już bym w ramkę wstawiła obydwa obrazki!
    Właśnie tak upływają nam dni na tuleniu, wwąchiwaniu się, w leśmianową malinowość maleństwa, a tu lada moment będzie kolejne, już się dobija spod serca, w nocy szalone sny podpowiada…
    To już dwunaste wnuczątko będzie w naszej a la’ borejkowej rodzinie, dziadkowie dzielni, najdzielniejsi, z wdzięcznością przyjmują kolejne wieści…

    Uścisk, serdeczności i ukłon,
    a „chucherko” to jedno z moich najukochańszych słów od dzieciństwa…

  195. Moniko, mam jakiś problem z zamieszczeniem Twojej wiadomości – nie chce mi jej komputer zaakceptować. Wobec tego ją przeklejam. Napisałaś tak:

    „Ciotkę Zgryzotkę mam i ja, ku mojej radości. To mój trzeci własny tom. Akurat powiązane romantycznymi wydarzeniami u młodego Stryby i pierworodnego Pałysów.
    Znam całą serię, z którą przygodę rozpoczęłam w szkole podstawowej, czyli ponad piętnaście lat temu. Nawet znalazłam swoją równolatkę – Tygryska.
    Uwielbiam „przyjeżdżać” do rodziny Borejków, wcisnąć się między nich i razem z nimi przeżywać wszystkie momenty wzruszeń i radości. A czasami zajrzeć też do starych bohaterów (np. mojego ulubionego Damazego).
    Marzę, żeby samej mieć taaaaką liczną i wspierającą się rodzinę.
    Dziękuję za Jeżycjadę i czekam już niecierpliwie na Chucherko – wyczuwam Łusię.
    Pozdrawiam! ”

    A ja już Ci odpowiedziałam!

  196. Kochana Autorko!

    Tyle się zmienia, a Jeżycjada trwa – mówi czytelniczka nią karmiona od dziecięctwa zupełnego, lat aktualnie 22. Czytelniczka skończyła Zgryzotkę, popędzana przez swoją siostrę, Matkę Niemowlęcia, bo też by chciała przeczytać. Niemowlę będzie chciało spróbować (ma gen ISBN – 9 miesięcy i kocha książeczki), więc najwyżej Babcia dostanie kolejny egzemplarz, niepogryziony, bo też się upominała :) Brat czytelniczki do damskich rozmów się nie wtrąca, ale wiem, że równie tęsknie spogląda na tenże tom i czeka w chociażby ułudzie cierpliwości na swoją kolej…

    Dziękuję za japonistki! Czytelniczka jest lingwistką z japońskim i bardzo ją takie wzmianki radują (a ostatnio sensei przyniósł japońskie tłumaczenie jednej z części Jeżycjady właśnie, jak się wszyscy cieszyliśmy i dumni byliśmy!). Ale wołam – niech się Autorka Fryderyka nie pozbywa. Tak, nieodpowiedzialny, tak, nieogarnięty, ale przecież tacy ludzie też są – a on, jednak, przynajmniej w moim mniemaniu, jest w środku dobry. To, że taki pogubiony, to inna sprawa.

    Dziękuję też za wszystkie wzmianki o starych znajomych! Tęsknię mocno do Cesi i Hajduka, Bernarda, to takie miłe postaci. Natalii mi trochę brakowało… Niecierpliwie czekam na Chucherko!

    Pozdrawiam gorąco i jeszcze raz dziękuję!

  197. No, ja jestem ogromnie, niezmiernie, niesłychanie wprost ciekawa, jaki klimat będzie miało ” Chucherko”. Pewnie jeszcze za wcześnie na taką ciekawość, bo Szanowna Ręka odpoczywa, ale jestem pewna, że w Szanownej Głowie już coś się wykluwa. Wszyscy wyczuli, jak widać z wpisów, ten ostateczny charakter ” Ciotki Zgryzotki”, więc co nas czeka w kolejnej części? Jak Autorka to rozwiąże? Ot, zagadka!

  198. Ach nie pozbywajmy się Fryderyka! Mam całkiem odmienne zdanie w tej kwestii, przepraszam. Są ludzie dobrzy i mili jak Róża, i są tacy, którzy błądzą. I nawet jeśli zdarza się to za często, jak Fryderykowi, dajmy i im szansę. Nawet jeśli to trochę karierowicz, to poniekąd w słusznej sprawie, chyba Zgred wyraził w tej kwestii przypuszczenie, które przypadło mi do gustu.
    Sprzątam od rana przedświątecznie , odkurzając swój nie tak bardzo wielki księgozbiór, sprzyja to różnym przemyśleniom, co do których pewnie nie wytrzymam i się nimi później z Panią podzielę, bo są bardzo okołojeżycjadowe. ;) Czeka mnie też druga popołudniowa lektura zgryzotkowa i ta miła perspektywa sprawia, że porządkowanie idzie jak po maśle.

