Marzec

apunte troncos francisco castro

                                                                                        Las II – akwarela (malował Francisco Castro)

 

 

Kazimierz Wierzyński

MARZEC

 

Na miłość boską, patrzcie, co też tu się dzieje!

Powietrze gra na skrzypcach, świat jest pełny nieba,

Po nocach skądś ciepłymi narcyzami wieje,

A ja już kwitnę, kwitnę – co więcej potrzeba?

 

O, wietrze po odwilży, bociany, stokrocie,

O, łaskotki uśmiechów, bazie na wierzbinach,

I ty najdroższa sroko tańcząca na płocie,

O, marcu, marcu cały w moich imieninach!

 

( z tomu „Wróble na dachu”, Warszawa 1921)

 

 

365 przemyśleń nt. „Marzec

  1. Asiu, „Córkę Izebel” znajdziesz np. w dobrej i taniej księgarni internetowej Bonito. Czytałam tę powieść w oryginale, bardzo ciekawa, lecz nie jest to jedno z jego wybitnych dzieł.

  2. Przepraszam, że ja nie w temacie ale ponoć na polskim rynku pojawiła się pewna nowość – „Córka Izebel”, Collinsa. Czy już wiecie?

  3. O, matko! Padałam dzisiejszego ranka, a to z powodu komentarza Zgreda.
    Itagoto wanakura!
    Najpierw pomyślałam sobie, że Zgredzik zaklął sobie soczyście w języku obcym, ale nie martwym.
    Potem dotarła do mnie „i ta gotowana kura”, ale najlepsze jest to, że translator google po wrzuceniu hasła wyświetlił: Historia się rozwija! W języku suahili!!!
    Zgredzie, wiedziałeś o tym?
    Starosto, co za prorocze słowa!

  4. Dzień dobry!
    U nas za oknem śnieg, ale nic to, z kuchni tak pięknie pachnie krupnik Pulpecji :-)))
    Jeszcze tylko dodam koperku.
    No i masło :-D
    Bosko!

  5. Ida całująca unikalnie i polecająca sprawdzić, czy nie zadziałała na odległość.

    „Ale teraz muszę jechać do” supermarketu.

  6. Podobało mi się też bardzo spojrzenie w przyszłość na końcu.
    „Najważniejsza jest perspektywa”, jak mawia moja mama (in-law).

  7. Obawiam się, że Ida postąpiła bardzo ryzykownie, nie zaczynając remontu od dachu.
    To się może zemścić.

  8. Bardzo mi się podobało, że Grześ zabrał Gabrysię nad morze! Też tak chcę.
    Gdyby spotkanie w Poznaniu było w cieplejszej porze, to kto wie, gdziebyśmy wylądowali z Szarotką.

  9. Jak mam szukać tych właściwych Literakow? Bo dużo tego, a bardzo chciałabym spróbować. Uwielbiam sccrable.

  10. Lub jako kariatydy, Wannabe, co?
    Ale nie to mnie zaskoczyło, tylko Twoja potrzeba wariackiej zabawy. Ale to może uzasadnione. Jesteś spokojna, mądra i odpowiedzialna, jesteś też człowiekiem sumienia – ale coś w Tobie drzemie!
    No, chciałabym zobaczyć taką zabawę. Na pewno byłoby w niej coś dzikiego!

  11. Sowo, cieszę się, że Sowiątko wraca do zdrowia. Takie biedne są te gorączkujące dzieciaczki.

  12. Wiolu, Marchewko, dziękuję za recenzyjki, tak pełne sympatii.
    Wiolu, ciepły, i owszem. Wypraktykowany, wielodzietny. Spróbuj kiedyś!

    Marchewko, sama się śmiałam nad tą kurą. Ta scena śmieszna jest dlatego, że z życia wzięta! Kiedyś – jako całkiem młodziutkiej gospodyni – zdarzyło mi się to samo. Ignaś ma moje ówczesne fobie, a dodam, że ta z drobiem nie przeszła mi do dziś. (Do ust nie biorę i nie znoszę zapachu! – a nie znosiłam jeszcze przed tą swoją akcją z gotowaniem in toto, która to akcja tylko pogłębiła mój uraz)

  13. Ja też lubię, Madziu.
    Dzień dobry!
    Wannabe, zaskoczyłaś mnie! A więc lubiłabyś eksperymenty Dentego! Jakie to miłe!
    Ładnie odczytałaś tablicę. I ładnie to o Tobie świadczy.

  14. Dziękuję Ci, Chesterko. Miło mi było bardzo, gdy przeczytałam, że lubisz.
    Trzymam jak najmocniej kciuki za Twoje Chucherko- żeby było dobrze, żeby było lepiej.

  15. Cześć i czołem!
    Chciałabym donieść, że tutaj wszystko pod kontrolą. Okazało się, że Gaudenty to August, a August to Gaudenty, więc okładka jest poczciwa, tylko ja inaczej ją przezwałam. Najwidoczniej taki już los tego chłopca, lecz on i tak „SIĘ NIE OBRAŹI” :)
    Po lekturze „Ciotki” myślę sobie, że jestem na dobrej drodze, bo rozumiem, gdy trzeba zrezygnować ze swojej cennej, pamiątkowej tablicy dla kogoś, dla kogo nie jest ona ważna. I właśnie ostatnio bardzo pracuję nad czujnością wobec innych, żeby w takich chwilach zawsze bez ironii odpowiedzieć: „Dziękuję, że tak ładnie zapakowaliście”.

    A moje najzabawniejsze sceny są dwie: obrazek z Gaudentym i Augustem!! No ja mogłabym się zatopić w tej scenie, tak dobrze bym się z nimi bawiła!! Ostatnio nikt nie daje mi się bawić!!
    A drugie to za każdym razem, kiedy dziadek robi Joylona :P

  16. Pani Małgosiu!… Gdybym teraz znalazła się twarzą w twarz z Panią, to po prostu zrobiłabym po raz kolejny to, co właśnie znów się zaczyna – popłakałabym się ze wzruszenia i utonęła w Pani ciepłym uścisku (tak przypuszczam).
    Zanim zaczęłam czytać, to jeszcze się modliłam i od razu dziękowałam za to piękno, dobroć, które Pani daje i w ogóle…
    A że wzruszam się w momentach, kiedy inni nic wzruszającego nie widzą, to znów łzy kapią jedna za drugą. Przeżyłam coś pięknego! To za mało powiedziane! Dokładniej podzielę się w najbliższym czasie, weekend zamierzam spędzić w rodzinnym domu, na drogę zabrać wiadomą książkę, więc na spokojnie jeszcze coś napiszę. Bo teraz z emocji to nie wiem, czy w ogóle zasnę! (jutro do szkoły, do pracy!)
    Te rozmowy ojców z dziećmi (Grzegorz-Ignacy, Florian-Nora), lękająca się Agnieszka (jakże jej różne obawy mi bliskie, choć moje to tak na wyrost), maile, kochany Józinek, poczciwy Auguścik i „Musisz być tak wspaniała, żeby na ciebie trzeba było zasłużyć”. I Nora, która przyszłości nie zna jeszcze, ale już tak pięknie się dla niej wymalowała… Marzę sobię teraz, tęsknię, i znów ronię łezki, coś tak cudownego Pani uczyniła! Dziękuję.

  17. Właśnie ta scena. Bardzo mnie ujęła, ciekawa jestem czy inni też mieli podobne odczucia. Co do reszty moich ulubionych to powstrzymam się od ich wymieniania, bo pewnie ta wiadomość musiałaby być tak samo długa jak poprzednia. Dziękuję za odpowiedź na temat Elki i Tomka, ciekawość została zaspokojona :). Siostra ma również Panią pozdrawia i zapewne po przeczytaniu „Ciotki” także pozostawi jakąś wiadomość.
    Dobrej nocy!

  18. Kochana Pani Małgosiu, właśnie skończyłam czytać Zgryzotkę i chciałam podziękować za kolejną część Jeżycjady. Moim ulubionym fragmentem jest zdecydowanie akcja z gotowaniem kury :) Wzruszyłam się natomiast na rozmowie Nory z Florianem. Jako wielka miłośniczka psów, jestem też wdzięczna za wszystkie momenty z Bobusiem. I dziękuję za duże ilości Idy, którą po prostu uwielbiam (zaraz po Tygrysie, którego mi tutaj akurat zabrakło, chociaż bardzo ucieszyła mnie informacja o małym Juleczku). I na koniec chciałam tylko jeszcze napisać, że rozumiałam doskonale Norę, zachwycającą się noworodkiem, ponieważ dwa miesiące temu moja najbliższa sercu przyjaciółka urodziła córeczkę i każde spotkanie z maleńką jest dla mnie magiczne, a ponadto wkrótce ma termin moja bratowa, dlatego już nie mogę się doczekać, kiedy przekażę Zgryzotkę mojej mamie. Jej też na pewno się spodoba, szczególnie że przygotowuje się do roli babci!

  19. Choruszek dziś dużo lepiej, dziękuję. Będzie wreszcie spokojna noc.

    Mamo Isi, już Cię dodałam do listy konktaktów. Za to z nickiem DUA mam kłopot. Pod tym, o którym myślę, znalazłam kogoś innego.

  20. Myślę, że Fryderyk wylądował w jakimś współczesnym Los Alamos i stąd los rodziny.
    Ale sugerował, że się zobaczą niebawem i ja mu wierzę.

  21. Kresko15, spokojnie. W życiu bywa czasem lepiej niż w powieści. I na pewno inaczej!
    Dziękuję za długą i ciekawą wiadomość. A więc to jest Twoja ulubiona scena? Ciekawa jestem tych innych.
    O Elce i Tomku pomyślę (tak, mają synków). Muszą się w końcu pokazać!
    Pozdrawiam siostrę! Dobranoc i uściski dla Ciebie!

  22. Właśnie skończyłam czytać „Ciotkę”. Mam okładkę z poczciwym Augustem (w empiku były tylko takie), co do którego byłam przekonana, że z pewnością biedak nie może nazywać się Podeszwą. Moja „Ciotka” ma 2 razy przedrukowany pierwszy rozdział, na początku przeraziłam, że być może to oznacza, że będzie brakowało jakiegoś fragmentu, ale na szczęście tak nie jest, mam jedynie o kilka kartek więcej.
    Jeśli chodzi o imienne upodobania, z Norą zgodzić się nie mogę, uważam że August to bardzo ładne imię. Nawet mieliśmy tak nazwać naszego psa (gwoli ścisłości Augustusem), lecz nasz tata nie wyraził aprobaty i pies ostał się Aslanem. Natomiast jako, że tata (swoją drogą bardzo przypominający mi Floriana z Ciotki), nie miał już prawa ingerować w imię kota babci, to ten stał się już Augustusem.
    Zaraz za czytanie weźmie się moja siostra, która jest studentką studiów azjatyckich z modułem Japonia, toteż na pewno ucieszy ją to jakie studia wybrały Łusia i Ania, a także to że absztyfikantem Łusi okazał się Azjata. W trakcie czytania miałam wielką ochotę to wszystko jej powiedzieć jednakowoż z trudem się powstrzymałam. Ograniczyłam się jedynie to okrzyków „Anno będziesz zachwycona”.
    Troszkę łezka w oku mi się zakręciła z powodu przeprowadzki z Roosvelta i tego zdejmowania tablicy. Choć rzeczywiście teraz lepszym dla niej miejscem będzie kuchnia u Patrycji.
    Jak zawsze bardzo podobają mi się ilustracje, szczególnie ta przedstawiająca Dorotkę jest śliczna.
    Czuję się jedynie odrobinę starawo, Ignaś ma już swoją dziatwę a mój najdroższy Józinek właśnie stanął na ślubnym kobiercu. I tak sobie zadaje pytanie „No a co u ciebie słychać?”.
    Bardzo ucieszyło mnie to wymienienie gości weselnych, lubię kiedy choć jest coś napomknięte na temat bohaterów starszych części. Szkoda, że nie było nic na temat Elki i Tomka, wiecznie zastanawiam się co u nich, jak się mają. I skoro Nora to pierwsza wnuczka Grzegorza, to oni pewnie mają syna lub synów? Jakoś nie mogę się wyzbyć tej mojej ciekawości.
    A mój ulubiony ulubiony fragment to chyba ten kiedy Mila podchodzi na weselu do Ignacego, ale poza tym mam jeszcze mnóstwo ulubionych fragmentów.
    O jeszcze musze wspomnieć o nowej fryzurze Idy, na widok tej ilustracji od razu przyszła mi na myśl „Ida Sierpniowa” i pamiętne strzyżenie. Przyznam jednak, że liczę na to, że znów Idusi odrosną choć troszkę jej piękne bujne loki.
    I oczywiście nie mogę się doczekać Chucherka!

  23. Duszko:))) Podoba się! Dziękuję!
    I te refleksje o macierzyństwie do końca życia – musiałam się kontrolować na KORze jak Nora, by…wiadomo co.
    A jeśli chodzi o starzejących się Borejków. JP2 pokazał nam, jaką ważną rolę pełni stary i często chory człowiek. Niechby i mieli po 100 lat i chorowali otoczeni miłością rodziny.

  24. Pani Małgosiu! Ja moje Chucherko zawiozłam dziś na Kliniczny Oddział Ratunkowy (nie tak to się wszystko gładko potoczyło, jak się myślało rok temu) i tam usiłowałam czytać „Ciotkę”. Czytam od wczoraj w tempie po 5 zdań bynajmniej nie ze względu na delektowanie się lekturą (choć tego warta!), dawkuję ją raczej jak kropelki na smutki i z powodu niesprzyjających okoliczności. Dzięki niej nie poupadam na duchu. Dziękuję!!
    I tak dobrze tu zajrzeć.
    Lubię refleksje Magdy Z.

  25. Małgosiu, otóż historia z komórką jest z życia wzięta. Takie historie są najśmieszniejsze, jak wiadomo.
    Pozdrawiam Mamę!

  26. Karolino, to bardzo krzepiące, dzięki.
    Moja Ciocia skończyła, nota bene, 104 lata.

  27. Dobry wieczór ! Dołączam się do głosu moich dzisiejszych przedmówczyń – Borejkowie jako bohater zbiorowy są niezastąpieni. Ja również w każdym z tomów Jeżycjady, poświęconym komuś spoza klanu, wyszukiwałam i czekałam na wieści co u nich. A to że Seniorzy już leciwi to przecież żaden problem, dziadkowie mojego kuzyna mają ponad 90 lat i są w świetnej formie. Na pewno wielu z Księgowych również zna takie rodziny. Pozdrawiam i życzę wszystkim dobrej nocy :)

  28. U mnie „Zgryzotka” od wczoraj! Staram się jak mogę wolno i rozważnie, stronka po stonce i nie wiem kiedy 1/3 za mną. Dziadek Borejko mistrz! Historyjkę o tym, dlaczego komórki jednak na spacer nie weźmie, przeczytałam mamie przez telefon – perlistym śmiechem zaniosłyśmy się obie, a mama na to oświadczyła (gdy już się lekko opanowałyśmy), że i ona przeczytać koniecznie musi. I to tyle na razie wieści z Grodu Smoka ;)

  29. Najspokojniej w świecie myję sobie zęby (no bo komu miałabym myć, swoją drogą), gdy nagle słyszę krzyk brata:
    – Zuźka! Słyszałaś, że jest reklama nowej książki Musierowicz w radiu?
    Jako że prawie nic nie usłyszałam, więc musiałam się dopytać i tak sobie wrzeszczeliśmy:
    – Co?!
    – No przed chwilą leciała reklama nowej książki Musierowicz w radiu!!
    Ach! Cóż za miła niespodzianka! Wiedziała Pani?
    W ogóle zaskoczona jestem reakcją brata na „Ciotkę”. Wczoraj jak ją zobaczył tak się miło uśmiechał, dzisiaj przyszedł ją oglądać i pytać, oczywiście dodał jakaś z lekka złośliwą uwagę. No pięknie!

  30. Przereklamowane, a już z jakim trudem oblicza się własny zaktualizowany wiek :-) Ale tu nie data, a Idy Marcowe i widzę natychmiast Idę u Pana Karolka, gawędzącą niezobowiązująco :-)

  31. To dlatego, że dużo jest maili i esemesów, trudno byłoby dawać numerek przy każdym.

  32. A mój nick, Sowo, znany już Mamie Isi i Beatuszce, ma związek z pisarzem, który tak naprawdę był dwoma kuzynami.:)))
    Bernardowi by się go dobrze wymawiało.

    A jak gorączniaczek dzisiaj? Lepiej? Może dziś się wyśpisz.

    Ann, ja nigdy nie pamiętam dat. Nawet własne dzieci z trudem lokuję cyfrowo.
    Numerki są nudne.

  33. Kochany Starosto, muszę wziąć z góry dowolny tom Jeżycjady, aby podeprzeć się na duchu. Czytam bowiem wspomnienia Janusza Meissnera i podupadłam na tymże (duchu) po kolejnej katastrofie samolotu ze skutkiem śmiertelnym. Do niczego z takimi wspomnieniami. A pod ręką mam jeszcze wspomnienia zesłańców z Syberii i mocno podejrzewam, że tam też może nie być wesoło. Cenię sobie wspomnienia i pamiętniki, ale mają ci one jedną wadę, bo najczęściej wspomnienia piszą ci, którym łatwo nie było. I cóż mi z tego, że autor przeżył, skoro poza nim trup ściele się gęsto.

  34. Sowo, ponieważ wstaję w nocy do Mamy, a budzę się o 7-ej rano, więc nocne markowanie nie dla mnie.
    Zajrzałam do statystyk: zapisałam się do literaków 30 stycznia i zdążyłam w tym czasie rozegrać 142 partie (zwycięstwa: 86 (60.6%),porażki: 55, remisy: 1), co oznacza, że dziennie jestem w stanie rozegrać trzy partyjki, nie więcej. Czyli poświęcić na grę w sumie jakieś pół godziny. Mała szansa, żebyśmy się spotkały, bo i Ty przecież masz sporo na głowie. Mój nick to osiemnasta litera alfabetu greckiego plus rok, w którym 17 marca w Teatrze Wielkim w Warszawie odbył się pierwszy biletowany koncert Fryderyka Chopina.

  35. A tak tylko przelotem dodam, że dzisiaj urodziny Idy. Wiwat Ida, wręczam bukiecik krokusów! A torcik dali?

  36. Ha! Połknęłam jednym haustem! A teraz będę czytać statecznie i się napawać…
    Idusia nie jest moją najulubieńszą z sióstr Borejko ale uwielbiam jej poczucie humoru, pękałam ze śmiechu wyobrażając ją sobie z fryzurą mop… No i liściki – cudo…
    Ale biedna Nora! Piechota! Ja co prawda imię mam całkiem zwyczajne, ale ciągle muszę tłumaczyć, że nie nazywam się jak pewna ulica w Warszawie (nie Marszałkowska!), ale sympatyczne jeziorko na południu Polski. Czasami chyba lepiej nazywać się po prostu Kowalska :)

  37. Puchałko, dobry pomysł, przejdziesz płynnie z „Feblika” do nowych wydarzeń.
    Dzięki za to ładne wspomnienie.

  38. Ależ oczywiście! (O, właśnie, Sowo, jednak masz jesienną potrawę!)

    KRUPNIK GRYCZANY PULPECJI:
    Gotujesz porządną zupę grzybową, na dużej porcji włoszczyzny (w kosteczkę!) i z paroma ziemniakami (plasterki). Wszystko jedno – z suszonych, czy świeżych grzybów – i kiedy tak sobie pyka na ogniu, wsypujesz ze dwie garści suchej kaszy gryczanej. A kiedy kasza zmięknie, robisz „zaklepkę” z łyżki mąki, rozprowadzonej w paru łyżkach zimnej wody i z dobrej kwaśnej śmietany. I wlewasz to do zupy. Doprawiasz do smaku (sól, pieprz etc), zagotowujesz, dodajesz garść posiekanej natki, albo koperku (wolę) – i rodzina zjada wszystko do ostatniej gryczanej krupki!
    Pyszny!
    Z innych grzybów tez może być, nawet kurki się nadają.

  39. W ogóle nie czytam, co tu się pojawiło od wczoraj, bo „Ciotka” jeszcze przede mną, ale właśnie odkrywam na nowo „Feblika” i chciałam się podzielić wzruszeniem, które mnie ogarnęło, w momencie, kiedy Gabrysia po pierwszej rozmowie z Agą, powiedziała: „Powiedziała: my!”, a ja sobie przypomniałam, jak to właśnie, kiedy mój obecny mąż, a wtedy dopiero absztyfikant, po raz pierwszy napisał mi w wiadomości „my” i ja od tego momentu nie miałam już żadnych wątpliwości, że to naprawdę i na całe życie…. dziękuję! Wracam do czytania, a do Księgi wrócę, jak już pochłonę Ciotkę ;)

  40. Aha, jeszcze Sowa pyta o Gaudentego. Nie, nie był zaplanowany do zmiany, sam się jakoś odmienił po drodze!
    (To wtedy zrobiłam mu nowy portrecik)
    Beatuszko, celne!

  41. Sowo, zgadza się, „Kalamburka” miała być ostatnią. No i nie była, a potem znów zaczęłam planować, jak tu ładnie i z wdziękiem zakończyć serię.
    Myślałam i wymyśliłam. I proszę. Tyle wymyślania na nic: piszemy dalej.

  42. Mamo Isi, to rzeczywiście będzie problem, bo ja zaglądam do Literaków rzadko i dopiero po północy. Dobry byłby dla nas jakiś system Literaków korespondencyjnych. ;) Wymyślę potem jakiś tymczasowy nick i spróbujemy się odnaleźć.

  43. Biegała tym bardziej, Beatuszko!:)))

    Nini, oni na pewno dotarli na ślub Józka, ale przecież nie mogłam zrobić listy obecności! Ograniczyłam się do wymienienia mimochodem postaci „punktowych”. więcej być nie mogło.
    A czy japoński ślub?- ooo, to się dopiero zobaczy.
    Jacek Tanaka pojawił się głównie po to, by ucieszyć moją tłumaczkę, a także ewentualnych czytelników w Japonii. Ale będzie musiał pokazać, czy wart jest Łusi!

  44. Kochana Pani Małgosiu – zaczęłam czytać „Ciotkę” i od razu zrobiło mi się ciepło na sercu. Dumam i dumam, jakim cudem ZAWSZE Jeżycjada to robi…
    I już wiem, dzięki ciepłu Pani książek, gdy trzeba wrócić do rzeczywistości nie jest ona wcale taka szara, smutna i ponura. Dostrzega się więcej, a przede wszystkim kocha się bardziej.
    Dziękuję!

  45. A Nora Górska Czekała to już w ogóle.
    Nora Piechota – pięknie!

    Co za wieści! Cieszę się, że to jeszcze nie koniec. Jak dobrze, że będzie „Chucherko”.

  46. Gio, jestem pod wrażeniem! Obiecałam sobie, że drugi raz będę powoli smakować, tymczasem po raz kolejny połykam..
    Ale jednak wyłapuję kolejne smaczki. :o)
    A prywatne do tej pory były dlatego, żeby za bardzo nie spojlerować.
    Dziękuję DUA za Chopina i Żabę! I za koncert na dwie fanfary. I komary.
    Rozśmieszyła mnie (po raz kolejny!) pora montażu urządzeń higienicznych oraz toaletowych w Ruince! Jakie to prawdziwe, swoją drogą..
    A także to, że Ziutka po umyciu zębów trzeba obudzić i znów kazać mu je umyć. :o)

    Malutka prośba, co do Chucherka (naturalnie, gdy ręka wypocznie i będzie gotowa :o)) – skoro Elka i Tomcio nie dotarli na ten ślub, to może na kolejny? Zwłaszcza że zapowiada się japoński?

  47. Ha! Wiedziałam! Ale czy i „Kalamburka” nie była planowana jako ostatnia? :)

    Jak już tak Autorka się przyznaje, to zapytam, czy Gaudenty od początku był pomyślany jako bohater z charakterem do zmiany?

    Iskro, jakaś młodzież czyta, przecież Jeżycjada to lektura. Wprawdzie młodzież szkolna dzieli literaturę na książki i lektury, czytając te drugie z musu i z niechęcią, ale chyba nie wszyscy? Jeżycjada od początku jest w zasadzie sagą rodzinną, ale rodzina jako bohater zbiorowy silnie dochodzi do głosu dopiero po „Kalamburce”. Przyniosło nam to wiele ciekawych rozwiązań, do moich ulubionych należy obsadzenie Magdusi w roli milczącego obserwatora wydarzeń, ze świetnym przypisywaniem jej różnych przemyśleń przez poszczególnych członków rodziny („pewnie myślisz, że…”). Z drugiej strony nie wiem, czy znajdzie się ktoś z czytelników, kto emocjonowałby się (czy wręcz identyfikował z) taką bohaterką. Większość raczej odetchnęła z ulgą, że odeszła w siną dal i zastąpiła ją (świetna!) Agnieszka. W „McDusi” młodzieżowym bohaterem „do przeżywania” zdecydowanie jest Ignaś, a nie Magda.
    Pamiętam, że czytając Jeżycjadę jako nastolatka bardzo mi odpowiadała ta narracja prowadzona przede wszystkim z perspektywy głównej bohaterki. Teraz ciekawią mnie obie perspekrywy oraz różne rozwiązania literackie (bo każdy tom przynosi coś nowego), ale do tej dawnej koncepcji mam ogromny sentyment.

  48. De facto już się podjęłam, Zuziu. I już piszę.
    O nowej serii trzeba będzie jednak potem pomyśleć, bo muszę się wywiązywać z obietnic, danych Czytelniczkom. A obiecałam uroczyście, że „już nikt więcej nie umrze”. Tylko że dziadkowie B. przekraczają 80-tkę…
    Nowa seria to jest wyzwanie. Dobrze pomyślę, co by to miało być.

  49. Kiedy robota = radość to już mamy pracowite szczęście. Tylko i li. Ale się ucieszyłam :-)

  50. Nowa seria?! Pani jest nieprawdopodobna. I za to tak wszyscy Panią kochamy!
    Ja i tak miałabym wrażenie, że oni tam nadal są, żyją, przeżywają i doświadczają, tylko dla nas jest to już niewidoczne. Niby to z nutą smutku, a jednak uśmieszek nadziei błąka się po twarzy.
    Nawet Pani nie wie, jak Panią podziwiam. Że mimo planów jednak się Pani podejmie!

  51. Też go lubię, Elżbieto:).
    A, dobrze się stało, prawda? Nora Podeszwa – to byłoby jednak bolesne.

  52. Finalne tchnienie… Pani Małgosiu, właśnie się zastanawiałam, czy o tym napisać.
    Serce mi się ścisnęło, gdy czytałam na 271 stronie spis gości. A dwie strony dalej: „Wieczór był ciepły”. I cichy? Jednak zamiast zachodzącego słońca – wschodzący księżyc. Zatem nie koniec.
    Odchodzący świat Borejków na Roosevelta 5, ale i umacnianie gniazda u Górskich (z Idą, Laurą i młodymi Pałysami po sąsiedzku). A w jeżyckiej kamienicy młode pokolenie.
    Jak pięknie i dobrze!
    A jeszcze Ignacy z Milą historię rodziny piszą! I Norze nie dojdzie do imienia Podeszwa:D
    Dziękuję, Pani Małgosiu, za kolejną książkę, za kolejne wzruszenia.
    I za piękną relację taty z córką! Ja też jestem fanką Floriana:)

  53. „(…) cicho gada z psem, a może mu czyta, nie wiem, bo nie rozróżniam słów”.

    Jestem w euforii!!! :-)
    „Cioteczka” jest smakołyczkiem!
    Doszłam do s. 205 i świadomie oraz dobrowolnie resztę odkładam na jutro.

    PS
    Scena z Babcinką mnie rozczuliła.

  54. Zuziu, jeszcze dodam – po udzieleniu Ci odpowiedzi – że pięknie wszystko to zrozumiałaś. Jestem poruszona.
    Ach, jakie ja mam mądre czytelniczki!

  55. Pewnie tak, Zuziu!
    Choć, na szczęście, byliby wciąż na swoim miejscu, prawda? I zawsze można by ich odwiedzić.
    To jest właśnie przewaga postaci książkowych nad nami, żywymi.

    Zdecydowanie jednak brakowałoby mi pracy i radości z niej płynącej (jestem pracusiem, to fakt) i dlatego już zaczęłam nawet obmyślać całkiem nową serię:))). No, ale będzie musiała jeszcze poczekać, jak widać.

  56. Ach! Wiedziałam! Wiedziałam! W pięknym, szczęśliwym zakończeniu zawrzeć tyle cichego smutku. Melancholii? Piękna historia! Z dreszczykiem. Ale chyba nie możemy bać się dopalania świecy, w końcu świta nowy dzień. Tylko nie wiemy, co nam przyniesie, chyba dla tego bezpieczniej nam w tym co wczorajsze i znane.
    A tak zapytam, nie brakowałoby ich Pani choć trochę?

  57. Nie, nie zniknęło, Krysiu, tylko jeszcze coś dopisałam. I już jest.

    Ach, co myśmy robili, kiedy nie było internetu?! Czy ja bym w ogóle usłyszała o Francisco Castro?! Jakim cudem?
    Nawiasem mówiąc, Krysiu, te obrazki, które dla mnie namalował pan Fąfrowicz są chyba jego najpiękniejszymi. I wszystkie z księżycem! Mamy ich kilkanaście, i ja, i Emilka. Kiedyś pokażę.

  58. Kasztanowłosa (wiad.pryw.)- dziękuję za tę kolosalną recenzję i tyle wyznań. Cóż, teraz chyba muszę się do czegoś przyznać – skoro i
    Ty, a z Tobą tyle osób tu twierdzi, że „Ciotka Zgryzotka” ma w sobie jakieś finalne tchnienie. Tak, dobrze wyczuwacie. To rzeczywiście miała być ostatnia powieść z serii „Jeżycjada”. Kiedyś mnie tu ktoś pytał, czy obmyśliłam już, jak się będzie kończyć ta seria. Tak, obmyśliłam, i tak właśnie miała się zakończyć. I jeszcze kiedy oddawałam do wydawnictwa tekst „Zgryzotki” byłam przekonana, że postawiłam ostatnią kropkę w „Jeżycjadzie”, bo pokazałam starych znajomych, podopinałam wszystkie wątki, przeprowadziłam dziadków na wieś i nawet zaprojektowałam przyszłość dla Nory i Podeszwy.
    Ale nie ma tak dobrze.
    – Ta mała Mila – usłyszałam – zapowiada się bardzo obiecująco. Może by jeszcze o niej napisać? A Łusia? Naprawdę – za Japończyka? A co jej tata na to?

    Akurat wtedy wymyślił mi się fajny tytuł, no i… będzie „Chucherko”!
    Troszkę tylko rękę podleczę i dam jej odpocząć.

  59. Coś chyba zniknęło?… ;-)

    A ja tylko chciałam wyartykułować tu radość z tego, że teraz z internetem mamy tak fajnie : podczas czytania książki czy komentarzy tutaj wszystko, co nas zainteresuje, można sobie na boczku ‚wrzucić w Google’a’ – i już wiemy, jak wyglądają dzieła Fąfrowicza, F. Castro, szlak przepięknej architektury drewnianej Wielkopolski czy nawet Jeżyce lub Sołacz! :) Uwielbiam to, i uwielbiam, kiedy DUA szczodrze nas na te wszystkie wartościowe cuda naprowadza! Dziękuję!!

  60. A ja dopiero zaraz zatopię się w tym kochanym świecie! I się cieszę, aż coś we mnie śpiewa! Wczoraj nie mogłam książki odebrać, za to dziś była ze mną cały dzień w pracy, ukryta. Jednak tyle się działo, że nie miałam nawet sekundy, by o niej pomyśleć, może to i dobrze.
    Widząc Wasze wpisy cieszę się, że od początku wybrałam okładkę z Augustem, do którego zapałałam sympatią od pierwszego wejrzenia. Ale… teraz wszystko przede mną, cała gama emocji! : ))

  61. Dzień dobry! Wczorajszy wieczór ( a i kawałek nocy) szybko upłynął mi z całą Rodziną Borejków. Jak to miło przenieść się znowu w ich świat. Cieszy mnie zawsze potężna dawka pozytywnych emocji – gdy za oknem pogoda szara, w „Ciotce” ciepło ( nie tylko atmosferyczne:)). Zawsze z niecierpliwością czekam na kolejną część i zawsze przewracając ostatnią stronę myślę sobie, że warto oj warto było czekać. Teraz spokojnie mogę się wreszcie przyznać się mojemu 9 letniemu Synkowi, że Ciotka już jest w domu – gdyż młody człowiek już od jakiegoś czasu wypatruje czy mama kupiła.Pani Małgosiu bardzo dziękuję za wspaniałą książkę! Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  62. O, mamy jeszcze jedną Zuzię! Dzień dobry! Miło mi Cię widzieć!
    I bardzo się cieszę, że książka Ci się podoba.

  63. Dzień dobry! Bardzo długo czekałam na „Ciotkę Zgryzotkę” i wczoraj ją kupiłam. Naprawdę bardzo mi się podoba – tak, jak wszystkie Pani książki. Dziękuję!

  64. Sowo, z przyjemnością, tylko ja dopadam do literaków, jak mam jakieś wolny kwadrans, co zdarza mi się z rzadka, no i nigdy nie wiem, kiedy. Po czym jeszcze szybciej wypadam, bo już coś się dzieje. Ale jeżeli podasz mi swojego nicka z literaków, to zawsze popatrzę, czy Ciebie nie ma.