  199. *Asieńko-Anonimie, żałuję, że ta wiadomość ma być prywatna – cóż za śliczny portret Babuni napisałaś!
    Jaka piękna historia! (a może jednak pozwolisz, żebym ją opublikowała? Pro publico bono!)
    Pozdrawiam Was obie z całego serca i dziękuję za życzliwość dla „Ciotki Zgryzotki”!

    *Dziękuję też obu Kasiom, które dziwnym trafem wpisały się jedna po drugiej (inne IP!)!

    *AgatGagat, słowo daję, nie przypuszczałam, że wywołam aż taką burzę emocji!
    Ale muszę przyznać, że – jako autorka – zacieram teraz rączki.
    Dziękuję, skarbie, za tyle przywiązania!
    A katalpa Laury w istocie bardzo się rozrosła!

    *Gamago, chyba nie można mnie bardziej ucieszyć: pomogłam Ci polubić czytanie!
    Ach, witaj w naszym bibliomańskim świecie! Tu jest przecież tak przyjemnie!

    *Moniko, a więc obstawiasz Łusię w roli Chucherka? No, nie wiem, nie wiem…:) To się dopiero okaże! (O, już zaczynam swoje stare numery…). Dziękuję za miłe słowa!

    *Agato, a Tobie dziękuję za te wspaniałe słowa w wiadomości prywatnej. Bardzo dziękuję! Także za to, że znalazłaś w „Ciotce” to, co tak starannie powkładałam między wiersze. Tak, waga rozmów! – „szczerych, serdecznych, pełnych miłości”, jak piszesz. To ją właśnie chciałam pokazać. One są fundamentem więzi.
    Konkluzja Twojego wpisu naprawdę mnie poruszyła.
    Dziękuję!!

  200. Kochana Autorko! Bardzo mi się podoba, że Agnieszka ma nie całkiem słodki charakter. Może to było tak, że mama i siostra nieco ją pacyfikowały, a teraz odżyła, co powoduje, że naprawdę może być sobą, co nie znaczy, że ZAWSZE będzie miła. Za to Róża zawsze jest miła. Czy możemy się już pozbyć Fryderyka? Straciłam do niego cierpliwość. Jeśli ktoś tak dobry jak Róża czuje się tak okropnie jak w „Ciotce Zgryzotce”, to myślę, że trzeba coś z tym zrobić. Kochana Autorko, bardzo proszę o interwencję! To na pewno nie było tak, że Róża nie chciała rozmawiać. On po prostu kolejny raz zrobił co chciał, zupełnie się z nią nie licząc. Czy w Chucherku może pojawić się ktoś, kto jest naprawdę wesoły? Może nowy mężczyzna w życiu Róży? Dziękuję i ucałowania.

  201. Dzień dobry!
    Jedna z pierwszych moich myśli dziś po przebudzeniu, była taka, że skończyłam „Ciotkę” i ojej, szkoda.
    Otworzyłam pocztę, a tam e-mail od mojej koleżanki z pracy: „Skończyłam. Na Jowisza, czemu takie krótkie?!”.
    Ano!
    DUA, cudownie się czytało. I cudownie, że możemy się spodziewać ciągu dalszego.
    Trochę swoich wrażeń już opisałam, a teraz chcę podziękować szczególnie za pogodny nastrój „Cioteczki” i za to, że tak umiejętnie przeplecione są w niej motywy poważne i podniosłe z humorystycznymi. Już-już by się człowiek rozkleił, a tu „no to siup”… i wybucha śmiechem.
    I że tak zgrabnie pokazane są różne podejścia do tej samej kwestii. Organizacja przejęcia weselnego: o pomysłach Idy pomyślałam sobie prawie to samo, co chwilę później przeczytałam w mailu Patrycji. Przeszklone ściany szczytowe na poddaszu: pomysł ze względów estetycznych mnie zachwycił, ale pomyślałam zaraz o niedogodności, o której później wspomniała Ida.
    Co do s. 229 – fluid z Wójcikiem! Po przeczytaniu – błogostan. Przy zasłonkach w pomarańczowe groszki dopisałam sobie „śliczne!”, a na dole strony: „cudne!!!”. Zresztą całą książkę poznaczyłam: pełna jest podkreśleń i uśmiechniętych buziek (ołóweczkiem, ołóweczkiem!).
    DUA, jeszcze raz wyrazy wdzięczności! ♥
    I bardzo dziękujemy za pozdrowienia (pozwolę sobie przekazać wiadomym osobom). :-)

    PS
    W mailu do ww. koleżanki pisałam przedwczoraj, że jedną z zakupionych „Cioteczek” zamierzam poradować mojemu szefowi z poprzedniego miejsca pracy. Tak, właśnie tak napisałam: „poradować”. To była pomyłka (zauważyłam ją dopiero po wysłaniu maila), ale chyba nie całkiem bez sensu. :-)

    Miłego dnia!