  65. Cześć i czołem!
    Pani Małgosiu, wysłałam do Pani list! Tzn., jeszcze nie, ale już go zakleiłam, bo jakbym tego nie zrobiła to zaraz bym go podarła, już się boję co ja tam w przypływie emocji nawypisywałam. A ja i tak nie wyraziłam mojego zachwytu w całości. No więc, to tylko wydam entuzjastyczny okrzyk, że „Ciotka” boska, wspaniała, piękna! Zabawna i wzruszająca jak zawsze! Ileż razy chichotałam lub wręcz wybuchałam śmiechem przy krótkich, celnych odpowiedziach w toczących się dialogach lub na ciągle stwierdzanie rzeczy oczywistych przez Augusta. Co pięknie potem podsumował. Nie no! Nie potrafię! Jestem absolutnie zakochana w nowej powieści!
    Mocno, mocno ściskam!

  66. Dobrze, Madziu.
    Okazją może być maj, miesiąc książki.
    Co do Gaudentego: pewnie, że nie można go tak od razu i radykalnie skreślać. Chłopak kiedyś dojrzeje, to może i charakter mu się polepszy. A i okoliczności można mu stworzyć po temu.

    Mamo z dużego domu, pokażę kiedyś i te śliczne obrazki lunofilskie pana Fąfrowicza. Zamówiłam kiedyś u niego całą serię, a on przysłał istne cuda!
    Uwaga: kolor bakłażanu bynajmniej u mnie nie dominuje. Tylko niektóre szkła mam w tym kolorze.

  67. Cześć i czołem!
    Właśnie przyniosłam do domu dwie nowe „Ciotki”. Obie są z Augustem. A moja jest z Gaudentym. Przy zakupie (każda kupiona gdzie indziej) zdałam się na los. Czyli mnie wybrał Gaudenty.
    Wszystkie trzy pojadą ze mną (mam nadzieję) do Poznania po autografy. :-)
    A tymczasem dawkuję sobie lekturę, podobnie jak Trolla. Zdecydowanie za szybko mi ubywa stron do przeczytania! Więc nie łykam nowego tomu tak łapczywie, jak wtedy, kiedy miałam parę lat mniej. ;-) Teraz czytam sobie statecznie. I przyznam, że właśnie tak smakuje mi bardzo.

    DUA, cieszy mnie obecność Bobusia. Dziękuję za nią! ♥ :-)

  68. Ech, po tym opisie nabrałam jeszcze większej ochoty na oglądanie, zwłaszcza biblioteki i tych obrazów. Nigdy nie widziałam prac Fąfrowicza „na żywo”, znam je tylko z ekranu komputera, a i tak mnie hipnotyzują, często do nich wracam (specjalna przegródka na Pintereście). Dominujący fiolet i bakłażan mnie zaskoczył, oczekiwałam chyba kolorów bardziej Gabrysinych – piasków, żółci i mandarynek. Wyobrażam sobie, jak pięknie te fiolety wyglądają w połączeniu z zielenią i jesionowym drewnem. Swoją drogą jesion we wnętrzach to jedyny słuszny wybór, howgh. U nas w domu jest nawet jesionowy parkiet, drugi gatunek, żeby był bardziej kolorowy. Żadne rowerki ani zapiaszczone nogi mu nie straszne. Bakłażan! Czuje się moc! Spróbuję poszukać tych wpisów archiwalnych :0)

  69. Sowo, ależ w rodzinie Borejków nadal jest i będzie ( pięknie rozwojowo się to toczy u pani Małgosi ) towarzystwo, które można wpuścić na pierwszy plan dla tych młodszych czytelników.
    Ale nie oszukujmy się. Większość czytających Jeżycjadę, robi to od 40 lat lub odkąd posiadło sztukę czytania.
    Jestem wśrod nich i nawet dołaczyłam już do klubu teściowych.
    A teraz będę się już ze spokojem delektować wspaniałą Ciotką.
    Nie będę jednak zaglądać na tył okładki, bo zdecydowanie mnie denerwuje ( trafił mi się Gaudenty).

  70. Tak, tak, oczywiście, w kamienicy będą nowe pokolenia i cudownie, chodziło mi o nestorów. Ale niech im się tam dobrze żyje i spaceruje, Ignacy może jakoś uda się przekonać, żeby zabierać ze sobą telefon.

    A jeszcze przyszło mi do głowy odnośnie do tego, że mężczyźni nie potrafią zapamiętać daty ślubu itp. Mojemu mężowi postanowiłam to ułatwić – pobraliśmy się tego samego dnia miesiąca, w którym postanowiliśmy być razem i w którym się zaręczyliśmy, w ten sposób od prawie 13 lat (małżeństwem jesteśmy blisko dziewięć) każdego 4. dnia miesiąca obchodzimy miesiącznicę i niech tylko spróbuje mi zapomnieć! Łatwiej już nie można! Wiadomo, że każdy związek jest inny i nawet jeżeli Grzegorz nie pamięta, ile lat temu brali ślub z Gabrielą (No i co z tego? – rzecze), to najważniejsze i tak mają w sobie. Jednakowoż, Panowie mili, czasami warto zrobić przyjemność drugiej osobie i zapamiętać jakąś ważną datę. Jak nie pamiętacie, to sobie zapiszcie w telefonie. A zanim się on przypadkiem utopi (w kuble), bądźcie „smart”, zapiszcie dane np. w jakiejś chmurze, bez problemu ściągniecie je potem na nowy telefon. Wasze kobiety o niczym nie muszą wiedzieć, a będą pod wrażeniem, że tacyście sentymentalni i romantyczni! :):)

  71. Dzień dobry! Wyczekiwana „Ciotka” już w moich rękach, bardzo Pani za nią dziękuję! Teraz staram się ją sobie dozować tak, by odkrywać ją możliwie jak najdłużej, a więc powstrzymuję się również od czytania innych komentarzy ;). Pora premiery wspaniała – wiosna budzi się do życia i do tego taki prezent. Życzę dużo sił i weny do pisania „Chucherka” i tradycyjnie trzymam kciuki za pojawianie się moich ulubionych bohaterów Jeżycjady oraz – niezmiennie – mojej imienniczki :). Pozdrowienia dla wszystkich czytelników ze Śląska!

  72. Z innej beczki. Tak się zastanawiam, o czym świadczy to, że jedni (w tym ja) stanowczo wybrali okładkę ze schwarccharakterem, jakim okazał się Gaudenty, a inni znów od razu zawierzyli poczciwemu spojrzeniu Guścika?;)
    A znowu z drugiej strony tak sobie myślę, że może intelektualista i olimpijczyk po prostu nie miał okazji tym razem pokazania bardziej przyjemnych cech swojej osobowości, a które przecież mogłyby się ujawnić w innych okolicznościach. To jest też takie młodsze wcielenie Fryderyka (choć – nie całkiem, nie całkiem). A Augusta polubiłam pomimo dysortografii. Autorka wykazała się przyjemną przewrotnością kreując postaci męskie. Paralelnie pokierowano losami Nory i Augusta (wyjdzie na ludzi! pomimo dysortografii) i rodziców bohaterki, o czym świadczy pewne celne zdanie Floriana gdzieś w połowie książki. A olimpijczyk? – nie wszystko złoto, co się świeci, ale i jemu nie odbierajmy szans. :) Tak, że wyboru okładki – mówiąc pół żartem, pół serio – wcale nie żałuję.;)

  73. Po opisie Pani domu (aha, dużo szkła! i dużo książek, wiadomo) przypomina mi się obietnica sprzed lat, kiedy to fragmenty Pani księgozbioru (tzn. ich zdjęcia) miały się pojawić na blogu Bibliotecznik. Tak się na to cieszyłam! A może, może z okazji 10 rocznicy istnienia strony (już niebawem!) można by pokazać ze dwa, trzy zdjęcia Pani księgozbioru? Albo i z innej okazji. To taka niewinna sugestia i prośba zarazem, Pani Małgosiu. :)

  74. Błękitna, cała przyjemność po mojej stronie, jak śpiewano w tej starej piosence. :)

    Psianko, oj, tak.
    Ale on zrozumie.

  75. Marcelino harcerko, ale fajnie, że Ci się spodobało!
    Dziękuję za recenzyjkę! I ściskam!

  76. F. mi wygląda na takiego, co to potrzebuje duuużo czasu na zrozumienie rzeczy podstawowych. Ale niektórzy tak mają i miło jest oglądać ich powolną przemianę … tzn. miło dla obserwatora z zewnątrz, bo dla ściśle zainteresowanych to trochę męczące.

  77. Przeczytane w 3 godzinki. Napewno jeszczę wrócę na spokojnie. Jakoś zupełnie mi wyleciała konkretna data i gdy wróciłam wczoraj ze szkoły prawie podskoczyłam, widząc Ciotkę spokojnie leżącą na komodzie. Zdumiona byłam, że jeszcze nikt jej nie porwał, cichaczem zabrałam ją do pokoju i przepadłam. Okazało się, że mama kupiła dwie Ciotki, jedną dla swojej siostry, więc nie powstał żaden konflikt o to, kto ma czytać pierwszy. Brat skończył dziś, a mama zostawiła sobie do tramwaju. Ahhh, DUA, dziękuję za Ogrom Miłości!

  78. A jak ładnie perorujesz, Xymeno!
    Nie tak znowu definitywnie jest z tą wyprowadzką, nowe roślinki przyjmą się w miejsce starych drzew, a starym lepiej na świeżym powietrzu. Będzie dobrze!
    Ściskam mocno i dziękuję za tyle serdeczności!

  79. Madziu, brawo za obserwację. Tak jest, bohaterem zbiorowym jest rodzina. Ten żywy organizm.:)

  80. My, teściowe, powinnyśmy trzymać się razem!:)
    (Prawda, że wejście w ten stan to poważne wyzwanie?)

    Dziękuję za miłe słowa, cieszę się ogromnie z tak znakomitego odbioru „Ciotki”!
    Mój dom? Mnóstwo zakurzonych książek. Masa. Są wszędzie i nawet nie bardzo pozwalają na dekoracyjne szaleństwa.
    Dominuje kolor zielony, drewno jesionowe, piękne patchworki wiśniowo-czarne (dzieło córki Zosi) i odpowiednie wiśniowe poduszki oraz obrusy. Dużo szkła w dobranych kolorach (zielony, fioletowy, bakłażanowy) i o pięknych formach. Drewniane rzeźbki i figurki. Piękne obrazki z księżycami- dzieła pana Fąfrowicza. I tyle.
    Trochę tego widać w archiwalnych wpisach, zajrzyj.

  81. Dzień dobry, ach, już rozumiem, bardzo dziękuję za informację! Musiałam coś przegapić, kiedyś było okienko do zaznaczenia, teraz nie umiałam się odnaleźć, ale to nieistotne, ważne, że najcudowniej na świecie jest, gdy można się skontaktować z Autorem tych po mistrzowsku poskładanych, ocieplających serce słów, a Autor ów zawsze człowiekowi odpisze, chociaż ma setki, tysiące innych istnień czekających. :)

    Obecnie książki kupuję już zwykle w księgarniach internetowych, ale nie Jeżycjadę – tu jestem tradycjonalistką, w dniu premiery rzucam wszystko i biegnę do księgarni stacjonarnej, zawsze do tej samej i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Z oburzeniem wręcz przyjęłam więc informację, że mają tylko jedną okładkę. Gdy pokazała nam Pani dwie wersje, odruchowo wybrałam tę z panem w okularach, bom sama okularnica, ale gdzieś tam w środku coś podpowiadało, że zbyt lisie ma spojrzenie, jak dla Borejkówny (wszystkie bohaterki tak nazywam), więc byłam bardzo rozczarowana, gdy nie znalazłam okładki z drugim absztyfikantem, a przekopałam wszystkie stosy. Ułożyłam je potem elegancko, rzecz jasna, i wyklepałam, wszak z wykształcenia jestem księgarzem, ale rozgoryczenia ukryć nie umiałam. A gdy okazało się, że przy samiuteńkiej kasie leżą ulotki promocyjne z „Ciotką Zgryzotką”, informujące o dwóch wersjach okładki, z zawodem w głosie pokazałam je kasjerowi. Przepraszająco rozłożył ręce i wręczył mi puszkę kawy na pocieszenie. Cóż mi po jakiejś tam kawie, nie pijam jej od lat, gdyby to jeszcze była herbata, albo, rzecz oczywista, druga książka… Ale cóż, dobra kawa nie jest zła, przynajmniej dla jej wielbicieli. Najważniejsze, że wyszłam z księgarni z „Ciotką Zgryzotką” w torbie, uważnie chroniąc ją przed deszczem, i popędziłam do domu, żeby zaparzyć imbryk herbaty i zabrać się do czytania. Byłam na to przygotowana znakomicie, gdyż właśnie jestem po (któż by zliczył którym razie) kompleksowym czytaniu Jeżycjady! A potem, to już wiadomo – przepadłam…

    Jejkujejkujejku, Kochana Pani Małgorzato, jak Pani zdołała zebrać te wszystkie wspominki i jeszcze tyle cudownych nowości zmieścić w jednym tomie? Jeszcze nie ochłonęłam, a już myślę o tym, że za jakiś czas, zapewne całkiem niedługo, jeszcze raz wpadnę na herbatę do Borejków. Tak, przyznaję, że w pierwszym odruchu aż zawyłam z bólu i rozpaczy, gdy zrozumiałam, że nie będzie to na Roosevelta i to już definitywnie, ale muszę powiedzieć, że cudownie napisała Pani o tych gatunkach przesadzanych drzew. Chyba nigdy nie myślałam o tym w ten sposób.
    Jak pięknie też napisała Sowa P. o tablicy – właściwie wszystko to, co mnie samej przyszło na myśl. A tablica znalazła nowe, fantastyczne miejsce i będzie żyła nadal, wzbogacana o kolejne pamiątki. Ignasiowie niechże kompletują własne, równie drogie. Nawiasem mówiąc, jak różni są ludzie, jak różne są charaktery, a jednocześnie – jak podobni. Tak mi przyszło do głowy.
    Przyszło mi do głowy jeszcze milion innych rzeczy, ale muszę się potrzymać, bo też lubię perorować :)

  82. W mojej wypowiedzi mogą znaleźć się spoilery. Czytacie na własną odpowiedzialność.

    Albo wszyscy byliśmy w tym samym empiku, albo we wszystkich są tylko Augusty! Całe szczęście, że i tak chciałam kupić z Augustem.

    Jakie piękne spadające listki!
    I Dorota na stronie 261!
    I seria obrazków pod koniec!
    A ten spadnięty mikser! Mój brat niedawno zrzucił (żżucił) mikser z najwyższej półki w szafie. Nie wyszło mu to na dobre(mikserowi)… I tak od razu mi się skojarzyło.
    À propos mojego brata…oto nasza wczorajsza rozmowa:
    -Marcelina idź już spać.
    -Nie teraz, mam bardzo ciekawy moment. (Nora na drzewie, pies pod drzewem, August idący w stronę drzewa).
    -Ciekawy moment? To przecież tylko z życia jakichś ludzi.
    Chodziło mu o to, że to nie było coś typu pojedynek chłopca z wielkim złym baronem, albo wielkie niedźwiedziomałpy, tylko coś co mogłoby nawet się stać. Machnęłam ręką i czytałam dalej.
    Jak czytałam o spacerze dziadka Borejko z Bobusiem, to mój pies który spał obok mnie przebierał łapami przez sen, jakby tam z nimi był…

    I w ogóle książka super! W szczególe też! Mimo, że najdłuższa, to przeczytałam bardzo szybko. Zaczęłam ok.16:25,potem około dwie godziny przerwy, a potem czytałam już do drugiej w nocy. Czytałabym dalej, ale się skończyła. Bardzo spodobał mi się tytuł następnej części :) .
    Dobra, idę się uczyć historii. A po egzaminach, powtórzę sobie „Ciotkę”. Cieja,co nowego zobaczę… :)

  83. Kochana DUA, właśnie skończyłam „Zgryzotkę”, co i rusz roniąc łzy wzruszenia i wstydząc się tego sama przed sobą. Co zrobić, jak z wiekiem narasta w człowieku taki sentymentalizm, psiakrostka. Zazdroszczę Idzie, że tak dobrze sobie z nim radzi, Ida ma zresztą wiele cech i atrybutów, których zazdroszczę. Ta figura i rude włosy!
    Bardzo dziękuję za wiele cennych uwag odnośnie teściowych; jako niespełna trzyletnia teściowa energicznie i zarazem porozumiewawczo kiwałam głową czytając je wszystkie. Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. Uwielbiam w pani książkach, zwłaszcza tych nowszych, ten aspekt, że o nikim pani nie zapomina; to są powieści dla młodych panienek, ich mam, babć, a nawet teściowych, także potencjalnych. Cudny jest ten końcowy rzut oka w przyszłość Nory i Augusta, tak właśnie powinny się kończyć porządne powieści: że żyli, żyją i będą żyli długo i szczęśliwie. Niech żyje happy end! Serdecznie pozdrawiam i życzę pięknej wiosny.
    PS. Tak bardzo chciałabym zobaczyć Pani dom, te wszystkie wnętrzarskie opisy są boskie!

  84. Jestem dosyć przywiązana do imienia Maciejka, tak mnie czasem nazywano w dzieicństwie.
    Już od wielu tomów zauważam, że Borejkowie wyrośli na głównego bohatera zbiorowego – strącając z piedestału główną bohaterkę dziewczęcą – która musi im zrobić nieco miejsca na pierwszym planie.
    I z biegiem czasu coraz bardziej uważam, że to jest naprawdę dobre i ciekawe rozwiązanie fabularne. Podoba mi się! Dobrze to robi Jeżycjadzie – taki bohater pierwszoplanowy, którym jest rodzina.
    Przemyśliwuję sobie jeszcze to i owo o Ciotce – interesujących wątków i postaci pojawiło się tyle, że gdyby je rozwinąć, materiału starczyłoby na drugie 300 stron być może. To by dopiero była smakowita lektura, gabarytów powieści napisanej przez Wielkiego Collinsa. Ale mam wzgląd na względy, które temu stanęły na przeszkodzie, że się tak nie do końca zgrabnie wyrażę. :)

  85. Są, takie Frycki, są, tylko po co zaraz ich na mężów brać? ;)

    Mamo Isi, to może zagrasz kiedyś jedną partyjkę ze mną? Na pewno wygrasz.

    A ja tam bym wpuściła na pierwszy plan nowe towarzystwo do Jeżycjady, czemu nie? Na pewno pokochalibyśmy ich tak samo jak Cesię, Bebe i Aurelię. A o rodzince B. dyskretnie, tylko na marginesie i jesteśmy na bieżąco, jak z własną rodziną. Fakt, że nam jest dobrze w ich towarzystwie, interesują nas ich dorosłe problemy i perspektywa rodzicielska, bośmy sami dorośli i rodzice. Ale nie wiem, co na to młodzież, ta spod regału. Musiałaby dać głos.

  86. O, masz ci los! Tak mi to dziwnie brzmiało, aż się odizolowałam od myślenia. A to ci heca. Dzięki, kochany Starosto.:)

  87. No, cóż począć, Wójcie oraz Jagódko. Są i Fryderyczki na świecie, są.
    A dziadek B. od razu go nie akceptował! „Słuchaj starszych, dobrze radzą, starszych rady się przydadzą”!

    Jane, zrobione.

    Mamo Isi, „radymi”?! Toż to odmiana słowa „rade”- czyli zadowolone, uradowane.

  88. Eleganckie, ale jednak wyrzeczenie. Dobrze, że miałam na głowie organizację Wielkiego Przyjęcia Urodzinowego na Dwa Torty Truskawkowe, było co robić. A książka nadeszła już w poniedziałek rano.

  89. Ależ Starosto, jak może być za dużo B? Przecież to, poniekąd, już nasza Rodzina! Nie, ich nigdy za wiele nie będzie, zawsze z radością się z nimi spotykamy.
    A co do F., to muszę przyznać, że i ja tracę do niego cierpliwość. No ileż ma być tych szans? Ileż? Przecież to już dorosły chłop, a zachowuje się bardzo niedojrzale. No ale zobaczymy, zobaczymy, Starosta to każdego potrafi ostatecznie wybronić. Ale w bliskiej przyjaźni to bym z nim nie była, o nie.

  90. Ach, Sowo, na termometrze minus 3, a my tu o polach poziomkowych. Ale miło sobie pomarzyć.:)
    Grabię liście i ładuję w wory, żeby trochę przed Wielkanocą uporządkować, no chociażby przed domem. I obcięłam zerwany ze ściany domu przez huragan bluszcz. Nie ten ogromny na południowej elewacji, bo on się trzyma rynny i żaden huragan mu nie straszny. To był ten od północy, przy wejściu do pracowni. Trzeba będzie dać mu jakieś podpory, żeby się ich uczepił. Płotki od kojca akurat się nadadzą.
    W literakach wczoraj przeciwnik wrzucił słowo „radymi”. Nie wytrzymałam i sprawdziłam. Było. Ale pojęcia nie mam, co to może być? Słowo „chyra”, które też zakwestionowałam, okazało się być pasmem długiej i gęstej szczeciny na karku dzika. Jeszcze chwila i dojdziemy do mięśni w łapie zająca. Czuję się sfrustrowana.

  91. Mnie bardzo wzruszało oddanie głównego męskiego bohatera (w tej jego niezręczności i konsekwencji zarazem) głównej bohaterce- to jest dla mnie prawdziwa oznaka miłości. Romantyczne szaleństwa – nie zawsze.

  92. Dzień dobry!
    Kochana Pani Małgorzato, „Ciotkę” odebrałam już wczoraj, ale czytam niestety powoli (obowiązki domowe, cóż zrobić). Dzisiaj rano, w drodze do szkoły i pracy, czytałam mężowi i synowi rozmowę Grzesia z Ignasiem (o obecności ojca przy narodzinach syna). Uśmialiśmy się serdecznie, a tu patrzę mąż ociera łzy. I nie były to wyłącznie łzy ze śmiechu. Dziękuję za te wzruszenia.
    (jeszcze się odezwę w miarę postępów w lekturze – teraz tak na gorąco)

  93. Trollu, Iskro, dziękuję za te uwagi. Iskro, cenna dla mnie ta o obecności rodziny B. Czasem myślałam, że jej już za wiele i trzeba wprowadzać nowych bohaterów. A tu patrzcie, B. wcale się nie przejedli!
    Dobrze wiedzieć.

    Piętaszku, ale figlarz!

  94. Charlotko, a więc Albinoni? Jak miło.
    Dziękuję za listę!
    A o Juleczku więcej musi chyba być. Tu już nie starczyło miejsca. Dużo luda!

  95. Ach, Baziu, Baziu, nie wszyscy są skłonni do romantycznego szaleństwa!
    A przecież ci prozaiczni też potrafią kochać na zabój!

    Jagódko, no dajmy jeszcze F. szansę. A co do imion: Hiacynta? Narcyza? Viola? Margerytka?
    Najładniejsza i tak byłaby Maciejka…

    Asiu, godna pochwały wstrzemięźliwość. Kto jeszcze nie czytał książki, nie musi tu przecież zaglądać. Patrz: Sowa P. Poszła sobie stąd na tydzień, czekając na „Zgryzotkę”. Uważam, że to było eleganckie.;)

  96. Mój M., który się wcześniej zaofiarował do odbioru C., zapytał mnie, czy może mi JĄ przywieźć za tydzień, bo mu dzisiaj nie pasuje… ale nie wytrzymał napięcia i zaczął się śmiać. Już ja mu pożartuję ;)

  97. Pani Małgosiu, przeczytałam!Trafił mi się Gaudenty, więc szczęście nie jest doskonałe.
    Dziękuję!
    Rozczulili mnie Starsi Państwo i przyjście na świat maleńkiej Nory. Zabrakło mi pięknych scenerii szalonych wyznań miłosnych, a przecież jest Pani w tym mistrzynią!
    Łączę się ze wszystkimi ściskającymi w ręku Zgryzotkę.
    PS. Dziękuję za bazie w wierszu Wierzyńskiego.

  98. Wczoraj dotarła do mnie zamówiona „Ciotka” – jakie szczęście, że z Augustem! Od początku mi się bardziej podobał, wygląda jakoś tak poczciwie.
    Cały wieczór czytałam i była to dla mnie jedna z trudniejszych do przeżycia części „Jeżycjady”. Nie mogłam się od niej oderwać, ale czytając o sytuacji Róży, robiłam chwilowe przerwy, bo po prostu miałam ochotę rozchodzić emocje, które się we mnie kłębiły. Róża to moja ulubiona bohaterka od lat, przez ostatnie części tęskniłam za nią prawie tak, jak klan Borejków – a tu znów problemy! Pan F., który cudem uniknął swoim postępowaniem w „Żabie” trafienia na moją czarną listę, teraz ma na niej wysokie miejsce i nie sądzę, żeby miał ją kiedyś opuścić. Biedna Róża! Czuję się tak z nią związana, że nawet wybrałam to imię dla córki (nawet jeśli przeżycia Agnieszki są jeszcze daleko przede mną. Szykuję listę jak ona, ale jestem zawiedzona małą ilością ładnych imion roślinnych – bo skoro Róża, córka Jagody brzmi całkiem interesująco, to czemu nie iść w taki trend dalej?).
    Wczoraj czytałam bardzo szybko, żeby dowiedzieć się, co się dzieje. Przez to teraz mam ochotę znowu czytać, już dokładniej, i poznać bliżej Augusta. Niestety czas pisać pracę licencjacką i czasu brak – ale niedługo Wielkanoc, może znajdzie się chwilka przerwy?
    Bardzo się cieszę, że będzie kolejna część. Przeprowadzki z Poznania, a zwłaszcza eksmisja tablicy ze wspomnieniami, wydała się jakaś taka ostateczna. Tak samo pojawienie się na ślubie postaci takich jak Bebe i przedstawienie dalszych losów Nory. Odetchnęłam z ulgą, widząc zapowiedź.
    Pozdrawiam serdecznie

  99. Piszę do Was, pozdrawiam – ale Was nie czytam!!!!!!!
    „Ciotuchna” będzie jutro więc opieram się z wielkim staraniem żeby nie podczytywać Księgi.
    Życie jest piękne w każdym wieku. :)

  100. To moje pierwsze wrażenia (musiałam się wczoraj hamować, żeby nie wchodzić tu co stronę z radosnymi okrzykami), neich będzie lista, jak u naszej bohaterki (i postaram się nie spojlerować na wszelki wypadek!):
    1. Taki fluid, bo właśnie rankiem jeszcze kończyłam „Idę sierpniową”, a tu wspomnienie Lisieckich i przygody z farbą.
    2. Koncerty obojowe Albinoniego!!! Mam nadzieję, że widziałyśmy się w poniedziałek na Akademii, gdzie na koncercie pewien oboista z Włoch grał Albinoniego (co prawda akurat nie koncert, a sonatę C-dur, ale chyba też może być?). A widziałyśmy się, bo sama ją zaprosiłam, o!
    3. Jak to dobrze, że trafił mi się na okładce akurat August! (postanowiłam nie wybierać specjalnie, tylko wzięłam pierwszą z brzegu)
    4. Jak to inaczej się czyta, gdy akcja toczy się tak niedawno. Wcześniej chyba bywał odstęp nawet i kilkuletni? Albo mniej było wpominanych bliskich mi wydarzeń.
    5. Juleczek! Jak to imię pasuje!
    6. Moja babcia dokładnie tak samo rozmawia z psem mojego wujka ;)
    7. Listy jak zawsze cudowne.
    To może pozostanę przy tej symbolicznej cyfrze 7, choć można by jeszcze wiele pisać. Ale to takie pierwsze myśli. I oczywiście najważniejsze: dziękuję!
    (chciałam prywatnie, ale skoro nie przesadzać z tą prywatnością, to niech będzie tak :) )

  101. Wzruszenie ,przejęcie i radość od pierwszej strony.Dawkuję sobie Ciotkę od wczoraj w małych porcjach, bo już mi szkoda ,ze dobrnę do finału.
    Pośród typowej dla burego marcowego przedwiosnia zniżki formy to punkt zdecydowanie jasny. I przypomnienie, ze kubek herbaty wypity z bliskimi to lekarstwo nie do przecenienia.
    Dziękuję, DUA. Za całe 40 lat z Borejkami.

  102. Pochłonęłam!
    Pani Małgosiu DZIĘKUJĘ!
    Tyle tu już ma pani fachowych recenzji, że nie będę się rozpisywać.
    Jednak szczególnie chcę podziękować za zabranie ściśle w świat Borejków.
    Czytając niektóre z wcześniejszych książek miałam niedosyt ich obecności. Bywało, że po kilka razy czytałam małe fragmenciki ich dotyczące zanim przewróciłam kartkę i wróciłam do bohaterki książki.
    Oglądamy się w życiu tej rodziny jak w lustrze..

  103. Wiem, że Mama Isi ma! Tak mi utkwił w głowie, że tej wiosny powstanie podobny u mnie.

  104. Wszystko prawda.
    Sowiątko zaraz ucałuję, bo mam je przy sobie. Mocno gorączkuje, czuwam już drugą noc.

  105. Ten łan poziomek spodobał mi się (Mama Isi ma taki w ogrodzie, sadził je jeszcze jej tata, a leśne to poziomki, pachnące!) i na pewno zapuszczę go w pokrzywach, przed Ruinką.

  106. Och, pojawia się jeszcze wiele innych uświadomień. Bo też jest to naprawdę cud. A z nim – głęboki wewnętrzny wstrząs. I przemiana.
    Proszę tam ucałować Sowiątko ode mnie, chętnie bym tu teraz jakieś miała przy sobie, żeby sobie spokojnie spało, a może nawet i marudziło.

  107. Tak! I – rzecz ciekawa – to uświadomienie sobie uciekającego czasu pojawia się na dobre i nieodwołalnie właśnie dopiero w momencie urodzenia dziecka.

  108. Nutko, jak mi miło to czytać. Pozdrawiam Podobnego najserdeczniej (mądry chłopak, wie, kiedy znalazł skarb).

  109. Sowo, jak ładnie to ujęłaś. Pamiątki cenią dopiero ci, którym czas zaczyna uciekać. Pamiętam, że kiedy miałam jakieś dziesięć lat, czułam głęboką, niezbitą pewność, że nigdy nie będę dorosła, bo wcale tego nie chcę, a ponadto – że nic mnie nie obchodzą te wszystkie pamiątki i wspomnienia.

    Tak, kluczowy to wątek, symboliczny. Idzie nowe!- ale jak tylko zrodzi swoje nowe, zaraz nawraca ku staremu.

  110. DUA, nie ma czego żałować, okazji na przepisiki znajdzie się jeszcze wiele. Może Ida jak już pozbędzie się z Ruinki wszystkich pokrzyw, to odkryje w kącie ogrodu całkiem spory łan poziomek. Poziomki mają dużo witaminy C i prawie nie zawierają kalorii. Można z nich zrobić świetny krem, nie tylko do jedzenia ;).

    Dobrze, że mówicie o tablicy, bo jej wątek wydał mi się wręcz kluczowy w powieści. Ciekawe, że wcale nie odebrałam decyzji młodych jako gafy, lecz jako rzecz naturalną. Może dlatego, żem estetka i tablice korkowe wolę oglądać w pracowni (biurze), a nie nad kuchennym stołem, he, he. Jak remontować, to na całego, a z obrazem będzie w kuchni ładniej. Nietaktem byłoby natomiast wyrzucenie tablicy (i jej zawartości) na śmietnik, a tak znalazła się w najlepszym z możliwych miejsc – nowym borejkowym centrum, gdzie będą powolutku narastać kolejne warstwy historii rodziny.
    Inna rzecz, że młodzi małżonkowie w tak naturalnej przecież potrzebie tworzenia własnej małżeńskiej historii, dopiero dojrzeją do świadomości, że najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą i osobistą ozdobą domu jest pierwszy nieporadny obrazek narysowany ręką ich dziecka oraz uświniona klejem, krzywo wycięta zabawka na choinkę. Właściwie to całkiem prędko to odkryją.

  111. A tak przy okazji, to teraz dopiero się ujawnia jak wiele nas tu jest i jaki to tłum siedzi pod szafą.

  112. No jak już spoilerujemy, to spoilerujmy, już czas.
    ” Usiądź no , dziecko kochane, te biedne nogi wyciągnij …”
    Tu się na przykład uśmiałam, mocno :)

  113. W tym swoim chorobowym pomieszaniu jestem dopiero na stronie 138, ale ile razy się już uśmiechnęłam i zaśmiałam. Ile sytuacji mnie zaskoczyło, ile rozczuliło. O ilu już napisałam w smsach do Podobnego. Dziękuję, Kochana Pani Małgosiu!
    Tak fajnie jest poczytać komentarze Księgowych, widzieć tyle radości i uśmiechu. Dołączam się do tego entuzjazmu i wszystkich podziękowań, ukłonów.
    Życzę dobrej nocy!
    Nutka

    PS Czasem nie umiem wytrzymać i muszę sobie przekartkować książkę trochę do przodu z tej ekscytacji. Bardzo się cieszę, że trafiła mi się okładka z Augustem (zamawiając nie bardzo mogłam wybrać, ale byłam gotowa o nią walczyć – cieszę się, że słusznie)!

  114. Aha, Kasiu, to urodziny masz już za godzinę! Wszystkiego najlepszego i najmilszego!

  115. Jutro mam urodziny, lecz tata już dziś kupił mi „Ciotkę Zgryzotkę”, no i nie wytrzymałam i prawie całą przeczytałam (zostawiłam sobie jeden rozdział na jutro).
    Bardzo dziękuję za tak piękną książkę, niestety w empiku była tylko z Augustem, a szkoda, bo chciałam kupić drugą wersję dla siostry, no ale dokupimy innym razem. Wybieramy się na Pani spotkanie autorskie, w kwietniu. Serdecznie pozdrawiam Kasia.
    Kasia

  116. Poza tym zdało mi się, że to już koniec mieszkania na Roosevelta, w którym rozgrywała się akcja tylu moich ulubionych książek, a tu nagle stołu nie ma, ściany przemalowane i jeszcze ta tablica. Ale cóż, uczę się przyjmować zmiany, jak widać mam z tym trudności, i w życiu, i w świecie literackim.