  202. O matko, „Ciotka” wyciąga ludzi spod regału! Hihi.. Nora wyrzuca z nory… :)

  203. Kochana Pani Małgosiu!
    Pierwszy raz odważyłam się zabrać głos tu, na forum. Jednak muszę powiedzieć jedno. Pani książki zmieniły moje życie! Otóż jako dziecko strasznie nie lubiłam czytać – nad czym moja Mama nauczycielka języka polskiego bardzo ubolewała. Czytanie nudziło mnie okropnie, a dodatkowym zniechęceniem były występujące w lekturach liczne rozwody i tym podobne nieszczęścia. Wtedy Mama podsunęła mi pod nos Pani książki. No i przepadłam. Pokochałam je od pierwszego słowa, od pierwszej stronicy. Borejkowie przenieśli mnie do swojego błogiego świata i zapragnęłam pozostać tam na zawsze. Dziś jako dwudziestolatka nadal z tą samą radością po nie sięgam i zakochuje się na nowo. Tak to dzięki Pani zmieniło się moje życie, bo pokochałam czytanie. Proszę pomyśleć ile bym tylko straciła żyjąc bez książek! Teraz nawet odważyłam się sama tworzyć co nie co, bo pisanie stało się jednym z moich ulubionych zajęć. Ponadto również dzięki Pani książkom ukochałam sobie szczególnie gotowanie i bardzo częstko korzystam z Pani przepisów. Mogę więc śmiało powiedzieć, że zawdzięczam Pani odkrycie trzech największych pasji i przyjemności mojego życia. Dziękuję Pani Małgosiu za to, że Pani jest. Pozdrawiam serdecznie, Gamago

  204. O skomplikowanych uczuciach z pogranicza mojego dzieciństwa odrobinkę będzie, tych które wracają niekiedy do nas zaskakująco przedziwnym echem.
    I o ” Ciotce Zgryzotce”.
    Pół roku temu zamieszkała ze mną – swoją, cóż, najukochańszą wnuczką – Babcia Ostatnia.
    Babcia ma lat 97 i postanowiłyśmy ten czas który nam pozostał spędzić razem, hen, w moim Kraju Wyboru.
    By wspomniany czas wykorzystać jak najlepiej, „wykradłam” życiu roczny urlop i ” piszemy” z Babcią doktorat;)
    I tak spędzając czas razem, codziennie będąc ze sobą bliżej niż blisko, kiedy idziemy – ja i kruchuteńka, coraz bardziej wymykająca się omalże prawom fizyki i dniom Ona, na nierozerwalnie wspólny, codzienny, życiowy trud ablucji, posiłków, zabiegów higienicznych, w moich – naszych uważnych i czułych gestach, w zaskakujący sposób uwypukla się pewnego rodzaju, bo ja wiem, odwrócony gambit.
    Ja dawno przestałam być dzieckiem któremu zapewniała bezpieczeństwo i opiekę. Babcia Ostatnia teraz zaczyna nim dla mnie być. Te same ” łazienkowe” gesty sprzed lat, ta sama łagodna cierpliwość, te same ruchy szczotką, ten sam sposób kremowania twarzy, ubierania, karmienia. Tylko osoby odwróciły się w rolach. Wróciła ta sama nieśpieszna radość osoby opiekującej się. I zaufanie opiekowanej. Wróciła tamta miłość. Tylko w lustrzanym odbiciu.
    W oczekiwaniu na ” Ciotkę Zgryzotkę” wieczorami i nocami czytałam Babci ( i sobie) Jeżycjadę. Zyskała pani, pani Małgorzato, być może swoją najbardziej wiekową fankę!
    Przed godziną skończyłyśmy ” Ciotkę” ( przyleciała samolotem)
    Oczarowana Babcia bardzo poprosiła o powtórną lekturę książki i oznajmiła stanowczo, że nigdzie się nie wybierze dopóki wspólnie nie doczekamy ” Chucherka” ( ” chociaż ja sama, widzisz, kochanie, jestem już jak to chucherko…no ale idź złoto, do złota, poczekam i doczekam” – zapowiedziała dzisiaj)
    W osobie dorosłego Floriana Babcia upatruje niezwykłe podobieństwo do mojego dziadka, którego pamiętać nie mogę ( „Istny Boleś, Asieńko, istny Boleś!”) a samo porównanie jest najwyższej próby komplementem, gdyż do Bolesia nie zwykła porównywać ot, tak. Trzeba na to zasłużyć!
    Obie bardzo, bardzo dziękujemy, pani Małgorzato. Za wszystko. Za każdą chwilę spędzoną z Babcią nad lekturą Pani książek.
    ” Myślę – rzuciła Moja Miła Ostatnia przed snem – że książki tej pani każdego człowieka MUSZĄ zostawić lepszym, nawet jeżeli on sam o tym nie wie”
    Jeszcze raz – dziękuję!