    U mnie w Empiku był tylko August i po przeczytaniu się cieszę, że właśnie on.

  117. Dewajtis, no ja też właściwie… ach, mówię Ci, człowiek sam się przejmuje tym, co nawymyślał! Śmieszne to.

  118. W takim razie cieszę się, że udało mi się kupić ten jedyny egzemplarz, ponieważ na dzień premiery wzięłam sobie urlop. Spędziłam wspaniały dzień z Borejkami. Bardzo mi się podobało. Dziękuję Pani Małgorzato i już nie mogę się doczekać następnej części.

  119. Już jest!! „Ciotka Zgryzotka” w moich ramionach. Zdecydowałam się na małą księgarnię, żeby dokonać zakupu w kameralnej atmosferze. A tam – tylko i wyłącznie Gaudenty!! A w Empiku? Tylko i wyłącznie August!! Zatem widzicie – ten Gaudenty sam sobie mnie wybrał. Mam nadzieję, że nie zawiedzie mnie na stronicach książki. A to okaże się już wkrótce. Wkrótce albo i już!

  120. Justysiu, „Ciotka” w Kostaryce?! Świetnie! Zrób jej zdjęcie, jeśli można prosić! Mam i te poprzednie, tworzy się piękna kolekcja globtrotterska!

  121. Xymeno, trzeba po prostu napisać: „to jest wiadomość prywatna” i wystarczy.
    Dziękuję Ci za te serdeczne słowa!

    Inna sprawa – to już uwaga dla wszystkich – że nie warto z tą prywatnością przesadzać. Nie po to mamy tu Księgę Gości, by sobie szeptać w tajemnicy, innych pozostawiając na uboczu. Miło się gada razem, w gromadzie! No, chyba że chodzi o coś naprawdę tajemniczego i ważnego.

  122. Mayu, miło to słyszeć, ale Empik jeszcze dobierze „Zgryzotki” u wydawcy, na pewno.

  123. Milu, dziękuję za ten protest! Naklejka! Och!
    Bardzo też dziękuję za te sygnały o łzach i śmiechu. Kiedy Emilka bierze tekst świeżo napisanej powieści do redakcji i wstępnej korekty, zawsze proszę ją, by zaznaczała miejsca, w których doszło do takich przejawów emocji czytelniczej (bo córka, choć redaguje tekst z profesjonalnym spokojem, jest przecież zarazem pierwszą czytelniczką powieści!). To ważne dla mnie, mam od razu sprawdzian, że nie rozmijam się z uczuciami i reakcjami osób, dla których piszę.

    Jak dotąd, wszystko gra!

  124. Pani Małgorzato, w Empiku w Krakowie był tylko jeden egzemplarz „Ciotki Zgryzotki” , który 10 minut po otwarciu kupiłam. Wydaje mi się, że to trochę mało.

  125. Dzień dobry!
    Dawno mnie tu nie było, ale jutro wylatuję do Hiszpanii i mam masę obowiązków na głowie. I czekam nadal na „Ciotkę”! Zamówiłam w sobotę i miała dojść dzisiaj, choć poniekąd nie dziwi mnie to opóźnienie. W końcu nic dziwnego, że spragnieni czytania Jeżycjady Czytelnicy wręcz ,,rzucili się” do księgarni internetowych :-). Mam tylko nadzieję że mój egzemplarz zjawi się z rana, żebym mogła w samolocie czytać.
    Już nie mogę się doczekać!

  126. Dobry wieczór!
    Przeczytałam!
    Nie zliczę, ile razy śmiałam się w głos, rodzina patrzyła dziwnie, ale poczytałam im fragmenty. Kontuzjowany zaskroniec spodobał się mojemu dwunastoletniemu synowi:)
    Łzy też się pojawiły ( s. 269, 276)
    Mniam, dużo pysznego jedzenia! Aż chce się żyć i tulić swoje dzieci, i troszczyć się o bliskich, bo wszystko ma sens. I jest miłość. Jak dobrze się upewnić.
    PS Kupując książkę, zauważyłam, że na buzi okładkowej dziewczyny pracownicy księgarni nakleili naklejkę z informacją, zasłaniając ją całą:(
    Powiedziałam, że jako długoletnia czytelniczka protestuję.

  127. Piękna książka! Tak się zatraciłam w lekturze w tramwaju, że o mały, bardzo mały włos bym swój przystanek przejechała. Jutro będę kończyć. Też w tramwaju. Bardzo dziękuję za piękne doznania i za całe już 30 lat z Jeżycjadą.

  128. Kochana Autorko, skończyłam, stanowczo za szybko, ale cóż poradzić…
    Nie wiem niestety, jak wysyla się wiadomość prywatną, o której tu mowa co chwilkę, więc piszę tutaj: dziękuję za Wymarzony Dom, za Milość, za wszystko. Na więcej póki co wzruszenie nie pozwala. Tyle pięknych wspomnień! Cała Jeżycjada dosłownie przewirowała jak w kalejdoskopie.
    Dziękuję….

  129. A błotowij o wszystkich datach pamięta :)
    Dzień Liczby Pi („Podziwu godnej liczby Pi”, jak pisała Wisława Szymborska) świętowały dziś na Uniwersytecie Śląskim prawdziwe tłumy.

  130. Hurra! „Ciotka” przyleciała na czas i teraz leci z nami (ja i Asia) do Kostaryki na ferie wiosenne. Za chwilę w samolocie zacznę czytać, a teraz czekając, czytam Wasze – Kochane Księgowe – przemyślenia i ze szczęściem przeglądam wymieniane strony.
    Kochana Pani Małgosiu, dziękuję, dziękuję i bardzo się raduję!

  131. Ach, Kochana Pani Małgorzato!!! Jaka niespodzianka, jak miło! Nie śmiałabym nawet marzyć o czymś takim, o jednej myśli Pani w czasie pisania. A ja rzeczywiście wszystkie zakładeczki Jeżycjady z sentymentu sobie wynotowuję, ale ta będzie moją ulubioną :)

    Pani swój Lud prawdziwie rozpieszcza. Tyle tutaj Miłych i Wspaniałych Osób otrzymało od Pani takie Jeżycjadowe prezenty; czuję się zaszczycona, że znalazłam się w takim gronie.
    Ściskam gorąco!

  132. Ha! Właśnie dosłownie przed chwilą nabyłam „Ciotkę” i zgadnijcie co teraz będę robić w tramwaju ;)

  133. A wiszącego sobie „jak szmatka” nietoperza, jak już tu pisały Dziewczyny, cały Lud Księgi dostrzegł z absolutną pewnością :)

  134. Czytam po raz drugi.

    Z uwagi na Jeszcze-Nie-Czytelników „Ciotki”, tylko słowo o pierwszym akapicie powieści. W ledwie dwóch krótkich zdaniach esencja stylu MM: jest poetyczny Wymarzony Dom (a w tle całe piękno Wymarzonego Domu Ani Shirley; nasza zwariowana, ostra i konkretna Ida ma przecież romantyczną duszę), kpiąco-pieszczotliwa Ruinka i już, podany rzeczowym tonem, jawny żart: zaletą Domu jest to, że „rozsypywał się w idealnym punkcie widokowym”. Pyszne! Czyż nie zapowiedź samych dalszych rozkoszy?

    I bardzo dużo bardzo ładnych ilustracji, dużych, ogromnych i malarskiego drobiazgu; tu i tam fruwają jesienne listeczki.

    Za jakiś czas, gdy to we mnie dojrzeje, pozwolę sobie podziękować Pani w obszerniejszej wiadomości prywatnej.

  135. No, Dewajtis, problemik był potrzebny, a wręcz musiał zaistnieć. Nie ma życia małżeńskiego i w ogóle rodzinnego bez różnych gaf i potyczek. Cała sztuka w tym, jak się takie sytuacje neutralizuje, a nawet – na dobre obraca.

    Kresko, ależ dzisiaj czytanie „Ciotki” odchodzi! Hu-hu!

  136. Dziękuję za odpowiedź. Och, wszyscy chcielibyśmy dla Pani porządnego, pogłębionego odpoczynku, niespiesznego wąchania hiacyntów, słuchania kosów o zmierzchu… Ale jednocześnie cichcem popieramy Panią Wydawczynię, w cichej nadziei, że taka piękna praca i rozrywką jest. Zatem prosimy łapać pożądaną równowagę miedzy jednym i drugim :) i prosimy nie odzwyczajać paluszków od klikania. Odpoczną przy hiacyntach i rwaniu kocianek. ;-) (Czy Pani Małgosia wie, co to kocianki? ;-) To zdaje się nasz małopolski regionalizm, ale daje podpowiedź!)
    I z całego serca dziękuję za taki piękny komplement. Czasami ciężko być wrażliwcem, jednak mimo wszystko chyba „plusy dodatnie” przeważają. :)
    Uściski ciepłe!

  137. Odściskuję, Kochana Autorko :) a jakie cudne ulubione księgowe motywy: macierzyństwo, księżyc, Wilkie Collins i inne. Ciepło mi się zrobiło wokół serca. Wzruszyła mnie pozytywistyczna obrona ziemi.
    Co do tablicy, szczerze mówiąc, poczułam się dotknięta i oburzona jej usunięciem. :) Ale może faktycznie bardziej teraz pasuje tam, gdzie ją przeniesiono.

  138. Właśnie przybyłam do mieszkania z piękną i apetycznie obszerną Zgryzotką, zaraz zasiadam w fotelu i zabieram się za czytanie :)

  139. Dzień dobry!
    Wreszcie mam i ja!

    Przesyłam uśmiechy i znikam.

    PS (a propos humoru z zeszytów szkolnych)
    wczorajszy dialog: – Córeczko, co robisz? – Wkuwam naukę.

  140. A bo pisałam na komputerze męża. Odściskujemy mocno.
    Jeszcze tylko chciałam powiedzieć, że najmocniej poruszyła mnie scena z tablicą – zwłaszcza ta druga. Moim zdaniem to wybitna umiejętność obserwacji i obraz wielkoduszności autora :) To jest takie częste – robimy coś po swojemu, niby lepiej, a potem okazuje się jak bardzo się myliliśmy …

  141. Psianko-Anonimie, no sekundę, nie tak znów wiele. Tych pokoleń!:))))
    Ściskam Was obie, choruszka zwłaszcza.

  142. Krysiu, a wiesz, że właściwie wszystkiego po trochu. Odpoczynek, nadrabianie zaległości i – przez cały czas – myślenie o następnej książce.
    Tak, już ją ze mnie pani wydawczyni wyciąga pomału. Ma do mnie właściwe podejście;).
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za prywatną część listu. Wrażliwa z Ciebie dusza! To ładne.

  143. Jest bardzo dobrze.
    Córeczka bardzo dziękuję i cieszy się – ma teraz silny argument „za” :)
    A ja też chciałam podziękować za ten trud wieloletni. To jest nadzwyczajne mieć tak ogromny i dobry wpływ na wiele już pokoleń.

  144. Nini (wiad.pryw.)- ależ mnie to zachwyciło. Jako autorkę. Czy może być coś milszego? Ściskam Cię.

  145. Aha, młodzi Japończycy. Otóż mieli spędzać wakacje u Górskich, w namiocie na trawniczku. Ale tak ciasno się zrobiło, że pożałowałam Patrycji i dokonałam radykalnych cięć. W efekcie dobrze jest.

  146. Córeczko Psianki, osobiście nie oswajałam, ale mój synek już tak. Mieliśmy takiego potrąconego zaskrońca, lecz długo nie pożył.

    Psianko, nazywanie trudno nazywalnego jest mocno pracochłonne i autorka może się tylko cieszyć bezgranicznie, że są czytelnicy, którzy potrafią dostrzec efekt tej harówki.
    Czy było tak zawsze w Jeżycjadzie? Trudno mi powiedzieć. Wiem tylko, że ja również jestem starsza. Ty więcej zapewne dostrzegasz, a ja zapewne więcej potrafię. Dojrzałość, nawet późna, ma swoje zalety!;)

  147. A ja tak sobie pomyślałam dzisiaj – dla nas „Ciotka…” to nowość, początek i przeżycie, a dla Pani Małgosi – piękny moment PO – zakończenie długiej pracy, ‚wypuszczenie w świat’ kolejnego dziecka-dzieła, dopracowanego, dopieszczonego, docyzelowanego… I jak jest teraz? Ten moment PO?… Odpoczynek po wysiłku, nadrabianie ew. zaległości, inne zajęcia – czy może ‚z rozpędu’, będąc jeszcze duchem w fabule, kreśli się zarys następnego tomu czy może wręcz go tworzy?…
    Pani Małgoniu – przepraszam, że pytam, to taka trochę metafizyka : tworzenie… :)

    A u nas dziś już wyjątkowo bury marcowy dzień, gałęzie mokre, niebo szarawe i niskie, kropelki wiszą… Ale to też na pewno jest potrzebne.
    Pozdrowienia serdeczne, Pani Małgoniu!!

  148. Mam! Zdobyłam! Okładka na szczęście była ta co chciałam. Zasiadam do lektury!

  149. Ach … i już po.
    Powiem jedno – z częścią tą głęboko się utożsamiam i jestem pod wrażeniem nazwania wielu trudno nazywalnych uczuć i odczuć. Dotyczy to wielu wątków i postaci. Bowiem oprócz akcji młodzieńczej bogata jest warstwa dla troszkę starszych. A może tak było zawsze tylko teraz na świeżo mam takie wrażenie albo ja jestem starsza. Chyba muszę to sprawdzić :) A Florian niezmiennie jest moim idolem.
    A co do A. miałam przeczucie, ha ha cieszę się. No i ciekawi mnie co mieli robić Japończycy w nieokrojonej wersji „Ciotki” :)
    A jeszcze pytanie od chorej córeczki: Czy DUA miała osobiste doświadczenie z oswojonym zaskrońcem ? Bo moja Emilka o tym marzy od dawna.

  150. Pani Małgosiu, „Ciotka” cudna, miałam ten przywilej i czytałam pierwsza z rodziny. Już nie mogę doczekać się Chucherka

  151. Muszę się przyznać, że wszystkie futrzasto-skrzydlate księgowe konotacje (może one i niezamierzone) wychwytuję i uśmiecham się na widok nietoperza wiszącego jak szmatka, pohukującej sowy moszczącej się na dachu czy odzywającej zza jeziora i wtedy gdy Nora wskakuje na pobliskie drzewo niczym spłoszona wiewiórka, a nawet kiedy braci Rojek poszczypały gęsi. No tak już mam :-D

  152. Doczekałam się!!! Mam „Ciotkę ” z Augustem na okładce.
    Chyba zacznę czytać od środka, od lubego Ropucha ;)

    Miłego dnia liczby pi 3,14 ;))

  153. Dzień dobry!
    Siedzę w przychodni i czekam na lekarza. Gardło opuchnięte okrutnie, wykluczy mnie z szaleńczej pracy nad magisterką przynajmniej na tydzień. Niedobrze.
    Aaaaaale – dzis dałam radę jeszcze odebrać zamówioną w księgarni „Ciotkę Zgryztokę”. Już czytam, już mi raźniej, już mi lepiej. Dziękuję, DUA!
    Przesyłam (oczywiście odkażone) uściski!
    Nutka

  154. Och, jej. Dziś po szkole stwierdziłam: „No, przydałoby się w końcu wejść na stronę pani Małgosi”. I co? Dawno nie przeżywałam tak ogromnych, skręcających wnętrzności mąk! „Ciotko”, gdzie jesteś?!

  155. Jestem przekonana w sprawie adidasów;) No, dobrze.
    Nietoperza zauważyłam z punktu, przypomniał mi o Alku, ale już nic nie pisałam, bo w ferworze lektury nie mogłam się oderwać.
    Wójcie, jak słusznie napisałaś o intensyfikacji i dodatkowej atrakcji. Też tak uważam.
    I czasem sobie myślę, o tym, że Pani Małgosia pisze o poznawaniu twórczości ulubionych autorów od a do z. Też to lubimy, prawda?:) I mamy jeszcze tak dobrze, że regularnie możemy słówko z ulubioną autorką zamienić. A to dopiero gratka!:)
    I przypominają mi się zajęcia z teorii literatury poświęcone dorobkowi Romana Ingardena (Z teorii dzieła literackiego). Ciekawe co by filozof powiedział na takie konkretyzacje? Szczególna sytuacja. :)

  156. Najdroższa Autorko, mam i ja! :) Tak sobie zorganizowałam wszystkie obowiązki, żeby mieć Jeżycjadowy Dzień i na szczęście się udało! Rano jeszcze ogarnęłam dom, żeby nie musieć już nic robić, ugotowałam gar zupy pomidorowej, żeby nikt ode mnie nic nie chciał (chociaż jakby mąż zamówił sobie pizzę, za którą nie przepada albo zjadł spleśniałą marchewkę, jak niegdyś miałby to zrobić Ignacy Grzegorz, to świat by się nie zawalił), bo dziś mam święto, tralalalala. Pobiegłam do księgarni, zmokłam niemożebnie, bo z tego wszystkiego zapomniałam parasola, ale nic nie szkodzi – deszczowy dzień to najlepszy dzień na Jeżycjadę! A teraz nic, tylko czytam, czytam, popijam herbatkę, czytam, zagryzam orzechem i jabłkiem, czytam i czytam! Staram się czytać wolniutko, żeby starczyło na dłużej, ale po prostu się nie da, Jeżycjadę pochłania się migiem. Jestem już gdzieś w połowie i wpadłam na moment, żeby powiedzieć, że jestem zachwycona! Jak to cudownie, że na Jeżycjadę nigdy nie ma się zbyt dużo lat!
    Dziękuję Pani bardzo!
    Wracam do czytania, taralalalalala!

  157. Wójcie, a więc fluid z zakładeczką?
    A czy Twoja też się wygina wedle potrzeby?

  158. A mnie zachwyciła wiadoma scena z Forsyte’ów. Zawsze mnie to chwytało /i chwyta- present perfect/ za gardło. Reakcja młodzieńca- bezcenna. Od razu ewentualny płacz przechodzi w śmiech. Ściskam

  159. PS, Sowo – Grimshaw absolutnie oraz Guilloux.
    I naturalnie Charles Warren Eaton – (wpis z 16 listopada 2017).
    Zielony pejzaż księżycowy.

  160. Bo widzisz, Dewajtis, tak naprawdę to chciałabym Was wszystkich przytulić.
    Cieszę się, że to odczułaś tak wyraźnie.

    Kasiu, pozdrowienia!

  161. Jestem już po lekturze (w Empiku dostałam CZ już wczoraj), zachwycona, wzruszona. Pani Małgosiu, dziękuję! Przechodzę teraz trudne chwile, a zanurzenie się w świat, który Pani stworzyła, jest dla mnie wielkim pokrzepieniem, przytuleniem do miłości i dobra.

  162. Ach, Sowo, nie odżałuję tego braku jesiennego przepisu. Trzeba było!

    MadziuZ, wyjaśnienie sprawy adidasów przez Sowę bardzo trafia mi do przekonania. Poza tym, plecak został zrzucony i potem niesiony był na męskich plecach.

  163. Ann (wiad.pryw.)- zgadłaś, ja oczywiście podkarmiam konspiracyjnie!
    Proszę, przekaż pozdrowienia Mamie.

  164. Kasiu, nie wiem, zakładka to dzieło wydawnictwa, nie moje.

    Kris, dzięki za długą recenzję prywatną, z prywatnymi dodatkami!

  165. Trudno przeoczyć nietoperza, gdy się czyta w księgowych okularach.

    Zastanawiałam się na przykład, czy przy malowaniu seledynowych kotów farby nie mieszał aby swoim pędzlem pan Grimshaw.

    Adidasy też mi przyszły do głowy, ale uznałam, że panna należy do tych, co nie lubią wprowadzać dysonansu w swoim ubiorze, nawet w sytuacji zagrożenia.

    Kopciuszek to może nie, bo go znamy, ale jakiś smakowity przepisik na zupę grzybową czy dyniową albo na tort orzechowy. Oczywiście maślany;). (…)

    A propos oprawy muzycznej, czekałam jeszcze na cyję pana Ch. Dobrze, że kto inny stanął na wysokości zadania (i nie mam na myśli skrzypiec). Miałam przy tym swego rodzaju fluidowe deja vu, bo znam człowieka, który zrobiłby w tych okolicznościach rzecz bardzo podobną.

  166. Dzien dobry! Zdobylam wlasnie Zgryzotke, tylko czasu mam niestety na obejrzenie zakładki. Uwage moja zwrocila kolejnosc ksiazek. Wszystkie sa po kolei poza Wnuczka. Czy to jakas ekspertmentalna kolejnosc? Czy chochlik? Pozdrawiam Kasia

  167. Dzień dobry!
    Dzisiaj dopiero zajrzałam do „Słówek” i obśmiałam się z Frania, ale tak serdecznie bez wyszydzania. :-D

  168. Ten z jabłkami w świetle księżyca spodobał mi się szczególnie. :) Choć i ten drugi, prezentowy, miło sobie wyobrazić. :)

  169. Internecik naprawdę intensyfikuje doznania płynące z czytania Jeżycjady. Bez niego, bez tej strony, bez tak bieżącego kontaktu z Autorką, nie byłoby możliwe śledzenie tych wszystkich księgowych smaczków w książkach DUA. Co za fajna dodatkowa atrakcja!

  170. Ach, ja też, ja też, i ja zauważyłam nietoperza. Tylko nie byłam pewna czy to jest przypadkowy nietoperz, czy też ma on związek z Tym Nietoperzem, w sensie naszym prywatno – księgowym.
    I zakładeczkę Gio też zauważyłam i się ucieszyłam. Mam taką samą:)

  171. Dzien dobry! Chyba wiem, o kogo pytala Madzia. Tez na to zwrocilam uwage i tak wlasnie pomyslalam – ze on mial wczesniej samych wnukow. :)
    U nas dzis piekna wiosna!

  172. Ajaj, Marcelino harcerko!
    Ciotka ma kolizję z historią!
    Jestem zmartwiona. Jednak się ucz!

  173. A jeszcze: Madziu, ale może on miał przedtem samych wnuków? O tym nie pomyślałaś!;)

    A obrazy Agi tym razem sama wymyśliłam, nie mają pierwowzorów. Taki z jabłkami sama bym chętnie namalowała, gdybym nie musiała wciąż pisać!!!
    Życie jest za krótkie, stanowczo. Lecz nie narzekajmy.

  174. Cztery wielkie prywatne recenzje! Jak miło i jak ciekawie! Dziękuję, Sowo, Gio, MadziuZ i Nini!

    Madziu, ach, racja, adidasy!!!:))) No, ale ona o nich też mogła zapomnieć, z tych emocji.

    Sowo, popatrz, mogłam zamiast sernika z rozmarynem dać zapiekankę Kopciuszka! Nie pomyślałam. Fluidy? Zawsze! Dziękuję też za oprawę muzyczną.

    Gio i Sowa zauważyły zmęczonego nietoperza, chi, chi!

    Nini, Twój pomysł z oczekiwaniem na przysłanie zamówionej „Ciotki” (Nini idzie do Empiku, bierze egzemplarz, siada na podeście i się zapoznaje) jest bardzo ujmujący.

    Gio, a jak! Sama się z niej niesłychanie ucieszyłam, zasłużyła na uwiecznienie. Taka zaskakująco praktyczna!

  175. A ja jeszcze nie mam… A wszyscy tak chwalą, że coraz trudniej się doczekać…
    Dobra,za to teraz mam największe napięcie przedksiążkowe i w mojej głowie roją się pytania(czy będzie w empiku? Czy zdążę coś przeczytać przed francuskim? Czy nie będę musiała zrobić czegoś ważnego w chwilach największego napięcia?) A powinnam uczyć się historii… (egzamin w poniedziałek)

  176. Wierzyński ma takie miłe te wiersze!
    Zdecydowanie jest coraz bardziej wiosennie i od razu weselej i więcej ma się energii :) Pięknego dnia!

  177. Kochana Sowo, bardzo dziękuję za prywatną recenzję!
    Dziękuję za docenienie obrażonej. :)))
    No, cieszę się bardzo, że Ci się spodobało. A już się bałam, że jesieni Ci będzie za mało, no, nie zmieściła się w tekście (dużo się nie zmieściło, nota bene). To dodałam chociaż listeczki.

  178. Spłakana, wzruszona biegnę tulić moje dwa małe bąble, Idę i Kostka. Dziękuję! Uściski!!!

  179. Skończyłam.
    8 września mnie zaskoczył. Zakończenie też.
    Dużo radości.

    DZIĘKUJĘ.
    :)))

  180. Dobry, bardzo pozny, wieczor!
    Jako jedna z wielu zapewne dzisiejszych solenizantek, dziekuje bardzo za zyczenia i kwiatki:). Imieninowe swietowanie i pogaduszki przeciagnely sie do pozna, wiec pewnie niewiele zdolam dzis przeczytac. Ale juz wiem, kto jest na lezaczku nad pieknym jeziorkiem! – podejrzalam pierwszych pare strom:). Zaraz bedzie kontynuacja – do zasniecia… To chyba bedzie bardzo krotka noc… No, ale jak odlozyc, ot tak sobie, najpiekniejszy prezent imieninowy? :).
    Najserdeczniejsze pozdrowienia dla DUA i calego Ludu KG.

  181. Wilku Morski, hu, hu!:)))

    Kris, jakże się cieszę, że to wyłapałaś. Z nich jestem najbardziej zadowolona.

  182. „Nie lubiła bałaganu, ponieważ był brzydki” – cóż to za genialne w swej prostocie zdanie.

  183. Witam! Skonczylam juz czytac „Cioteczke” (szkoda, ze tak szybko, choc staralam sie czytac powoli…), cudna jest!
    Zaluje, ze jestem juz po lekturze, ale zaraz chyba zaczne czytac od nowa, bo jestem pewna, ze cos nowego odkryje! (Choc czytalam uwaznie i delektowalam sie opisami, wiem, ze sporo jeszcze zauwaze przy kolejnych lekturach).
    Wiecej napisze w wiadomosci prywatnej, dodam tylko, ze bardzo podoba mi sie m.in. sekwencja portretow miedzy str. 294 i str. 300. (Ale kto jeszcze nie czytal, niech lepiej nie oglada!).
    Dziekuje, DUA!

  184. Po przemiłym dniu i wieczorze (solenizantka wdzięcznie dziękuje za życzenia i częstuje makowym tortem) pora na przemiłą czytelniczą noc.

    Czytam trochę za łapczywie, besztam się, zawracam potulnie, smakuję tekst i pochłaniam go znowu. Córka (czytamy symultanicznie, jak niegdyś „Feblika”) najwyraźniej robi to samo. Od czasu do czasu na gorąco przerzucamy się uwagami, są zadziwienia, westchnienia i śmiechy. Nasi panowie kiwają ze zrozumieniem głowami.

    Utonę na dłużej.

  185. Już zbliżam się do finału – 8 września- och, trochę mi szkoda, że za chwilę będzie koniec.
    Już znowu nie mogę doczekać się nowej książki, co tak mile się zapowiada na stronie 308 (spodobał mi się ten tytuł!)
    I mam nadzieję, że akcje dwóch powieści się może jednak zazębią, jak Pani zapowiadała wstępnie – tyle ciekawych wątków się pojawiło w C. – zastanawiam się, które zostaną domknięte na kolejnych stronach, a które muszą poczekać na rozwinięcie.
    (To już pisano przy poprzednich częściach, ale pomysł na obfitą korespondencję mailową jest naprawdę świetny. Bardzo dobrze się czyta). :)

  186. Dobry wieczor Kochani!
    A ja nie mam „Ciotki”, a ciesze sie z Wami jakbym miala:)
    Czekam az jakas dobra dusza (siostry pamietaja) nadesle. Znaczy to, ze najlepsze jeszcze przede mna!
    Wiersz Wierzynskiego tak radosny, ze czlowiekowi tanczyc i spiewac sie chce.
    Pozdrawiam wszystkich, a zwlaszcza Bozeny i Grazyny!

  187. DUA, Beatuszko, nie jestem pewna, czy aby pomysł jest zupełnie mój… przy „Febliku” w podobny sposób szyfrowaliśmy swoje lekturowe wrażenia.

  188. O, Zuziu, to my jeszcze oczekujemy! Resztkami silnej woli, bo zaraz jajko zniesiesz, jakby to Mama powiedziała. Miałam cichą nadzieję na dziś, ale teraz to już i do jutra dotrwam. Też na pewno będę czytać kilka razy pod rząd, aż się nasycę, wrócę do innych części i znów do tej nowej. : ))

  189. Jaki Biedronka znalazła świetny sposób na podzielenie się wrażeniami z lektury!

    Dla mnie s.253 o tym co ważne, a może najważniejsze. Tak prosto, a bez patosu, po mistrzowsku.
    I jak wzruszająco August zrozumiał i podsumował.

  190. Aż mi się w żołądku skręca. Ale to już jutro. Wydaje mi się, jakby to był tylko sen, nierzeczywistość. Prosto po szkole pędzę do księgarni! Wspaniałą datę nam wybrali na rekolekcje! Wyjść ze szkoły o 12 i czytać, czytać! :))

  191. A to się cieszę, że się przydałam. ;) Ale chwilowo muszę zaprzestać, gdyż się wciągnęłam i zaczytałam.
    A i tak najbardziej podoba mi się – Wszystko! :)

  192. Zaraz sprawdziłam. Aha! Dobrze. Zamierzony efekt.
    To są dla mnie cenne , bardzo cenne uwagi, Madziu!

    Gio (wiad.pryw.)- ale fajnie!

  193. Przestałam się śmiać na stronie 36 lub 35 i czytałam sobie dalej w skupieniu i namyśle, mając ochotę potakiwać. Ale już na 54 roześmiałam się na cały głos znowu. Jeszcze paręnaście stron i przypomniało mi się w końcu, że nie jadłam obiadu, więc chyba odgrzeję pomidorową. A potem to już czytam choćby do północy.
    Będę mieć bardzo miły wieczór. Wszystkim takiego życzę! :)))

  194. Wciąż jestem uszczęśliwiona przybyłą Ciotką, ale z powodu rozmaitych perturbacji (w pracy) i konieczności omówienia tychże (poza pracą) jestem dopiero na stronie 25. Za to co strona to się śmieję. :) Podejrzewam, że z rozpędu także przeczytam Zgryzotkę dwa razy pod rząd, podwójnie się delektując.
    Solenizantkom – wszystkiego najlepszego! I bukieciki wiosennych kwiatów, bo i u nas Ciotka nadeszła z piękną i ciepłą wiosną.

  195. Biedronko wspak, bardzo dziękuję i ja! – jak widać, można ucieszyć autorkę dostrzeżeniem tego i owego, bez ujawniania publiczności w czym rzecz.
    Trzeba tylko chcieć! Dziękuję więc za pomysłowość!
    Fajnie, że ten dialog doceniłaś. Uważam, że jest ważny.

  196. A mi tatuś zrobił niespodziankę i ja też już mam!!!! Spokojnie czekałam na wiadomość, że mogę odebrać w empiku i powolutku czytałam „Feblika”, no to teraz muszę przyspieszyć :))))

  197. Teraz czyta moja Mama:) Więc najpierw ochłonę- a w nocy czeka mnie powtórna uczta:)
    Ach, w odpowiednim ci ja czasie udałam się na urlop. :)))

  198. No, wspaniale! I że na imieniny!:)

    Ann (wiad.pryw.)- tak, doszła wiadomości i bardzo ucieszyła.

  199. CZ świetna! Dziękuję!

    I bardzo dziękuję, że Pani pamiętała! (str. 19 i dalej- piękne rozwinięcie na str. 62) :)

    Ponadto, jestem m. in. pod wrażeniem dialogu- str. 283.

    Okładkę mam z Gaudentym, ale chyba kupię sobie drugi egzemplarz- po lekturze zdecydowanie bardziej gustuję w Guściku. No i bardzo podoba mi się jego nazwisko. :)))

    Z ukłonami
    – Biedronka.

  200. Mam już i ja swoją „Ciotkę..”!!!!
    Pięknie wydana i pachnąca, ze śliczną zakładką i pocztówką z Gieniusią!!!
    Proszę podziękować Wydawcom!
    Pani Małgosi podziękuję osobiście, jak już zakończę czytanie!
    Lecę czytać!!! NARESZCIE!!!!!!!!!

  201. Mam, Kochani, mam! Ach, akurat dziś :) Pani Małgorzato, dostałam najmilszy, gorąco wyczekiwany prezent – na imieniny :) Dziękuję!

    Serdeczne myśli, uśmiechy i życzenia ślę Krystynom i moim imienniczkom, sama wdzięcznie dziękując za śliczne tulipany i miłe słowa. Błotowiju, ależ trafiłeś dzisiaj z tą radością z lektury „Ciotki” :)

  202. Zajrzałam do prognozy. Rzeczywiście, idą mrozy. Trudno, w razie czego, donicę z bratkami wezmę do domu. A róże otulę łapkami z powrotem. Co za życie. Jak w tej piosence. Krok wpierjod i tri nazad.

  203. O, Krysiu, to widać, że jesteś wiosenna! Ładnie o wiośnie piszesz.:)

    Mamo Isi, ojejku, a tu mrozy zapowiadają, do ośmiu stopni. No, może tylko w Wielkopolsce?

  204. Stoję w kolejce, przytupuję i nie mogę się doczekać drugiego podejścia do „Ciotki”; teraz, jak już wiem, jak to się wszystko rozwiązało, będę mogła spokojnie smakować każdą z 307 stron.
    Z prac ogrodowych: posadziłam bratki w donicy na ganku i zdjęłam z róż przed domem łapki sosnowe. Ryzykowny to ruch, ale ptaki tak szaleją, że chyba już mrozu nie będzie. Chyba żeby był. Ale pan na rynku, od którego kupowałam bratki, zapewniał, że one (bratki) nie takie rzeczy wytrzymają.