  205. Godzinę temu skończyłam czytać „Ciotkę”. I w dalszym ciągu nie mogę się pozbierać… Płakałam w kilku miejscach fabuły. Ale ta część była jakaś inna, była definitywna. I tym razem mniej skupiałam się na tym, co wspaniałe, a ogromnie mocno przeżywałam to, co niespodziewane. A trochę tego było! Ta książka jak żadna inna pokazała mi, że wszystko się zmienia i nawet u Borejków nie jest się już u Borejków, a jeśli jest się nawet u Strybów, to nie u Gabrysiów… I po raz pierwszy od 21 części poczułam się przy Roosevelta nie u siebie… Zirytowała mnie nawet Agnieszka, ta blada i pełna humorów obca osoba (nie byłam wszak nawet na jej weselu! :), która rozpanoszyła się pod tym najlepiej znanym, odwiecznym adresem i ośmieliła się wyrzucić coś, co było tam od zawsze.
    Dotknęła mnie bezdomność Gabrysiów, choć przecież pozorna.
    Zrozumiałam, że jądro Jeżycjady definitywnie przeniosło się na wieś.
    Rozczarowałam się, że Fryderyk ponownie zawiódł biedną Różę.
    Zmartwiłam się, że Ignacy wychodzi do lasu bez telefonu.
    Prawie zemdlałam, jak myślałam, że stała się rzecz ostateczna.
    Przestraszyłam się, że to koniec, kiedy z lotu ptaka pokazany został czas przyszły.
    A jednocześnie ukochałam jeszcze mocniej Idę. Wzruszyłam się, że Dorotka poszła do ołtarza odziana w samą skromność. Uśmiechnęłam się na wspomnienie jednoaktówek Kala Amburki. Ucieszyłam się, że katalpa Laury ma się dobrze. Radowałam się, że spory kawał tomu poświęcony został relacji człowieka i psa (przez 13 lat miałam psa, a jest to równo połowa mojego życia. Niestety, od niedawna to czas przeszły). Śmiałam się z wizji z motorem tak być po prostu musi, odpowiednia kolej rzeczy, zobaczymy minę Florka!
    Chcę powiedzieć (po może jakimś takim wątpliwie pochwalnym początku – nic bardziej mylnego!!!), że ta książka dostarczyła tylu emocji, że chyba dziś nie zasnę. A jakby była ostatnią… Jednocześnie byłoby to idealne zakończenie, ale i dramat dla wszystkich, którzy w tym świecie na dobre ulokowali swoje uczucia. DZIĘKUJĘ! Sprzeczność targających mną emocji najlepiej świadczy o tym, jak dobry był ten tom!!!
    Agata

  206. Pani Małgorzato,

    „Ciotkę..” przeczytałam w jeden wieczór (i kawałek nocy) i był to na pewno jeden z milszych wieczorów ostatnio (dobrze zerknąć w coś innego niż podręcznik!).
    Moje przemyślenie do książki jest takie: cieszę się że moim ulubieńcom – Dorocie i Józefowi, się wiedzie. I studiują bliskie mi kierunki (gdybym była bardziej utalentowana pewnie chciałabym być architektem. W związku z absolutnym brakiem kreatywności pozostaje mi jednak wybór Doroty). A oprócz tego, miło czytało się książkę o młodych ludziach którzy biorą śluby i wyglądało to zupełnie naturalnie i właściwie, podczas gdy często zerkamy na współstudentów robiących to samo z wielkim zdziwieniem. Może pora spojrzeć na nich inaczej?
    Dziękuję za ciepło i emocje jakie przekazała mi dziś ta książka.
    Pozdrowienia z Zabrza.

  207. Kochana Pani Małgorzato!
    Jak to wspaniale, że Pani jest. I że pisze Pani książki. Dziękuję za wszystko. Już wiem, że „Ciotkę Zgryzotkę” dostanę jako prezent urodzinowy. Nie mogę się doczekać. Życzę wszystkiego, co dla Pani najlepsze!

  208. Ooo, dziękuję, miła Piegusko. Popatrz, Rozmaryn też o przytulaniu napomyka.
    Dobranoc, uściski!

  209. Proszę czytać, jeśli może się to przyczynić do większego przytulania – proszę bardzo:)

  210. Rozmarynie, to z „Tao Kubusia Puchatka” Beniamina Hoffa.

    Iskro, a więc chichotał sobie? Ha!!!

  211. Wójciku, bo widzisz, bardzo lubię remonty, przemeblowania, chlastanie farbą, ujednolicanie kolorystyczne starych mebli, słowem – sama sobie kogoś przypominam. Kogoś rudego!