  205. Akwarela przepiękna! Och, uwielbiam akwarelki i kocham takie marcowe widoczki!… Kiedy jeszcze buro, ale niebo już wielkie, subtelne liliowe mgiełki na horyzoncie (jak tam), i zapach – mokrej ziemi, zbutwiałych zeszłorocznych liści, spomiędzy których „wychynają” już krokusy, przebiśniegi, zawilce gajowe… Pierwsze śpiewy kosa i pierwsza oszołomiona, zataczająca się mucha :) Ja jestem bardzo marcowa – łącznie z urodzinami (‚Zgryzotka’ jest więc urodzinowa! :) ), no i imieninowa – dziękuję eleganckim dżentelmenom tutaj za życzenia!, bo sobie ich trochę przywłaszczyłam ;-). A zauważyliście, jak się już dzień wydłużył?… :) Już bliżej, niż dalej! – jak mawiała moja Babcia. Już niedługo. :)

  206. Kasztanowłosa, ale na lekcjach to już nie czytaj!
    Uściski!
    Solenizantkom dzisiejszym dorzucam po tulipanku!

  207. Będę miała dziś wieczorem!
    Długa noc przede mną, chyba, że będę podczytywać na jutrzejszym apelu (przemówienia i tak są nudne). :)
    Dziękuję :)

  208. I oczywiście wszystkim Bożenom i Krystynom ślę ogromny wirtualny bukiet tulipanów :)

  209. Ale przynajmniej dobrze się kończą, Piętaszku!

    Wójciku, dzięki za dobre słowo.

    Dziewczyny, dziewczynki, mamy i babcie, a także synowie i tatusiowie, bardzo Wam dziękuję za takie zainteresowanie!
    To wzruszające.

  210. A ja jeszcze troszkę muszę poczekać. Do czwartku. Dopiero wtedy Cioteczka będzie do odbioru. Potem zamierzam ją czytać i się z nią zaprzyjaźniać najdłużej jak się da, bo nie znoszę wprost Starosto , kiedy Pani książki się kończą .

  211. Do mnie „Ciotka Zgryzotka” zapuka dopiero jutro, ale za to z autografem Kochanej Autorki. Już nie mogę się doczekać.

    Pozdrawiam, Małgosia (ta od kotki Sprężyny :))

  212. Już po lekturze! Zazdroszczę wszystkim, którzy dopiero zasiadają do uczty. Albo właściwie nie zazdroszczę, bo zaraz zaczynam od nowa:) W tej części jest tyle do przemyślenia, przeżycia i poczucia, że za jednym zamachem się nie da. Materiału wystarczy na wiele „czytań”, zobaczycie sami!

  213. Mam!:))) I jak tu wyjść do pracy?! Przeczytałam trzy strony i lecę.
    A tak się rozpisywałam o planach na 14 marca! A tu w miłej księgarni… Cha cha cha!
    Dobrego dnia, Pani Małgosiu! Dobrego dnia, Ludu!

  214. Ja też, ja też ! dostałam wiadomość o odbiorze „cioteczki..”.
    A jednocześnie mój spóżniony o tydzień drugi wnuczek Leopold – zaczyna się rodzić, jest już gotowy
    „do odbioru”, że się tak trywialnie wyrażę.
    Same szczęśliwe wiadomości.Kocham Was i w ogóle…

  215. Zazdroszczę wszystkim, którzy już mają swoją „Ciotkę…”. Ale i nie zazdroszczę, bo rozkosz pierwszej lektury jeszcze przede mną! Nie umiem się doczekać. Jutro wstanę bladym świtem (o co zapewne postara się Łusia), zapakuję nas do auta i w te pędy do księgarni! A potem zniknę na cały dzień, jeśli pozwoli mi na to mój ząbkujący złośnik…
    Wiersz jest tak bardzo wiosenny, że aż mi się zamarzył spacer po parku.
    Pozdrawiam serdecznie!

  216. Najserdeczniejsze życzenia dla kochanych księgowych Bożen i Krystyn, wszystkiego najpiękniejszego i radości lektury „Ciotki”

  217. No bo jutro ten wyznaczony termin premiery, Piegusko. Czyli wszystko zgodnie z planem.

    Małgosiu, o rety, brzuch?!
    Ciekawa jestem, czy to przejdzie po lekturze. Tak jest, podziel się wrażeniami! Miłej wiosny!

  218. Aż mnie brzuch rozbolał ze szczęścia na wieść o tym, co ćwierkają wróble i na myśl, że Zgryzotka już w tym tygodniu wpadnie także do mnie :) Podzielę się wrażeniami, jak skończę :) Jak to miło witać wiosnę z Borejkami! Miłego dnia dla wszystkich :)

  219. Witajcie, ranne ptaszki! Kto rano wstaje, temu serwują wiadomości o wysyłce Ciotki! Czyli może być już jutro, jak ja się cieszę!!! Do odbioru w Empiku przy ul. Szczęśliwej. O, jakże szczęśliwej… A swoją drogą bardzo przypomina mi to oczekiwanie na dzidziusia – to napięcie, czy to już, jeszcze nie a termin mija, wszyscy w euforii… Dobrego dnia, kochani!

  220. Beatuszko, dziękuję za długą wiadomość prywatną. Jak ja wiedziałam, kto Ci się spodoba!:) He, he.
    No, cieszę się bardzo.

    Sondelani, w kwestii czasu to nie do mnie; ja go raczej zabieram…!

  221. I ja juz mam Ciotke!!! Ale zaczne czytac chyba dopiero jutro, bo musze skonczyc Feblika:). Czas, czas – poprosze o wiecej czasu!

  222. Kurier przyszedł dziś przed południem. Zamawianie w Akapicie mi się sprawdziło.
    Wcześniej miałem ciekawe zdarzenie w punkcie sprzedaży prasy i książek przy pewnej stacji metra.
    Dostali 8 sztuk, wydali na ladę, ale system komputerowy nie pozwolił im sprzedać. A już ją miałem w rękach.
    No to chyba znikam. A revoir madames et monsieurs.

  223. Wróciłam dzisiaj wyjątkowo późno do domu – właśnie weszłam -ale … jest Ciotka!!!
    Jak miło. Wraz z Ciotką dotarła karteczka ze szczerbatą Genowefą Bombke. :)
    Nie wiem, czy dotrę wyspana do pracy jutro… Albo może i dotrę i będę tam podczytywać ukradkiem, jak pod szkolną ławką. ;) Teraz padam na nos, a tyle opasłej radości mnie czeka przy lekturze. :) Za radość, humor i wzruszenia z góry dziękuję!

  224. Bożenko, ale teraz to już naprawdę lada dzień.

    O, ja też lubię Staffa.
    Jak wszyscy zapewne wiedzą, pan Wierzyński uważał go za swego mistrza.

  225. A ja ciągle czekam, czekam :((( Było dziś dwóch kurierów, dwa przebłyski nadziei – ale to nie było To.

    No to może wiersz o czekaniu.

    Leopold Staff
    Czekam…

    Czekam na każdym miejscu i w każdej godzinie,
    Wypatruję w chmur locie, w kamieniu i drzewie,
    W starych księgach i w pieśni, w miłości i winie
    I szukam Bóg wie czego, bo nikt o tym nie wie.

    Lecz dzień zawodzi w męce strawiony daremnej
    I w jałowych zabiegów błędnym kołowrocie.
    Może czegoś dopatrzę się wśród nocy ciemnej,
    Co rozszerza księżyca sierp i oczy kocie.

  226. Dzisiaj widziałam klucz żurawi. A przy karmniku czyże i dzwońce. Oddałam do załatania oponę od taczki. Zakopałam dziurę wyrytą przez psy. I pochowałam jeża, który nie przeżył zimy.
    To jak na razie tyle z wiosennych porządków.

  227. Wiolu, jakże mi miło!

    Jane, Łódź coraz bardziej się zbliża do Poznania i na odwrót.
    Mocne uściski dla wszystkich!

  228. Dobry wieczór, Kochana Pani Małgorzato i Kochany Ludu!
    Miałam dziś sen, w którym zaglądałam do każdej księgarni na ul. Piotrkowskiej (w Łodzi, rzecz jasna) w poszukiwaniu „Ciotki”. A tymczasem na jawie, podobnie jak MadziaZ, Nini, Zgred, Gio, Chesterka i inni (choć już jak widzę coraz nas mniej), jeszcze trwam w oczekiwaniu.
    W tym roku tak szybko upływa mi czas – chciałam w styczniu wyrazić swój smutek z powodu zmiany miejsca spotkania z Autorką, a teraz się okazuje, że to było chyba z 10 wpisów temu (a smutek minął – Poznań w końcu nie tak daleko:)).
    Dziękuję za wszystkie wiersze i obrazy, za całą radość jaką daje KG.
    Specjalne podziękowania składam za Wierzyńskiego – jestem nim oczarowana. Moja teściowa bardzo często recytowała „Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną…” Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to Wierzyński. Przesyłam uśmiechy.

  229. A ja dziś w pracy dowiedziałam się, że jedna osoba też jest „Jeżycjado-czytelnikiem”. I już się nie dziwię, że z tą osóbką tak dobrze mi się pracuje i dogaduje, bo „No jak! Ja jestem wychowana na Jeżycjadzie”. Ach, ach, wszędzie pojawia się ona – Jeżycjadowa opowieść, a z nią wyczekiwana „Ciotka…”
    Może nawet ta osoba czyta to teraz, a może i nie, ale ja uśmiecham się : )
    (PS. Zamówienie złożyłam już ho, ho, w lutym jeszcze, a na maila dostałam wiadomość, że wydawnictwo właśnie wysłało książkę. Jak dla mnie – dopiero, ale poczekam!)

  230. Też mam „Ciotkę…” i czytam!!! Podoba mi się, już się uśmiałam z kilku tekstów i już się zamyśliłam nad kilkoma tematami! Jest pięknie!!!

  231. Mario Anno (wiad.pryw.) – zgadzam się, choć nie bez zdziwienia.

    Jas, Francisco Castro jest Hiszpanem.

  232. Zbliża się czas szczepienia drzewek. W Skierniewicach jest główny ośrodek ogrodnictwa w kraju. Tam mają wymarzone stare odmiany, o jakich nam się nie śniło. Ananas dawno się u nas rozpowszechnił, ale tam mają jeszcze wcześniejsze odmiany. Ach marzenie. Można tam zdobyć trochę tego „złota”.
    Akwarelka ze starą jabłonią lub gruszą, to byłaby piękna akwarelka! Tyle kiedyś było tych starych, a małych drzew. Mają one kształty!

  233. Na akwareli chyba rzeczywiście marzec, na dole jeszcze puchato, w wyżej już mocniejsze światło, pomimo chmur. Ładnie namalowane drzewa. Tylko ten ten tytuł „las”, dla nas to nie byłby las. Tego typu lasy widziałam w Anglii, a malarz skąd jest?

  234. Mam !!!!!!
    Właśnie przyjechał kurier … Oddalam się śpiesznie.
    A chciałam się zdrzemnąć po nieprzespanej nocy (córeczka leży z silną grypą) ale są rzeczy ważniejsze :)

  235. Dzień dobry wiosennie!
    Do upragnionej chwili juz coraz bliżej, dziś nareszcie doszedl przelew bankowy i pozostaje mi tylko czekać na przesyłkę, mając nadzieję, ze poczta bedzie sprawnie funkcjonować.

    Pozdrawiam słonecznie.

  236. Właśnie dotarła do mnie przesyłka z wydawnictwa. Jak tylko maluchy pójdą spać siadam i czytam. Serdecznie pozdrawiam Panią Małgosię i wszystkich, którzy czekają na listonosza, jestem pewna, że warto!

  237. Ach, DUA! Jestem podekscytowana!!!

    Zgredziku, w gruncie rzeczy masz rację: czytanie lepsze. Ale swoją porcję czekania trza odczekać [sic!]. Może Cię pocieszę: też zamówiłam dwie „Ciotki”, obydwie z odbiorem osobistym, tyle że w dwóch różnych księgarniach. I też na razie ani dudu. Ale to już naprawdę „już za chwileczkę, już za momencik”. :-)

  238. Pani Małgosiu, i u mnie dzisiaj „powietrze gra na skrzypcach”, a jaki zapach wiosny!
    Na mojej jodle przyłapałam skowronki, a pomiędzy chmurami odrobinę słońca.
    Jeszcze tylko oczekiwanie na Ciotkę zamienić w czytanie i ożywczy duch wiosenny będzie w pełni.
    Miłego dnia.

  239. Też mi się wydaje, że czytanie jest lepsze od czekania.

    Byliśmy dzisiaj w Łazienkach. Wiewiórek nie widzieliśmy.

  240. O, to muszę moje piwonie obejrzeć.
    „A ja już kwitnę, kwitnę” – jakie to trafne; bo już w wyobraźni kwitną nam te wytęsknione fiołki i konwalie, i co tam kto lubi…

    Mniej ptaków przy karmniku. Za to podczas przejażdżki za miasto widziałam wielkie stado dzikich gęsi odpoczywających nad stawem i łabędzia ślizgającego się po lodzie:)

  241. Oj, to jak dzisiaj, całkiem jak dzisiaj, Elżbieto.
    Ach, jak dziś pachniało w ogrodzie!
    A jak się miło napracowałam!
    Róże wcale nie przemarzły, nawet „Rambling Rector” przysłany z Anglii.
    I widać już czerwone łebki pędów piwonii – to już mrozu nie będzie, piwonie wiedzą.

  242. Pani Małgosiu, uwielbiam Pani opisy zjawisk atmosferycznych. Ich potężny wpływ na ludzi. Czytam i nagle patrzę na planetę naszą z oddalenia…
    W oczekiwaniu na „Ciotkę” przeczytałam cztery ostatnie powieści, a później sięgnęłam po Geniusię. Co czytam w rozdziale, którego akcja rozgrywa się 14 marca?
    „Lekki, żartobliwy wietrzyk przeganiał po wilgotnych ulicach aromat świeżej ziemi – i kazał myśleć o ogródkach, kwiatach, sadzonkach, siewach inspektowych i nawozach sztucznych. Z pewnością ta tematyka – lub przynajmniej zbliżona – nawiedzała dziś myśli każdego z przechodniów.”
    Czekam Zgryzotki, czekam wiosny!

  243. Piekna ta marcowa akwarela… I wspanialy Wierzynski, jak zawsze („łaskotki uśmiechów”!).
    Marzec jest caly tez w moich imieninach. :)

    PS Tez czytam, czytam i staram sie za szybko nie skonczyc!

  244. Zazdroszczę tym, co już mają i czytają/przeczytali. Ale właściwie też rozkoszuję się czekaniem, bo to jest ten najmilszy etap, tuż przed „już!”. Coś w rodzaju prezentu tuż przed odpakowaniem (jak w „Noelce”).

    :-)

  245. czekam na Ciotkę, mało cierpliwie. Za to dziś przedwiosenny las, przedwiosenne słonko, przedwiosenne błotko którego pełno na najmłodszej pociesze, wprawiającej się dzielnie w jeździe na rowerku. I wielka radość – wychynęły czubki krokusów!
    Akwarela piękna, wiersz – jak zwykle.

  246. Ja też już przeczytałam!! Kupiłam w miłej maleńkiej księgarence (Książkoteka) już w czwartek. I gdyby nie to, że Basia od piątku w szpitalu to pewnie wcześniej już bym skończyła. Wrażeniami podzielę się jak Magpie – w wiadomości prywatnej – żeby nie robić przykrości tym, którzy jeszcze czekają. Na razie tylko GORĄCE PODZIĘKOWANIA!! buczyna

  247. Pozdrowienia ze słonecznego Wrocławia! Jest +15 stopni, od rana następny rząd krokusów wyrósł spod ziemi. Nawet pszczoły się uwijają.

  248. Aj, aj, już czytają, a ja czekam z niecierpliwością wielką.
    Wiosna nadchodzi, mniej ptaków w karmniku, psy nie chcą wracać do domu z podwórka, rabatki jeszcze pod topniejącym śniegiem, ale słońce nas zaszczyciło swym blaskiem.
    Wierzyński jak zawsze niezawodny.
    Obrazek przedwiosenny.
    Czekam…

  249. Ja właśnie przeczytałam już „Ciotke Zgryzotke” i byłam mile zaskoczona widząc tytuł kolejnej części Jeżycjady bardzo mnie to ucieszyło. Książka jest jak zawsze wciągająca i bardzo szybko się ją czyta.
    I miałam rację, że główną rolę będzie miała jedna z córek jednej z sióstr Borejko. Jestem ciekawa kogo będzie dotyczył kolejny tom. Miło było znów się spotkać z rodziną Borejko. Jednak jak za każdym razem czuje niedosyt. I chyba zaraz sięgnę po „Szósta klepkę” i zacznę czytać cała serię od początku.
    Coś mi mówi, że kolejny tom może dotyczyć Łucji Pałys.
    Pozdrawiam serdecznie ;-)

  250. Mąż mi kupił wczoraj w takiej zwykłej, prywatnej księgarni – można rzec „spod lady” ;-) Więc może w innych tego typu też będzie.