  212. Piegusko, wybacz, proszę, że jednak nie prywatnie potraktuję Twój wpis. Po pierwsze, wcale nie jest patetyczny, a po drugie – ważniejsze!- mówi coś niesłychanie ważnego o Staruszkach!!!

    Bardzo chcę, żeby to wszyscy przeczytali!
    Ludu!
    Przytulajcie swoje Babcie, Babunie, Babcinki, Dziadków i Teściowe!
    Tak, trzeba ich kochać, rozmawiać z nimi, przytulać i uczyć się od nich tego, co najlepsze.
    Jakie to ważne, Piegusko, że właśnie na to zwróciłaś uwagę naszej Dziatwie.
    Dziękuję za to.
    (Ale jeśli się nie godzisz, to zaraz powiedz, wycofam Twój wpis)

  213. Wiadomość prywatna (chyba to do KG za długie i pełne patosu, którego Mila Borejko by nie zniosła): Kochana DUA!
    Nawet wielodzietne (potrójne) matki mogą (muszą!!!) znaleźć czas na czytanie. Ciotkę czytałam do 2 w nocy (małżonek lekko się obraził, ale już mu przeszło, jak mówi Pulpa: godzenie się jest takie miłe), i DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ. Szalenie mi się podoba – wszystko – Ida – jak zawsze boska, Nora – jak bardzo, bardzo, bardzo prawdziwa, świetne wątki (nie)wtrącania się teściowych/dobrych rad dla młodych rodziców, mnóstwo niuansów dot. ludzkiej wrażliwości (Guścik i Babcinka; Mila z woreczkiem z lekami, maleńka Norcia…) Rzeczywiście, przytulanie maluszków to jest mistyka. Wymyśliłam kiedyś takie słowo na określenie cudownie kojącego wpływu kontaktu z dzidziusiem – boboterapia:)
    Ale myślę sobie, jak ważne jest też przytulanie staruszków, takich Babcinek. Lubię starych ludzi, lubię z nimi rozmawiać, lubię ich opowieści, cieszę się widząc ich otoczonych miłością i strasznie mnie boli, kiedy się ich źle traktuje, lekceważy. Bardzo dziękuję za to piękne połączenie – nowego życia, młodości i starości (bardzo lubię też sceny z Feblika, kiedy Babi spotyka w nocnym ogrodzie Józinka oraz jej pożegnanie z Ignacym i Agnieszką wracającymi do Poznania).
    Wniosek z tego banalny – jesteśmy sobie nawzajem potrzebni – duzi małym, mali dużym. A do tego wszystkim bardzo potrzebna jest Jeżycjada. (Przecież musimy poznać bliżej choćby wielce interesującego Jacka Tanakę;)) Dziękuję jeszcze raz – za wszystko – czuję, że dzięki Pani książkom jesteśmy lepszymi ludźmi.

  214. Pani Małgosiu, śpieszę cichutko donieść, że Ciotkę przejął mój mąż i regularnie chichocze czytając ją.
    Nad jedną sceną śmiał się tak , że aż go brzuch bolał i cały się spłakał ze śmiechu. Dopytałam jaka to scena. To wspomnienia Grzesia z porodówki. Swoją drogą mój mąż nie był przy narodzinach żadnego ze swoich 6 Iskierek.
    Te rysunki są cudne. Przypominają rozkoszne chwile i troszkę wzbudzają tęsknotę, żeby znów przytulić jakieś maleństwo. Tęsknię do chwili kiedy zostanę babcią. Oj, przytulę jak one.

  215. Z portrecików mój faworyt to ten z Norą. Wyraz zachwyconego onieśmielenia uchwycony bezbłędnie.
    Ale ja chciałam dziś napisać o stronie 229. Jest to sceneria kuchenna przepięknie namalowana. Właśnie nie napisana lecz namalowana słowem. Cóż za słoneczny, jasny, plastyczny opis. Widać, że opisanie tej słonecznej kuchni sprawiło Autorce przyjemność.

  216. Droga Pani Małgosiu!
    Mamy czytają – a mamy z Klubu Mam na warszawskich Stegnach czytają (niektóre już po raz drugi) teraz „Ciotkę Zgryzotkę” – bardzo na nią czekały. I teraz piszą do siebie esemesy po nocach, każdą zachwyca co innego. Dziękujemy :-)

  217. Ja też czekam na Chucherko, ale nie popędzam, bo wszystko ma swój czas.
    Gdzie znajdę mądrą przypowieść o korku wyskakującym z wody tym gwałtowniej, im mocniej się go przyciska?

  218. Pani Małgorzato,
    bardzo dziękuję za Ciotkę. Szczególne podziękowanie za docenienie trudu bycia teściową. Ta rola przychodzi w trudnym momencie życia i bardzo zaskakuje. Wymaga sporego wysiłku, żeby się nie stać uprzykrzoną.
    Mnóstwo pięknych i wzruszających scen i jak zawsze czyta się jednym tchem. I tyle w tym dobra i radości, i oczywiście wspaniałego humoru. He, he…

  219. Zuziu, a ja niedawno myślałam, że widziałam Ignacego Grzegorza w metrze. Ale potem podniósł wzrok znad telefonu i się rozczarowałam (twarz zupełnie inna).

  220. Oddalam się w objęcia Morfeusza, dlatego nie potwierdzę, że o uszach pisała Pulpa, żeby rozśmieszyć Gabę leżącą w szpitalu po wypadku – na szczęście nie motocyklowym.
    Dobranoc!

  221. No widzisz, Karolciu, a to utrafiłam z dzisiejszym wpisem!
    W maju, powiadasz?
    OK, trzymam kciuki!
    (I zazdroszczę, rzecz jasna!)

  222. Anko, no, pojawiła się, bo ręka mnie mocno bolała. Pomyślałam, że to z przepracowania. Ale może to tylko reumatyzm?!
    Tak się cieszę, że Ciotka się podoba. To naprawdę dodaje skrzydeł!
    Mocno ściskam i dziękuję!

  223. Ciotkę Zgryzotkę pochłonęłam jednym tchem! I tak pomyślałam: ta książka jest bardziej moja niż inne właśnie ze względu na Dzidziusia :) Sama po raz pierwszy mam zostać mamą już w maju… Czytając końcówkę miałam wrażenie, że to koniec, że więcej nie będzie, aż się zestresowałam. Ale potem znalazłam informację o Chucherku i mogę spać spokojnie :)

  224. Dobry wieczór!
    A ja dziś widziałam Gaudentego! Jak żywo on! Ten sam kpiący uśmieszek i toż samo spojrzenie znad okularków!
    Te ilustracje same chwytają za serce, a w połączeniu z tekstem gula sama rośnie w gardle.
    Hm… tak to Pani pięknie zakończyła, że gdyby na końcu nie widniał tytuł kolejnej książki, nie byłoby aż tak strasznie żal. Tak mi się wydaje, ale może nie mówiłabym tak, gdyby naprawdę był to koniec.
    Huhu. A więc mój brat jest prawdziwym mężczyzną? No kto by pomyślał! ;)

  225. Pani Małgorzato! Stokrotne dzięki za CU-DO-WNĄ Ciotkę! Nieomal zawału dostałam czytając , że planowała Pani zakończenie Jeżycjady, mimo , iż widziałam wcześniej w CZ zapowiedź Chucherka. Przeraziło mnie , że taka myśl w ogóle sie pojawiła… No, ale możemy odetchnąć z ulgą, widzę, że Lud Księgi ( i nie tylko ) wytrwale i skutecznie dopinguje i podrzuca nowe , kuszące pomysły.
    A jako mama trójki dzieci w przedziale wiekowym 4,5-1 roku chce tez wyrazić gorące poparcie dla Pani zdania na temat czytelnictwa wśród matek. Po stokroć się zgadzam i podpisuję rękami i nogami!:) Do zobaczenia w Poznaniu- już nie mogę sie doczekać!

  226. Donoszę, że Krupniczek Pulpecji palce lizać. Doceniła go nawet ta część familii, która zasadniczo nie bierze do ust niczego bezmięsnego.

  227. Aniu, dziękuję! Cieszę się!
    No tak, to miało być pożegnanie. Prawda że przyjemne?
    No, ale kto opisze Chucherko? („Do roboty!”- dzwoni mi w uszach karcące wezwanie mojej Mamy).

    A, istotnie nie wyglądam jak Mila. Tylko bym tak przytulała! I przytulała!

  228. Przeczytałam, troszkę siedząc, troszkę polegując, troszkę kuląc się w kąciku kanapy, aż ręce mi zdrętwiały od trzymania Ciotki. Od jednego zamachu, jedząc obiad z michą na podołku.
    Pani Małgosiu, ile wzruszeń, dzieciątko, młodzi niepewni rodzice, biedna Róża( na głos pomstowałam na Schoppego, dobrze, że sama w domu byłam).
    Horror z Agą na rynku, palec sobie przygryzłam z nerwów.
    A przyjęcie weselne wprawiło mnie w lekką panikę, ten zjazd bohaterów, jak pożegnanie. Uf, dobrze, że jest na co czekać.
    Ilustracje czterech pokoleń kobiet z Dzieciątkiem cudowne.
    DUA, za pozwoleniem, nie wygląda pani jak Mila, wiem, bo widziałam. Dużo, dużo młodziej ;))
    Dziękuję bardzo Drogiej Ulubionej Autorce.
    PS. A Guścik od razu mi przypadł do gustu.