  251. Zgredzie – liczę, że w przypadkowej.
    Magpie w jakiejś dostała. :)
    A jak nie – no to już poczekam. Nie mogę się doczekać, ale przecież wytrzymam.

  252. Magdo Z. – ja zamówiłem w Akapicie kurierem i też ani dudu.
    I w empiku z odbiorem osobistym też – i też nic.
    Ale mam dwie osoby, które chętnie otrzymają ode mnie takie prezenty.

  253. MagdoZ.!!! „Jeżycjady” nigdy za wiele!
    Ach, chłonę to echo odbijające się w wypowiedziach osób, które już przeczytały. Mam cichą nadzieję, że jutro wieczorem będę miała wspominany tom w ręku, ale to raczej złudne myślenie.

  254. A ja tam się cieszę Madziu, że czytanie Ciotki dopiero przede mną i czekam spokojnie, a tymczasem w przyrodzie szaleństwo! Widziałam dziś parę SKOWRONKÓW. Ha!

  255. Madziu kochana :-) !
    Wybyliśmy do ogrodu, a tam odkryłam kwitnące krokusy, które posadziłam jesienią. Dzielne roślinki!
    Korci mnie, żeby złapać za nowy, ostry szpadel, który dostałam od męża i za grabki. Ale lepiej nie kusić losu – drapie mnie w gardle. Jeszcze dziś zostanę w domu…

  256. Nieuchronnie zbliżam się do końca książki. Jak zawsze jest ona wciągająca i bardzo trudno się oderwać tym bardziej, że nie brakuje tutaj momentami napięcia. I już udało mi się dwa fragmenty z książki zapisać ;-). Pani książki zawsze czyta się w zawrotnym tempie, a potem z wypiekami na twarzy oczekuje na kolejną część i dalsze losy ulubionej rodziny Borejko.
    Bardzo mi się „Ciotka

  257. Dla mnie w marcowej akwareli też nie ma smutku: widzę tam wschód słońca, ten ostatni moment czekania, że już, już, jeszcze chwileczkę – i wszystko eksploduje. Światło jest piękne, takie leciutkie.
    Ale prawdą jest, każdy ekran inaczej wyświetla kolory, a potem każde oczy inaczej widzą… :)

    Co do „Ciotki Zgryzotki”, to ustawiłam się na straconej pozycji, i siostra wygra tradycyjny konkurs o to, która pierwsza weźmie nową „Jeżycjadę” do czytania…no ale cóż, przyjadę do domu na Wielkanoc, i połknę w całości, między mazurkiem a barszczykiem, już się nie mogę doczekać ;)

    W międzyczasie pozdrawiam ciepło i serdecznie, i dziękuję, za to czekanie również.

  258. Jesteśmy wdzięczni, że mamy ten dom. A to wszystko dzięki mojej cioci, która przeniosła się z babcią do mieszkania w Nekli i moim rodzicom, którzy sfinansowali remont. Romek z tatą dużo rzeczy zrobili sami (potrafią wszystko!!!). Ja też malowałam i kładłam gips, jak pewna osoba. ;-) Naprawdę jesteśmy szczęściarzami!
    A ziemia – namawiam tatę na zakup, bo my na razie nie mamy takiej możliwości. Ale pożyjemy, zobaczymy.

  259. Magpie, powtórzę za Ulubioną Autorką, jak ładnie napisałaś! :)
    Oho, setnie się przeliczyłam zamawiając pierwszego dnia przedsprzedaży w wydawnictwie i omyłkowo wybierając opcję list priorytetowy miast kuriera. Potem nie wytrzymałam presji i zamówiłam przez Empik, słysząc, że mają. I co? – i będzie szesnastego. Czuję, że dłużej nie wytrzymam napięcia i wpadnę jutro do księgarni, by zostać właścicielką trzeciego egzemplarza oczekiwanej Ciotki.
    Trudno świetnie, jak mawia Mama Isi. A zresztą i dobrze – będą prezenciki dla młodszych sióstr. :)

  260. Dziękuję za trafny cytat, Casciolino!

    Magpie, mieć taki dom z historią to naprawdę dar od losu!
    I jak ładnie o tym piszesz!
    A swoją drogą – ziemię zawsze warto kupić. Ziemia to ziemia, jak powiedziałby August.

  261. Co do smutku – ciągle mi towarzyszy, tak samo jak radość. Nie można bez niego być w pełni człowiekiem. Moja mama, gdy przeczytała „Władcę pierścieni”, powiedziała, że to bardzo smutna książka. Zgodzę się z tym, ale mnie napawa również nadzieją. Często do niej wracam, ktoś to może nazwie eskapizmem, ale potrzebuję uczuć, które we mnie budzi ta lektura. Teraz też mi towarzyszy – w Wielkim Poście.

    Pozdrawiam wszystkich i życzę miłej niedzieli!

  262. A Pani książka to dla mnie najlepsze rekolekcje, poczułam przypływ sił i rozbłysk światła – po trudnym początku roku. Jeszcze raz dziękuję!

  263. To, co wczoraj napisałam było bardzo emocjonalne i szczere. Teraz pomału przychodzą spokojniejsze refleksje. I dostrzegam więcej szczegółów, które dotknęły różnych strun we mnie. Na przykład rozmowa F. z N., dzielenie się lekturami, pozytywizm czy umiłowanie ziemi. To ostatnie i ja czuję bardzo mocno. Gdybym mogła, kupiłabym jakieś gospodarstwo i zrobilibyśmy z mężem z tego sposób na życie… Ale z drugiej strony kocham nasz dom, który zbudował mój pradziadek. Tu urodził się mój tata, tu zawsze czułam się szczęśliwa – u babci i dziadka. W ogóle coraz częściej o nich myślę (po dziadku dostałam genach namiętność do ogrodu, a po babci do czytania i gotowania), chodzę ich ścieżkami. Babcia odeszła półtora roku temu, ale dopiero teraz przypomina mi się jaka była dobra, zanim demencja ją tak bardzo zmieniła… Cieszę się, że ciocia dała Romkowi i mnie obrączki dziadków. Nie zamieniłabym ich na żadne nowe. Jest w nich historia, a my piszemy ją dalej.

  264. Moje skojarzenia z marcową akwarelą wyrażają te słowa:
    There is a hard truth to be told: before spring becomes beautiful, it is plug ugly, nothing but mud and muck. I have walked in the early spring through fields that will suck your boots off, a world so wet and woeful it makes you yearn for the return of ice. But in that muddy mess, the conditions for rebirth are being created. /Parker Palmer/

  265. No, jestem już w połowie książki. Faktycznie jest momentami całkiem zabawna. Coś jednak czuję, że po jej przeczytaniu sięgnę po „Szósta klepke” i od początku przeczytam cała serię po raz kolejny.
    W najnowszej części Jeżycjady czuje się ten czas przemijania oraz pojawinia nowego życia. Skłania to do myślenia. Tak, w tej części czuć wyraźnie, że czas biegnie nieubłaganie. Pewnie w niedzielę wieczorem skończę czytać „Ciotke Zgryzotke” . A wtedy napewno napiszę jeszcze więcej o swych odczuciach i przemyśleniach.
    Pozdrawiam serdecznie ;-)

  266. Nie martw się, Zosiu, jeszcze się pośmiejesz.:)
    Będę Ci tu kibicować z boczku.
    PS – w smutku nie ma nic złego ani nagannego, nie bójmy się go. Pamiętajmy, że – jak wszystko na tym świecie – ma on drugą stronę: radość.

    Piegusko, i Tobie smutno? A to przecież, przynajmniej moim zdaniem, akwarela przepełniona budzącą się radością. Miło pomyśleć, że z tej wilgoci, mglistości i szarości wybuchnie lada chwila zieleń!

  267. Jestem w trakcie czytania „Ciotki Zgryzotki” i jakoś tak mi smutno, bo mam wrażenie jakby coś zbliżało się nieuchronnie ku końcowi. Może to tylko takie moje pierwsze odczucia. Jak zawsze książka wciągająca, ale taka bardzo przywołujaca wspomnienia i wręcz wywołujaca łzy w oczach. Coś mi się widzi, że to najbardziej wzruszająca część ze wszystkich z Jeżycjady. Oczywiście ma gdzie niegdzie dawkę humoru jak każda Pani książka. To na razie tyle lecę czytać dalej. Pozdrawiam serdecznie ;-).

  268. Dziękuję za piękny wiersz i obraz, choć ten widok dla mnie tchnie smutkiem (może to kwestia przygaszonych kolorów na ekranie?). A u mnie wiosenna radość, bo po dwóch tygodniach chorób wychynęłam na świat, a tu tulipany kiełkują! Szkoda tylko, że Ciotka jeszcze nie wykiełkowała…

  269. Fakt – są bardzo mądre. Staramy się – Romek ma większe sukcesy w materii szkolenia Radara, bo mnie potrafi nasz piesek rozmiękczyć pięknymi oczami… Choć usiłuję być nieugięta. A mój tata robi dokładnie to samo co I. – podkarmia Radara smakołykami. Na razie jego linia nie ucierpiała – jeszcze… I spacery – prawie zawsze namówi tatę. Twierdzi, że nigdzie nie był – chociaż z reguły już zażył długiego spaceru z nami.

  270. Jakże słusznie minęły!

    Magpie, on jest naprawdę miły.
    A pieska tresujcie wytrwale (z surową miną). W końcu zrozumie, co powinien robić. One są takie mądre!

  271. Wójciku, Chesterko, ależ jedno i drugie, rysowanie i malowanie wraz z pisaniem. Miłe lata przede mną.

    Zofio, dziękuję Ci za miłe słowa i czuję się wręcz zobowiązana do – jak to się dawniej mawiało- dalszej wytężonej pracy!:)

  272. Kochana Magpie, bardzo, ale to bardzo dziękuję za tę ogromną wiadomość prywatną. Słusznie postanowiłaś, żeby jej nie upubliczniać – już nie wspominam o osobistych Twoich sprawach, ale ta szczegółowa recenzja „Ciotki Zgryzotki” mogłaby popsuć przyjemność czytania tym, co jeszcze mają lekturę przed sobą. Natomiast mnie sprawiłaś tą szczegółowością (i, co tu gadać, szczodrością serca) wielką frajdę! Przede wszystkim tym, że chciało Ci się aż tyle napisać! A poza tym – lubię wiedzieć jak to, co wymyśliłam i nad czym się napracowałam, trafia do Czytelników, jakimi drogami, co zostaje, co ich bawi, co wzrusza, co ciekawi. To jest bardzo pożyteczna wiedza i bardzo konstruktywna. Przyda mi się, i to jak, przy pisaniu kolejnej książki.
    Bardzo się cieszę, że podobało się, i że aż tak. Mocno ściskam i pozdrawiam Twego F. oraz Gończego, rzecz jasna.

  273. Właśnie sobie skończyłam czytać „Feblik” i zacznę czytać „Ciotke Zgryzotke „. Oczywiście jeszcze parę fragmentów z „Feblika” zanotowałam. Pani książki to kopalnia mądrości naprawdę. Bardzo się cieszę, że dane mi było zapoznać się z Pani twórczością. A teraz biorę się za czytanie najnowszej części Jeżycjady. Pozdrawiam serdecznie ;-).

  274. Jest tam także jeden bardzo ładny obrazek lunofilski. I pienna różyczka niczego sobie z delikatnym cieniem jak zwiewny welon. Reszta także urocza.

  275. Oj, to się zapowiada, że przyszłe tomy Jeżycjady będą miały po 600 stron – co druga strona – ilustracja:)

    I tak to za sprawą pięknego wiersza Wierzyńskiego odkryłam, że mój charakter jest marcowy, pełen sprzeczności. Dlatego lubię paradoksy. Bo marzec, marzec cały jest w moich imieninach i urodzinach.
    A propos cudnej akwareli, takież to kolory widziałam dziś omiatając wzrokiem resztkę osiedlowych chaszczy, gdy w zmiennym rytmie serca człapałam z nikłą nadzieją do pobliskiego empika. Serce też na starość marcowe.

  276. Aleksandro, ja też trafiłam na piłkarza. Ale wpisałam „Francisco Castro, aquarelist” – i już go miałam!

    I w ogóle, sporo przy okazji naoglądałam się w sieci akwareli. Niektóre są wręcz mistrzowskie; nie przypuszczałam, że w XXI wieku tak się rozwinie ta dziedzina malarstwa. Ale też przyznać trzeba, że słynna firma Windsor&Newton wypuściła nową generację farb akwarelowych, w tym markery akwarelowe oraz sztyfty!- można nimi rysować na sucho, a można też rozwadniać kreskę pędzelkiem. Wspaniałe, czyste, wyszukane kolory!- dawniej takich nie było.
    Ach, piękna starość przede mną. Będę malować!

  277. Ten Wierzyński!- wybieram dowolny wiersz z jego antologii: każdy jest piękny. Każdy.

  278. Wiersz piękny.
    Lubię ten pierwszy ciepły dzień po zimie – na basenie trochę łatwiej pływać, bo mniej chętnych.

  279. Pooglądałam sobie przepiękne akwarele Francisco Castro. Co prawda, gdy wpisałam w wyszukiwarkę nazwisko najpierw wyskoczyły mi tylko informacje o Francisco Castro piłkarzu, ale w końcu znalazłam tego właściwego ;)
    Cuda! I jeszcze muszę dodać, że kolory Lasu II różnią się w zależności od tego czy oglądam w telefonie, czy w laptopie. W telefonie są bardziej nasycone, prawdziwie wiosenne, w laptopie więcej przedwiosennej (przedwiośnianej? – od przedwiośnia) szarości.

  280. Uff -doczytałam. Ale mój gończy telepata wyczuł moje emocje i wlazł na mnie, wylizał mi twarz i uszy – tak zawsze entuzjastycznie pociesza. ;-)

  281. Oj, oj mam stan przedzawałowy!!! Czytam właśnie o Bobusiu!!! Ja mam wrażliwe serce – szczególnie gdy chodzi o psy, zwłaszcza gończe…

  282. Zofio! Gdy po raz pierwszy czytałam „Feblika” tym samym fragmentem podzieliłam się na facebook’u! I wzięłam dla siebie te słowa, staram się o nich pamiętać

  283. A! To jest skuteczna dobra rada, wiem coś o tym:)! (Bo bywają i nieskuteczne…)

    Just, i na kolor był wyjątkowo wrażliwy.
    I na muzykę.

  284. Jeśli chodzi o fragment, który zaznaczyłam w książce to jest to ten fragment: „Jeśli krytyka jest życzliwa i szczera, weź ją pod rozwagę, może w czymś się przyda. Jeśli jest głupia lub wroga, gwizdż na nią. W każdym zaś wypadku rób, tak jak uważasz. Bo to jest twoje dzieło i nikt poza tobą nie ma nic do gadania.” Bardzo mądre słowa i dobra rada, więc postanowiłam go zanotować ;-). Pewnie niedługo takich fragmentów z Pani książek wyłapie więcej.
    Pozdrawiam serdecznie ;-)

  285. A jeszcze dodam, ze we Włoszech mowi się: marzo – pazzo, czyli szalony marzec, tj.wszystkiego mozna sie jeszcze spodziewać, oczywiście z klimatycznego punktu widzenia.
    Pozdrawiam wiosennie.

  286. Jak to pięknie powiedziane : „powietrze gra na skrzypcach”. Ten poeta miał wyjątkowe poczucie wrażliwości na przyrodę i jej zmiany.
    „Marcu cały w moich imieninach” brzmi rozczulajaco. ( Mój tato też nosi imię Kazimierz ) .
    Dziękuję DUA za ten wiersz.

  287. PS Drzewa na obrazie wyglądają bardziej jak duchy tych drzew. Takie moje odczucie?

  288. Ileż radości w tym wierszu! I zdziwienia! Rok w rok to samo, a jednak inne, a jednak zaskakuje!
    Czuję się teraz identycznie jak Pan Kazimierz! Cudowny spacer po lesie dziś odbyłam, w towarzystwie ptaków i promieni słońca prześlizgujących się przez nagie drzewa. Aż sobie poskakałam i pośmiałam się w głos!
    Wszystkim ten uśmiech entuzjastycznie przesyłam! Tym bardziej, że tylko 4 dni!

  289. Dzisiaj czytając „Feblik” zaznaczyłam sobie fragment książki i nawet zapisałam na kartce. To zadziwiające, że gdy czytamy coś po raz kolejny to pewne rzeczy przykuwają naszą uwagę bardziej niż kiedy czytaliśmy po raz pierwszy. Myślę o założeniu sobie zeszytu z cytatami z Pani książek. One są niesamowite i skłaniają człowieka do myślenia ;-). Jednym słowem Pani książki są niezwykłe.

  290. Ten współczesny mistrz akwareli to moje nowe internetowe odkrycie. Popatrz sobie, Aleksandro, w sieci jest sporo jego cudownych pejzaży. A jak on maluje róże!

Dodaj komentarz