  229. Ho, ho, ile tu miłych słów czytam. Będę miała jutro okazję wziąć Ciotkę Zgryzotkę do ręki. Jadę kupić prezent na chrzest małej Idy. Może rzucę okiem, a za jakiś czas uda się wypożyczyć z jakieś biblioteki.

  230. A o uszach było w Jeżycjadzie, pisała o nich dla satyry ta, której wybranek też je wybitnie posiadał, a krytykowała u innych – ale może się mylę.

  231. Przebóg!
    Czytanie dla mam to chleb powszedni, konieczność, oczywistość i przyjemność!
    A konieczność dlatego żeby:
    1. nie zwariować
    2. nie zgłupieć
    3. wychować dzieci na czytelników!!!

  232. Podziwiam wszystkie mamy ,które znalazły czas na czytanie książek.Jesteście wielkie.Jesteście nadzieją.

  233. Aleksandro, postaram się pamiętać!
    Anette, dziękuję! Prawidłowo odczytałaś powstanie nowych domów. Okrzepłych!:)
    Co do motocykla: podobno najlepsi chłopcy to ci, którzy są fanami tego pojazdu. Tak twierdzi mój syn (który ma motocykl).

  234. Haha ja niedawno przytulalam swoje 56 cm szczęścia w ten sposob. 22.03 szczescie konczy 6 lat ma 128 cm i jest przemadrzale i zadaje setki pytan na godzine. Ma madre czoło i male uszy. Kto zgadnie w ktorej powiesci male uszy byly kryterium oceny mężczyzny? I dla kogo? Dalej Ksiegowi!

  235. To może Chucherko będzie karmione malinówkami (dla wzmocnienia, wszak w jabłkach żelaza jest jak naplute ;) i jakieś jabłuszko załapie się na ilustrację :)

  236. I jak się przeogromnie cieszę, że postanowiła Pani nadal pisać „Jeżycjadę” i że będzie „Chucherko”!

  237. Jestem po drugiej lekturze „Ciotki…” i jeszcze raz dziękuję, Pani Małgorzato! Tak jak pisałam w pierwszej mini-recenzji – dla mnie „Ciotka…” to wspaniała pochwała Domu, który jest Przystanią w tym „oszalałym świecie” (przez który pędziła Nutria do swojego Robrojka). Tak naprawdę nowy Dom założyli właśnie Ignaś, Aga i Norcia w starym mieszkaniu przy Roosevelta 5, Dom Patrycji i Floriana okrzepł jeszcze bardziej, kiedy zamieszkali tam Mila i Ignacy oraz Gabrysia i Grześ. I mam tu oczywiście na myśli dom rozumiany nie jako budynek, tak jak Grześ :) Wzruszyły mnie: 1) rozmowa Floriana z Norą podczas wesela, a szczególnie: „Bądź tak wspaniała, żeby trzeba było na ciebie zasłużyć”. 2) Ignaś witający się w szpitalu ze swoją Córeczką, ale najpierw – zanim ją zobaczył w łóżeczku – jego troska o Agę- zmęczoną, bladą, tak inną niż dotąd. 3) zakończenie! Wyznanie miłości Guścika i rzut oka w przyszłość (Guścik na motocyklu- jak kiedyś Florian!)
    Rozśmieszyła mnie Ida (boska jest!): 1) jej opinia o Józinku, że on nie z tych co uciekają z własnego ślubu, ale przeciwnie – obawa, że będzie bezwstydnie ciągnął Dorotkę do ołtarza jak Rochester Jane Eyre ;) 2) jej szybkie wzrokowe porozumienie z Małą Milą („Ja i ty jesteśmy z jednej krwi”). Nora – wspaniała! Mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać. Dziękuję!

  238. I tak byłam wzruszona przy każdym kolejnym pojawiającym się jabłuszku i, muszę się przyznać, rysowałam je sobie ołóweczkiem na marginesie :)

  239. Dziękuję, Aleksandro!
    Ach, powinnam była jeszcze narysować choć jedną malinóweczkę…

  240. Ooo, cieszę się i gratuluję!
    List do Bernarda? To naprawdę ciekawe, że go wybrałaś.

  241. Jak się cieszę, że jednak zmieniła Pani zdanie! Bardzo ciężko byłoby się rozstać z Jeżycjadą!
    Tak nawiasem mówiąc, wzięłam niedawno udział w konkursie Akapit Press. Napisałam list do bohatera Jeżycjady (do Bernarda – uwielbiam go!) i, ojej, wygrałam! Oczywiście jeden egzemplarz „Ciotki…” już posiadam, ale i tak irracjonalnie się ucieszyłam.
    „Ciotka…” świetna. Bardzo mi przypadła do gustu główna bohaterka.

  242. Wiolu, racja! Że też o tym nie pomyślałam!
    No nic, może naprawimy to w „Chucherku”!

  243. Dobry wieczór, Beato! Dziękuję za te słowa. Widzę, że trafiają tu nowi goście, bardzo się cieszę! I zapraszam częściej, wpadaj, nie ma czego się bać! Sami swoi tutaj, sami mili.
    Cieszę się, że się komuś przydaję. To naprawdę miłe.
    Wszystkiego dobrego!

  244. Witam Drogą Autorkę. Dziękuję za tyle wzruszeń i za wszystko.Jestem z Pani bohaterami już od około 40 lat,pierwszy raz ośmieliłam się napisać,cieszę się ,że nadal nie wyrosłam a Pani powieści leczą i pomagają mi w życiu,pozdrawiam i zawsze wiernie czekam na jeszcze.

  245. Te ilustracje są rozczulające! Szkoda tylko, że młodego tatusia wśród tych osób nie ma, Ignaś z maleństwem to też byłby wzruszający obrazeczek.

  246. Zgredzie!:)

    Asiu, no, ależ się cieszę! Jak to dobrze jest- tak się przydać! No, wręcz wspaniale.

  247. I to porozumienie Idy z małą Milą.

    A w ogóle to zapomniałem o najważniejszym: dziękuję Pani za tę nową cząstkę.

  248. :-)
    Koncze czytac CZ. Dlugo kazala ma siebie czekac.
    Dla mnie temat dzidziusiow bardzo aktualny. Mam w domu 2.5 letnia corke i… miesieczne blizniaki chlopaki :-) Jest co robic!
    Pisze, bo chcialam podziekowac. Za slowa zawarte i w CZ i w „Dziecku Piątku „.
    Gdy dowiedzialam sie o bliznietach bylam przerazona…jak sobie poradze, jak to pogodze z praca zawodowa (jestem lekarzem..juz raz pisalam do Was z dyzuru:-)). Mowiac wprost nie potrafilam sie cieszyc. Trafilam na te słowa: „Ano tak, to bliznieta. Jak juz sie komus wiedzie, to sie wiedzie.”…. i to pomoglo mi zaczac sie cieszyc :-) Niby prosta mysl Pana Bronka..a bardzo mi pomogla.
    Dziekuje Pani Malgorzato! Za cala Jezycjade. Czesto byla dla mnie pomoca i swiatlem.
    A moja ukochana mysl z Pani ksiazek to ta: „Milosc buduje. Po tym ja poznasz.”
    DZIEKUJE!!

  249. Mnie rowniez zakonczenie (zaskakujace) dalo do myslenia, ale na szczescie po chwili przeczytalam o „Chucherku”!
    Wzruszajaca sekwencja ilustracji z dzidziusiem ogromnie mi sie podoba (jak juz wspominalam), jest pieknym dopelnieniem sceny powitalnej.
    Tez lubie dzidziusie.

  250. Trochę mnie namówiono.:)
    A trochę sama się przekonałam.
    Sporo jeszcze jest do napisania.

  251. Rozgrzewająca!
    Jak te ilustracje, serce się topi jak wosk.
    A oczy Babi takie szczęśliwe, a jednak ustąpiła Norze. To było wzruszające.

  252. A każda inaczej trzyma dzisiusia. Po swojemu.

    Beatuszko, a u mnie dziś cebulowa z grzankami i parmezanem. Pogoda w sam raz.

  253. Fianiebieska, oświadczam uroczyście, że każdą napisaną dotąd książkę starannie przemyślałam;). Inaczej się nie da.

    Dojrzałość, ech, piękna sprawa: przychodzi z wiekiem i jest to jeden z nielicznych jego plusów.
    Nawiasem mówiąc, Twoje odczucie jest trafne. To miała być już ostatnia część Jeżycjady.
    Ale mi przeszło.
    W ostatniej chwili, już po definitywnej korekcie, już kiedy książka szła do druku.

  254. Dzień dobry!
    Ach, te cztery to również moje ulubione. Są wspaniałe!
    Maleńka Nora Róża z mamą, babcią, prababcią i ciocią.
    To czułe spojrzenie i uśmiech Gabrysi.

  255. Skończyłam czytać i… w zasadzie mogłabym zacząć od nowa. Ta część jest inna od wszystkich, znacznie dojrzalsza i widać, że starannie przemyślana. Zakończenie mnie poruszyło, nie wiem czemu, czułam się tak, jakbym się żegnała już z bohaterami Jeżycjady, a tego bardzo bym nie chciała ;)

  256. Przeczytałam „Ciotkę” wczoraj/dzisiaj w nocy mimo przewlekłego zmęczenia matki Trojga. Zaraz oddaję mojej zbuntowanej, rosnącej – we wszystkich kierunkach – Czternastolatce o mocnym charakterze. Przytulone Dzidziusie bardzo wzruszające. Jak to się jednak zaraz wszystko przypomina… Dziękuję!

Dodaj komentarz